NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Erikson, Steven - "Cena szczęścia"

Hałas, Agnieszka - "Śpiew potępionych"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Harrison, M. John - "Nova Swing"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Harrison, M. John - "Trakt Kefahuchiego"
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Nova Swing
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Marzec 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-195-9
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 240
Cena: 37,00 zł
Rok wydania oryginału: 2006
Wydawca oryginału: Gollancz



Harrison, M. John - "Nova Swing"

240 stron w tekście – następne 240 w domyśle


Tytuł „Nova Swing”, znaczek serii wydawniczej „Uczta Wyobraźni” oraz kot o iście janusowym obliczu – tak wygląda najnowsza powieść M. Johna Harrisona na pierwszy rzut oka. Jeśli postawicie Novę wśród innych pozycji z tej serii, zrobi nad wyraz skromne wrażenie. To zaledwie 240 strony – a nawet mniej, jeśli odejmiecie zapowiedzi innych książek i tym podobne. Niezły efekt robi okładka, która kontynuuje to, co dotychczas Irek Konior tworzył dla Maga: jego styl ilustrowania – niekrzykliwy, schludny, ale wyrazisty – doskonale pasuje do wysublimowanej fantastyki, jaką reprezentują książki wydane w Uczcie Wyobraźni. Znalazło to po części odzwierciedlenie w naszym plebiscycie, gdzie w ścisłej czołówce jak na razie znajduje się okładka „Światła”.

A skoro już jesteśmy przy „Świetle”, „Nova Swing”, mimo akcji osadzonej w tym samym uniwersum, nie jest jego kontynuacją w ścisłym tego słowa znaczeniu – wątki z poprzedniej powieści Harrisona przejawiają się na zasadzie puszczania oka do czytelnika. Nic nie stoi na przeszkodzie, by czytać te książki niezależnie od siebie, w porządku dowolnym1). Co najwyżej ktoś, kto zaczyna od Novy, będzie musiał się nieco dłużej namyślać, czym jest ferma tanków. Książki te różnią się znacznie strukturą i kompozycją literacką – o ile „Światło” było ścisłym warkoczem losów trzech istot na drodze do odszukania własnej tożsamości, to recenzowana powieść jest raczej skłębioną wielowątkową opowieścią o zabrnięciu w ślepą uliczkę, ilustrowaną koleinami życiowymi szeregu różnych postaci.

I to ilustrowanie utrzymane jest w mocnych neonowych kontrastach, z cieniami, jakie występują tylko w powieściach noir. Akcja książki zatacza się jak ten wstawiony – od jednego do drugiego pubu, przez meliny i ulice w na poły wymarłym, ale ożywającym nocą porcie kosmicznym Saudade. Jego znaczna część to izolowana „strefa zdarzenia”, miejsce, w którym fizyka, czas i przestrzeń mają swobodne i kreatywne podejście do swojej roboty (tak jak Harrison ma kreatywne i swobodne podejście do science fiction jako takiego). Jest to miejsce, do którego wybierają się stalkerzy tej planety i z którego czasem wyjdzie coś niepożądanego. Kolejne sceny powieści przeskakują jak piosenki w pubowej szafie grającej, pozornie bez klucza, a jednak zakorzeniając pewien niesamowity retrofuturystyczny klimat. Nie dominują szybkie tempa, bo akcji tu niewiele. Sama powieść kończy się tak jakoś leniwie, z tęsknotą i blaskiem właściwym pustej butelce whisky. Popłynąłem – ale właśnie tak nastraja „Nova Swing”.

Niech nie nabierze was ten utwór skromnymi rozmiarami – w istocie jest to książka co najmniej o połowę grubsza. Nad wieloma niuansami trzeba się pochylić, a pióro Harrisona w mistrzowski sposób zarządza przestrzenią niedopowiedzenia. Jednocześnie autorowi udało się nie powtarzać – każda jego powieść wydana w Polsce to inne zasady gry z czytelnikiem. W swojej recenzji Tymek Wronka stwierdził, że „Nova Swing” jednak w czymś tam „Światłu” ustępuje – u mnie chyba wybór tej lepszej determinowałaby tylko to, którą przeczytałem ostatnio. I byłby to jedyny obiektywny czynnik, bo trudno jest mi zderzać ze sobą te dwie różne, ale wspaniale różne powieści. Ponieważ „Światła” w Katedrze nie recenzowałem, korzystam z okazji i obie naraz polecam gorąco.



1) Naturalnie mogę się mylić, próbowałem zdekodować „Novę Swing” pod kątem bycia ściślejszą kontynuacją „Światła”, gdzie elementy tej kontynuacji starannie zamaskowano (koty, strefa, jako efekt uboczny zdarzeń z „Światła” etc.), ale jakoś mi się nie ułożyło. Niemniej cały czas mnie to intryguje, więc gdyby komuś się udało, jestem pierwszy chętny do wysłuchania interpretacji.



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2011-03-29 00:35:36
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS