NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Weekes, Patrick - "Cesarstwo masek"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Andrews, Ilona - "Magia uderza"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Kate Daniels
Tytuł oryginału: Magic Strikes
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Data wydania: Sierpień 2010
ISBN: 978-83-7574-225-1
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
seria: Obca Krew
Tom cyklu: 3



Andrews, Ilona - "Magia uderza"

Dawaj ten przeklęty świstek

– Magia ma szczególne właściwości, Kate. Gdy zadzierzgnie się przy udziale magii więź, jej wpływ obejmuje wszystkich uczestników zaklęcia.
Znałam teorię wzajemności Newmana, jak każdy zresztą. Saiman próbował pociągnąć mnie za język. Z radością sprawiłam mu zawód.
– Jeśli sądzisz, że przybyłam tu, kierując się impulsem wywołanym przysięgą krwi, to grubo się mylisz. Derek nie jest moim kochankiem, krewnym ani też kimś szczególnie ważnym dla Gromady. Przyszłam, ponieważ jest moim przyjacielem. Gdybym to ja była na jego miejscu, w tej chwili ty leżałbyś martwy, a twój stolik pełniłby aktualnie rolę narzędzia do wyłamania krat w tej klatce. – Obdarzyłam Saimana najtwardszym spojrzeniem z mojej palety min. – Nie mam zbyt wielu przyjaciół, Saiman. Jeśli coś mu się stanie, potraktuję to jako bardzo osobistą sprawę.
– Grozisz mi? – W głosie Saimana pobrzmiewała jedynie nutka umiarkowanego zainteresowania.
– Informuję o regułach gry. Jeśli go skrzywdzisz, ja skrzywdzę ciebie bez względu na konsekwencje.
Saiman skinął poważnie głową.
– Wezmę pod uwagę twoje zaangażowanie emocjonalne.
Nie wątpiłam w to. Saiman zawsze brał wszystko pod uwagę. Handlował informacjami, sprzedając je temu, kto oferował najwięcej. Zdobywał swój towar, okruch po okruchu wyławiając ze spękanej mozaiki różnych konwersacji i nigdy o niczym nie zapominał.
Odstawił wino i splótł długie palce.
– Jednakże twój przyjaciel włamał się tu z zamiarem kradzieży mojej własności. Jestem zmuszony zauważyć, iż jakkolwiek twoje umiejętności w dziedzinie stosowania przemocy wzbudzają we mnie respekt, wiem też, że nie zabijesz mnie bez powodu. A ponieważ nie zamierzam ci takowego dostarczać, w tej partii ja rozdaję karty.
To prawda. Gdyby sprawa wyszła na jaw, Derek miałby do czynienia z Curranem. Władca Bestii był potężnym, aroganckim sukinsynem, który władał Gromadą żelazną ręką o długich pazurach. Ja i Curran byliśmy jak gliceryna i kwas azotowy. Wystarczyło umieścić nas razem, wstrząsnąć odrobinę, a potem paść na ziemię i czekać na niechybny wybuch. Jednak mimo wad, tak wielu, że do policzenia ich musiałabym pożyczyć wszystkie palce Saimana, Curran nikogo nie faworyzował. Derek zostałby ukarany, a kara byłaby sroga.
Napiłam się wody.
– Przyjęłam. A tak z czystej ciekawości, co chciał ukraść?
Ze sprawnością wytrawnego prestidigitatora Saiman wyczarował skądś dwie prostokątne tekturki. Magia nie działała, musiała więc to być zręczna sztuczka. Zanotowałam w duchu, żeby nigdy nie grać z nim w karty.
– Przyszedł po to. – Saiman wyciągnął rękę z kartonikami.
Przyjrzałam się im, nie dotykając. Na krwistoczerwonym pergaminie widniały złote litery układające się w napis „Północne Rozgrywki”.
– Północne Rozgrywki?
– To zaproszenia na turniej walk nadprzyrodzonych.
A niech to.
– Rozumiem, że jest nielegalny.
– W najwyższym stopniu. W dodatku Władca Bestii kategorycznie zabronił członkom Gromady oglądania go, a tym bardziej uczestnictwa.
Świetnie. Raz, Derek włamał się do mieszkania Saimana. Dwa, zrobił to z zamiarem kradzieży. Trzy, chciał ukraść wejściówki na nielegalny turniej walk, na którym obecność równała się złamaniu Prawa Gromady. Za coś takiego Curran obdarłby Dereka ze skóry, i to niekoniecznie w sensie metaforycznym.
Gorzej już być nie mogło.
– W porządku. Jak to załatwimy?
– Jestem skłonny puścić chłopaka i zapomnieć o wszystkim pod warunkiem, że jutro pójdziesz ze mną na turniej.
Najwyraźniej nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.
– Nie – zaprotestował Derek.
Obracałam w palcach kryształowy kieliszek, grając na zwłokę. W szkle misternie wyrżnięto herb przedstawiający owiniętego wokół płomienia węża.
Każdy szczegół wzoru skrzył się w świetle lamp, a łuski węża mieniły się migotliwą feerią barw.
– Piękny, nieprawdaż?
– Owszem.
– Riedel. Ręcznie rżnięty kryształ. Limitowany wyrób, istnieją tylko dwa takie.
– Dlaczego chcesz, żebym ci towarzyszyła?
– Z dwóch powodów. Po pierwsze, potrzebuję twojej profesjonalnej opinii. Tak się złożyło, że nieodzowna mi jest ekspertyza specjalisty w dziedzinie walki.
Uniosłam brwi.
– Chcę, żebyś oceniła jedną z drużyn biorącą udział w Rozgrywkach. – Saiman pozwolił sobie na lekki uśmiech.
W porządku. To mogłam zrobić.
– A po drugie?
Przez dłuższą chwilę Saiman przyglądał się badawczo kieliszkowi, po czym roztrzaskał go o blat stołu. Kryształ rozpadł się z czystym pobrzękiem, zasypując dywan deszczem lśniących okruchów. Derek warknął krótko.
Zdławiłam pokusę zareagowania na ten melodramatyczny wyczyn wywróceniem oczami i wskazałam brodą większy odłamek.
– Jeśli zamierzasz mnie tym zaatakować, nie masz szans. Butelka sprawiłaby się lepiej niż ta igiełka.
Oczy Saimana zabłysły radośnie.
– Nie, chciałem tylko uwypuklić pewien aspekt filozoficzny. W tej chwili trzymasz w dłoni jedyny w swoim rodzaju kieliszek. Szczyt luksusu, absolutna niepowtarzalność.
Ciało mężczyzny zafalowało, nabierając plastyczności podgrzanego wosku. Mój żołądek wszczął rewoltę.
Znów to samo. Saiman akumulował magię niczym bateria, ale nie przypuszczałam, że przy tak wysokim poziomie techniki da radę metamorfować.
Cóż, człowiek uczy się przez całe życie.
Barki Saimana poszerzyły się, a szyja, tors i uda nabrały masy, napinając materiał dresu. Na przedramionach pojawiły się wyraźne muskuły. Kości czaszki zadrgały, falując pod skórą na twarzy. Omal nie zwymiotowałam.
Spoglądał na mnie nowy wizerunek Saimana.
Przystojna, silna, zmysłowa twarz o mocno zaznaczonej szczęce, wysokich kościach policzkowych,
Gęste, jasne włosy spływały lśniącymi falami na szerokie ramiona.
– Dla większości ludzi też jestem szczytem luksusu.
Atleta zapadł się, tracąc muskulaturę. Jego ciało zafalowało, zaczęło się skręcać, lecz oczy pozostały te same. Utkwiłam wzrok w tych oczach, czepiając się ich jak kotwicy. Nawet kiedy kąciki opadły, tęczówki pociemniały, a na powiekach pojawiła się aksamitna firanka gęstych rzęs, nadal wyzierał z nich Saiman.
– Mogę zaoferować znacznie więcej niż tylko świetny seks – rzekła oszałamiająca piękność. – Jestem spełnieniem wszelkich życzeń. Mogę być wszystkim, co zechcesz. Każdym, kogo pragniesz.
Potrafię urzeczywistnić twoje najskrytsze fantazje. A nawet więcej, dać ci to, co zakazane.
Jego twarz znowu zafalowała. Derek. Całkiem udana kopia. Przy kiepskim świetle dałabym się nabrać.
Ciało jednak pozostało kobiece. Saiman zaczynał odczuwać zmęczenie. Przed spotkaniem musiał pochłonąć kilka litrów odżywek, żeby mieć siły na urządzenie dla mnie takiego pokazu.
– Mogę dać ci twojego przyjaciela. – Rozpromienił się Saiman-Derek. – Bez poczucia winy. I nikt nigdy się o tym nie dowie. Twarze, ciała, które stają ci przed oczyma, kiedy się zaspokajasz? Dostaniesz je wszystkie, prawdziwe, z krwi i kości.
Derek gapił się oniemiały z wyrazem niewysłowionej odrazy.
– Czy ten popis ma jakiś cel poza zadręczaniem mojego żołądka?
– Odmawiasz wszystkiego, co ci proponuję, Kate – westchnął Saiman. – Ranisz moją dumę.
Skrzyżowałam ramiona na piersiach.
– Odmawiam, bo bez względu na formę, jaką przyjmujesz, wiem, że to ty. Poza tym, nie pragniesz mnie dla mnie, ale dlatego, że ci się opieram.
Rozważył moje słowa.
– Możliwe. Summa summarum, rezultat jest ten sam. Odmawiając, stajesz się moim szczytem luksusu.
Jedyną rzeczą, której nie mogę mieć. Nie chcesz się ze mną widywać. Nie oddzwaniasz. Moje przeprosiny za to, co zdarzyło się podczas rozbłysku, przeszły bez echa. Trudno uwodzić kobietę, która nie dostrzega twojego istnienia. Już się cieszę na to wspólne wyjście, będę cię miał dla siebie przez całą noc.
– Pieprzony perwers. – Derek w końcu znalazł adekwatne słowa wyrażające jego ocenę sytuacji.
– Osobiście wolę określenie „dewiant seksualny” – powiedział Saiman.
– Poczekaj, niech tylko wyjdę z tej...
Gestem powstrzymałam Dereka przed wymienieniem listy wyjątkowo brutalnych i bez wątpienia kryminalnych czynów, jakich miałby ochotę dopuścić się na Saimanie.
– Pójdę z tobą na turniej. – Mimo że wolałabym czyścić w tym czasie szalety. – W zamian fakt włamania Dereka do twojego mieszkania uznasz za niebyły, oddasz też wszelkie dowody jego bytności tutaj. I nie licz na nic w rodzaju randki. Żadnego uwodzenia, podchodów ani tym bardziej seksu. To moja jedyna oferta i nie podlega negocjacjom. Jeśli ją przyjmiesz, zważ, że uczestnicząc w tym nielegalnym spotkaniu, nadal będę przedstawicielem Zakonu, więc nie stawiaj mnie w sytuacji, w której musiałabym jakoś zareagować.
Saiman wstał i poszedł do swojego laboratorium, wracając z plikiem wydrukowanych zdjęć, przedstawiających
Dereka w całej okazałości i w klatce. Wręczył mi fotografie, po czym na moich oczach wymazał kartę pamięci w aparacie.
Na obliczu Dereka odmalowało się poczucie winy.
I bardzo dobrze. Zamierzałam wykorzystać to do wyciągnięcia z niego informacji.
Saiman nacisnął guzik pilota i drzwiczki klatki stanęły otworem. Derek wyskoczył jak sprężyna, ale wkroczyłam do akcji, zanim do listy przestępstw zdołał dodać jeszcze zabójstwo.
– Przyjadę po ciebie o dziesiątej – powiedział Saiman.
Odetchnęłam, kiedy szklane drzwi westybulu zamknęły się za nami. Do świtu było jeszcze daleko, parking tonął w mroku. Chłodne nocne powietrze wydawało się wyjątkowo orzeźwiające po dusznej atmosferze wieżowca.
Derek potrząsnął głową, jakby chciał usunąć nieprzyjemny opar spod czaszki.
– Dzięki.
– Nawet o tym nie wspominaj.
– Nie trzeba było włazić oknem. – Derek zmierzył wzrokiem drapacz. – Założyłem, że nikt nie zabezpiecza okien na piętnastym piętrze. Ale on naszpikował pułapkami całe mieszkanie.
– Kilka lat temu miał kłopoty z włamywaczami.
Dlatego jakiś czas pracowałam u niego jako ochroniarz.
– Pamięć uraczyła mnie żywym obrazem mężczyzny ze sterczącym z oka żółtym ołówkiem i krwawymi odciskami moich palców na jaskrawej osłonce.
Dzięki ci, o moja ty niezawodna, za kolejną próbę przeszkodzenia w rozmowie. – Saiman przykłada wielką wagę do zabezpieczeń.
– Ta.
Dotarliśmy do mojego samochodu.
– Na rogu Ponce de Leon i Martwego Kota doszło do zabójstwa zmiennokształtnego. Na miejscu był Jim i ekipa z Gromady. Wiesz coś na ten temat?
Przez twarz Dereka przemknął ponury cień.
– Nie. Kto zginął?
– Nie mam pojęcia. Jim nie pozwolił mi się zbliżyć do ciała. – Spojrzałam chłopakowi prosto w oczy. – Miałeś z tym coś wspólnego, Derek?
– Nie.
– Jeśli tak, musisz mi o tym powiedzieć.
– Nie miałem.
Wierzyłam mu. Derek posiadał wiele umiejętności, jednak kłamanie do nich nie należało.
Staliśmy przy samochodzie. No, dalej, złoty chłopcze. Przecież chcesz mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.
– Nie powinnaś iść z tym psycholem. – Derek przeczesał włosy palcami. – Jest niebezpieczny.
– Dałam słowo. Muszę to zrobić. Poza tym Saiman jest degeneratem. Kierują nim żądze. Jego nadrzędnym celem jest zaspokajanie własnych popędów, a to czyni go przewidywalnym. Nic mi nie będzie.
Nieopodal rozległo się histeryczne szczekanie psa. Derek zerknął w stronę, z której dobiegał hałas.
W jego tęczówkach zamigotał żółty blask. Chłopak skoncentrował się, pochylił głowę i wsłuchał w odgłosy nocy, przyczajony, zjeżony jak tkwiący tuż pod jego skórą wilk.
Sprężył się, jakby lada chwila miał skoczyć. Działo się tu coś niedobrego.
– Derek?
Rozluźnił się pozornie, przybierając na twarz nieprzeniknioną maskę, ale bestia nie dała się poskromić.
Widziałam w oczach chłopaka, jak wyje i szarpie pazurami, próbując wydrzeć się na wolność.
– Sprawa Gromady czy osobista?
– Osobista.
– Curran o tym wie?
Derek wbił wzrok w ziemię.
Czyli nie.
– Mogę ci jakoś pomóc?
– Nie.
– Fatygowałam się taki kawał, żeby cię wydostać, a ty mi nawet nie powiesz, o co chodzi?
Potrząsnął głową, odchodząc w noc. To tyle, jeśli chodzi o poczucie winy.
Obserwowałam, jak jego naturalny krok przeradza się w rytmiczny, wydłużony wilczy chód. Mógł w ten sposób iść wiele dni, pokonując znaczne odległości.
Dotarłszy do ogrodzenia, skoczył na betonowy mur, zmieniając zdanie w pół ruchu. Wyglądało to niezwykle osobliwie: wystrzelił jak sprężyna, a nie mogąc powstrzymać już skoku, zamiast w dal, wzbił się prosto w górę i opadł dokładnie w poprzednie miejsce, po czym okręcił się błyskawicznie na pięcie i ruszył ku mnie biegiem.
Znowu stał przede mną.
– Skłamałem. Potrzebuję twojej pomocy.
– Kogo mamy zabić?
– Masz coś do pisania?
W samochodzie leżał długopis oraz notes. Podałam mu je. Naskrobał coś pospiesznie na karteczce, wydarł ją i złożył na pół.
– Obiecaj, że tego nie przeczytasz. To bardzo ważne. To najważniejsza rzecz w całym moim życiu.
Na turnieju będzie dziewczyna. Ma na imię Liwia.
Jest jedną z dwóch kobiet w drużynie Rozpruwaczy.
Ma długie, ciemne włosy. Daj jej to, proszę.
Dziewczyna. Narażał się na gniew Currana dla dziewczyny!
Z drugiej strony, nic dziwnego. Miał dziewiętnaście lat, szalała w nim burza hormonów. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że Derek jest w stanie stracić głowę do tego stopnia. Był typem stoika, który do mistrzostwa opanował zasady swojej filozofii. Mało tego, chłopak całował ziemię, po której stąpał Curran. Musiało się za tym kryć coś więcej. Niestety, oblicze Dereka przypominało granitową maskę.
– Chciałeś ukraść zaproszenie, żeby podać dziewczynie ten liścik?
– Tak.
Podrapałam się po głowie.
– Wiem, że masz kłopoty. Czuję to. Zwykle w podobnych sytuacjach przechodzę w tym momencie do grożenia straszliwymi uszkodzeniami ciała i obietnic tańców na grobie delikwenta, jeśli nie usłyszę tego, czego chcę się dowiedzieć. Jest tylko jeden malutki problem.
Derek rozjaśnił się, powracając na chwilę w pełnej chwale złotego chłopca.
– Bo nie uwierzę w groźbę połamania wszystkich kości?
– Dokładnie.
Zachichotał.
– Powiedz, w czym rzecz. Pomogę ci bez względu na wszystko.
– Nie mogę, Kate. To coś, co muszę zrobić sam. Proszę cię, daj jej tę kartkę, dobrze? Obiecaj mi to.
Miałam ochotę chwycić Dereka i wytrząsnąć z niego prawdę. Jednak jedynym sposobem na pozostanie w grze było przekazanie notatki.
– Obiecuję.
– I przysięgasz, że dostarczysz ją, nie czytając?
Na miłość boską.
– Dawaj ten przeklęty świstek. Mówiłam przecież, że nie zajrzę i oddam.
Wyrwałam mu karteluszek z ręki.
– Dziękuję. – Przez twarz Dereka przemknął lekki uśmiech. Odwrócił się i ruszył biegiem. Zanim się obejrzałam, zniknął, wtapiając się w mrok alejki pomiędzy zrujnowanymi budynkami.
Zostałam na parkingu z kartką w ręku. Ciarki przebiegły mi po plecach. Derek wpakował się w jakieś tarapaty. Nie wiedziałam, jak i czego dotyczą, ale miałam silne przeczucie, że jest źle, a skończyć się może nawet gorzej. Rozsądek podpowiadał, że powinnam przeczytać ten liścik.
Westchnęłam, wsiadłam do samochodu i wsunęłam karteczkę do schowka. Nie należałam do osób kierujących się rozsądkiem. Przyrzekłam coś, więc musiałam dotrzymać obietnicy.
Bolały mnie plecy, czułam każdą kość. Myślałam tylko o tym, żeby się położyć, zamknąć oczy i zapomnieć o bożym świecie. Zapięłam pasy. Musiałam dowiedzieć się czegoś o turnieju i potrzebowałam zdobyć te informacje jeszcze przed wieczorem. Postanowiłam rano przejrzeć akta w Zakonie. I sprawdzić, co z tym raportem w PWKZP. Nic nie wskazywało, że kłopoty Dereka łączą się ze sprawą morderstwa, ale lepiej wykluczyć tę możliwość. Mimo że śledztwo spoczywało w rękach Gromady. Mimo że nie było to moje zlecenie. Mimo że wcale mnie to nie interesowało.
Ani trochę.
Siedząc w samochodzie i czując, jak ogarnia mnie coraz większe znużenie, pomyślałam o Curranie.
Dwa miesiące temu, wróciwszy do domu, zastałam Władcę Bestii z książką w ręku. Wymieniliśmy kilka zdań, zagroziłam mu ciężkim uszkodzeniem ciała, jeśli nie wyjdzie, a on zbliżył się, jakby chciał mnie pocałować. Jednak puścił tylko do mnie oko, szepnął: „Przerobiłem cię” i wyszedł.
Zaparzył mi kawę. Wypiłam ją co do kropelki. Nie wiedziałam, czy jeszcze kiedyś wróci, ale wolałam się przygotować. Setki razy wyobrażałam sobie nasze spotkanie. Obracałam w myślach różne wersje rozmów naszpikowanych docinkami i ciętymi ripostami.
Drań się nie pojawiał.
Z upływem czasu jego nieobecność utwierdzała mnie coraz bardziej w przekonaniu, że już nie wróci. Stało się jasne jak słońce, że mnie podpuszczał, a kiedy mu się udało, zabawa się skończyła i stracił zainteresowanie. Dla mnie bomba. Idealne rozwiązanie. Śniłam o nim raz czy dwa, ale poza tym rewelacja.
Nie wiedziałam, gdzie zawiedzie mnie sprawa Dereka, lecz niezbyt kusiła mnie myśl, że na końcu tej drogi mogłabym natknąć się na Currana. Najważniejsze to mieć plan działania. Uruchomiłam silnik. Punkt pierwszy planu: unikać Władcy Bestii. Punkt drugi: nie zasnąć.


Dodano: 2010-07-27 18:05:40
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Mutanta"


Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS