NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Bardugo, Leigh - "Cień i kość" (Mag)

Ukazały się

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"


 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

 Jordan, Robert - "Wielkie polowanie" (2019)

 Porter, Max - "Lanny"

 Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)

 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Linki

Kołodziejczak, Tomasz - "Schwytany w światła" (Fabryka Słów)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Kołodziejczak, Tomasz - "Dominium Solarne"
Data wydania: Styczeń 2011
ISBN: 978-83-7574-350-0
Oprawa: miękka
Format: 125×195mm
Liczba stron: 352
Cena: 32,00 zł
Tom cyklu: 2



Kołodziejczak, Tomasz - "Schwytany w światła" (Fabryka Słów) #2

Świątynia

Lądownik powoli opadał ku tarczy księżyca. Szara, gdzieniegdzie połyskująca bielą powierzchnia Miecza z odległości tysięcy kilometrów wydawała się idealnie gładka. Oczywiście to tylko złudzenie - lodowa skorupa pokrywająca glob tak naprawdę była spękana i pobrużdżona niczym twarz starego człowieka. Tyle tylko, że jej powierzchni nie zdobiły krostowate, pometeorytowe tarcze. Uderzające w Miecz asteroidy przebijały lodową warstwę, a pęknięcia szybko wypełniała woda. Natychmiast też zamarzała, tworząc szarą łatę, niewiele różniącą się barwą od starego lodu. W kilku punktach na ciemnej powierzchni lśniły jaskrawe plamy światła. To były wytopione w lodowej skorupie bramy, prowadzące do oceanu okrywającego skaliste jądro księżyca. Na Mieczu znajdowało się wiele takich dziur o średnicy od dwudziestu metrów do kilometra. Obok nich, na lodzie, zbudowano porty przeładunkowe, anteny łączności i stacje energetyczne. Wokół miast zatopiono miliardy mikroskopijnych kolektorów energetycznych, pochłaniających i przetwarzających światło Spathy, gazowego olbrzyma, wokół którego krążył Miecz. Oprócz dużych wrót utrzymywano też i mniejsze - wykorzystywane do celów naukowych, wojskowych bądź prywatnych - umożliwiające mieszkańcom tego świata kontakt z innymi obywatelami układu Multona.
Mały prom kosmiczny, którym od kilku dni podróżował Daniel Bondaree, leciał ku lodowej bramie położonej na południowym biegunie Miecza. Nieprzypadkowo. Był to dość ruchliwy port obsługujący podwodne miasta, fabryki i stacje naukowe pływające pod lodową powierzchnią. To, że był położony stosunkowo daleko od porozmieszczanych na równiku placówek rządowych, baz militarnych i garnizonów policji, przyciągało doń wielu ludzi biznesu. Kwitł czarny rynek. Przemyt, nielegalne wyprawy głębinowe i wyścigi, których stawką była śmierć.
Nowy znajomy Daniela uważał, że będzie to najwłaściwsze miejsce do zanurkowania pod lodową skorupę księżyca. Bondaree wciąż nie wiedział, jak jego towarzysz ma zamiar przeszmuglować go przez sito wojskowej kontroli. Zdawał sobie sprawę, że autonomiczność planetarnego „czarnego rynku” jest w znacznej mierze fikcyjna. Przecież wszystkie ludzkie siedziby w układzie Multona, oprócz samego Gladiusa, pozostawały pod ścisłą kontrolą. Automaty naprowadzały i rejestrowały przylatujące rakiety. Bramki celne i testy antyterrorystyczne identyfikowały wszystkie przybywające osoby. Systemy bezpieczeństwa, bez przerwy monitorujące stan techniczny i ekoodnawialność podmorskich osiedli, równie dobrze mogły służyć inwigilacji obywateli. Dlatego też Daniel był przekonany, że policja - w mniejszym lub większym stopniu - kontroluje wszystkie czarne rynki.
Doświadczył tego już w czasie lotu na Tanto. Solarni i podległe im służby gladiańskie wciąż poszukiwały, jak to określały media, sabotażystów występujących przeciw bezpieczeństwu obywateli i społecznemu porządkowi.
Tak więc Bondaree z wielkim niepokojem oczekiwał lądowania i tego, co nastąpi potem. Tym bardziej, że właściciel statku przez całą podróż nie zdradził ani swej tożsamości, ani powodów swego działania, ani nawet celu podróży. Ale - Daniel nie miał wyjścia. Na Tanto ten dziwny człowiek przyszedł mu z pomocą i zaproponował współpracę. Równie dobrze mógł być członkiem ruchu oporu, jak i solarnym agentem.
Przed oczami Daniela jeszcze raz stanęła ta chwila, gdy jego pojazd zbliżył się do wewnętrznej śluzy świątyni jinjangów.
Wszystko odbywało się w absolutnej ciszy. Bulwiasty skafander jingjangów doskonale tłumił dźwięki zewnętrzne, układy łączności były już zdezaktywowane. Daniel miał zostać pustelnikiem, zanurzyć się w milczeniu, ciemności i samotności.
Nie usłyszał, że tuż obok niego wybuchł pocisk. Zorientował się, że coś się dzieje, kiedy zobaczył, jak fala uderzeniowa ciska o ścianę dwóch mnichów obsługujących aparaturę. Ich ciała powoli osunęły się na podłogę, zostawiając na metalicznej płycie szerokie, czerwone smugi. Daniel z trudem obrócił się na siedzisku transportera. Solarny żołnierz, który właśnie wdarł się do świątyni, celował teraz prosto w niego.
I wtedy, z ciemności, z niszy, w której zaparkowanych stało jeszcze kilka świątynnych pojazdów, błysnął strzał. Pocisk rozrywający trafił w głowę żołnierza, przebijając hełm i wgryzając się w czaszkę. Pancerne monstrum zamarło na ułamek sekundy, lecz już po chwili znów składało się do strzału. Tylko jego ruchy były nieco dziwaczne, nieskoordynowane. Daniel wiedział, co się dzieje, sam używał takiej broni. Pocisk najpewniej rozorał mózg komandosa i zabił go od razu. Ale to nie wystarczyło. Kontrolę nad martwym ciałem natychmiast objął koprocesor bojowy, działający wolniej i realizujący prostsze funkcje niż żywy człowiek, ale wystarczająco sprawny, by wymierzyć i wystrzelić. A za chwilę opancerzonymi zwłokami zacznie sterować tak zwany „bliźniak”, partner żołnierza, pozostający w bezpiecznej odległości i sprzężony z nim czipowo.
Zabicie komandosa to dopiero połowa roboty. Pocisk natychmiast musi wypluć z siebie specjalne enzymy i hormony, wtłoczyć je do krwioobiegu ofiary i liczyć, że zadziałają. Muszą zablokować i zdezintegrować łącza czipowe egzopancerza bojowego - a więc uniemożliwić skafandrowi nadawanie jakichkolwiek sygnałów, sterowanie ciałem z zewnątrz czy też uwolnienie impulsu autodestrukcji i zdetonowanie bomby.
Udało się! Kolana komandosa zgięły się nagle, z dziury w hełmie trysnęła fontanna zniszczonych tkanek, pancerne cielsko złożyło się niemal w pół i runęło na ziemię.
Dopiero teraz z ciemności wynurzył się strzelec. Wytoczył się też drugi wózek transportowy, na którym leżała pusta skorupa skafandra, oraz płaskie nosze medyczne.
Nikt niczego nie mógł wyjaśnić. Jingjangowy skafander Bodaree nie miał żadnych układów łączności. Przez ciemną szybę hełmu Daniel nie widział twarzy niespodziewanego pomocnika, a jedynie ciemny kontur jego sylwetki. Tamten zdawał sobie z tego sprawę. Zasygnalizował, że Bondaree powinien przenieść się na nosze. Nie zważając na jego wahanie, wyciągnął z kieszeni mały pojemniczek i zaczął rozpylać minę aerozolową. Za kilkadziesiąt sekund pomieszczenie śluzy stanie się gorętsze niż wnętrze gwiazdy. To skutecznie przekonało byłego tanatora. Wygramolił się ze swojego transportera i z trudem, bo skafander blokował ruchy, wpełzł na nosze.
Tajemniczy przybysz lekko stuknął go w hełm, co pewnie miało oznaczać - jest okay! I rzeczywiście, chwilę potem nosze wystartowały z szybkością, z jaką zapewne nigdy nie transportowały chorych. Daniel dostrzegł jeszcze, jak otwierają się jakieś malutkie drzwi, a potem unoszone na poduszce magnetycznej łóżko wyprysnęło w przestrzeń. Nie usłyszał eksplozji.
Nie zastanawiał się nad tym. Kiedy pękatymi, prawie niechwytnymi rękawicami próbował utrzymać się na pędzącym łóżku, myślał jedynie o tym, że ułożył się na nim w złą stronę i że teraz, w tym dziwnym skafandrze, z wypiętym do przodu tyłkiem, musi wyglądać jak ostatni idiota.
Pół minuty później otworzyła się kolejna śluza, przez krótki czas lecieli ponad powierzchnią planety, w próżni, aż w końcu dotarli do małego hermetycznego magazynu. Tam nieznajomy miał przygotowany dla Daniela nowy skafander. I tam też zaczęła się ta dziwna podróż.
Daniel nie sądził, że jego wybawca reprezentuje interesy solarnych. Kim więc był? Na pewno kimś dobrze poinformowanym - skoro potrafił odnaleźć Daniela w ogarniętym zamieszkami mieście. Bez wątpienia kimś zdecydowanym na wszystko - wszak bez wahania zabił żołnierza. Kimś świetnie zorganizowanym, skoro potrafił niepostrzeżenie znaleźć się we właściwym miejscu i zabezpieczyć całą trasę ucieczki. Wreszcie - kimś, kto bardzo Daniela potrzebował.
A kto, oprócz solarnych, spełniał te wszystkie kryteria? Bez wątpienia rebelianci. Jeśli gdzieś ocalała jeszcze choć jedna naukowa lub militarna baza niezłomnych, to on, Daniel, będzie dla niej prawdziwą kopalnią wiedzy. Piętnaście lat więzienia wiele zatarło w jego pamięci, ale na pewno nie zniszczyło żadnych wspomnień związanych z pobytem w bazie korgardów. Jego ciało było żywym świadectwem tamtych doświadczeń i na pewno mogło stanowić dla naukowców źródło istotnych informacji. I - co najważniejsze - zawierała dane o hiperprzestrzennych współrzędnych bazy korgardów. Wiózł je w sobie, ukryte w mitochondrialnym DNA niewielkiej grupy komórek znajdujących się w jego lewej nodze. Po wydobyciu i przekodowaniu koordynaty umożliwią dotarcie do siedziby wroga - po to, by z nim walczyć lub negocjować.
Daniel chciał wywieźć te dane z układu Multona, przekazać je innym ludzkim światom, niezależnym od Dominium Solarnego. Jednak teraz, kiedy pojawił się cień nadziei, że jeszcze spotka wolnych Gladian, przestał myśleć o ucieczce.



Dodano: 2011-01-25 16:50:47
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS