NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jordan, Robert - "Oko Świata" (wersja filmowa)

Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Ukazały się

Webb, Nick - "Wolność"


 Grabowska, Ałbena - "Nowy Świat"

 Bułyczow, Kir - "Przełęcz" (Klasyka radzieckiej sf)

 antologia - "Czarna kula"

 Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

 Burroughs, Edgar Rice - "Sztuczny człowiek z Marsa"

 Sheckley, Robert - "Status cywilizacji"

 Card, Orson Scott - "Płomień serca" (wyd. 2)

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Huberath, Marek S. - "Vatran Auraio"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Luty 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-08-04569-5
Oprawa: miękka
Format: 123 × 197 mm
Liczba stron: 500
Cena: 44,90 zł



Huberath, Marek S. - "Vatran Auraio" #1

1.
Niebo z każdą chwilą jaśniało. Szare mgły jeszcze zalegały w dolinach, ale wyżej można było ogarnąć wzrokiem mnogość zębatych grani rozpościerających się do widnokręgu. Tu i ówdzie, jak dukty pędzla gigantycznego malarza, wyłaniały się spomiędzy nich czarne strzępy chmur. Nieboskłonowi wciąż przybywało odcieni purpury i fioletu, a wreszcie w środku różowiejącego obszaru, spomiędzy bliźniaczych, ostrych szczytów Nokate, wychynął czerwony rąbek tarczy słonecznej. Słońce szybko rosło.
„Już tutaj wschodzi, pora zejść ku ludziom. Nie można kryć się dłużej”, pomyślał Ajfrid. Spojrzał w dół, na szarą mgłę wypełniającą Matcinu Dolanu. Gdzieś w tej głębi, zasłonięta progiem wiszącej dolinki, kryła się osada. W grani, na południu, oddzielony od samotni połogim siodłem Prevaju, piętrzył się mroczny, strzelisty Ledan Vyrh. Dni wydłużyły się już dość, by słońce wschodziło dwa razy — zaraz znowu skryje się za jego masywem, by potem pojawić się drugi raz, już wysoko na nieboskłonie. Idą ciepłe dni medinocelja.
W równoległej grani zamykającej dolinę od zachodu, naprzeciwko samotni, kulminował strzelisty Vatran Vyrh. Kiedy słońce ukazuje się pomiędzy Nokate, Vatran Vyrh przez godzinę płonie w blasku słonecznym. Z ruchem słońca po nieboskłonie zmieniał się rysunek rzeźby jego ścian.
Blask słońca jeszcze nie raził oczu ani nie grzał. Ajfrid rozpostarł ramiona na chwilę, ale nie pomogło — od skóry nie przyszło miłe, mrowiące ciepło.
Samotnia, nie samotnia. W zakamarkach czaił się ostry, przykry zapach, odór zgniłych jaj, pozostałość po nocelju, którą trzeba było znosić, bo jeszcze za zimno na intensywne wietrzenie. Już od ponad dwóch tygodni zachodzili tu z dołu nosiczja, czyścili drogę z lodu, sprzątali w gnieździe, przynosili z wioski żywność. Głównie zapasy sprzed nocelja, ale też trochę świeżego chleba. „Już pieką chleb, budzą się do życia...”, pomyślał, łamiąc do śniadania trzeszczący, słodkawy placek.
Z żadnym z nosiczjav dotąd nie zamienił słowa. Zaskoczył go swym pierwszym pojawieniem się i nieprzyjemną ruchliwością: za szybko, jakby z przeskokami, pokazywali się w różnych miejscach pomieszczenia, krzątali się po jego samotni, a on sam, ospały i półprzytomny, miotając się między snem i jawą, ledwie zauważał zmiany otoczenia. Rejestrował ich pojawianie się i znikanie jako serię niepowiązanych ze sobą obrazów. To budził się z odrętwienia, to znów zasypiał, wyłączając z rzeczywistości. Trinocljnika sprzątali pomieszczenia, uciekali na dwór przed dławiącym smrodem i znowu wracali do pracy.
Nosiczja bali się i unikali go. Trinocljnik nie śmiał odezwać się pierwszy do auraio. Między sobą . szeptali: „pticzjak auraio”. Zrazu słyszał też „Drevana Auraica”, potem przestali wspominać jej imię. Domyślili się, co zaszło.
Ajfrid stęsknił się za widokiem osady w dolinie. Ręko pisy, spakowane w ostatnich dniach przed noceljam w zgrabne paczki, czekały na nosiczjav.
Już cała tarcza słoneczna wspięła się nad horyzont, a zaraz zacznie się chować za Ledan Vyrham. Ajfrid jeszcze raz rozpostarł ramiona. Nic, blask jeszcze za słaby.
Matcina Dolana ginęła w mroku, tam ledwie świtało, choć mgły już rzedły. Nad doliną płonęły w słonecznym blasku lodowe zerwy Vatran Vyrhu. A gdyby ktoś wspiął się pod ściany skalnego kolosa, ujrzałby na przeciwnej grani błyszczący ljuszturu, kryty cienkimi, płaskimi płytami łupka spadzisty dach zabudowania samotni, a może i zdołałby wypatrzeć maleńką sylwetkę Vatran Auraio, skrytego w płaszczu rurkowatych, czerwonych, żółtych i czarnych piór, który stał z rozłożonymi ramionami, jakby chciał zerwać się do lotu.
Rozgrzany promieniami słońca, Ajfrid poczuł się wzmocniony i pobudzony. „Taki blask to prawie posiłek”, pomyślał. Wyszedł na koniec rampy wystającej w przepaść po drugiej stronie grani, nad Bezladnu Dolanu. Dzisiaj celowała ku wschodzącemu słońcu. Może jej kierunkiem zapomniany budowniczy chciał wyróżnić dzień, kiedy słońce po raz pierwszy wychynie spomiędzy Nokate? Z tej rampy, pewnego mroźnego ranka, zaszyte w prześcieradło, pofrunęło do ostatniego lotu ciało Drevanaj Auraicy. Kiedyś pofrunie z niej ciało jego samego. Ajfrid prawie zamarzł w przeraźliwym wichrze, wlokąc zwłoki zaszyte w całun. Mróz i założone odzienie zabiły wiele piór.
W dole, w górnym piętrze Bezladnaj Dolany, wśród ospy want, szarych płaśni szutru i pojedynczych płatów śniegu, zaznaczało się kilka płaskich, białych owali stawów. Gdzieś na piargu lub jeszcze pod firnem leży szary, podłużny tłumok. Śniegu było już mniej, gęsto wystawały czarne wanty, a na jednym ze stawów lód odsłonił zieloną toń. „Zelano Jazyro zawsze budzi się pierwsze, a w medinocelju zmienia barwę. Po tamtej stronie grani zmrożona, bezludna, jałowa płaśń, po naszej znacznie głębsza, żyzna dolina z osadą, polami i stadami”.
Cóż, jemu droga ku ludziom, do Matcinaj Dolany.



Dodano: 2010-12-27 14:07:00
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

antologia - "Opowieści niesamowite. Literatura francuska


 de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"

 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

Fragmenty

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

 Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS