NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Smith, E.E. Doc - "Patrol Galaktyczny"


 Marillier, Juliet - "Córka lasu"

 Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)

 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

Linki

Białołęcka, Ewa - "Naznaczeni błękitem", część 1 (wyd. 2)
Wydawnictwo: Runa
Cykl: Kroniki Drugiego Kręgu
Data wydania: Lipiec 2010
Wydanie: 2
ISBN: 978-83-89595-64-5
Oprawa: miękka
Format: 125×185 mm
Liczba stron: 504
Cena: 32,50 zł
Tom cyklu: 1



Białołęcka, Ewa - "Naznaczeni błękitem", część 1

Nie jest łatwo stworzyć spójny świat fantasy, jeszcze trudniej opisać go w taki sposób, by przykuwał uwagę. Już prawdziwą magią jest zaś skonstruowanie świata nadzwyczajnych zjawisk, tak by pomimo nadprzyrodzonych atrybutów, czytelnik pochłaniał go z wypiekami na twarzy, jakoś podświadomie uznając za pewnik realizm tła. Ewa Białołęcka czaruje słowami, jest to moje pierwsze spotkanie z prozą autorki i przyznaję (z nieskrywaną zresztą zazdrością), że jej styl jest doprawdy wspaniały.
Pomimo bardzo pewnych zapewnień wydawcy, jakoby czytelnik miał do czynienia z powieścią, nie odkryję Ameryki jeśli stwierdzę, że książka "Naznaczeni błękitem" powieścią nie jest, a co najwyżej zbiorem luźno ze sobą powiązanych opowiadań. W niczym to jednak nie przeszkadza, by pochłaniać historie łakomymi porcjami.
„W Lengorchii każde dziecko może urodzić się obdarzone magią.” Kiedy już tak się wydarzy, zupełnie nieistotnym okazuje się status społeczny. Talent magiczny sprawia, że szary pasterz kóz wyrasta ponad śmiertelników, a traktowany do tej pory jak ścierwo członek trupy cyrkowej nie musi już z troską patrzeć w przyszłość. Talent ów miewa różny charakter, każdy z wybrańców może zostać w konsekwencji naznaczony błękitną szarfą, która jest oficjalnym potwierdzeniem przynależności do grupy.
Pierwsze wprowadzające opowiadanie Twierdza na Kozim Wzgórzu zdradza legendarną historię Białego Roga, który (korzystając z talentu Tkacza Iluzji) przez kilkadziesiąt godzin tworzył frapujące miraże fortyfikacji – wszystko po to by uchronić przed najeźdźcami siebie i swojego małego brata Koziołka. Białołęcka zwraca szczególną uwagę na drugą stronę medalu – otóż za talentem stoi z reguły ogromne brzemię. Zazwyczaj ogromny talent magiczny upośledza w jakiś sposób ciało. Biały Róg rodzi się z nieproporcjonalnie krótkimi, bezwładnymi nogami, już na starcie traktowany przez ojca raczej jako coś niż ktoś, musi nauczyć się żyć ze swoim kalectwem, poruszać się na rękach. Musi całe życie udowadniać, że potrafi.
Druga zupełnie oderwana historia (Gwiazdy i Róża) opowiada o losach Nocnego Śpiewaka, obdarzonego talentem rozszczepiania materii, najbardziej pożądanego zresztą; określanego mianem Stworzyciela. Tym razem również magiczny talent rodzi się w bólach, zewnętrznie objawia się futrem na całym ciele, które staje się dla chłopca źródłem wielu przykrości. Uwalniana jedynie w spontanicznych odruchach obronnych zdolność przynosi więcej szkód, aniżeli pożytku. Zwierzak, nazywany tak ze względu na sierść właśnie, jest zmuszany do robienia na scenie cyrkowych numerów (np. rozszarpywanie kurczaków ku uciesze gawiedzi), a szczególnie upodobaną formą rozrywki jego właściciela jest okładanie go z byle powodu. Zwierzak traktowany gorzej niż pies, wkrótce zaczyna wierzyć, że psem jest w istocie, i tylko nieoczekiwany zwrot akcji pozwala mu na przebudzenie się z koszmaru i zmierzenie z wcale nie lepszą normalnością. W punkcie kulminacyjnym niekontrolowany talent zabija okrutnego oprawcę, później rani jeszcze wyrostka znęcającego się nad Zwierzakiem z powodu jego – nazwijmy to – inności.
Skrzywdzony bohater zyskuje opiekę maga Bukata – musi od nowa nauczyć się życia jako człowiek (co okazuje się wcale nie takie łatwe), a w międzyczasie starać się wydobyć „talent zatrzaśnięty w głowie”. Trauma i kompleksy z całą pewnością nie pomagają w dostosowaniu się do nowej sytuacji. Nocny Śpiewak, już w miasteczku magów, odkrywa całą gamę uczuć, w tym miłość. Odkrywa również, że tę miłość, bardzo prosto pojmowaną, można kupić. (Zakochuje się w miejscowej prostytutce, z którą się zaprzyjaźnia). Destrukcyjny charakter talentu przysparza mu kolejnych kłopotów, aż do tego stopnia, że w finale opowieści dochodzi do rozprawy sądowej, mającej doprowadzić do usunięcia magicznych mocy z umysłu chłopaka. Moim zdaniem najlepszy fragment książki, ciekawie rozwiązany fabularnie, z bardzo wyrazistymi postaciami. Smutna, aczkolwiek pouczająca historia.
Kolejne trzy opowiadania (Tkanie iluzji, Błękitna szarfa, Na smoczej ziemi) są już znacznie bardziej ze sobą powiązane, wszystkie spaja ze sobą główny bohater – głuchy Kamyk. (Pojawiają się również liczne nawiązania do legendy Białego Roga). Rodziców chłopaka zabiła epidemia złośliwej zamartwicy płucnej, ocalał tylko on sam. Pod opieką Płowego rozwija swój talent tkania miraży, doskonale zdając sobie jednak sprawę, że nigdy nie będzie w stanie stworzyć iluzji doskonałych – nie zna odgłosów jakie wydają odtwarzane rzeczy i stworzenia, jakichkolwiek odgłosów. Dla niego coś takiego jak dźwięk nie istnieje, a podobno nawet głupie jabłko, gdy się je ugryzie staje się nośnikiem pewnego odgłosu. Problem narasta do tego stopnia, że Kamyk postanawia odnaleźć Stworzyciela, który uzdrowi jego słuch. Okazuje się, że nie jest to takie proste – guz na mózgu („magiczna perła”) odpowiedzialny za talent jest tak wielki, że przepełnił ośrodek słuchu, brzmi diagnoza Pływaka. Coś za coś, bolesna lekcja życia. (Po raz kolejny już pojawia się motyw kalectwa jako ceny, jaką trzeba płacić za talent).
Wtedy na horyzoncie akcji pojawia się Pożeracz Chmur (smocze szczenię), który zaprzyjaźnia się z Kamykiem. Pozwala mu na mentalne połączenie, dzięki czemu chłopak ma możliwość korzystania ze słuchu smoka, z pomocą jego uszu odbiera odgłosy świata, może uczyć się ich na pamięć. Miraże uzupełnione „graniem ze słuchu” prezentują zupełnie nową jakość. Perypetie Kamyka i Pożeracza Chmur, ich stopniowe zżywanie się ze sobą, zostały przedstawione na kolejnych stronach. Sceneria zmienia się kilkukrotnie – tak poznajemy osiedle niepełnosprawnych magów na Bursztynowym Brzegu czy rozległe terytorium wysp zamieszkiwanych przez smoki.
Trudno mi określić, co sprawiło, że książka tak mi się spodobała. Białołęcka nie rzuca nowego spojrzenia na literaturę fantasy, czerpie raczej garściami ze starych motywów, stawiając może na mniej oklepany wizerunek smoka (choć podobny już występował).
Postacie są bardzo wyraźnie zarysowane; ważne, że ich osobowość przedstawia się poprzez akcję, a nie nadęte dialogi. Warstwa fabularna również zadowala, nie ma w książce często spotykanego pójścia na łatwiznę, a momentami autorka potrafi nawet zaskoczyć. Świat fantasy jest wielowymiarowy, pokazany często ze smutnej, brutalnej perspektywy. Pozwala to pod jego przykrywką przemycić realne problemy. Białołęcka często mówi coś między wierszami, stosuje przy tym jasną i zrozumiałą symbolikę.
Tempo akcji jest wyważone, napięcie budowane wtedy, kiedy to najbardziej wskazane, a wyciszające sequele nie sprowadzają się do łopatologicznego tłumaczenia zasad rządzących światem. Książka napisana jest sprawnym językiem. Czarujący styl sprawia, że biegnie się zdanie po zdaniu nawet tego nie zauważając. Myślę, że wiele kryje się za melodią słów, osobliwym rytmem zdań – choć nie potrafiłbym tego trafnie zdefiniować. Magię z reguły trudno poddaje się tego typu zabiegom. Faktem jest, że nastawiając się na recenzję książki, zawsze notuję na marginesie wszystko, co mi zazgrzyta. Tutaj nie miałem zbyt wielu sposobności by chwycić za ołówek, a potencjalne błędy można było rozpatrywać jedynie w kategorii bardzo mocno subiektywnego odczucia. Ciężko się w ogóle do czegokolwiek przyczepić; tak to jest, że dobre książki najtrudniej zrecenzować.
"Naznaczeni błękitem" jednak to nie tylko urzekający styl, tu każdy drobiazg wydaje się być dopracowany, nawet imiona pasują jak ulał, charakteryzując dodatkowo osobowość bohaterów. Bohaterów, których i bez tego nie sposób pomylić.
Bardzo dobra książka, z wielką chęcią przeczytam kolejną część serii.


Autor: Dawid Lach
Dodano: 2011-02-28 21:53:49
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS