NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Linki

Erikson, Steven - "Pył snów. Wymarsz"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych
Tytuł oryginału: Dust of Dreams
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Wrzesień 2010
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-177-5
Oprawa: miękka
Format: 115 x 185 mm
Liczba stron: 600
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2009
Wydawca oryginału: Bantam Press
Tom cyklu: 9, część 1



Erikson, Steven - "Pył snów"

U progu finału


„Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych”, monumentalna saga fantasy Stevena Eriksona, nieubłaganie zbliża się do końca. Cykl został zakontraktowany na dziesięć tomów, a niedawno na naszym rynku ukazała się dziewiąta część – „Pył snów” (tradycyjnie już rozbita na dwa tomy o podtytułach „Wymarsz” i „Pustkowia”). O nadchodzącym zwieńczeniu serii świadczy również fakt, że po raz pierwszy nie mamy do czynienia z zamkniętą historią (o ile można o czymś takim mówić w przypadku sag fantasy): książka kończy się paskudnym cliffhangerem, o czym zresztą autor uprzedza i za co przeprasza we wstępie. Widać zakończenie cyklu, stworzenie intrygi godnej wielkiego finału, wymusiło znacznie większą objętość niż jeden – zwykle zresztą i tak opasły – tom.
Poprzednie odsłony serii doprowadziły w zasadzie wszystkich głównych graczy na letherski kontynent. Stąd też nic dziwnego, że akcja powieści dzieje się właśnie na nim. Wydarzenia obracają się wokół Łowców Kości i ich przygotowań do wyprawy na południe – na Pustkowia i za nie. Droga ta nie będzie łatwa, gdyż po drodze czekają ich liczne niebezpieczeństwa: spiski, potężne armie, ascendenty. Jeszcze zanim armia byłej przybocznej Tavore dotrze na Pustkowia, będą się działy rzeczy straszne i okrutne, tragedie osobiste i eksterminacje całych ludów.
Z tomu na tom powieści Eriksona stają się coraz poważniejsze, bardziej mroczne. Cechą charakterystyczną serii jest wszechobecny czarny humor, ale i on ma różne przejawy. Początkowo był przede wszystkim pełen sarkazmu, by w okolicach „Przypływów nocy” zacząć uderzać w absurdalne tony. Teraz widoczna jest bardziej kolejna tendencja: przez humor sytuacyjny i słowny przebija fatalizm, pogodzenie się z losem. Postaci żartują, bo nic innego nie zostało, są pogodzone z nieubłaganym losem, a odrobina śmiechu jest tym, co trzyma je przy zdrowych zmysłach... chociaż z drugiej strony ich stan psychiczny już od dawna jest wątpliwy. W każdym bądź razie humor w „Pyle snów” doskonale oddaje sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Poczucie beznadziei, brak wiary i nadziei na poprawienie losu, objawiają się w ich zachowaniu, a próby rozładowania sytuacji poprzez śmiech tylko to podkreślają.
Motywem przewodnim powieści jest ludzka natura; a raczej jej najgorsze, niszczycielskie aspekty. Oczywiście na potrzeby powieści autor nieco koloryzuje i przesadza, dostosowuje i wybiera elementy w zależności od wymagań fabuły, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że dość krytyczne spojrzenie na ludzkość nie jest pozbawione racji. Dzięki fantastycznej konwencji możliwy jest ciekawy zabieg wprowadzenia zewnętrznych obserwatorów pod postacią innych ras, różniących się zarówno fizycznie, jak i przede wszystkim psychicznie. Mający odmienny sposób myślenia i postrzegania świata mogą z zupełnie innej, stosunkowo niezależnej perspektywy, oceniać postępowanie ludzi, nie jako jednostek, ale ogółu. Zabieg ten rzecz jasna opiera się na wątłych podstawach; wątpliwe by człowiek był w stanie stworzyć konstrukcję psychiczną nienacechowaną ludzkim sposobem myślenia. Niemniej jednak Eriksonowi udało się to zrobić w sposób dość wiarygodny. Powieści Eriksona słyną z wielowątkowości, i nie inaczej jest i tym razem. Mimo tego daje się zauważyć pewne różnice w stosunku do prowadzenia fabuły w poprzednich tomach. Liczne wątki ciągnące się przez dłuższy czas zaczęły się łączyć, postaci rozrzucone po świecie Malazu zaczynają się spotykać – dzięki temu powoli można uzyskać wgląd w plan całej serii, zobaczyć dokąd autor prowadzi czytelnika przez tysiące stron. Używając Eriksonowskiej nomenklatury, można powiedzieć, że dochodzi do konwergencji. A ta, jak to już nas autor przyzwyczaił, zwykle kończy się krwawą jatką z licznymi magicznymi fajerwerkami. W rezultacie w „Pyle snów” pojawia się wiele drobnych wątków, które nie mają zbyt długiego żywota; nie mają na celu dodania nowych postaci i ukierunkowania fabuły na nowe tory, tylko krótkie wprowadzenie w nowe realia, uwypuklenie jakiejś sytuacji. Po spełnieniu roli, odchodzą w niebyt. Ta fabularna mozaika w skali mikro wyszła kanadyjskiemu pisarzowi całkiem udanie, choć wadą tego rozwiązania jest fakt, iż czytelnik nie ma szans na przyzwyczajenie się i polubienie niektórych z nowych postaci przemykających przez książkę jak meteory. Stąd też, gdy nadchodzi ich koniec – a zwykle jest on szybki i brutalny – nie za bardzo przejmujemy się ich losem. Śmierć czy tragedia postaci nie przynosi takich emocji i wrażeń, jak to miało miejsce we wcześniejszych tomach. Być może Erikson wpadł w zastawioną przez siebie pułapkę: wykreował zbyt wiele postaci, które zbyt rzadko pojawiają się w książce, by wyrobić między nimi a czytelnikiem więź emocjonalną. Przekonamy się, czy ta teza jest słuszna, kiedy znów Erikson uśmierci postać pokroju Sójeczki lub Anomandera Rake’a.
Po dwóch słabszych tomach, „Wichrze śmierci” i „Mycie ogarów”, kiedy to poważnie zastanawiałem się, czy aby przypadkiem nie chodzi o zmęczenie materiału, w „Pyle snów” Erikson znów powraca do mistrzowskiej formy, umiejętnie równoważąc czarny humor, epickie sceny i emocje. Chociaż fabuła jest znacznie bardziej rozciągnięta, nie ma w powieści dłużyzn i przestojów, pojawiających się niestety w dwóch poprzednich tomach (a przede wszystkim „Mycie ogarów”). Książki nie ma sensu polecać: zainteresowani dziewiątym tomem cyklu są już przecież tylko fani, osoby niechętnie nastawione do twórczości Eriksona dawno już dały sobie spokój z „Opowieściami z Malazańskiej Księgi Poległych”. Niemniej i tak warto zaznaczyć, że książka dostarcza nielichej frajdy, rekompensując trochę słabsze poprzedniczki. W rezultacie jest to książka świetnie nadająca się na coraz dłuższe jesienne wieczory, potrafiąca wyrwać z marazmu i zniechęcenia powodowanego szarugą widoczną za oknem. Wszystko to daje nadzieję, że zakończenie cyklu spełni oczekiwania i będzie godnym ukoronowaniem dziesięciotomowego cyklu. Przekonamy się o tym już w przyszłym roku.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2010-11-18 21:22:12
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

kompan - 10:08 19-11-2010
Recka ok, gdyby nie ten paskudny spoiler z usmiercaniem postaci (a dokladniej z tym kogo Erikson juz ubil). Mozna bylo sobie to darowac, bo zupelnie nie jest to potrzebne. Sa czytelniczy, ktorzy czekaja na calosc zeby to przeczytac. Niestety brzydka i nieprzyjemna wtopa recenzenta.

Raven86 - 10:55 20-11-2010
Miło usłyszeć, że po słabszych rzekomo 2 poprzednich tomach Erikson znowu wskakuje na stary wysoki poziom. Aktualnie jestem na początku 7 tomu i juz powoli zaczynam się obawiać co to będzie jak cykl się skonczy :(

Jander - 13:36 20-11-2010
Pozostaje zakończenie cyklu Esslemonta, a poza tym Erikson przecież nie żegna się z pisarstwem - w planach ma parę książek o Kharkanas, historii Tiste Andii.

Yans - 11:38 01-10-2012
Niestety PS jest słaby, tylko odrobinę lepszy od Myta Ogarów. Gdyby nie świetna bitwa pod koniec, to byłby najgorszy tom.

Shadowmage - 11:58 01-10-2012
Nie zgodzę się, mnie jednak ta historia bardziej wciągnęła, a MO od początku było jednostajnie, a tutaj jednak trochę zmienności było. Poza tym - z tego co pisałeś w innym miejscu - nie do końca ci odpowiada forma, w jaką uderzył Erikson w ostatnich tomach. A na to nic już poradzić się nie da.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS