NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

Sanderson, Brandon - "Legion"

Ukazały się

Ryman, Geoff - "Tlen"


 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilczy księżyc"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Piotrowski, Przemysław - "Radykalni. Terror"

Linki


XVII Festiwal Fantastyki w Nidzicy - fotorelacja

W dniach 10-13 czerwca 2009 r. Nidzica gości uczestników XVII Międzynarodowego Festiwalu Fantastyki organizowanego przez Wojtka Sedeńkę i Agencję Solaris. W tym roku co prawda swojego przyjazdu nie zapowiedział żaden ze znanych i cenionych pisarzy zagranicznych, ale program Festiwalu i tak zapowiada się interesująco, głównie za sprawą licznie przybyłych rodzimych twórców. Pośród nich jest wielu takich, którzy do Nidzicy przyjeżdżają po raz pierwszy lub też powracają po kilku latach nieobecności. Jedną z atrakcji imprezy mają być warsztaty literacko-wydawnicze.

Tradycyjnie już zespół Katedry będzie zdawał czytelnikom relację z ważniejszych wydarzeń na konwencie. W samej formie relacji zajdzie jednak mała zmiana - zamiast relacji "na żywo" pojawiających się kilka razy dziennie, będą pod wieczór ukazywały się obszerniejsze podsumowania z całego dnia. Zapraszamy więc w późnych godzinach popołudniowych do zapoznania się z nowinami z Nidzicy.

10 czerwca 2010 r.
Nasz dzisiejszy udział w Festiwalu był mocno okrojony ze względu na komplikacje logistyczno-towarzyskie. Na zamek dotarliśmy parę minut po czternastej, przez co niestety przegapiliśmy prelekcję Wojtka Sedeńki i Tadeusza Meszki. Udało nam się natomiast załapać na prawie całe wystąpienie Krzysztofa Kochańskiego pod tytułem "Od angstrema do parseka, czyli problem czasu i przestrzeni". Prelegent zaczął od przedstawienia różnych sposobów na oszukanie ludzkiego umysłu, a następnie zadał kilka pytań dotyczących ludzkich wyobrażeń na temat czasu i przestrzeni. Potwierdziło się, iż fantaści są lepiej niż przeciętnie zorientowani w wielkości przestrzeni kosmicznej, natomiast w kwestiach poczucia upływu czasu nie odbiegają znacząco od średniej populacji. Następnie autor dosyć obrazowo przedstawiał odległości we wszechświecie, by na koniec przejść do makrokosmosu. Szkoda trochę, że ze względu na nieubłaganie upływający czas, musiał znacząco przyśpieszyć puentę.


Następnym punktem programu była prelekcja "E-booki, przyszłość czy nie. Koniec praw autorskich" w wykonaniu Jarosława Grzędowicza. Autor "Pana Lodowego Ogrodu" jest zwykle jednym z ciekawszych prelegentów, ale w tym przypadku jego wystąpienie nieco rozczarowało. Po pierwsze w dużej mierze powtarzał tezy już wcześniej wygłaszane na łamach prasy, więc niestety niewiele nowego wniósł do toczącego się w środowisku od jakiegoś czasu dyskursu. Po drugie, nie zapanował nad salą, w związku z czym często zamiast spójnej wypowiedzi miało się do czynienia z przekrzykiwaniem się (mimo tego, że publika do największych nie należała) zwolenników i przeciwników książek elektronicznych. Rozczarowało nieco również mieszanie pojęcia e-booka z jego czytnikiem, przez co czasami dochodziło do nieporozumień. Ciekawostką było natomiast zaprezentowanie jednego z dostępnych na rynków czytników - nie powiem, ma to swój urok i wygodę, choć dla książkofila chyba raczej może to być środek dodatkowy i pomocniczy, a nie podstawa kontaktu z literaturą.


Niestety po prelekcji Grzędowicza musieliśmy powoli opuszczać zamek i przenieść się do ośrodka w Kalborni, przez co nie dane nam było wysłuchać pierwszej odsłony warsztatów literackich prowadzonych przez Maję Lidię Kossakowską, a także być obecnym na prelekcji Marka Baranowskiego, który po raz kolejny miał wracać do ezoteryki i jej wzrastającej roli w naszej cywilizacji. Zamiast tego, już w Kalborni, w (na razie) skromnym gronie zaczęliśmy odnawiać kontakty towarzyskie z dawno nie widzianymi znajomymi - niektórych widujemy wszakże jedynie raz do roku, właśnie w Nidzicy.
Niedługo powinni do Kalborni ściągnąć wszyscy dzisiejsi konwentowicze, a zatem część nieoficjalna będzie miała ciąg dalszy - tym bardziej, że w planach jest tradycyjne czwartkowe ognisko. W związku z powyższym na dziś kończymy relację (na razie skromną) i zapraszamy jutro, kiedy powinno się pojawić znacznie więcej informacji, w tym także zdjęcia, których z przyczyn technicznych na razie nie można było opublikować.

11 czerwca 2010 r.
Wczorajsze ognisko rozpoczęło się po dwudziestej i trwało do późnych godzin nocnych. W porównaniu z zeszłorocznymi warunkami pogodowymi, podczas obecnego festiwalu pogoda sprzyja – co prawda komary nieco przeszkadzały, a żar niosący się od ogniska wcale zaletą nie był, to zabawa była przednia – a i wiktuały w postaci kiełbasy okazały się wyjątkowo smaczne. Mając jednak na uwadze perspektywę jeszcze kilku dni na konwencie, wieczór zakończyliśmy niedługo po północy.


Piątek rozpoczęliśmy nietypowo, bo zamiast udać się na panel literacki, postanowiliśmy się oddać niezbyt wyszukanej intelektualnie rozrywce i wybraliśmy się na seans filmu "2012". Obraz okazał się dokładnie taki, jakiego należało się spodziewać, więc nie będziemy się na ten temat rozpisywać. Odbyło się to kosztem warsztatów z Jackiem Inglotem dotyczących pisania opowiadań. O wiele ciekawiej zapowiadało się – i rzeczywiście było – spotkanie z Anną Brzezińską, która wychodząc od przedstawienia historii m.in. Katarzyny Sforzy (nie szczędząc krwawych i okrutnych opisów, choć z pewnością charakterystycznych dla epoki) przeszła do wykorzystywania postaci i faktów historycznych na potrzeby fabuł i ogólnie literatury beletrystycznej. Zresztą, Brzezińska jest na tyle dobrą mówczynią (również świetnie przygotowaną merytorycznie), że prawdopodobnie na każdy temat byłaby w stanie wypowiadać się zajmująco i kompetentnie. Szkoda, że nie autorka nie miała nieco więcej czasu, bo materiału miała znacznie więcej niż jedną prelekcję.


Niestety nie wszyscy zapowiedziani goście dotarli do Nidzicy; w rezultacie kolejne dwa spotkania nie odbyły się zgodnie z planem. Jacek Komuda i Witold Jabłoński, z różnych przyczyn, niemal w ostatniej chwili odwołali swój przyjazd, dołączając do Andrzeja Pilipiuka, który już wcześniej wycofał się z udziału w Festiwalu. Organizatorzy co prawda zapewnili zastępstwa, by program nie świecił pustkami, ale nie były już one równie interesujące.
Dominika Materska-Oramus na spotkaniu przedstawiała swoją nową książkę (jeszcze się nie ukazała) traktującą o science-fiction w epoce postmodernizmu. Trochę mam żal, iż prelekcja ograniczała się do śledzenia publikacji rozdział po rozdziale, a nie do przestawienia jednego wątku, wokół którego można było stworzyć spójne wystąpienie. Niemniej i tak przedstawiane tezy były ciekawe – brakuje u nas krytycznego i kompleksowego spojrzenia na literaturę fantastyczną. Osobiście obiecuję sobie sporo po książce Materskiej, gdyż z usłyszanych informacji zapowiada się ona ciekawie.


Następnym punktem programu było spotkanie ze Szczepanem Twardochem, który opowiadał o swojej nowej książce, która ma się ukazać w lipcu. Spotkanie to, choć może w nieco innej formie, miało już miejsce na przykład na Pyrkonie, ale i tak było ciekawie. Autor nie skupił się na szczęście na streszczaniu treści książki – ograniczył się w zasadzie jedynie do odczytania dwóch fragmentów. W wystąpieniu skupił się na pokazaniu różnic (a w zasadzie podobieństw) między narodem polskim a niemieckim, a następnie pokazał jak próbował przekuć to w wizję fantastyczną. Ponieważ autor pisze tę książkę za pieniądze podatników i nie musi myśleć o sprzedaży i opłacalności, to postanowił napisać najlepszą książkę pod względem literackim, na jaką go stać. Z fragmentów i przedstawionych tez wynika, iż faktycznie może tak być i „Paszko” ma szanse być dużym wydarzeniem literackim… ciekawe tylko, czy równie trudno dostępnym, co np. "Burza" Parowskiego pisana pod tymi samymi auspicjami.


Spotkanie z Oramusem przegrało u nas z głodem oraz otwarciem mistrzostw świata w piłce nożnej (mecz otwarcia był mocno przeciętny w sumie), więc resztę wieczoru poświęciliśmy na spotkania towarzyskie, czemu sprzyjały imprezy towarzyszące, czyli koncert (wyjątkowo nie była to kapela folkowa, ale solidny zespół rockowy, który grał naprawdę nieźle... choć może nieco zbyt głośno), a także tradycyjny konkurs strojów, podczas którego można było spotkać m.in. Shreka. W zabawie nie przeszkodziła burza, która jedynie nieco ochłodziła zapał w ustawianiu się do dań serwowanych z grilla.


Autobusy z Nidzicy do Kalborni zostały podstawione o 21:00. Piszę więc z autokaru jadącego do miejsca zakwaterowania, gdzie dzisiaj co prawda nie ma żadnej zorganizowanej imprezy, ale na pewno zorganizują się tak zwane zajęcia w podgrupach, które będą trwać do momentu, kiedy zabraknie sił... z doświadczenia wiem, że niektórym uczestnikom konwentu w Nidzicy sił nie brakuje aż do rana.
Jeszcze jedna informacja – obiecanych zdjęć nadal nie ma, gdyż problemy techniczne są w pełni aktywne. Gdy tylko uda się z nimi uporać, relacja zostanie uzupełniona o dokumentację fotograficzną.

12 czerwca 2010 r.
Pobudka w sobotę była znacznie cięższa niż dzień wcześniej, bo i na wieczorne rozmowy poświeciliśmy znacznie więcej czasu niż w czwartek. W związku z tym w pośpiechu, ale jednak, zjedliśmy śniadanie i załapaliśmy się na drugi z autokarów odchodzących do Nidzicy. Na miejscu pospieszyliśmy na prelekcję Lecha Jęczmyka, który wychodząc od odczytania fragmentów współczesnej prozy fantastycznej (m.in. Orkana, Wegnera i Guzka), przechodząc następnie do fragmentów recenzji filmów i albumów muzycznych (w tym Lady Gagi), starał się udowodnić, iż nadchodzi schyłek kultury, a jednym z jego przejawów jest fascynacja okrucieństwem i wyuzdaniem. Chociaż sam wywód był wewnętrznie spójny, to jednak wnioski z niego płynące nie były przekonujące; Jęczmyk po raz kolejny dał wyraz swojej fascynacji teoriami spiskowymi i doszukiwania się podtekstów w elementach, które nie zawsze je zawierają. Tę nieco przyciężką tematykę Jęczmyk urozmaicał anegdotami, często niezwiązanymi z poruszanymi tezami. Było to z pewnością miłe urozmaicenie i pozwoliło na bezbolesne przyjęcie reszty prelekcji.


Następny punkt programu był wybitnie specjalistyczny: Wit Szostak prezentował koncepcję dialogu polifonicznego – elementu opisanego przez Michaiła Bachtina na bazie prozy Fiodora Dostojewskiego. Interesujące było przede wszystkim spojrzenie na tekst – a tutaj konkretnie dialogi – w techniczny sposób; analizę roli dialogu i jego formy, dzięki której można przekazać znacznie więcej treści niż przekazują same słowa. Interesująca była również późniejsza dyskusja z udziałem autorów i redaktorów, którzy szukali w innych powieściach cech dialogu polifonicznego, a także zastanawiali się, czy jest możliwość wykorzystania go w fantastyce.


Niecodziennym gościem w Nidzicy był Wojciech Orliński, który zgodnie ze swoimi zainteresowaniami popkulturą prezentował motywy dotyczące kosmitów, UFO itd., bazując głównie na tajemnicy Roswell. To rozrywkowe i poprowadzone nieco z przymrużeniem oka (chociaż być może nie dla wszystkich; zależy od osobistych poglądów na tę sprawę) spotkanie było miłym urozmaiceniem po wcześniejszych, znacznie poważniejszych tematach.
Ciekawa była również prelekcja Macieja Parowskiego, który dzielił się swoim wieloletnim doświadczeniem redaktorskim. Wystąpienie nie miało jakiejś zwartej formy, a raczej było zbiorem luźnych wrażeń i konkluzji, które zebrały się Parowskiemu przez lata. Mowa była zarówno o tym, z jakimi problemami boryka się redaktor, jak i zostały przedstawione najczęściej popełniane przez początkujących błędy – zebrane i skategoryzowane z humorem i przekąsem. Być może dałoby się taką prelekcję poprowadzić lepiej, ale w usłyszanej formie również była interesująca.


Tego dnia odbyły się również prelekcje Marcina Wolskiego, Łukasza Orbitowskiego i Michała Centarowkiego, ale akurat na tych nie było nam dane być. Z zasłyszanych opinii wiemy, że warto było się jednak wybrać na wystąpienia autora "Nadchodzi", natomiast prelekcja Centarowskiego, będąca częścią nidzickich warsztatów, okazała się trochę nietrafiona, gdyż w zasadzie niewiele osób na sali nie orientowało się w kwestiach dotyczących debiutu opowiadaniem – wszakże do Nidzicy przyjeżdżają głównie pisarze ze stażem, a nie początkujący autorzy dopiero przymierzający się do debiutu.
Dodatkowymi atrakcjami w sobotę był między innymi pokaz posługiwania się szablą kozacką w wykonaniu Andrieja Bielanina, a także możliwość posłuchania muzyki zainspirowanej światem Gamedeca Marcina Przybyłka – zresztą z racji niedawnej premiery książki tego autora są dosyć agresywnie promowane w Nidzicy. Dzień na zamku zakończył się rozdaniem SFinksów, których wyniki można poznać tutaj. O ile w prozie krajowej obyło się bez większych zaskoczeń, to w przypadku zagranicznej zwycięstwo Strossa, a także Chabona jest nieco nieoczekiwane – nie z racji jakości, a faktu, że w zeszłym roku ukazały się (najwyraźniej pozornie) głośniejsze tytuły, takie jak "Peanatema" Stephensona.


Wieczorem na uczestników czeka tradycyjna biesiada mazurska z solidną dawką jadła, napitku i zabawy, tak więc kończymy na dzisiaj relację i do przeczytania jutro.

13 czerwca 2010 r.
Pogoda w Nidzicy dopisywała do czasu - załamała się chwilę po rozpoczęciu sobotniej biesiady mazurskiej - zaczęło solidnie lać, a temperatura znacząco spadła. Przeszkodziło to, choć tylko w niewielkim stopniu, w zabawie; niektórzy, zamiast siedzieć na otwartym powietrzu (choć pod dachem), wybrali wnętrza, przez co całość się nieco rozbiła. Niemniej i tak było fajnie.
W niedziele odbyły się tylko trzy spotkania. Na pierwszy ogień (chociaż według rozpiski miał być ostatni; nie odbyło się jednak spotkanie z Pawłem Ciećwierzem, więc doszło do zamiany) poszedł Marcin Przybyłek, który zaprezentował bardzo mało fantastyczną prelekcję: skoncentrował się na tym, jak należy dokonywać wystąpień publicznych, w tym na konwentach. Było zabawnie, choć być może mało odkrywczo. Nie obyło się również bez wycieczek w kierunku przywar niektórych pisarzy objawiających się podczas wystąpień - choć w większości przypadków trzeba było się domyślać o kogo chodzi, bo Przybyłek starał się nie używać nazwisk. Szkoda w sumie, że osoby, które przede wszystkim powinny wysłuchać i skorzystać z tego wykładu, nie były obecne na sali; publiczność ograniczała się w zasadzie wyłącznie do fanów.


Ewa Białołęcka natomiast mówiła o kreacji świata i bohaterów, a także o najczęściej powtarzających się błędach logicznych, które pojawiają się podczas pisania fantastyki. Prelekcja odbywała się w ramach warsztatów i faktycznie na to miano zasługiwała najbardziej, przynajmniej z tych, wysłuchanych przez nas, ponieważ autorka starała się angażować publiczność do dyskusji i wciągać ich w kreację stworzonych na potrzeby wykładu świata i bohaterów. Poświęciła również nieco miejsca językowi i temu, jak założenia świata go definiują i ograniczają; wskazała np. jak wiele sformułowań stosowanych w codziennej mowie nie ma prawa pojawić się w świecie fantasy o określonych warunkach brzegowych.
Na koniec Katarzyna i Rafał Kosik dzielili się doświadczeniami z prowadzenia małego wydawnictwa; było trochę o historii, powodach i trudnościach, z jakimi należy się borykać przy rozpoczynaniu działalności wydawniczej. Kosikowie chętnie odpowiadali na pytania, zarówno techniczne, dotyczące samego procesu wydawania książek, jak i bardziej ogólne. Stosunkowo niewiele miejsca poświęcono wydanym przez Powergraph pozycjom - nie stanowiły one sedna wystąpienia, a raczej były przytaczane jako przykłady na poparcie jakiegoś zdania czy tezy. Ponieważ Kosikowie jeżdżą na wiele konwentów, nieraz już wypowiadali się na wiele z poruszanych kwestii, stąd też liczne informacje były znane już wcześniej... ale i tak było sympatycznie.


Na tym w zasadzie kończymy relację z tegorocznego Festiwalu Fantastyki w Nidzicy. My zostajemy na miejscu jeszcze jeden dzień; przyda się chwila relaksu przed powrotem do codziennego życia. Zapraszamy jednak jeszcze jutro, kiedy pojawi się podsumowanie konwentu, a relacja (wreszcie) zostanie uzupełniona o zdjęcia.

Podsumowanie
W niedzielę wieczór w Kalborni był spokojny w porównaniu z poprzednimi - większość uczestników wyjechała, została tylko niewielka grupa chcąca zaznać odrobiny wytchnienia przed powrotem do domu; o ile za wytchnienie można uznać rozmowy przy ognisku, toczące się do późnych godzin wieczornych - a w zasadzie porannych, gdyż kiedy szliśmy spać, było już całkiem jasno.
Miałem wrażenie, że w tym roku Nidzica przebiegała nieco spokojniej. Może działo się tak za sprawą braku głośnego pisarza z zagranicy, który ogniskowałby uwagę? Polscy pisarze, którzy przyjechali do Nidzicy (szkoda, że kilku nie dopisało), pojawiają się na innych konwentach, więc nie stanowili takiej atrakcji, jak np. Silverberg czy Aldiss. Odniosłem także wrażenie, że do Nidzicy przyjechało więcej niż zwykle nowych osób, za to zabrakło niektórych stałych bywalców, przez co trochę czasu zabrało dotarcie się i zgranie.
Jak wspomniałem powyżej, program - przynajmniej dla mnie - nie oferował tak licznych atrakcji, jak w poprzednich latach, chociaż rzecz jasna były prelekcje, które na długo zostaną w pamięci (Brzezińska, Szostak). Szkoda, że nie było paneli i dyskusji, chociaż doświadczenie pokazuje, iż nie jest prosto je przygotować i poprowadzić; stąd może bezpieczniejszym rozwiązaniem jest postawienie na prelekcje.
Z tego też powodu sporo czasu spędzaliśmy na rozmowach ze znajomymi: i z tymi, spotykanymi często, i z tymi widywanymi jedynie raz, maksymalnie dwa razy do roku. Nidzica, dzięki wielu wspólnym imprezom, pozwala na integrację gości ze zwykłymi uczestnikami; o wiele łatwiej więc zadać pisarzom pytanie podczas przerwy na dziedzińcu zamku lub wieczorem przy ognisku, niż podczas oficjalnego wystąpienia.


XVII Międzynarodowy Festiwal Fantastyki w Nidzicy należy uznać za udany; może nieco bardziej stonowany i bez silnych akcentów, jak to miało miejsce w poprzednich latach, ale ani przez moment nie przeszkadzało to w dobrej zabawie od rana do... świtu. Pozostaje więc czekać do przyszłego roku: George R.R. Martin i dwa ośrodki dla uczestników zapowiadają naprawdę duże emocje.

Na tym kończymy relację na żywo z tegorocznego festiwalu. Dziękujemy naszym Reporterom za przesłane informacje, a P.T. Czytelnikom za wytrwałe śledzenie kolejnych aktualizacji.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2010-06-09 22:32:20
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

"Rok Potopu" do wygrania


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Dashner, James - "Gra o życie"


 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

 Hildebrandt, Johanne - "Sigrid"

Fragmenty

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS