NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Zimne dni"


 Larson, B.V. - "Świat stali"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" (wydanie papierowe)

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

Linki

Briggs, Patricia - "Zew księżyca" (wyd. 2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Mercedes Thompson
Tytuł oryginału: Moon Called
Tłumaczenie: Ilona Romanowska
Data wydania: Październik 2010
Wydanie: II
ISBN: 978-83-7574-255-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 424
Cena: 34.90 zł
Seria: Obca krew
Tom cyklu: 1



Briggs, Patricia - "Zew księżyca" (wyd. 2)

Wilkołak w moim warsztacie

Z początku nie zdawałam sobie sprawy, że jest wilkołakiem. Mój nos nie funkcjonuje najlepiej w smrodzie smaru do osi i spalin ropy – no i nie jest też tak, że dookoła biega wiele zbłąkanych wilkołaków. Więc gdy ktoś grzecznie chrząknął w pobliżu moich stóp, pomyślałam, że to klient.
Majstrowałam pod komorą silnika Jetty, montując przekładnię do jej nowego domu. Jedną z ujemnych stron samotnego prowadzenia warsztatu było to, że musiałam przerywać robotę za każdym razem, gdy zadzwonił telefon lub gdy przyszedł jakiś klient. Robiłam się wtedy zrzędliwa, a to nie pomagało w interesach. Mój wierny pomocnik w biurze i przy narzędziach wyjechał na studia i jeszcze nikim go nie zastąpiłam – ciężko znaleźć kogoś, kto chciałby wykonywać robotę, której nawet ja się brzydzę.
– Za sekundkę się panem zajmę – powiedziałam, próbując nie zabrzmieć zgryźliwie. Robię, co w mojej mocy, by nie odstraszać klientów, jeśli tylko coś mogę na to poradzić.
Niech szlag trafi dźwignię przekładni. Jedyny sposób na umieszczenie jej w starej Jettcie polega na wykorzystaniu siły mięśni. Czasami fakt, że jestem kobietą, przydaje się w moim fachu – w niektóre miejsca męskie dłonie po prostu się nie mieszczą. Jednakże nawet podnoszenie ciężarów i ćwiczenia karate nie zdołają uczynić mnie tak silną, jak silny może być mężczyzna. Zazwyczaj lewarek stanowi kompensatę, lecz czasami nic nie zastąpi tężyzny fizycznej, a ja mam jej zaledwie tyle, by móc wykonywać tę robotę.
Stękając z wysiłku, za pomącą jednej ręki i kolana umieściłam przekładnię we właściwym miejscu. Drugą ręką wsunęłam sworzeń i zaczęłam go przykręcać. Jeszcze nie skończyłam, ale przekładnia pozostanie na miejscu, podczas gdy będę się zajmować klientem.
Wzięłam głęboki oddech i rozciągnęłam usta w najszerszym uśmiechu, na jaki było mnie stać, po czym wytoczyłam się spod samochodu. Wytarłam ręce w szmatę.
– W czym mogę pomóc? – zapytałam, zanim zdążyłam się przyjrzeć nieznajomemu. I zanim do mnie dotarło, że nie był klientem, chociaż bez wątpienia potrzebował pomocy.
Jego wytarte na kolanach dżinsy były poplamione zaschniętą krwią oraz ziemią. Na brudną koszulkę miał narzuconą przyciasną flanelową koszulę – nieodpowiednie ubranie jak na listopadowe popołudnie na wschodzie stanu Waszyngton.
Wyglądał mizernie, jak gdyby ostatni raz posilał się dość dawno temu. Chociaż mój nos nadal tkwił w przenikających warsztat oparach benzyny, ropy i substancji zapobiegającej zamarzaniu, wyczułam, że minął równie długi czas, odkąd widział prysznic. Spod warstwy brudu i potu przebijał zapach pierwotnego strachu, wymieszany z charakterystyczną wonią wilkołaka.
– Zastanawiałem się, czy nie miałaby pani dla mnie jakiegoś zajęcia – powiedział z wahaniem. – Nie chodzi o prawdziwą pracę, proszę pani. Tylko taką na kilka godzin.
Wyczułam jego niepokój. Zaraz potem zalała go fala adrenaliny, kiedy zaprzeczyłam ruchem głowy. Zaczął mówić tak szybko, że kolejne słowa zdawały się na siebie zachodzić.
– Praca też byłaby okej, ale nie mam NIP-u, więc musiałaby być na czarno za gotówkę.
Większość ludzi, którzy szukają pracy za gotówkę, to nielegalni próbujący przetrwać od pory zbioru do zasiewu. Ten chłopak, oprócz faktu, że był wilkołakiem, był białym Amerykaninem o kasztanowych włosach i brązowych oczach. Sądząc po wzroście, mógł mieć osiemnaście lat, ale moje zmysły – które są całkiem czułe – określiły jego wiek na bliższy liczbie piętnaście. Miał szerokie, ale kościste ramiona, a dłonie nienaturalnie duże, jak gdyby tylko one osiągnęły ostateczne rozmiary.
– Jestem silny – powiedział. – Nie znam się za bardzo na naprawianiu samochodów, ale pomagałem wujkowi utrzymać jego Garbusa na chodzie.
Wierzyłam, że jest silny – jak każdy wilkołak. Gdy tylko do moich nozdrzy dotarł wyraźny, piżmowo-miętowy zapach, poczułam przemożną chęć, by go usunąć ze swojego terytorium. Jednakże, nie będąc wilkołakiem, nie jestem kontrolowana przez instynkty – to ja je kontroluję. No i do tego chłopak, drżąc pod wpływem zimna i wilgoci listopadowej pogody, obudził we mnie inne, silniejsze instynkty.
Prowadzę prywatną politykę niełamania prawa. Stosuję się do ograniczeń prędkości, ubezpieczam samochody, płacę nieco więcej podatku niż muszę. Dałam dwudziestkę albo dwie ludziom, którzy prosili, ale nigdy nie zatrudniałam kogoś, kto nie mógłby się pojawić na mojej liście płac. Pozostawał jeszcze jeden problem – chłopak był wilkołakiem, w dodatku nowym, o ile jestem dość kompetentna, by to ocenić. Młodzi w mniejszym stopniu kontrolują swoje wilki.
Nie skomentował, że to dziwnie spotkać kobietę mechanika. Z pewnością przez jakiś czas mnie obserwował, na tyle długi, by do tego faktu przywyknąć. Tak czy inaczej, nic nie powiedział, dzięki czemu zdobył kilka punktów – wciąż jednak zbyt mało, by zasłużyć na to, o czym właśnie myślałam.
Potarł dłonie i zaczął w nie chuchać, aby rozgrzać poczerwieniałe z zimna palce.
– W porządku – powiedziałam wolno. Nie była to najmądrzejsza decyzja, ale jedyna, jaką mogłam podjąć, widząc, jak chłopak się trzęsie. – Zobaczymy, czy dasz sobie radę. Tam jest pralnia i prysznic. – Wskazałam na znajdujące się na tyłach warsztatu drzwi. – Mój ostatni asystent zostawił stare ciuchy robocze. Znajdziesz je na wieszaku w pralni. Jeśli chcesz, weź prysznic i się przebierz, a ubrania, które masz na sobie, wrzuć do pralki. W pralni jest lodówka, a w niej kanapka z szynką i napój gazowany. Zjedz i wróć, jak będziesz gotowy.
Położyłam nacisk na "zjedz" – nie miałam zamiaru pracować z głodnym wilkołakiem, mimo że do pełni księżyca pozostawały prawie dwa tygodnie. Niektórzy ludzie twierdzą, że wilkołaki zmieniają kształt tylko podczas pełni, ale według innych duchy nie istnieją. Chłopak zesztywniał, kiedy usłyszał polecenie. Podniósł oczy, napotykając mój wzrok.
Po chwili wymamrotał "dziękuję" i zniknął za drzwiami, które delikatnie za sobą zamknął. Wypuściłam powietrze z płuc. Zwykle nie jestem aż tak głupia, by rozkazywać wilkołakowi – to przez tę całą hecę z koniecznością dominowania.
Instynkty wilkołaków bywają uciążliwe – właśnie dlatego wilkołaki nie dożywają późnego wieku. Przez te same instynkty ich dzicy bracia przegrali z cywilizacją, podczas gdy kojoty mają się dobrze, nawet w obszarach zurbanizowanych takich jak Los Angeles.
Kojoty są moimi braćmi. Och, nie jestem kojotołakiem, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Jestem zmiennokształtna.
Termin ten ma swoje źródło w wierzeniach południowo-zachodnich Indian. Wiedźmy niektórych plemion, zwane "skórokształtnymi", za pomocą odpowiedniego rodzaju skóry przyjmują postać zwierzęcia i wędrują po okolicy, sprowadzając na ludzi choroby i śmierć. Biali osadnicy mylnie używali tego określenia w stosunku do zmiennokształtnych i nazwa ta do nas przylgnęła. Obecna sytuacja nie pozwala nam na sprzeciw – nawet gdybyśmy się ujawnili jak pomniejsi nieludzie, jest nas zbyt mało, by ktokolwiek zaprzątał sobie głowę naszym zdaniem.
Nie sądziłam, by chłopak wiedział, czym jestem. W przeciwnym razie nie odwróciłby się do mnie plecami – do mnie, czyli do innego drapieżnika. Ani nie przeszedłby przez drzwi, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Wilki może i mają bardzo dobry węch, ale warsztat przepełniały intensywne zapachy, a poza tym wątpiłam, by chłopak kiedykolwiek wcześniej spotkał kogoś takiego jak ja.



Dodano: 2010-10-09 16:48:56
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"


 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS