NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Naam, Ramez - "Apex"

Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Rój"


 Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

 Rochala, Paweł - "Ballada o czarownicy"

 Staveley, Brian - "Ostatnia więź"

 Komuda, Jacek - "Czarna szabla" (wyd. 3)

 Majka, Paweł - "Wojny Przestrzeni"

 Sanderson, Brandon - "Biały piasek"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

Linki


Leksykon hispanofantastyczny #1: Rubén Darío

Okultyzm neurotyczny, czyli Rubén Darío


Jeśli przywilej rozpoczęcia niniejszego Leksykonu przypada Rubénowi Darío [czyt: darijo], to nie przez przypadek, ani nie za sprawą autorytarnego kaprysu: jest to bowiem pisarz, który dla fantastyki języka hiszpańskiego zasługi ma wielkie, a konkretnie dwie: po pierwsze, cieszył się w swoim czasie sławą tak znaczną, że wszystkie jego teksty – w tym te fantastyczne – docierały do szerokich rzesz czytelników; a po drugie, był pierwszym, a w każdym razie pierwszym, o jakim wiemy, pisarzem z Ameryki Łacińskiej, który uprawiał fantastykę na poważnie, dostrzegając w niej idealny sposób do opisywania zawiłości świata, a nie jedynie pretekstowo czy rozrywkowo.

Poeta od księżniczek


Rubén Darío pamiętany jest przede wszystkim jako modernistyczny poeta i o ile w swoim czasie noszono go na rękach, wielbiono i naśladowano na potęgę, to dziś, hmm... lektura jego wierszy chyba mało kogo wprowadzi w stan literackiej ekstazy. By nie być gołosłownym, mała próbka, początek jego bodaj najsłynniejszego kawałka pt. Sonatina (w przekładzie Janusza Strasburgera):

Jakże smutna księżniczka... Cóż księżniczkę tak boli?
Wstrzymywane westchnienia płyną z ust mimo woli,
Co straciły swą barwę, których uśmiech już zbladł.
Siedzi smutna księżniczka na swym krześle złoconym,
W oniemiałych klawiszach pochowały się tony,
Zapomniany w wazonie rozsypuje się kwiat.

No dobrze, żarty na bok, prawdą jest, że poezja od tego czasu przeszła gigantyczną ewolucję i dziś poematy Rubéna kojarzą nam się raczej z pamiętnikami nastolatek. Ale dla swojej epoki Darío był poetą doskonałym, o czym świadczyć może choćby fakt, że za datę wytyczającą kres hiszpańskojęzycznego modernizmu zwykło się przyjmować rok śmierci Darío: 1916. Nikaraguański poeta wyspecjalizował się w poezji pełnej formalnej doskonałości (dokładne rymy, rytm, lekkość i gładkość), mówiącej o udrękach człowieka tamtych czasów (Weltschmerz, artysta wydany na pastwę niskiej rzeczywistości, ucieczka do królestwa ducha itd.), łączącej klasyczne wpływy (od poezji łacińskiej, przez hiszpański barok do romantyzmu) z kuszącą egzotyką Ameryki Łacińskiej i Azji. Był popularny i czytany po obu stronach Oceanu, doczekał się grona naśladowców, choć ci odstąpili go szybko wobec szturmu literackiej awangardy, ale dziś – śmiem twierdzić – mało kto sięga po jego poezję poza historyczno-literackim kontekstem.
Zupełnie inaczej wygląda to jednak z jego opowiadaniami fantastycznymi.

Mnich bez głowy i włochata łapa


Darío urodził się w 1867 roku w Metapie, dziś Ciudad Darío, w Nikaragui, o której można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że była w owym czasie literackim – czy jakimkolwiek innym – centrum regionu. Jego historia rodzinna była dość mocno pogmatwana (wychowywali go dziadkowie, bo ojciec bardziej zainteresowany był wyskokowymi napojami i płatnym damskim towarzystwem niż swoją młodą żoną, że o synu nie wspomnę), a atmosfera rodzinnej miejscowości także dość mocno specyficzna. Po latach w opowiadaniu Larwa pisał tak:

Urodziłem się w kraju, w którym, jak w prawie całej Ameryce, praktykowano magię, a czarownicy porozumiewali się z niewidzialnymi mocami. Tajemnice tubylców nie zniknęły wraz z przybyciem konkwistadorów. Co więcej, katolicyzm rozpowszechnił w koloniach praktyki przywoływania tajemnych sił, demonizm czy rzucanie uroku. W mieście, w którym przeżyłem moje pierwsze lata, mówiło się, dobrze to pamiętam, o diabolicznych zjawach, upiorach i duchach, jak o czymś zupełnie normalnym. W pewnej ubogiej rodzinie, która sąsiadowała z nami, zdarzyło się na przykład, że pewnemu młodemu człowiekowi objawił się duch jakiegoś hiszpańskiego pułkownika i wyjawił mu, gdzie na podwórku zakopany jest skarb. Wprawdzie młodzieniec umarł z przerażenia, jednak jego rodzina nagle się wzbogaciła i pozostaje zamożna aż do dziś. Jednemu biskupowi ukazał się inny biskup, aby wskazać mu miejsce, gdzie znajduje się pewien dokument zagubiony w archiwum katedry. Kiedyś diabeł porwał kobietę przez okno domu, który dobrze znam. Moja babka zapewniała mnie, że nocą krąży po okolicy straszliwy mnich bez głowy oraz włochata i ogromna łapa, która błąka się samotna jak jakiś pająk z piekła rodem.

Trudno by podobna atmosfera pozostała bez wpływu na psychikę wrażliwego poety. Darío, który sporo podróżował po świecie i niejedno widział, był jednocześnie człowiekiem niesłychanie zabobonnym. Zachowały się świadectwa – samego poety jak i jego znajomych – z których wyłania się obraz człowieka ogarniętego chorobliwą fascynacją i zarazem lękiem przed wszelkiej maści zaświatami. Lekarze zalecali Darío, by zrezygnował z uczestniczenia w seansach spirytystycznych, podówczas modnej towarzyskiej rozrywce, ponieważ tak strasznie denerwował się w trakcie przywoływania dusz zmarłych, że groziło to poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Były to wprawdzie czasy, kiedy stosunek do okultyzmu był nieco inny niż obecnie – wydawało się bowiem, że wszelkiej maści spirytyzmy i magie dadzą się pogodzić z naukowością, że są poważną propozycją badawczą – ale nawet ówczesnym reakcje i łatwowierność Darío wydawały się mocno przesadzone.
To bardzo ważne przy czytaniu jego prozy. Weźmy choćby przywołany powyżej tekst Larwa: opowiada o wyprawie grupki młodzieńców nocą na miasto (celem było śpiewanie serenad pod oknami panien na wydaniu – ha!, to były czasy!); jeden z nich odłącza się i zaczepia jakąś przemykającą ulicami niewiastę (zamiary ma, rzecz jasna, uwodzicielskie); nagle ta się odwraca i... „mój Boże!, jej twarz była obślizgła i nadgniła; jedno oko zwisało na kościsty i cuchnący policzek; zionęła ku mnie zgniłą wilgocią” – wykrzykuje narrator, po czym, oczywiście, bierze nogi za pas. Współczesny czytelnik wzruszy tu ramionami: no dobrze, prosta historyjka o spotkaniu z duchem, też mi sensacja. Pamiętać jednak trzeba, że Darío w swoim przekonaniu opisywał rzeczywiste spotkanie: on nie wymyślał historyjek o duchach, on je relacjonował, tak, jak się rozegrały.

Światy dwa


Przy czym fantastyka Darío nie ogranicza się do spisywania osobistych doświadczeń, jej ambicje są znacznie szersze. U podstaw filozofii modernizmu leżało mocne przekonanie, że świat materialny nie jest jednym światem prawdziwym, że prócz materii jest jeszcze sfera ducha. Była to reakcja na pozytywistyczny triumf racjonalizmu, materializmu i naukowości, które doprowadziły do galopujących zmian w życiu społeczeństw tzw. świata zachodniego: nowoczesne technologie wkraczały w ludzkie życie, miasta puchły, całym warstwom społecznym zmieniało się nagle nienaruszane od setek lat status quo – wszystko to pchnęło kulturę Zachodu w mocny ideowy kryzys, podsycany przez bergsonowski intuicjonizm, nietzscheańskie podważanie wszystkiego, co się da podważyć, odkrycie filozofii Wschodu i wielki boom na wszystko, co okultystyczne. I oczywiście najlepszymi wyrazicielami tego kryzysu byli pisarze, którzy odrzucili realistyczną i rozumowo okiełznaną literaturę drugiej połowy XIX wieku: realizm bowiem w ich odczuciu opisywał tylko połowę rzeczywistości, tę materialną. By opisać ją całą – trzeba sięgnąć do fantastyki. I to właśnie u Darío (i jego następców) widać doskonale: fantastyka nie jest dla nich konwencją do wzbudzania dreszczyków u czytelnika, tylko prawdziwym realizmem – prawdziwym, bo pogłębionym o pokazywanie także tych nienamacalnych stref życia. Kiedy zatem Darío w – dajmy na to – Przypadku panienki Amelii (El caso de señorita Amelia) opisuje przypadek nigdy nie starzejącej się dziewczynki, poprzedzając go mini-wykładem maksi-okultystycznym – to bynajmniej nie dla czczego ubawienia czytelników, tylko dla wyłuszczenia swojej koncepcji praw rządzących światem. Duchy i zaświaty są dla Nikaraguańczyka tym, czym dla Zoli ewolucjonizm i biologizm: kluczem do prawdziwego opisania kondycji człowieka.
Ale latynoska fantastyka zawdzięcza Darío jeszcze dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, był pionierem wykorzystywania fantastyki do opisów psychologicznych. Z czasem stać się to miało specjalnością Horacia Quirogi (będzie o nim mowa w jednym z przyszłych odcinków LHf), ale pojawia się już choćby w dariowskiej Tanatofobii, której bohater, młody chłopak, nie chce zaakceptować nowej żony ojca, przekonany, że jest ona żywą zjawą zza grobu. Da się to czytać zarówno jak regularną historię o kontakcie z zaświatem, w rodzaju Larwy, ale też jako pewną metaforę zupełnie zrozumiałej psychologicznie niechęci do macochy.
Po drugie, Darío część swoich opowiadań fantastycznych ulokował w scenerii latynoskiej, co się wcześniej raczej nie zdarzało: poprzednicy traktowali fantastykę jako tak silną stylizację, że jeśli pisali w duchu Hoffmana, to rzecz działa się w Niemczech, a jak w stylu romantycznym, to w Alpach Szwajcarskich. Darío nie tylko odkrył magiczny potencjał synkretycznych kultur latynoskich (jak w przytoczonym fragmencie Larwy), ale także potrafił wpasować niesamowitą fabułę w bardzo konkretne realia, jak na przykład w opowiadaniu D.Q. (to akurat dostępne jest po polsku w: Liść wiatru. Antologia opowiadań Ameryki Środkowej, 1982), którego akcja rozgrywa się w trakcie kubańskiej wojny o niepodległość (lata 90. XIX wieku), kiedy to po stronie walczących pojawia się jakiś tajemniczy osobnik okazujący się... – ale to sobie proszę doczytać, ja zabawy psuć nikomu nie zamierzam.
Fantastyczne opowiadania Darío są wciąż atrakcyjne: powierzchownie – dla każdego fana fantastyki o posmaku retro; ale jak się w nie mocniej wczytać, to pulsuje w nich prawdziwe, niekłamane obcowanie z Innym – nawet jeśli to Inne nie istnieje obiektywnie gdzieś w zaświatach, tylko kiedyś tliło się w głowie pewnego nikaraguańskiego poety...





Autor: Tomasz Pindel
Dodano: 2010-10-06 21:56:39
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 17:57 07-10-2010
Bardzo fajny artykuł: lekko i przystępnie zaznajamia z postacią pisarza, podaje najważniejsze fakty zarówno z życia, jak i twórczości. Widać, że nie zawsze konieczne jest zasypanie czytelnika nazwiskami i datami, by kompleksowo i interesująco napisać art. krytyczny :)

Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS