NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

Ukazały się

Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"


 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

 Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Oramus, Marek - "Wszechświat jako nadmiar"

Linki

Artykuł jest częścią serii Gamedec.
Zobacz całą serię

Relacja ze spotkania z Marcinem Przybyłkiem

Torkil Aymore nie jest sierotą, czyli byłam na spotkaniu z Marcinem Przybyłkiem


Czy pamiętacie tekst Agnieszki Szady pt. „Bohaterowie bez przeszłości”, jakiś czas temu opublikowany przez portal Esensja, w którym autorka zwraca uwagę, że niektórzy bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby pojawili się na kartach powieści znikąd, już doskonale ukształtowani (lub niedojrzali) pod względem psychologicznym? Nie mają rodziców, rodzeństwa, przyjaciół z dzieciństwa, nawet wspomnień o ulubionym zwierzaku. Pod pewnym względem przypominają niekompletnie ubrane postaci (na przykład tylko w czapkę i okulary) widziane przez Saszę, głównego bohatera „Poniedziałku zaczynającego się w sobotę” Strugackich1) podczas przemieszczania się przez sztucznie skonstruowane przestrzenie czasowe – postaci, które okazują się być wizualizacjami opisów sprokurowanych przez najróżniejszych autorów. Strugaccy bezlitośnie ośmieszają autorskie niedoróbki, Agnieszka Szady zwraca uwagę, że „wystarczy dosłownie jedno zdanie, by uwiarygodnić przeszłość postaci i sprawić, że nie będzie sprawiała wrażenia, jakby dzień przed rozpoczęciem akcji zeszła z taśmy fabrycznej”2). A ja mam przyczynek do tej „rozprawki”. Otóż okazuje się, że brak przeszłości niektórych bohaterów nie musi wynikać jedynie z niedopatrzenia autora, może być także skutkiem ingerencji redaktorskiej.
Mianowicie, Torkil Aymore w zamyśle autora wcale nie jest sierotą, choć ani jedno słowo z dotychczas opublikowanych nie wskazuje, że ma rodzinę. Na dodatek, żyjącą rodzinę. Dlaczego zatem choćby wzmianka o niej nie ujrzała światła dziennego? Ano dlatego, że z ostatniej części przygód gamedeka wykreślono scenę rozmowy Toriego z ojcem. Podczas autoryzacji tego tekstu Marcin uzupełnił, że nożyce redaktorskie nie ominęły również wcześniejszych książek cyklu: „z tomu drugiego wycięto duży fragment, w którym Torkil wspomina dzieciństwo, pierwszą pracę zarobkową (był wtedy nastolatkiem) oraz romantyczną miłość: tęsknotę i obserwacje obłoków. Torkil uwielbiał patrzeć w niebo. Torkil to „a man with the sky in his eyes”; niestety, po wycięciu rzeczonego fragmentu ta metaforyczna definicja staje się zupełnie bezsensowna. Jej, jakże odległe echa, słychać w nazwie Skymour... Torkil to bardziej poeta i kochanek niż wojownik i cyniczny macho. Niestety, ciągnięty jest nieustannie w tym drugim kierunku...”.
Nie zamierzam komentować decyzji redaktorskich, nie potrafię ich ocenić bez lektury tekstu, przekazuję jedynie informację. Nie jest także moim celem stworzenie wrażenia, że redaktorzy w ten sposób ciemiężą autorów. Faktem jest, że autorom żal każdego wykreślonego słowa i faktem jest, że redaktorzy sugerują zmiany, zatem rozbieżność ich stanowisk wydaje się uzasadniona. Właśnie, wydaje się, bo przecież i redaktorzy, i autor mają wspólny cel: sprawić, by tekst był lepszy (wiem, tu aż się prosi próba zdefiniowania słowa „lepszy”, niewykonalna przecież bez określenia kryteriów; niewykonalna tym bardziej, że niektóre priorytety są nie do pogodzenia: np. szybka akcja kłóci się z rozterkami bohatera). I choć wielu tekstom nożyce redaktorskie pomagają, to w pełni rozumiem niechęć autorów do wprowadzania sugerowanych zmian.
Wracając do tematu, Marcin Przybyłek jest zdania, że brak akurat tych scen zubaża profil psychologiczny Torkila i zastanawia się nad jego uzupełnieniem przez publikację np. wykreślonej rozmowy z ojcem w czasopiśmie fantastycznym, przy czym forma opowiadania raczej nie wchodzi w grę, bo – formalnie rzecz biorąc – scena ta nie jest opowiadaniem. Przed umieszczeniem tego fragmentu jako retrospekcji w kolejnym tomie cyklu autor się waha, nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania, gdyż kojarzy mu się to ze sztucznym łataniem dziur, z działaniem: „ach, zapomniałem wtedy napisać, to uzupełniam teraz”. Ostateczna decyzja na temat losów odrzuconej sceny jeszcze nie zapadła, spragnionym dodatkowych informacji czytelnikom Marcin Przybyłek zdradził jedynie, że Torkil pozostawał z ojcem w konflikcie...
Jak widać po powyższym fragmencie, niektóre poruszane podczas spotkania tematy wywoływały ożywioną dyskusję i mnóstwo dygresji. W rozważaniach na temat różnicy w priorytetach redaktorskich i autorskich udało nam się skręcić w kierunku psychologii: zastanawialiśmy się, w jaki sposób osobowość współpracujących osób determinuje efekty współpracy. Wprawdzie nawet nie próbowaliśmy dopracować się uniwersalnych metod postępowania w sytuacji, w której okazuje się, że typ czerwono-niebieski skazany jest na kontakt zawodowy z kimś żółto-zielonym3), ale podane przez Marcina przykłady, przyobleczone w formę anegdoty, uświadomiły nam istnienie problemu.
W tym momencie pracy nad relacją uświadomiłam sobie, że wszelkie moje wysiłki „publicystyczne” są skazane na niepowodzenie. Po pierwsze, nie jestem w stanie oddać atmosfery spotkania (tak, tak, żałujcie, że Was nie było!). Po drugie, w wielu poruszanych kwestiach jestem laikiem i nie zamierzam nikogo torturować własnymi interpretacjami. Po trzecie wreszcie, poruszyliśmy naprawdę „szeroki wachlarz problemów”, a każdy z nich jest godny obszernego omówienia. A ponieważ mam poczucie, że – z braku czasu – nie dodyskutowaliśmy się do samego dna, że już nie wspomnę o tym, że z pewnością zainfekowałabym omawiane kwestie własnymi poglądami, postanowiłam uśmiechnąć się do Marcina Przybyłka z prośbą o udzielenie wywiadu.
Na koniec zostawiłam rzecz najprzyjemniejszą: dziękuję portalowi Kawerna i Bibliotece Miejskiej w Sopocie za zorganizowanie spotkania, bez którego zarówno ten tekst, jak i potwierdzony już – choć jeszcze nie spisany – wywiad, by nie powstały.



1) Arkadij i Borys Strugaccy: Poniedziałek zaczyna się w sobotę. Historia trzecia. Powszechne zamieszanie. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009. ISBN: 978-83-7648-193-7, str. 175.

2) Agnieszka Szady: Bohaterowie bez przeszłości,Esensja 21.12.2008.

3) Marcin Przybyłek: Cztery wymiary. Blog autora. 25.08.2009.



Autor: Beata Kajtanowska


Dodano: 2010-11-04 19:46:31
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS