NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Podbój"


 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

 Hardinge, Frances - "Drzewo Kłamstw"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

Linki


Literackie zgadywanki 01/2011

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.




Jaka była moja pierwsza myśl, gdy usłyszałem, że Mag wydaje „Szaleństwo aniołów”? Prosta: kolejny paranormal romance. Zadziałała zwykła gra skojarzeń – autorka plus anioły w tytule. I pewnie na tym bym poprzestał, nawet nie zaznajamiał z blurbem, gdyby nie przeczytana gdzieś opinia, że jest to książka warta uwagi. Jeszcze raz więc przyjrzałem się tytułowi i okazało się, że pierwsze wrażenie było całkowicie mylne – książki w żaden sposób nie można wrzucać do tego samego worka, co powieści Harris, Harrison i szeregu innych autorek piszących romanse zabarwione fantastyką. W ten oto sposób, zanim jeszcze przystąpiłem do pisania zgadywanki, moje pierwsze przypuszczenie odnośnie „Szaleństwa aniołów” okazało się błędne.
Czego więc spodziewam się po książce Griffin? Przede wszystkim dobrego urban fantasy, w którym miejska rzeczywistość miesza się z urzeczywistnionymi legendami. W sieci można znaleźć porównania do „Nigdziebądź” Neila Gaimana; nie miałbym nic przeciwko, gdyby „Szaleństwo aniołów” było w jakiś sposób podobne do tej książki, przynajmniej jeśli chodzi o świat przedstawiony. O fabule na razie nie mam wyrobionego zdania, ale przypuszczam, że będzie jej nieco bliżej do powieści Mike’a Careya o Feliksie Castorze, chociaż autorka zapewne położy większy nacisk na magiczne walki niż wątek detektywistyczny. Takie skojarzenia mam po lekturze niewiele mówiącej pod tym względem noty okładkowej... no i po obejrzeniu samej okładki. Być może jednak zostałem wprowadzony w błąd?

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka




Czy łączona edycja powieści „Nakręcana dziewczyna” i zbioru opowiadań „Pompa numer sześć” Paolo Bacigalupiego, kolejna książka z Uczty Wyobraźni, wywoła u czytelnika zachwyt nad językiem, fascynację pomysłami, oszołomienie wizją? W przeciwieństwie do większości książek z serii, w tym przypadku możemy przynajmniej częściowo wiedzieć, czego należy się spodziewać, gdyż kilka opowiadań autora ukazało się już w Polsce1), zaś kilka innych jest dostępnych w sieci w oryginale2). Proza Bacigalupiego określana jest czasem mianem biopunku, a nawet fantastyki ekologicznej. Zarówno w opowiadaniach, jak i w powieści (która jest rozwinięciem pomysłów i świata przedstawionych w krótkich formach autora) będą znajdować się treści związane ze zmianami klimatu, katastrofami ekologicznymi i zmianami genetycznymi. Będą to utwory science fiction raczej bliskiego zasięgu, ekstrapolujące obecne trendy, chociaż – być może – zbyt wyolbrzymiające niektóre problemy. Spodziewać się również należy, że wizje Bacigalupiego nie będą należały do najbardziej radosnych; zarówno wizja świata, jak i ludzkiej natury będzie najprawdopodobniej z gatunku ponurych i niepozostawiających złudzeń.
Właśnie w nastroju i wizji świata upatruję największych zalet tej książki; interesują mnie one znacznie bardziej niż płaszczyzna fabularna, która, mam nadzieję, dostarczy rozrywki, ale nie przypuszczam, by porwała i stanowiła główny atut utworów. Również pod względem językowym nie spodziewam się oszałamiających wrażeń – poznane przeze mnie teksty Bacigalupiego świadczą o niezłym piórze, ale niewytrzymującym porównania z niektórymi innymi autorami prezentowanymi w Uczcie Wyobraźni.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka



Jakub Małecki, „Dżozef”

„Dżozef” jest trzecią powieścią (a czwartą książką) Jakuba Małeckiego, pisarza zdolnego, choć nie pozbawionego pewnych manier. Osobiście po tej książce obiecuję sobie całkiem sporo; oczekuję, iż będzie to krok naprzód w twórczości autora: już „Zaksięgowani” znamionowali ewolucję tematyki, ale nadal w opowiadaniach sporo było korporacyjnego horroru. Teraz, mam nadzieję, czas na zupełnie nową tematykę, literaturę wykraczającą poza li tylko straszenie czytelnika – już sam tytuł sugeruje nawiązania do twórczości Josepha Conrada, a liczę, że nawiązań będzie więcej.
Nie przypuszczam z drugiej strony, żeby Małecki całkowicie odciął się od wcześniejszej twórczości i również w „Dżozefie” znajdziemy znajome elementy. Pytanie: które? Jeśli nie tematyka, to może język? Dotychczasowe utwory Małeckiego charakteryzowały się potoczystym, żywym językiem – świetnie oddawał sposób mówienia zwykłych, prostych ludzi, nie stronił od przekleństw czy kolokwializmów. Przypuszczam, że nie obejdzie się (chociaż mogłoby) bez fantastyczno-absurdalnych wizji, rodem z narkotycznego snu. Nie sądzę natomiast – chociaż chciałbym się mylić – by w „Dżozefie” pojawiły się tak sugestywne i łapiące za serce sceny i sytuacje, jak w opowiadaniach „Za godzinę powinna tu być” czy „Każdy umiera za siebie”.
Nie obraziłbym się, gdyby w powieści zapowiadanej przez W.A.B. jak najmniej było fantastyki, a jak najwięcej realnych emocji. Chciałbym również, żeby Małecki zerwał z dotychczasowymi obsesjami i manierami. Czy tak będzie? Zapewne nie w stopniu, w jakim bym sobie życzył, ale póki książki nie przeczytam, nadzieję mogę mieć.

Tymoteusz „Shadowmage” Wronka



Andrzej Pilipiuk, „Wampir z M-3”

Jak szumnie wieść w internecie niesie, „Wampiry z M-3” Andrzeja Pilipiuka mają być polską odpowiedzią na „Zmierzch”. Osobiście nie wyobrażam sobie Wielkiego Grafomana w roli twórcy ckliwych historyjek romantycznych, stąd zamiast określenia „odpowiedź” wybrałbym raczej „odtrutka”.
Książka traktować ma o życiu wampirów w okresie jedynie słusznego systemu. I to chyba wystarcza za wszelką rekomendację. Znając poglądy autora dotyczące komunizmu, czeka nas prawdopodobnie zjadliwa satyra na minioną epokę. A że do wyśmiewania jest sporo – począwszy od rządzących, poprzez przepisy i ustawy, a skończywszy na realiach codziennego życia – zapowiada się iście szampańska zabawa. Oby tylko pilipiukowy humor bardziej przypominał ten z filmów Barei niż z opowiadań o Wędrowyczu.
Z drugiej strony powieść Pilipiuka może stanowić wehikuł czasu dla tych czytelników, którzy znają tamtą epokę jedynie z telewizji lub opowiadań rodziców/dziadków. Być może autor zabierze nas w sentymentalną podróż, w czasy bez komputerów, telefonów komórkowych, gdzie książki odgrywały najważniejszą rolę w kształtowaniu wyobraźni młodego pokolenia. Czasy niekiedy straszne, ale i śmieszne.
Równie ciekawe może być także Pilipiukowe spojrzenie na wampiry. Aktualnie prawie każdy autor posiada własną wizję krwiopijców. Raz są to klasyczne stworzenia nocy, innym razem zwykli ludzie o specyficznej diecie. Zobaczymy, co wymyśli nasz rodzimy twórca. Osobiście nie liczę na jakieś fajerwerki, spodziewam się raczej klasycznego wizerunku krwiopijców. Podejrzewam także, że autor bardziej postawi na konfrontację wampirów z systemem niż tworzenie nowych zasad funkcjonowania gatunku.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno „ale”. Jak dotąd powieści Wielkiego Grafomana nie stanowiły najmocniejszego punktu w jego twórczości. Średnio wypadła „Operacja Dzień Wskrzeszenia”, mieszane uczucia wzbudziła trylogia o „Kuzynkach”, zawiodły na całej linii mini powieści o Jakubie. Jak do tej pory Pilipiuk opowiadaniami stoi, ale kto wie, być może „Wampiry z M-3” przerwą tę złą passę?

Adam "Tigana" Szymonowicz




Ostatnimi czasy sporadycznie sięgam po książki z logo „Amber” na okładce. Niestety, wśród zalewu „paranormalnych romansów” i „Star Warsów” trudno jest mi znaleźć coś dla siebie. Od czasu do czasu jednakże trafi się pozycja, która, przynajmniej na pierwszy rzut oka, posiada pewien potencjał.
„Demi-Monde. Zima” to debiutancka powieść Roda Reesa. Co ciekawe będzie ona miała równoczesną premierę w Polsce i na Zachodzie. Mimowolnie nasuwa się pytanie: czy mamy do czynienia z naprawdę dobrą książką, czy też ktoś zamierza zrobić skok na kasę, lansując ponad miarę przeciętne czytadło? Odpowiedź pod koniec stycznia.
Wracając do książki. Z lektury blurba wynika, że dostaniemy do rąk powieść o wirtualnym świecie zamieszkanym przez największych zbrodniarzy w historii. Jak to możliwe, dowiemy się z książki. Takie zagęszczenie czarnych charakterów ma dobre strony – każdy czytelnik będzie miał swojego „ulubieńca”. Tylko czy równoczesne wprowadzenie do fabuły Heydricha, Berii, Robespierre’a, i Torquemady to nie klasyczny przykład dwóch grzybów w barszczu? Czy ilość przejdzie w jakość? Zobaczymy.
Na pewno pomysł wyjściowy jest ciekawy, chociaż przypomina nieco „Świat Rzeki” Philipa José Farmera. Z kolei pomysł z odbiciem córki prezydenta z zamieszkałej przez przestępców enklawy przywodzi na myśl film „Ucieczka z Nowego Yorku”. Podejrzewam, że w książce znajdziemy więcej takich zapożyczeń – spośród „pomysłów do wynajęcia” pozostaje jeszcze np. „Matrix”, twórczość Williama Gibsona czy „TRON”. Większość fabuł dzisiejszych książek to mniej lub bardziej udane wariacje na znane tematy.
Czego zatem można się spodziewać? Stawiam na książkę akcji, której główną zaletą będą bohaterowie (głównie ci źli), a także sama wirtualna rzeczywistość, która ma przypominać piekło na ziemi. Czy warto zwrócić uwagę na „Demi-Monde. Zima” Roda Reesa? Według mnie tak. Czy powieść wejdzie do annałów fantastyki? Tego nie wie nikt.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Debiutancka książka Kariny Pjankowej pt. „Prawa i powinności”, recenzowana przeze mnie niemal dwa lata temu, pozostawiła po sobie całkiem miłe wspomnienia. Napisana lekko humorystyczna fantasy, swobodnie żonglująca gatunkowymi schematami i nieco przewrotnie je przekształcająca, nie stanowi wprawdzie jakiegoś kamienia milowego w rozwoju gatunku, ale zapewnia parę godzin niezłej rozrywki, tym bardziej, że autorce udało się utrzymać dowcip w ryzach – podczas lektury nie miałam ani przez moment poczucia, że wymaga się ode mnie sitcomowego śmiechu. Przeciwnie – rozwój fabuły, konstrukcja bohaterów i relacje między nimi, a zwłaszcza niektóre dialogi, wywoływały u mnie jedynie uśmiech rozpoznania i przyjemne poczucie wspólnych z autorką skojarzeń.
„Z miłości do prawdy” jest drugą książką w dorobku Kariny Pjankowej. Przedstawione w nocie okładkowej przedkładanie przez główną bohaterkę litery prawa nad zasady moralne brzmi całkiem zachęcająco fabularnie, stwarzając możliwość przedstawienia ciekawych casusów, które – mam nadzieję – studiująca prawo autorka będzie miała okazję interesująco wykorzystać. Mam także nadzieję, że Karina Pjankowa potrafi utrzymać dystans i spojrzeć z przymrużeniem oka na zagadnienia, do których rozstrzygania przygotowuje się zawodowo i – co znacznie ważniejsze – będzie umiała przekazać humorystyczne aspekty pracy pani Śledczej Straży Królewskiej miasta Illeny czytelnikowi. Mówiąc krótko, liczę na odprężającą lekturę.

Beata Kajtanowska





„Jeszcze nie zginęła” to jedna z lepszych antologii w dorobku Fabryki Słów. I chociaż napis na okładce „Tu nie ma złych opowiadań” jest ciut na wyrost, dostajemy książkę, która powinna zadowolić każdego wielbiciela polskiej fantastyki.
Jedną z głównych zalet antologii jest fakt, że otrzymujemy to, czego się spodziewaliśmy. Jeśli Jacek Komuda to mamy historię jak najbardziej „na poważnie”, ale napisaną z werwą. Jeśli Rafał Dębski – po raz kolejny zaznajamiamy się z okrucieństwem wojny. Z kolei Andrzej Pilipiuk „błyszczy” bardzo specyficznym poczuciem humoru, a „Piąta pora roku” Dariusza Domagalskiego to dalsza odsłona cyklu „krzyżackiego”. Natomiast Anna Kańtoch znów wymyka się próbom zaszufladkowania.
O ile nie zaskakuje styl pisarski, to już zupełnie inaczej ma się rzecz z tematyką opowiadań. Tytuł „Jeszcze nie zginęła” sugeruje utwory o wydźwięku patriotycznych, a przynajmniej takie, w których kluczową rolę odgrywa sprawa polska. Owszem, takie utwory znajdziemy: „1989” Jacka Komudy czy „Strażnik” Tomasza Duszyńskiego. Jest to jednak tylko jedna strona medalu. Sporo miejsca w antologii zajmują opowiadania traktujące o duchach, żywych trupach i śmierci. Nie ginie również nadzieja; dosłownie traktuje tytuł zbioru Rafał W. Orkan.
Nie zamierzam wartościować poszczególnych opowiadań, pozostawiam to czytelnikom, ale nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby kilka z nich powalczyło o najważniejsze nagrody branżowe. Naprawdę jest z czego wybierać.

Adam "Tigana" Szymonowicz



Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski



1) Ze zbioru „Pompa numer sześć” ukazały się w Polsce trzy opowiadania: „Człowiek z żółtą kartką” (Nowa Fantastyka 08/2007), „Kaloryk” (Fantasy&Science Fiction 2/2010) oraz „Ludzie piasku i popiołu” („Kroki w nieznane 2009”). Oprócz tego ukazało się opowiadanie „Hazardzista” (Nowa Fantastyka 07/2009) niezamieszczone w tym zbiorze.

2) Są to: „The Fluted Girl” („Fletka”), „The People of Sand and Slag” („Ludzie piasku i popiołu”) i „The Tamarisk Hunter” („Łowca tamaryszków”).



Autor: Katedra


Dodano: 2011-01-03 22:09:04
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)


 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"


 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Hearn, Lian - "Pan Ciemnego Lasu"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS