NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"


 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

Linki

Kenyon, Sherrilyn - "Rozkosze nocy"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Kenyon, Sherrilyn - "Mroczny Łowca"
Tytuł oryginału: Night Pleasures
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Data wydania: Sierpień 2010
ISBN: 978-83-7480-179-9
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 432
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2002
Tom cyklu: 1



Kenyon, Sherrilyn - "Rozkosze nocy"


Rozdział 1

– A ja ci mówię, że powinnyśmy rozpiąć go na mrowisku i obrzucić kiszonymi ogórkami.
Amanda Devereaux roześmiała się, słysząc propozycję Seleny. Starsza siostra zawsze potrafiła ją rozśmieszyć, niezależnie od tego, jaka tragedia się wydarzyła. Właśnie dlatego siedziała w to zimne niedzielne popołudnie u Seleny na Jackson Square, przy stoliku do stawiania tarota i czytania z ręki, zamiast leżeć w łóżku z kołdrą naciągniętą na głowę.
Nadal uśmiechając się do myśli o milionach mrówek gryzących kluchowate blade ciało Cliffa, Amanda rozejrzała się po turystach, którzy nawet w ponury listopadowy dzień tłoczyli się w tym najbardziej charakterystycznym miejscu w Nowym Orleanie.
Zapach ciepłej kawy zbożowej i orleańskich pączków napływał z Cafe Du Monde po drugiej stronie ulicy. Zaledwie kilka kroków od stolika śmigały samochody. Chmury i niebo przybrały upiorny, szary kolor, który pasował do posępnego nastroju Amandy.
Większość straganiarzy z Jackson Square nie zawracała sobie głowy rozstawianiem stoisk w zimowym sezonie, ale Selena uważała, że jej stragan wróżbiarski jest perłą Nowego Orleanu w takim samym stopniu, jak katedra Świętego Ludwika wznosząca się za ich plecami.
A swoją drogą, jaką perełką był ten stragan...
Tani stolik do kart przykryto grubym fioletowym obrusem, na którym ich matka wyhaftowała „specjalne” inkantacje znane tylko ich rodzinie.
Madame Selene, Pani Księżyca, jak nazywano Selenę, siedziała przy tym stoliku w powłóczystej spódnicy z zielonego zamszu, fioletowym, dzianinowym swetrze i w obszernym czarno-srebrnym płaszczu.
Jej dziwny ubiór kontrastował ze spranymi dżinsami Amandy, różowym swetrem ze ściegiem warkoczowym i jasnobrązową kurtką narciarską. Prawda była taka, że Amanda zawsze wolała dyskretne stroje. W przeciwieństwie do reszty ekstrawaganckiej rodziny, nie cierpiała się wyróżniać. O wiele bardziej wolała zlewać się z tłem.
– Mam dość facetów – powiedziała Amanda. – Cliff był moim ostatnim przystankiem na drodze donikąd. Mam dosyć marnowania na nich czasu i energii. Od dziś zamierzam całkowicie skupić się na księgowości.
Selena skrzywiła się, tasując karty tarota.
– Księgowości? Na pewno nie jesteś odmieńcem?
Amanda się uśmiechnęła.
– Przeciwnie, jestem przekonana, że jestem odmieńcem. Chciałabym, żeby prawdziwa rodzina odnalazła mnie, zanim będzie za późno i zdziwaczeję jak wy wszystkie.
Selena roześmiała się, rozkładając karty tarota do wróżebnego pasjansa.
– Wiesz, na czym polega twój problem?
– Jestem zbyt zasadnicza i sztywna – odpowiedziała Amanda, posługując się słowami, którymi najczęściej opisywały ją matka i osiem starszych sióstr.
– No tak, to też, ale myślałam o tym, że powinnaś rozejrzeć się za czymś nowym. Przestań uganiać się za banalnymi nieudacznikami w krawatach, który wypłakują się mamusi, bo nie mają żadnego życia. Tobie, moja siostrzyczko, potrzebna jest sekseskapada z mężczyzną, przy którym serce zacznie ci walić jak szalone. Mówię o kimś naprawdę zuchwałym.
– O kimś takim jak Bill? – zapytała Amanda, myśląc o swoim szwagrze, który był jeszcze bardziej zasadniczy od niej.
Selena pokręciła głową.
– Nie, to coś innego. Widzisz, to ja jestem tą szaloną i zuchwałą, która ratuje Billa przed nudą. To dlatego jesteś­my dla siebie stworzeni. Równoważymy się. Ty nie szukasz równowagi. Ty i twoi faceci przechylacie szalę tylko w jedną stronę, po prostu nudy na pudy.
– Ej, lubię, kiedy moi faceci są nudni. Można na nich polegać i nie muszę się martwić, że któremuś nagle testosteron rzuci się na mózg. Jestem samicą beta, pod każdym względem.
Selena prychnęła, bawiąc się kartami.
– Wygląda na to, że przydałoby ci się kilka sesji terapeutycznych u Grace.
– Jasne, na pewno potrzebuję randkowych porad od seksuolożki, która wyszła za wyczarowanego z książki grec­kiego seksniewolnika – zakpiła Amanda. – Nie, dziękuję.
Wbrew pozorom Amanda naprawdę lubiła Grace Alex­an­der. W przeciwieństwie do większości zwariowanych przyjaciół Seleny, Grace zawsze mocno stąpała po ziemi i była wręcz cudownie normalna.
– A tak w ogóle, to co u niej?
– Dobrze. Niklos zaczął chodzić dwa dni temu i teraz wszędzie go pełno.
Amanda uśmiechnęła się, widząc oczami wyobraźni jasnowłosego aniołka i jego siostrę bliźniaczkę. Uwielbiała, kiedy Grace i Julian pozwalali jej się zajmować dziećmi w czasie ich nieobecności.
– Na kiedy ma termin porodu?
– Pierwszego marca.
– Na pewno są bardzo podekscytowani – powiedziała Amanda, trochę im zazdroszcząc.
Zawsze marzyła o domu pełnym dzieci, niestety, miała już dwadzieścia sześć lat i jej widoki na przyszłość prezentowały się raczej ponuro. Zwłaszcza że nie udawało jej się znaleźć mężczyzny, który chciałby mieć dzieci z kobietą wywodzącą się z rodziny pełnej wariatów.
– Wiesz... – zaczęła Selena, z tą swoją miną, od której Amandzie przechodziły ciarki – Julian ma brata, którego klątwa też uwięziła w książce. Mogłabyś spróbować...
– Nie, nie, wielkie dzięki! Przypominam, że ja jestem prostą dziewczyną, która nienawidzi całego tego paranormalnego chłamu. Chcę miłego, normalnego faceta, człowieka, a nie demona.
– Priap to grecki bóg, a nie demon.
– Dla mnie to jedno i to samo. Uwierz mi, mam już tego wyżej uszu. Wystarczy, że mieszkałam z wami pod jednym dachem, a wasza dziewiątka rzucała czary i bawiła się w hokus-pokus. Chcę normalności w swoim życiu.
– Normalność jest nudna.
– Może byś najpierw tego spróbowała, nim zaczniesz krytykować?
Selena się roześmiała.
– Pewnego dnia, siostrzyczko, będziesz musiała zaakceptować drugą połowę swojego dziedzictwa krwi.
Amanda zignorowała te słowa, wracając myślami do byłego narzeczonego. Naprawdę myślała, że Cliff to ten jedyny. Był miłym, cichym, z wyglądu przeciętnym urzędnikiem i idealnie do niej pasował.
Dopóki nie poznał jej rodziny.
Boże! Przez ostatnie pół roku zwlekała z przedstawieniem go rodzinie, bo wiedziała, czym to się skończy. Jednakże Cliff nalegał i zeszłego wieczoru w końcu się poddała.
Przymknęła oczy i skrzywiła się na wspomnienie siostry bliźniaczki, Tabithy, która otworzyła mu drzwi wystrojona w ciuchy Gotki, w których polowała na nieumarłych. Do kompletu miała kuszę, którą koniecznie musiała mu pokazać razem z kolekcją shurikenów. „Ten shuriken jest specjalny. Mogę ściąć nim głowę wampirowi z odległości trzystu jardów”.
Jakby tego nie było dość, matka i trzy starsze siostry rzucały właśnie w kuchni czar ochronny dla Tabithy.
Najgorzej jednak było, kiedy Cliff przez przypadek napił się z kubka Tabithy. W garnuszku była magiczna mikstura siły z sosu tabasco, zsiadłego mleka, żółtek i liści herbaty.
Wymiotował przez godzinę.
Potem odwiózł ją do domu. „Nie mogę ożenić się z kobietą, która ma taką rodzinę” – powiedział, kiedy oddawała mu pierścionek zaręczynowy. „Dobry Boże, a gdybyśmy mieli dzieci?! Wyobrażasz sobie, co by to było, gdyby dzieciom też się to udzieliło?”.
Odchyliła głowę. Nadal miała ochotę zamordować całą rodzinę za ten wstyd. Czy to naprawdę dla nich za wiele zachowywać się normalnie przez jeden wieczór?
Dlaczego, na miły Bóg, nie urodziła się w zwyczajnej rodzinie, w której nikt nie wierzy w duchy, gobliny, demony i czarownice?
Jak się nad tym zastanowić, to dwie z jej sióstr nadal wierzyły w Świętego Mikołaja!
Jak jej cudowny, normalny ojciec znosił te wszystkie bzdury? To naprawdę był święty człowiek i miał anielską cierpliwość.
– Cześć, dziewczyny!
Amanda otworzyła oczy i zobaczyła nadchodzącą Tabithę. No proszę, jak cudownie! A co teraz? Może jeszcze przejedzie mnie autobus?
Ten dzień po prostu robił się coraz ciekawszy.
Kochała siostrę bliźniaczkę, ale nie w tej chwili. W tej chwili życzyła jej jak najgorzej. Życzyła jej wszystkiego wstrętnego i bolesnego.
Jak zwykle, Tabitha ubrała się na czarno – czarne skórzane spodnie, czarny golf, długi czarny skórzany płaszcz. Gęste falujące kasztanowe włosy spięła w długi kucyk. Jej bladoniebieskie oczy błyszczały. Miała zarumienione policzki i szła sprężystym, wesołym krokiem.
O nie, wracała z polowania!
Amanda westchnęła. Jakim cudem obie pochodziły z jednego jajeczka?
Tabitha sięgnęła do kieszeni płaszcza, wyjęła skrawek papieru i położyła go na stole przed Seleną.
– Potrzebuję twojej fachowej oceny. To po grecku, prawda?
Selena odłożyła tarota i spojrzała na kartkę. Zmarszczyła brwi.
– Skąd to masz?
– Znaleźliśmy to przy wampirze, którego załatwiliśmy zeszłego wieczoru. Co tu jest napisane?
– „Mroczny Łowca jest już blisko. Niech Desiderius się szykuje”.
Tabitha włożyła ręce do kieszeni, zastanawiając się nad słowami.
– Masz pojęcie, co to znaczy?
Selena wzruszyła ramionami i oddała kartkę siostrze.
– Nigdy nie słyszałam ani o tym Mrocznym Łowcy, ani o Desideriusie.
– Eric powiedział, że „Mroczny Łowca” to kryptonim jednego z nas. Co o tym myślisz?
Amanda dość się nasłuchała. Wielkie nieba, jak serdecznie nienawidziła tej paplaniny o wampirach, demonach i okultyzmie. Dlaczego jej siostry nie mogły dorosnąć i zacząć żyć w normalnym świecie?
– Słuchajcie – powiedziała, wstając – pogadam z wami przy innej okazji.
Zanim Amanda odeszła, Tabitha złapała ją za rękę.
– Ej, chyba już się nie boczysz z powodu Cliffa, co?
– Oczywiście, że tak. Wiem, że zrobiłyście to specjalnie.
Tabitha puściła jej rękę. Nawet odrobinę nie speszyła się faktem, że doprowadziła do zerwania zaręczyn siostry.
– Zrobiłyśmy to dla twojego dobra.
– Aha, pewnie. – Amanda uśmiechnęła się ironicznie. – Ogromnie dziękuję, że tak o mnie dbacie. A skoro już o tym mowa, może chcesz mi jeszcze wydłubać oko, tak dla zabawy?
– Daj spokój, Mandy – powiedziała Tabitha ze słodziutką minką, która sprawiała, że tata wszystko jej wybaczał. Na Amandzie nie robiła żadnego wrażenia, co najwyżej jeszcze bardziej ją irytowała. – Może ci się nie podobać to, co robimy, ale przecież nas kochasz. Nie możesz wyjść za jakiegoś nadętego dupka, który nie potrafi zaakceptować tego, kim jesteśmy.
– Kim my jesteśmy? – powtórzyła z niedowierzaniem Amanda. – Mnie nie mieszaj do tego wariactwa. Ja mam normalne geny, za to wy...
– Tabby!
Amanda urwała, kiedy podbiegł do nich ubrany w stylu Gotów chłopak Tabithy. Eric St. James był wyższy od nich raptem o cal, ale ponieważ obie miały pięć stóp dziesięć cali wzrostu, nie było to nic niezwykłego. Krótkie czarne włosy z fioletowymi pasemkami miał postawione na cukier. Byłby z niego naprawdę fajny chłopak, gdyby nie kolczyk w nosie i gdyby potrafił znaleźć i utrzymać pracę na pełnym etacie.
I gdyby skończył z polowaniem na wampiry. Dobry Boże!
– Gary ma namiary na bandę wampirów – powiedział do Tabithy. – Spróbujemy je dorwać, zanim się ściemni. Gotowa?
Gdyby w tej chwili Amanda przewróciła oczami chociaż trochę mocniej, chybaby oślepła.
– Pewnego dnia przez te polowania zabijecie niechcący człowieka. Pamiętacie, jak zaatakowaliście grupę fanów Lestata, którzy odgrywali na cmentarzu scenki z książek Anne Rice?
Eric się uśmiechnął.
– Nikomu nic się nie stało, a turyści byli zachwyceni.
Tabitha znowu spojrzała na Selenę.
– Możesz dla mnie trochę poszperać i sprawdzić, czy znajdziesz coś na temat tego Desideriusa i Mrocznego Łowcy?
– Daj spokój, Tabby! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś sobie odpuściła? – zirytował się Eric. – Wampiry po prostu z nami pogrywają. „Mroczny Łowca” to słowo-straszak, które nic nie znaczy.
Selena i Tabitha udały, że go nie słyszą.
– Jasne – odpowiedziała Selena. – Ale podejrzewam, że Gary najprędzej by ci pomógł.
Eric westchnął zniesmaczony.
– On też powiedział, że pierwsze słyszy. – Spojrzał na Tabithę ze złością. – Co znaczy, że to nic ważnego.
Tabitha strąciła jego rękę z ramienia i dalej go ignorowała.
– Napisano to po grecku, więc założę się, że któryś z twoich zaprzyjaźnionych profesorów z college’u może wiedzieć coś więcej.
Selena pokiwała głową.
– Zajrzę dziś wieczorem do Grace i przy okazji zapytam Juliana.
– Dzięki. – Tabitha spojrzała na Amandę. – Nie martw się z powodu Cliffa. Znam świetnego faceta dla ciebie. Poznaliśmy go ze dwa tygodnie temu.
– O, Boże! – Amanda gwałtownie zaczerpnęła tchu. – Żadnych więcej randek w ciemno organizowanych przez ciebie. Jeszcze nie doszłam do siebie po ostatniej, a minęły cztery lata.
Selena się roześmiała.
– To był ten gość, który siłuje się z aligatorami?
– Aha, Krokodylowy Mitch. Próbował nakarmić mną swoją pupilkę, Wielką Martę.
– Nieprawda – prychnęła Tabitha. – Chciał ci tylko pokazać, jak zarabia na życie.
– Wiesz co? Jeśli Eric wsadzi twoją głowę do paszczy żywego aligatora, to może pozwolę ci wypowiadać się na ten temat. A na razie jako jedyny ekspert od cuchnącego oddechu aligatorów, będę obstawała przy tym, że Mitch szukał po postu taniej przekąski dla Wielkiej Marty.
Tabitha pokazała jej język, a potem złapała Erica za rękę i popędziła ulicą, ciągnąc go za sobą.
Amanda potarła czoło, patrząc, jak tamtych dwoje robi do siebie słodkie oczy, udowadniając, że każdy znajduje swoją drugą połowę. Niezależnie od tego, jakim jest dziwadłem.
Szkoda tylko, że ona nie potrafiła kogoś sobie znaleźć.
– Idę do domu poryczeć w poduszkę.
– Słuchaj – zaczęła Selena, zanim Amanda zdążyła odejść. – Może odwołam spotkanie z Grace i gdzieś się we dwie wybierzemy? Urządzimy maluteńkie, symboliczne przypiekanie kiełbasek z myślą o Cliffie?
Amanda uśmiechnęła się, doceniając pomysł. Nic dziwnego, że uwielbiała swoją rodzinę. Mimo chaosu, jaki wywoływały, dziewczyny były kochane i naprawdę się o nią troszczyły.
– Nie, dzięki. Sama mogę upiec jakąś frankfurterkę. Poza tym Tabitha dostanie zawału i padnie trupem, jeśli nie zapytasz Juliana o jej Mrocznego Łowcę.
– W porządku, ale jeśli zmienisz zdanie, daj znać. A jak już będziesz w domu, to może zadzwoń do Tiyany i poproś, żeby rzuciła na Cliffa czar, od którego trochę mu się skurczy?
Amanda się zaśmiała. No dobrze, bywały chwile, kiedy przydawało się mieć za siostry kapłanki voodoo.
– Nawet trochę całkiem by go załatwiło – odpowiedziała, mrugając znacząco do Seleny. – Do zobaczenia.

***

Tego wieczoru Amanda aż podskoczyła, gdy zadzwonił telefon, wyrywając ją z marzeń. Odłożyła książkę i podniosła słuchawkę.
Dzwoniła Tabitha.
– Cześć, możesz do mnie zajrzeć i wypuścić Terminatora?
Amanda zazgrzytała zębami, bo słyszała taką prośbę co najmniej dwa razy w tygodniu.
– Na miłość boską, Tabby, dlaczego sama tego nie zrobiłaś?
– Nie wiedziałam, że nie będzie nas tak długo. Proszę. Jeśli tego nie zrobisz, to na złość zsika mi się na łóżko.
– Wiesz co, Tabby? Ja też mam życie.
– Aha, jasne, bo wcale nie siedzisz sama na kanapie, nie czytasz najnowszego romansu Kinley MacGregor i nie zajadasz się czekoladowymi truflami, jakby jutra już miało nie być.
Amanda uniosła brew, patrząc na zatrzęsienie papierków po truflach, walających się na stoliku przed nią, i na romans na drugim stoliku obok sofy.
Niech to diabli, nie cierpiała, kiedy jej siostry to ro­biły.
– No, proszę – nalegała Tabitha. – Obiecuję, że będę miła dla twojego następnego chłopaka.
Amanda westchnęła, wiedząc, że nie potrafi odmówić żadnej z sióstr. To była jej największa słabość.
– Dobrze, że mieszkasz przy tej samej ulicy, bo inaczej musiałabym cię za to zabić.
– Wiem. Też cię kocham.
Burcząc pod nosem, Amanda się rozłączyła. Rzuciła tęskne spojrzenie na książkę. Szlag by to trafił, romans właśnie zaczął ją wciągać.
Westchnęła. Przynajmniej Terminator dotrzyma jej przez chwilę towarzystwa. Był naprawdę paskudnym pitbullem, ale w tej chwili to był jedyny samiec, którego mogła ścierpieć.
Wzięła kurtkę narciarską z fotela i wyszła frontowymi drzwiami. Tabitha mieszkała dwie przecznice dalej i chociaż noc była wyjątkowo ciemna i zimna, Amanda nie miała ochoty jechać samochodem.
Wkładając rękawiczki ruszyła chodnikiem. Żałowała, że nie ma z nią Cliffa, bo odwaliłby za nią ten obowiązek. Nie zliczyłaby tych wszystkich sytuacji, gdy wrobiła go w wypuszczanie Terminatora z domu Tabithy po drodze z pracy.
Amanda potknęła się o pękniętą płytę chodnikową, kiedy po raz pierwszy do kilku godzin znowu pomyślała o Cliffie. Najgorsze w ich rozstaniu było to, że w gruncie rzeczy wcale za nim nie tęskniła. Nie tak naprawdę.
Brakowało jej kogoś, z kim mogłaby porozmawiać wieczorem. Kogoś, z kim pooglądałaby telewizję. Jednakże nie mogła szczerze powiedzieć, że naprawdę tęskni za samym Cliffem.
I to właśnie najbardziej ją przygnębiało.
Gdyby nie jej zwariowana rodzinka, wyszłaby za tego człowieka i, kiedy odkryłaby, że tak naprawdę wcale go nie kocha, pewnie byłoby już za późno.
Ta myśl zmroziła ją bardziej niż listopadowy wiatr.
Odpychając od siebie myśli o Cliffie, skupiła się na otoczeniu. Chociaż było wpół do dziewiątej, nawet jak na niedzielny wieczór panował wyjątkowy spokój. Szła popękanym chodnikiem i widziała, że samochody są zaparkowane wzdłuż ulicy, a w większości mijanych domów paliły się światła.
Wszystko wyglądało zwyczajnie, a jednak wieczór był upiorny. Wysoko na niebie wisiał sierp księżyca i wszędzie wokół niej kładły się powykręcane cienie. Od czasu do czasu wychwytywała cichy śmiech albo głosy unoszone przez wiatr.
To była idealna noc, żeby zło...
– Wynoś się z mojej głowy – powiedziała.
Do czego doprowadziła ją Tabitha! Jezu!
Co będzie potem? Zacznie krążyć z siostrami po starorzeczu nad zatoką, szukając dziwacznych roślin i aligatorów do rytuałów voodoo?
Zadrżała na samą myśl. Wreszcie doszła do przyprawiającego o gęsią skórkę starego domu na rogu, który Tabitha wynajmowała razem ze współlokatorką. Pomalowany na jaskrawy fiolet budynek był jednym z najmniejszych domów przy ulicy. Amanda dziwiła się, że żaden z sąsiadów nie poskarżył się na ten szpetny odcień. Oczywiście, Tabby go uwielbiała, bo łatwo było wyjaśnić, jak do niej trafić.
„Po prostu szukaj małego fioletowego domu w wiktoriańskim stylu z ogrodzeniem z kutego żelaza. Nie sposób go przegapić”.
Chyba że jest się ślepym.
Amanda otworzyła niską furtkę z kutego żelaza i podeszła do ganku, gdzie stała na straży wielka złowieszcza kamienna maszkara.
– Cześć, Ted – przywitała maszkarę. Tabitha przysięgała, że straszydło potrafi czytać w myślach. – Wypuszczę tylko psisko, dobra?
Amanda wyjęła klucze z kieszeni kurtki i otworzyła frontowe drzwi. Wchodząc do przedpokoju, zmarszczyła nos, bo czymś nieprzyjemnie zaleciało. Pewnie zepsuła się któraś z mikstur Tabby.
Albo to, albo jej siostra znowu próbowała gotować.
Usłyszała, że Terminator szczeka w sypialni.
– Już idę! – zawołała do psa, zamykając za sobą drzwi i zapalając światło.
Przeszła przez salon.
Była o krok od korytarza, gdy usłyszała w głowie głos, który kazał jej uciekać.
Nie zdążyła nawet mrugnąć powieką, kiedy światła zgasły i ktoś złapał ją od tyłu.
– No proszę, proszę – rozległ się tuż przy jej uchu aksamitny głos. – Wreszcie cię dorwałem, mała wiedźmo. – Chwycił ją mocniej. – A teraz czas sprawić ci trochę bólu.
Amanda poczuła uderzenie w głowę i sekundę potem podłoga gwałtownie się poderwała, spiesząc jej na spotkanie.




Dodano: 2010-08-30 19:50:16
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS