NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kristoff, Jay - "Nibynoc"

Kosik, Rafał - "Różaniec"

Ukazały się

Meyer, Marissa - "Cinder"


 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Orbitowski, Łukasz - "Exodus"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Zakon Krańca Świata", tom 2 (wyd.3)

 King, Stephen & Chizmar, Richard - "Pudełko z guzikami Gwendy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Norweski dziennik 3: Północne wiatry" (twarda)

 Duncan, Alexandra - "Głęboka próżnia"

Linki



Murakami, Haruki - "Kafka nad morzem"
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Data wydania: Styczeń 2007
ISBN: 978-83-7495-096
Oprawa: broszurowa/twarda
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 624



Sobotnie czytanie. W świecie, w którym jest czas

Czymże miałoby być me niecykliczne i dorywcze relacjonowanie wrażeń z lektur w miejscu udostępnionym mi przez Katedrę? Mam taki fatalny obyczaj kreślenia programów (tzw. syndrom belfra), wyjaśniania, czyli ględzenia.
Podobno zarzuca się mojej felietonistyce permanentną ułomność: zawsze chronić się mam za jakimiś defektami – już to osobowości, już organizmu. W istocie, „Wyznania idioty”, „Spojrzenie daltonisty” – szyldy same za siebie mówią i świadczą o wybrykach mej niestabilnej konstrukcji. Co ja, w swej bezmiernej naiwności, brałem za wybieg chytry – z jednej bowiem strony usterki są mi tarczą przed zarzutem niemocy (oczywiście miał być to żart – nie został zrozumiany), a z drugiej gwarantem inności spojrzenia – to mych oponentów wprawia w konfuzję i absmak.
Cóż, nie zamierzam ich rozczarować; spróbuję jeszcze neurozę mych krytyków pogłębić – „Sobotnie czytanie” też naznaczone będzie oczywistymi ułomnościami. Sam przymiotnik „sobotnie” – użyty tu nieprzypadkowo – odznacza się pewnym obluzowaniem maszynerii krytycznej, podejściem niekodeksowym, nieortodoksyjnym, wyzbytym dyscypliny, weekendowym po prostu. Sobotnie popołudnia spędzane na lekturach przy kawie lub piwie (dobór trunku zależny jest od zawartości dzieła; bukiety lektur i napoi muszą się dopełniać) – brzmi to pięknie i niezobowiązująco. Poza tym „sobotność” brzmi trochę jak „samotność”. Czytanie zawsze było dla mnie rodzajem oddalenia – lektura dobrej książki skazuje nas na odosobnienie głębsze niż wyspa dziewicza.
Dobór lektur przebiegać będzie według pewnego klucza – mają być to autorzy mi nieznani; czy zarazem znani szerszej publiczności – nie ma to dla mnie znaczenia. Kontekst całokształtu ich twórczości oraz szczegóły biografii nic dla mnie nie znaczą. Tekst ma mieć zatem charakter impresyjny; skupiam się na tym jednym, konkretnym dziele oraz rezonansie, w jaki wprawia, o ile w ogóle wprawia, mą wrażliwość. Przedsięwzięcie rysuje się tedy nieco ryzykownym – można wszak spudłować fatalnie, skazać się na sobotnie męczarnie literackie – jeśli do tego dojdzie, zdam z nich, niestety, relację.
Nieszczególnie intrygują mnie klasyfikacje gatunkowe czy też rodzajowe – owe językowe klisze w rodzaju „cyberpunk” czy „steampunk” (nie znoszę tych określeń). Oczywiście słowa te coś nazywają i określają, ale zarazem formalnie usztywniają autorów i krytyków. Są jak formalina czyniąca z żywego dzieła eksponat muzealny – nie będę ich zatem używać.



W świecie, w którym jest czas


„Kafkę nad morzem” powieść Japończyka Haruki Murakamiego przeczytałem z przyjemnością. Nie mogę powiedzieć, że mnie pochłonęła, bo to się już po prostu nie zdarza, ale rzecz jest interesująca. Lektura zajęła mi cztery soboty (niechże będzie to od tej pory miara atrakcyjności dzieła – przy czym wyliczenie owej nowej jednostki nie będzie łatwe – jest bowiem ilorazem albo iloczynem czasu przez objętość książki, uwzględniającym okoliczności lekturze towarzyszące oraz usposobienie Soboty danej soboty). Fabuła jest kompilacją losów kilku postaci – zrazu ich poczynania przebiegają równolegle, by w finale złączyć w jednym miejscu: na wyspie Shikoku. Każda z postaci niesie z sobą pewną tajemnicę – staruszek Nakata, będąc chłopcem, utracił na skutek niezwykłego wypadku część zdolności umysłowych, zyskując w zamian umiejętność konwersacji z kotami, piętnastolatek Kafka Tamura ucieka przed klątwą własnego ojca, który zresztą zostanie zamordowany. Natomiast niejako „jądrem krystalizacji” wszystkich niezwykłych zdarzeń jest tajemnicza pani Saeki, dyrektorka biblioteki.
Niewątpliwie jest to opowieść o dziwności istnienia; można by ją zaliczyć do nurtu realizmu magicznego. Fantastyka, szukając nowych ujść, wraca do źródeł. Niezwykłość, nieadekwatność biegu rzeczy z codziennym doświadczeniem, nie wymaga żadnych uzasadnień. Jest w tym podejściu paradoksalna „stara świeżość”. Pamiętam własne dziewicze doznania związane z odkrywaniem science fiction. Gdy jako ośmiolatek czytałem Peteckiego, Lema, Strugackich, Dicka, mój odbiór był wybiórczy; selekcja polegała na dopuszczaniu dziwności. Niewiele w gruncie rzeczy mnie obchodził naukowy sztafaż, oczekiwałem poczucia nierzeczywistości w stanie czystym. Mogłem nie pojmować fabuły, ważne, że tam był Obcy, kosmos, podróż w czasie – coś, co rozsadza wszelkie racjonalności, drętwe tłumaczenia złożoności świata. Fantastyka dziwi się światu; ergo świat jest cudem. Po dziś dzień została we mnie ta fascynacja tajemnicą – gdy pojawia się „element rozsadzający” zwyczajność, doznaję dawnych uniesień; kiedy zaś rzecz zostaje nazwana, sklasyfikowana, podbudowana quasi-naukowym bełkotem, coś we mnie więdnie. I to dziecięce poczucie cudowności rzeczywistości odnajduję u Murakamiego. Gadające koty, kamień, który jest przejściem, deszcze żab oraz pijawek – to się zdarza. Świat jest dziwny.
„Kafka nad morzem” jest utworem polifonicznym, że się tak wyrażę; rozpisanym na wiele samodzielnych głosów, akcentów, tradycji, zdawać by się mogło, do siebie nie przystających. Przede wszystkim stosuje Murakami melanż japońskiej (i starogreckiej – zerkam jednak, mimo deklarowanej wcześnie biografiofobii, na ostatnią stronę okładki – „Ukończył Dramat Klasyczny na wydziale Literatury Uniwersytetu w Waseda”) tradycji ze współczesną popkulturą. Widać to po personifikacjach mrocznych i jasnych sił supranaturalnych pojawiających się incydentalnie w fabule. Zło występuje pod postacią Johnniego Walkera (tego z etykietek whisky); dobro wcielone – to pułkownik Sanders – symbol sieci restauracji Kentucky Fried Chicken. Wyczuwam tu delikatną ironię Murakamiego – istoty tajemne wcielają się w postacie oczekiwane. Oczekiwania zaś nasze są do bólu konwencjonalne. Dużo zresztą w owych istotach szczególnego poczucia humoru – krwawo mordujący koty Johnnie Walker pomstuje na rachunki w pralni. Owa swojskość boskości przywodzi mi na myśl jedyną książkę Gaimana, jaką czytałem, czyli „Amerykańskich bogów” (żeby nie było nieporozumień, wyżej w hierarchiach literackich umiejscawiam Murakamiego).
Mamy tu również podane niuanse obyczajowe; celną (choć łagodną) kpinę z feminizmu, który nawet w Japonii (ostoi, wydawało się, patriarchatu) jął się objawiać. Scena w bibliotece, którą wizytują feministki nieodparcie jest zabawna (panie postulują równouprawnienie w katalogach).
Wydaje się, że są dwa główne tematy tej opowieści. Pierwszym jest dwoistość rzeczywistości, a co za tym idzie rozdwojenie głównych bohaterów. Początkiem całej historii jest zadziwiające wydarzenie z czasów II wojny światowej na wzgórzu zwanym Półmiskiem – grupka dzieci traci z niewiadomych przyczyn przytomność – jedno z nich (późniejszy pan Nakata, tłumacz kotów) pozostaje w tym stanie kilka tygodni; po przebudzeniu, jak już było mówione, traci część władz umysłowych, zyskując nowe właściwości. Przypomina to podobne zdarzenia opisane w słynnym obrazie „Piknik pod Wiszącą Skałą” w reżyserii Petera Weira (Murakami zresztą potwierdza te parantele). Otóż wówczas zostało otwarte przejście między światami. Bieg rzeczy uległ zakłóceniom, losy niektórych ludzi zakrzywiły się. Większość bohaterów Murakamiego to jakby platońskie rozdzielone połówki idealnej istoty – szukając swego przeznaczenia, poszukują dopełnienia siebie samych. Kafka Tamura ma swoje alter ego w postaci wewnętrznego głosu (chłopiec zwany Kawką), pełniącego funkcję jakby Chóru z dramatu greckiego – to emanacja podświadomości, utajonych pragnień postaci. Pani Saeki utkwiła gdzieś w czasie – utraciwszy miłość swego życia, stała się własnym cieniem. Upływy rzeczywistości dotykają ją i wpływają na nią wyłącznie w sensie fizycznym; jej życie wewnętrzne stanęło jakby w miejscu. Rozpołowiony świat staje się przyczyną wewnętrznego braku, poczucia pustki bohaterów – ich misją jest powtórne otwarcie Przejścia i przywrócenie rzeczywistości naturalnego jej kształtu.
Drugim tematem książki chyba jest symboliczny wymiar świata. Miałem niedawno okazję przeczytać książkę Paula Lunde „Księga szyfrów” (pewne zawarte tam informacje przydadzą mi się do fabuły, którą klecę). Oprócz zagmatwań kryptograficznych, jest tam rozdział poświęcony odbiorowi rzeczywistości przez ludzi pierwotnych. Otóż świat przyrody był dla nich pewnym przekazem symbolicznym – żadne wydarzenie nie było pozbawione ukrytego sensu. Przyroda okazywała się rodzajem wyrafinowanego szyfrogramu, który należało odczytać. Podobnie rzecz się miała w średniowieczu – świat doczesny odczytywano w kategoriach symbolicznych – jako odwzorowanie wyższej rzeczywistości; nic nie było przypadkowe. Ten sposób myślenia przywraca niejako w swojej powieści Murakami. Druga warstwa rzeczywistości to coś na kształt świata mitów; czas tam nie płynie, a raczej wiecznie się powtarza – przypomina to trochę koncepcję świetnego antropologa Mircei Eliadego, który pisał o „czasie świętym” – powtarzających się archetypicznych zdarzeniach. Innymi słowy, w jakimś sensie ów „czas święty” partycypuje w czasie zwyczajnym, w biegu rzeczy. Pewne sploty zdarzeń, pewne dramatyczne wybory powtarzają się w różnych konfiguracjach historycznych i społecznych. Klątwa rzucona na Kafkę Tamurę jest świetną egzemplifikacją tej tendencji. Bohaterowi przepowiada się, że zabije własnego ojca oraz prześpi się z matką – powtórka historii Edypa; można to rozpatrywać w kategoriach psychoanalitycznych, ale nie wydaje mi się, by taki był zamiar Murakamiego.
„W świecie, w którym jest czas, niczego nie da się odwrócić” – wypowiada piękne zdanie jeden z bohaterów „Kafki nad morzem”. Ale w świecie, w którym czasu nie ma, można spróbować coś zmienić. A te zmiany mogą promieniować na codzienność – o tym też jest ta książka; to jakby próba majstrowania przy ideach platońskich, których odbiciami ma być nasza niedoskonała rzeczywistość. Naprawianie świata tu i teraz jest działalnością szlachetną, ale i daremną – przypomina walkę z wiatrakami albo naprawianie wiecznie podmywanych wałów. Zwały literatury napisano o tej tragicznej niekoherencji naszych szlachetnych pobudek i ich fatalnych skutków. Jeśli jednak zmienimy coś w samej zasadzie świata, wpłyniemy na „czas mityczny”, na archetypy – co wtedy? Murakami nie daje odpowiedzi na te pytania, zostawia bohaterów w stanie zawieszenia. Jak ktoś to ładnie kiedyś ujął – stan permanentnego niespełnienia jest właśnie naszym ostatecznym spełnieniem.


Autor: Jacek Sobota
Dodano: 2010-06-22 21:10:03
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Gavein - 12:04 24-06-2010
"Gdy jako ośmiolatek czytałem Peteckiego, Lema, Strugackich, Dicka, mój odbiór był wybiórczy; selekcja polegała na dopuszczaniu dziwności. Niewiele w gruncie rzeczy mnie obchodził naukowy sztafaż, oczekiwałem poczucia nierzeczywistości w stanie czystym."

Wow. Ja w tym wieku mówiłem na muchy tapty :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Świat kupek"


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"


 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Gaiman, Neil - "Księga cmentarna"

 Carroll, Sean - "Nowa perspektywa. Pochodzenie życia, świadomości i Wszechświata"

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Nagata, Linda - "W stronę mroku"

 Golden, Christie - "Arthas. Przebudzenie króla Lisza"

Fragmenty

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

 Kisiel, Marta - "Dożywocie"

 Kańtoch, Anna - "Niepełnia"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS