NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Przybyłek, Marcin - "Gamedec: Zabaweczki"

Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

Ukazały się

Hoare, Andy - "Polowanie na Voldoriusa"


 Žamboch, Miroslav – "Zakuty w stal"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 1 (wyd.3)

 Ishiguro, Kazuo - "Pogrzebany olbrzym" (2017)

 Ishiguro, Kazuo - "Nie opuszczaj mnie" (2017)

 Larson, B.V. - "Imperium"

 Carson, Rae - "Złotowidząca. Księga 2. Schronienie"

 Hałas, Agnieszka - "Pośród cieni" (Rebis)

Linki

Card, Orson Scott - "Ender na wygnaniu"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Cykl: Card, Orson Scott - "Saga Endera"
Tytuł oryginału: Ender in Exile
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Data wydania: Sierpień 2010
ISBN: 978-83-7648-416-7
Oprawa: miękka
Format: 142 x 202
Liczba stron: 400
Cena: 32,00 zl
Rok wydania oryginału: 2008



Wywiad z Orsonem Scottem Cardem

fot. Łukasz Najda
fot. Łukasz Najda
Katedra: „Ender na wygnaniu” – Twoja najnowsza książka – opowiada o wydarzeniach rozgrywających się pomiędzy zdarzeniami opisanymi już na kartach Twoich powieści z cyklu o Enderze. Dlaczego zdecydowałeś się ją napisać – uznałeś, że jest to potrzebne, aby dopełnić historię Twoich bohaterów, czy może skłoniły Cię do tego pytania czytelników?
Orson Scott Card: Nikt nie czekał, nikt nie pytał o tę powieść, ponieważ „Ender na wygnaniu” rozgrywa się pomiędzy przedostatnim i ostatnim rozdziałem „Gry Endera” i wszystkim się wydawało, że to jest już pełna, kompletna książka. To, co spowodowało, że chciałem napisać właśnie tę książkę, to, powiedzmy, eksploracja pewnego problemu, spojrzenia, zmiany, jaką Ender przeszedł w związku z wojną. Miałem zamiar napisać książkę o Enderze, który obejmuje kolonię. Taki oczywiście był plan, natomiast w rzeczywistości wyszło zupełnie inaczej, ponieważ napisałem książkę o tym, w jaki sposób Ender przygotowuje się do swojej pierwszej dorosłej roli, roli gubernatora. I jeżeli o to chodzi, to w przypadku Endera problemem nie było to, że jest dzieckiem – problemem było to, co to znaczy być dobrym gubernatorem. W związku z tym, że napotyka na dorosłego, który pragnie uczynić z niego swoją marionetkę, pokazuję machinacje, które mają na celu pozyskanie władzy, ale nie tylko to, bo chcę również ukazać, że Ender na władzę zasługuje. Podobnie jest z „Grą Endera”, w której staram się pokazać, nakreślić dobrego dowódcę wojskowego i okazuje się, że z książki tej korzysta się w szkołach wojskowych w Ameryce, traktując ją jako instrument nauczania, kim jest dobry dowódca. Chciałbym myśleć o „Enderze na wygnaniu”, jako o książce, którą można byłoby wykorzystać, jako tego samego typu podręcznik, ale stosowany w polityce.

Planujesz w podobny sposób – pisząc kolejne książki rozwijające przedstawione już w powieściach wątki – rozwijać świat Endera, czy był to tylko odosobniony akt twórczy?
Nie planuję w żaden sposób pisania, opowieści z tego świata po prostu pojawiają się same. Kiedy napisałem „Grę Endera” jego świat był pełen luk, które z czasem zaczęły się zapełniać. Jedną z tych luk zapełni nowa seria, będzie się nazywała „Wojny Formidów” i będzie się rozgrywać jeszcze przed narodzinami Endera, więc będą to zupełnie nowi bohaterowie. Nie spotkamy nikogo z rodziny Endera, nie spotkamy nikogo z jego bliskich ani z jego otoczenia. Jest to opowieść o starciu Ziemian z istotami z kosmosu, wojna podobna do obrony, której Polska musiała się podjąć, opór jaki musiała stawić nazistom w 1939 r. Z tą różnicą, że Ziemianie mają chociaż trochę czasu, by nauczyć się obrony, czego nie mieli Polacy, no i że nie nadchodzi armia z drugiej strony.

Niektórzy zarzucają Ci odcinanie kuponów, pisanie książek, które eksploatują udany temat, historię, która przyniosła Ci sukces i sławę. Czy chciałbyś im coś odpowiedzieć? Czym dla Ciebie jest na przykład Saga Cienia? Powiedziałeś już nam, że Twoje książki nie są planowane, lecz powstają pod wpływem pewnego impulsu, chwili.
Nigdy nie napisałem tej samej książki, nawet w przypadku „Gry Endera” i „Cienia Endera” nie jest to ta sama książka, nigdy nie jest to wykorzystywanie dwa razy tego samego. Na przykład „Mówca umarłych” to była książka, którą napisałem z zupełnie inną postacią, którą sprzedałem z inną postacią i dopiero kiedy ją sprzedałem pomyślałem sobie – a co by było, gdyby to był Ender? Podobnie było z „Ksenocydem” i „Dziećmi umysłu”. Kiedy uznałem, że tą postacią mógłby być Ender, to ją wtedy niejako podświetliło, spowodowało, że to nadało wszystkiemu więcej sensu. Natomiast, jeżeli chodzi o sagę cieni, to zacząłem się zastanawiać – no dobrze, a co się dzieje z tymi wszystkimi dziećmi ze szkoły bojowej? Wiemy, co się dzieje z Enderem. Odsyłają go i ma nigdy nie wrócić. Natomiast, co się dzieje z pozostałymi? Są niezmiernie ważnymi – powiedzmy strategicznymi – zasobami. Co będzie się z nimi dalej działo? Popatrzmy na naukowców niemieckich zajmujących się bronią rakietową z czasów drugiej wojny światowej. Amerykanie złapali tych, których mogli i zabrali do siebie. Rosjanie złapali tych, których mogli i zabrali do siebie. Polakom nie został żaden.

Jaki jest Twój stosunek do idei creative commons i publikowania utworów literackich w sieci? Czy masz jakieś własne plany z tym związane?
Publikuję czasopismo w sieci http://www.intergalacticmedicineshow.com/, ponieważ ryzyko jest dużo mniejsze – nie ma papieru, na który trzeba łożyć, nie ma również ryzyka zwrotów, magazyn jest dostępny w sieci i kupuje go tylko ten, kto zamierza go kupić. W amerykańskiej kulturze jest to jedyny sposób, żeby utrzymać przy życiu opowiadania. Telewizja w kulturze amerykańskiej całkowicie zastąpiła opowiadania. Z powieściami jest jednak inaczej, filmy nie potrafią dokonać tego, co są w stanie dokonać powieści. Dlatego myślę, że elektronicznie sprzedawane powieści będą tylko suplementem do tego, czym jest prawdziwa książka, taka, którą można chwycić w rękę, do prawdziwego druku. Na ogół kupuję książki drukowane. Natomiast, jeżeli jakaś książka bardzo mi się podoba, to kupuję ją w trzech wersjach. Pierwszą jest wersja audio, którą mogę słuchać, kiedy zajmuję się innymi rzeczami, kiedy uprawiam ogród, kiedy biegam, kiedy zajmuję się obowiązkami domowymi. Kupuję także wersję elektroniczną, którą przenoszę na swój Kindle i dzięki temu mogę mieć przy sobie – w formie czegoś, co zajmuje tyle, co jedna książka – całą bibliotekę. Książki, które kocham najbardziej na pewno muszę mieć w formie drukowanej, ponieważ nawet wtedy, kiedy nie ma w pobliżu jakiegokolwiek źródła elektryczności, te książki wciąż działają.

Opublikowałbyś książkę w sieci zupełnie za darmo?
Wcześniej robiłem tak ciągle, ale wydawca kazał mi przestać. Chociaż tak naprawdę mój wydawca nie miał nic przeciwko temu, to sklepy zażyczyły sobie, bym przestał publikować swoje powieści w sieci. To, czego nie rozumiały sklepy to fakt, że był to doskonały sposób reklamowania książek, ponieważ książki te znajdowały się w sieci do momentu ukazania się na rynku fizycznego egzemplarza. No i jak powiedziałem robiły rewelacyjną reklamę dla książek drukowanych. Okazuje się, że według badań książkę sprzedaje się przede wszystkim na podstawie dwóch rzeczy. Po pierwsze na podstawie okładki, a po drugie na podstawie opinii. Umieszczenie książki w sieci powodowało, że generowało się takie opinie, powtarzane między znajomymi, dzięki czemu ludzie czekali z utęsknieniem na moment, w którym książka ukaże się faktycznie w druku. Niestety teraz, kiedy mamy już takie wynalazki jak Kindle, gdy istnieje już dystrybucja książek w elektronicznym formacie, nie mogę już książek umieszczać darmo w sieci, ponieważ jeżeli tak zrobię, Amazon nie zgodzi się na sprzedaż mojej książki. Jeżeli okazałoby się, że jednak nie mam racji i że książka w formie elektronicznej zupełnie zastąpi książkę w formie drukowanej, to wtedy faktycznie oznaczałoby to, że zupełnie oszalałem, ponieważ umieszczając książki darmo w sieci nie mam jak zarabiać pieniędzy. Myślę, że „Gra Endera” była pierwszą książką, która ukazała się w sieci w całości, rok przed pierwszą publikacją fizyczną. Były to czasy, kiedy Internet nie był jeszcze powszechnie dostępny i ściągnęło ją pięć osób z szaleńczą prędkością 1200 bitów na sekundę. Trwało to całymi godzinami...

Wróćmy do sagi o Enderze, „Grę Endera” można odczytać, jako powieść o przedwczesnym dorastaniu, stawaniu się osobą odpowiedzialną i to w obliczu olbrzymiej presji. Bohaterowie buntują się przeciwko temu – choć z różną siłą, gdyż mimo posiadania ciał dzieci, odebrano im dzieciństwo. Czy rodzeństwo Wigginów i inne dzieci ze szkoły bojowej są niezwykłe, inne od „normalnych” dzieciaków, czy też – za przykładem takich książek jak „Władca much” Goldinga – uważasz, że przeciętne dziecko w pewnych okolicznościach może stać się osobą okrutną, ale też na swój sposób dorosłą i skuteczną?
Spójrz na to pod innym kątem, współczesne społeczeństwo nałożyło pewnego rodzaju granice, które pokazują, co jest dzieciństwem, a co jest dorastaniem, dorosłością. Kiedy spojrzymy w przeszłość, w różnych społeczeństwach dorosłość bardzo często stawała się częścią życia człowieka, kiedy miał lat trzynaście, czternaście. Dziś można powiedzieć, że ta dorosłość została wręcz groteskowo odsunięta gdzieś tam w przyszłość, często zdarza się, że nie ma mowy o dorosłości do niemalże dwudziestego piątego roku życia. Z drugiej strony – co może wydawać się zaprzeczeniem tego, co powiedziałem przed chwilą – odbieramy dzieciom dzieciństwo, szczególnie w takich krajach jak Japonia czy Chiny poprzez odbieranie dzieciom zabawy, umieszczanie w jej miejscu zaplanowanych przez dorosłych czynności i aktywności. To może się zacząć nawet w trzecim roku życia, kiedy dziecko trafia do pewnego rodzaju szkółki przygotowawczej, kiedy w rzeczywistości jeszcze nie powinno się uczyć – powinno mieć czas na zabawę. Nie zostawiamy dzieciom wolnego czasu nawet na to, by mogły dowiedzieć się, kim naprawdę są. Wydaje mi się, że „Gra Endera” w sposób jak najbardziej celny oddaje obraz świata współczesnego, dzisiejszego, tego który znamy.

Gdy czytałem „Grę...” po raz pierwszy największe wrażenie zrobiło na mnie ukazanie psychologii bohaterów, głównie młodych – rodzeństwa Wigginów, oraz brak kontroli nad sytuacją, nad własnym losem – przejmujący i przejawiający się w decyzjach dowódców Międzynarodowej Floty, losach Endera, a nawet zwykłych ludzi, którym odbiera się wolność decydowania o wielu kwestiach życia. Zawierzanie przypadkowi, łutowi szczęścia – wierzysz w przeznaczenie? Czy pozaliterackie życie jest w naszych rękach, czy to coś innego nim kieruje?
Zacznijmy od pierwszej części pytania, myślę że brak możliwości planowania jest w rzeczywistości jak najbardziej cechą naszego świata rzeczywistego. Niejednokrotnie czynimy plany i chcemy czegoś dokonać, ale nie jesteśmy w stanie, ponieważ świat nam na to nie pozwala. Teoretycznie mamy biologiczny imperatyw, który popycha nas do tego, aby współżyć, aby uprawiać seks, aby zakładać rodzinę, popycha nas ku prokreacji, ale tak naprawdę nikt z nas nie wie, czy znajdziemy sobie odpowiedniego, „kompatybilnego” partnera, ani – znalazłszy sobie partnera – czy będziemy mogli spędzać z nim czas. Czy kiedy już dojdzie do tego, że mamy potomstwo, nie nastąpi na przykład rozwód, albo czy nie będziemy w stanie go wychowywać z powodu nagłej śmierci? Tyle rzeczy może się zdarzyć, które zmienią zupełnie nasze plany. A jednak wciąż staramy się planować. Więc tak naprawdę w tym pytaniu pojawia się klasyczny, epistemologiczny dylemat, mianowicie: co wiemy, w jaki sposób wiemy, że wiemy, i jak możemy działać, wiedząc, jak wielu rzeczy nie wiemy? Wszystkie ludzkie wybory bazują na zdolności człowieka przewidywania konsekwencji naszych wyborów. I zawsze wiemy, że każde działanie będzie miało pewne konsekwencje. Mimo nieprzewidzianych konsekwencji wciąż żyjemy, mając nadzieję, że każdego dnia uda nam się spotkać ze wszystkimi, z którymi chcieliśmy się spotkać i osiągnąć to, co chcieliśmy osiągnąć. A że to tak nie działa, przekonujemy się. Nie wierzę w przeznaczenie, predestynację żadnego typu. Wierzę w Boga, ale nie wierzę w to, że Bóg doskonale wie, jakich dokonamy wyborów. Wierzę, że wie wszystko to, co można wiedzieć, ale ludzki wybór, ludzka wola znajduje się poza centrum tego, co można wiedzieć. Wolna wola jest największą siłą wszechświata, największą ludzką cechą – poza moimi powieściami, w których ja mówię moim bohaterom dokładnie, co mają robić, a oni zawsze się mnie słuchają. A mimo wszystko czytamy literaturę bardzo często po to, by dowiedzieć się dlaczego ludzie robią to, co robią.

Twoim debiutem była „Gra Endera”, wówczas będąca jeszcze opowiadaniem. Jakie dziś znaczenie ma dla Ciebie świat Endera? Czy napisałeś coś, co ma dla Ciebie większe znaczenie osobiste? Jaka jest najważniejsza książka Carda, a co wolałby pozostawić w szufladzie, schowane przed wzrokiem czytelników?
Każda książka była dla mnie bardzo ważna w momencie, gdy ją pisałem i każda książka w chwili tworzenia była najlepszą i najważniejszą z moich książek. Nie ma takiej książki, którą uważałbym za porażkę, aczkolwiek umieszczam w sieci początki powieści, które moim zdaniem nie wyszły, po to żeby inni pisarze mogli na nie spojrzeć. Są książki, które pisałem z perspektywy siebie samego, z perspektywy swojego życia – moja książka „Święci” to książka, która opowiada o Mormonach, moja książka „Zagubieni chłopcy” jest o mojej rodzinie – o mnie, o mojej żonie i dzieciach. Najlepiej bawię się chyba przy pisaniu książek o Alvinie Stwórcy, ponieważ pisanie tych książek to dla mnie sama radość. Wszystkie te fajne rzeczy, które spowodowały, że chciałem napisać daną książkę nadal powodują, że lubię te książki, że mi się podobają. To pytanie było trochę, jak pytanie mnie o to, które z moich dzieci wciąż kocham. Odpowiedź brzmi: wszystkie.

Byłeś w tym roku na Euroconie. Jaką rolę pełnią dla Ciebie konwenty – czy autor staje się na nich jednym z fanów czy też wciąż pozostaje autorem, poszukującym w dyskusjach i panelach inspiracji do kolejnych książek, badającym oczekiwania czytelników?
Na swoich konwentach nie chcę rozmawiać o moich książkach, ponieważ moje książki są już napisane. W związku z tym tutaj już nic się nie zmieni. Z tego również powodu nie lubię dyskutować o opiniach fanów, ponieważ te książki, jak już powiedziałem, istnieją i niczego nie mogę zmienić w tej kwestii. Kiedy jadę na konwent nie mogę udawać, że nie jestem czytelnikiem czy że nie jestem pisarzem, ponieważ w obu przypadkach nie przestanę być żadnym z nich. Oczywiście, jeśli prowadzę dyskusję panelową, jako pisarz, no to naturalnie muszę nim być – gdybym nie był pisarzem, nie mógłbym wejść z ulicy i poprowadzić panelu dyskusyjnego. Ale to, o czym lubię rozmawiać, to są przykłady z pisarstwa innych ludzi, generalne założenia związane z pisarstwem. Tak jak mówię – pisarstwo innych ludzi, niekoniecznie moje własne. Myślę, że literatura SF, to jest literatura spekulatywna, tak ją nazwijmy, to jest najważniejszy gatunek literatury w naszych czasach. Ale dyskutując na jej temat nie wynoszę swojej literatury ponad prace innych twórców.

W Polsce pokutuje takie patrzenie na fantastykę jako literaturę w pewnym sensie gorszą niż literatura głównego nurtu, niż wiele innych gatunków literackich. Czy w Stanach Zjednoczonych jest podobnie i jeżeli tak, to jak myślisz – w czym tkwią początki takiego stereotypu? Swoje zdanie na temat SF wyraziłeś przed chwilą, dlatego jestem ciekaw, jak to ogólnie wygląda w Twoim kraju.
Jest dokładnie tak samo, jak w Polsce. Patrzy się na ten gatunek z góry i jest on absolutnie odrzucany przez środowiska krytyczne i akademickie. Kiedy już dyskutuje się na ten temat na uniwersytetach, raczej mówi się o tym pod kątem tak zwanej popularnej literatury, co oznacza, że bardziej dyskutuje się antropologię tej literatury niż jej literackie wartości. I jest to niezwykle ważne obecnie dla fantastyki, ponieważ my, twórcy jako tacy, absolutnie nie jesteśmy w najmniejszym stopniu kontrolowani czy w jakiś sposób kierowani przez środowisko akademickie. Literatura, która jest pisana w ten sposób, to znaczy literatura, która jest pisana pod wpływem tego środowiska krytycznego niejednokrotnie jest literaturą martwą jeszcze zanim dotrze na sklepowe półki. Rodzi się, jako skamielina. SF natomiast żyje i rozwija się w stanie dialogu, żywego dialogu pomiędzy twórcami i czytelnikami, i to dialogu, w którym nie przeszkadzają tak zwani eksperci. W wyniku tego w trakcie mojego życia istniało, co najmniej dziesięć generacji SF i fantasy. Natomiast w tak zwanym mainstreamie, czyli w tym, co jest uznawane przez środowisko akademickie, wciąż uważa się, że eksperymenty, których dokonywano w latach dwudziestych XX wieku, są nadal eksperymentami, są nadal czymś świeżym. Innymi słowy od lat dwudziestych w głównym nurcie literatury nie stało się nic, co byłoby tak naprawdę ważne. Natomiast sami akademicy uczą na temat tego typu literatury w taki sposób, jakby wszystkie eksperymenty od tego czasu były eksperymentami zakończonymi sukcesem, kiedy w rzeczywistości były zakończone porażką. A zakończyły się porażką, bo dowodzą braku komunikacji ze zwykłym czytelnikiem. Okazuje się również, że czytelnicy zarówno SF, jak i fantasy niejednokrotnie okazują się być w bardziej szczodry sposób obdarowanymi intelektualnie niż czytelnicy literatury głównego nurtu. Mamy żywą literaturę, którą tworzymy na bieżąco i najlepszą rzeczą, którą możemy w obecnej sytuacji zrobić, jest utrzymać ręce akademików z dala od naszej literatury. Takim ludziom mówię, że jest to bardzo niska literatura – nie zwracajcie na nią uwagi, ona jest nieważna, zapomnijcie o niej... Tak będzie lepiej. Miłość profesorów jest pocałunkiem śmierci. I mówię to jako profesor literatury.

Właśnie chciałem Cię o to zapytać – w 2005 r. objąłeś posadę profesora na Uniwersytecie Południowej Wirginii. Czy na zajęciach starasz się zachęcać studentów do czytania i pisania fantastyki? Jak wyglądają kursy, które prowadzisz?
Prowadząc kurs z literatury fantastycznej korzystałem z materiałów ukazujących się w czasopismach, które z kolei ukazywały się w czasie prowadzenia tego kursu. Po to, żeby nie dawać ludziom serii dobrych opowiadań, które mają już przyłożoną pieczątkę – są zatwierdzone, jako dobre. Tylko, żeby sami czytając nowe teksty mogli zdecydować, czy są to teksty dobre, czy są to teksty złe. Kiedy uczę natomiast o takich klasykach jak np. Lewis czy Tolkien, wtedy staram się (bo prowadzę takie kursy regularnie) nie przykładać tych samych, generalnych zasad do tych dwóch twórców, ponieważ uważam, że te zasady do nich nie pasują. Zamiast tego mówię studentom, że pewne rzeczy będą na was działać w tych książkach i będą działać dobrze, inne rzeczy będą działać słabiej. Więc pierwszą rzeczą, którą powinniście zrobić, jest przebadać samych siebie i poznać swój stosunek do tej literatury. I dopiero z tego punktu staram się, żeby studenci zbudowali ogólne zasady, które zaczną przykładać do innych typów literatury.

Wspomniałeś o dziesięciu generacjach SF i fantasy. Czy masz jakieś przewidywania na temat rozwoju fantastyki w ciągu, powiedzmy, najbliższej dekady i gdzie w tym rozwoju będziesz Ty, jaka twórczość będzie uprawiana w tym czasie?
Każdy naukowiec, który mówi: za dziesięć lat będziemy robić to i to, w czasie kiedy to mówi nie jest naukowcem tylko idiotą. Nie da się przewidzieć tego, co się wydarzy, jedyną rzeczą, którą da się czasami przewidzieć jest to, co się nie wydarzy. Obecnie wydaje mi się, ale mam nadzieję, że się mylę, że SF do pewnego stopnia jest martwe. Mówię tak, ponieważ, gdy teraz zabieram się do jakiejś powieści SF, to tym, co w niej znajduję jest powtórzenie jednego z dziesięciu poprzednich pokoleń, a nie coś nowego. I obecnie te powieści, które są uznawane za najlepsze, które są nominowane do nagrody Nebula, to są powieści, które najbardziej już na chwilę obecną przypominają te powieści mainstreamowe. Wielka, mało satysfakcjonująca ilość literatury SF tworzona jest dla ludzi, którzy już ją lubią, lubią literaturę SF. To, co ogólnie w fantastyce jest najciekawsze, w chwili obecnej pisane jest nie jako SF, ale jako fantasy. W Ameryce fantastyka opanowana została przez głupie i powtarzalne powieści o wampirach. Ale po wyjściu na przykład „Ojca chrzestnego” również był taki czas, kiedy powieści o mafii było tyle, że robiło się niedobrze. Tymczasem w prawdziwym fantasy, czyli takim, w którym twórca tworzy świat od samego początku – na tym polu mamy działających autorów, doskonałych autorów SF, którzy teraz swoje umiejętności, swoje zdolności, przykładają do pisania fantasy. Przez bardzo długi czas pisarze fantasy byli tylko naśladowcami Tolkiena, natomiast wreszcie doczekaliśmy się takich, którzy korzystają z metodologii, a nie rezultatów. Powieści Tolkiena bazowały na głębokiej wiedzy o świecie, o historii i o języku. Pisząc książkę, i to widać zresztą w wielu powieściach, nie musisz posiadać głębokiej wiedzy o języku czy głębokiej wiedzy o historii, ale tworząc świat zacznij od głębokiej wiedzy o czymkolwiek. Pisarze, którzy w ten sposób podchodzą do fantasy, tworzą błyskotliwą, fantastyczną i świeżą literaturę. Nie jest to tylko złożenie motywów powtarzających się i wyciągniętych z europejskiej tradycji średniowiecznej.

Ponieważ już dawno przekroczyliśmy przewidziany na wywiad czas, na koniec zapytam o akcent związany z naszym krajem. Obraz Polski, jaki wyłania się z „Gry Endera” i opowiadania „Chłopiec z Polski”, przedstawiający nasz kraj jako jedno z państw niesubordynowanych, jest efektem zwyczajnej kreacji literackiej czy też jest to przejaw Twojej opinii na nasz temat?
Nie mam wizji Polski jako takiej, ponieważ spędziłem tutaj za mało czasu. Raczej jest to pewnego rodzaju wiedza czerpana z historii, której się uczyłem, oraz rozmów z ludźmi, których poznałem tutaj podczas mojej poprzedniej wizyty. Mogę tylko pisać o polskiej kulturze jako człowiek z zewnątrz, wyobrażając sobie jedynie, że jestem człowiekiem stąd i mam nadzieję, że to, co sobie wyobraziłem i napisałem w żaden sposób nie jest dla Polaków obraźliwe. Jedna rzecz, której można się dowiedzieć z historii o Polakach, jest taka, że Polaków nie da się złamać. Wydawało się dobrym pomysłem, żeby dać Enderowi ojca pochodzącego z kultury ludzi, których nie da się po prostu zmiażdżyć, zetrzeć. Na przykład, patrząc na polski katolicyzm widzimy, że nie dał się on w żaden sposób, że wytrwał on, że jest bardzo istotnym elementem katolicyzmu na świecie – że wytrwał zarówno próby zniszczenia go przez ateistyczne rządy socjalistyczne, jak i wydaje się, że wytrwa w zasadzie każdą próbę zniszczenia go, która jeszcze może nadejść. Ale obecnie odbywa się najważniejszy test dla wiary polskich katolików. Czy ta wiara będzie w stanie istnieć wtedy, kiedy nikt się jej nie przeciwstawia, nikt nie próbuje jej zniszczyć? Zgaduję jednak, że gdyby kiedykolwiek znowu sytuacja wróciła do stanu, w którym polski katolicyzm jest zagrożony, znów żyłby dużo bardziej aktywnym życiem niż obecnie. Myślę, zgaduję, że częścią charakteru prawdziwego Polaka jest pewnego rodzaju przeciwstawianie się, bycie przeciw czemuś. Dlatego gdyby kościół katolicki był kościołem, do którego wszyscy mieliby obowiązek należeć, wtedy Polacy i temu by się przeciwstawili. Jeżeli zgadłem źle, to przepraszam, ale tak to wygląda.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również dziękuję, świetnie się bawiłem.


Autor: Krzysztof Kozłowski


Dodano: 2010-10-16 16:10:45
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Młody świat" i gadżety


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Brooke-Hitching, Edward - "Atlas lądów niebyłych"


 Małecki, Jakub - "Rdza"

 Wexler, Django - "Działa imperium"

 Delaney, Joseph - "Kroniki Gwiezdnej Klingi"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"

 Liu, Cixin - "Ciemny las"

Fragmenty

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS