NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Gniew"

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Jones, Diana Wynne - "Ruchomy zamek Hauru"


 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Adeyemi, Tomi - "Dzieci prawdy i zemsty"

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Riggs, Ransom - "Konferencja ptaków"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi", tom 2

 Ćwiek, Jakub - "Topiel"

 Holmberg, Charlie N. - "Papierowy mag"

Linki

Pilipiuk, Andrzej - "Triumf lisa Reinicke"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Oko Jelenia
Data wydania: Kwiecień 2010
ISBN: 978-83-7574-131-5
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 33,90 zł
Cena: 448
Tom serii: 5



Pilipiuk, Andrzej - "Tryumf lisa Reinicke" #2

Tragedia prawdziwa

Był późny ranek. Z nieba siąpił paskudny kapuśniaczek.
Woda płynęła rynsztokami, unosząc wszelkie zimowe brudy do kanału. Marta spojrzała przez uchylone okno i skrzywiła się.
– Trzeba iść – powiedziała.
– Może później, gdy niebo trochę się przetrze? – zaproponowała pani Agata.
– Lepiej teraz, z rana wybór większy, a i deszcz ludzi odstraszy, naprawdę ładnego, świeżego jesiotra będzie można wybrać – uparła się służąca.
Zależy jej, pomyślała leniwie Hela. Może jakiś chłopak od rzeźnika czeka, by zamienić z nią choć słowo. A może nawet pocałują się ukradkiem. Albo spotka przyjaciółkę na targu i poplotkują sobie chwilę beztrosko.
A może zwyczajnie lubi nas i chce zdobyć na obiad rybę jak najlepszą.
– Weź, proszę, moje okrycie – powiedziała. – Staszek kupił je w Trondheim. Ten płaszcz dobrze mi służył, nawet gdy szłam przez kopny śnieg w wysokich i dzikich norweskich górach. Jest z grubej wełny, poszyty i gęsto tkany, nie przemokniesz ani nie zmarzniesz. Obok drzwi na kołku wisi.
– Dziękuję!
Przeszły w trójkę do sieni. Marta zarzuciła płaszcz na ramiona, głowę skryła w kapturze. Okręciła się na pięcie, najwyraźniej ciesząc się pożyczonym strojem.
– Zajdź jeszcze do krawca Hansa – poleciła wdówka.
– Zapytaj, czy koszule już gotowe.
– Dobrze, pani.
Otworzyła drzwi i niespodziewanie zgięła się wpół, a potem z jękiem powoli osunęła na kolana. Uniosła dłonie, jakby chciała złapać się za pierś, ale ręce opadły bezwładnie i wolno przewróciła się na bok. Głowa głucho uderzyła o rozłożony przed drzwiami kobierczyk.
Deszcz pluskał na kamiennych schodkach. Gdzieś daleko rzemieślnik stukał młotkiem w kowadło. Zaszczekał pies. Pachniało deszczem, kurzem, trochę jeszcze zimą, a trochę już wiosną. Lekko skrzypiały zardzewiałe zawiasy. Z pozoru nie zmieniło się nic. I tylko śmierć uderzyła nagle jak żmija.
Marta leżała na ceglanych płytkach sieni. Czepek spadł i cienkie, puszyste włosy rozsypały się po podłodze. Zadarta spódnica odsłaniała przetartą pończoszkę.
Obie kobiety patrzyły na to w osłupieniu. Przez uchylone ciągle drzwi delikatnie zacinał drobny deszczyk.
– Yyy? – wykrztusiła Agata. – Ale...
Jak zahipnotyzowana ruszyła w stronę wejścia. Hela ocknęła się momentalnie. Uderzyła ramieniem, odpychając wdówkę na bok. Kopnęła rozpaczliwie w okutą krawędź skrzydła i na szczęście zatrzasnęła drzwi. Uczyniła to dosłownie w ostatniej chwili. Coś uderzyło w deski gwałtownie, aż zatrzeszczały.
– Artur! – krzyknęła. – Na pomoc!
Rozległ się tupot, brat gospodyni zbiegał po schodach z kordem w ręce. Hela zerknęła ostrożnie przez okienko w drzwiach, ale nie zobaczyła nikogo. Zamachowiec lub zamachowcy najwyraźniej już uciekli.
– Co? – Chłopak wyrósł obok niej. – Co się dzieje?
– Zabili Martę! – rzuciła ostro. – Na progu waszego domu!
Przyklękła nad dziewczyną. Artur przełknął głośno ślinę i, uchyliwszy ostrożnie drzwi, wyjrzał na ulicę.
Zlustrował wzrokiem najpierw prawą, potem lewą stronę zaułka.
– Bądź ostrożny! – krzyknęła Agata. – Ci łajdacy mają kusze!
– Kimkolwiek byli, zdążyli uciec – orzekł Artur. – Deszcz, to i niewiele widać. Nie wiem nawet, w prawo czy w lewo. Ani ilu ich było? Nawet tupotu już nie słyszałem. Jesteście pewne? Może słabo się jej w nogach zrobiło, czy coś...
Urwał, patrząc na bełt wbity w deski. Kolejny chwiał się, tkwiąc koniuszkiem w miedzianym wzmocnieniu drewnianej framugi.
W tym czasie Hela z Agatą pospiesznie rozchyliły ubranie Marty. Służąca oddychała chrapliwie, na jej ustach pękały banieczki śliny. Spomiędzy piersi sterczał długi bełt.
– Medyka? – bąknął chłopak. – Czy księdza raczej? Pobiegnę do Świętej Brygidy, najbliżej będzie.
Stał nad nimi bezradnie, ciągle z obnażonym kordem w dłoni. Palce powalane miał atramentem, widać rozpaczliwy krzyk Heli oderwał go od pracy.
– Za późno – pokręciła głową jego siostra. – Ona za chwilę umrze. Ani ksiądz, ani medyk nic już tu nie pomogą.
Hela rękawem ocierała łzy cisnące się do oczu. Nadbiegła kucharka zaalarmowana krzykami. Na widok leżącej na ziemi podopiecznej stanęła jak wryta i pobladła.
Marta uchyliła powieki. Potoczyła wokół półprzytomnym spojrzeniem brązowych, sarnich oczu. Sine wargi ułożyły się w lekki uśmiech. Usta poruszyły się, ale dziewczyna nie miała siły wydać z siebie głosu. Hela, klęcząc obok, trzymała jej dłoń w swoich rękach. Agata delikatnie gładziła umierającą po twarzy. Marta odetchnęła głębiej, przez ciało przebiegł mocny skurcz.
– Amen – szepnęła wdówka, zamykając oczy.
Zagrzmiało i niebo przecięła błyskawica. Piorun uderzył gdzieś daleko. Deszcz lunął jak z cebra, jakby samo niebo zapłakało nad losem nieszczęsnej służącej.
– Pani – wychrypiała leżąca – duszno mi... Cała pierś boli, jakby kto pięścią uderzył, i mroczki przed oczyma latają... Pomóżcie mi wstać.
– Ale... – zaczęła Hela.
Spojrzała na haftowany stanik zasłaniający dekolt sukni. Sięgnęła pod niego i złamawszy bełt, wydobyła szkaplerzyk kryjący modlitewnik. Grot przebił książeczkę prawie na wylot, ale aplikacja z mosiądzu zdobiąca okładkę i kilkadziesiąt kart cienkiego pergaminu zdołały go zatrzymać.
– Wszelki duch – szepnęła Agata. – Cóż za uśmiech fortuny, żeś się czytać wyuczyła. Albo i opatrzności zrządzenie, gdyż to Zbawiciel własną piersią od zguby cię osłonił...
Bełt, uderzywszy w sam środek okładki, zniszczył wygrawerowany na blaszce wizerunek Chrystusa.
Szlachcianka wraz z kucharką i Arturem przenieśli dziewczynę do sypialni na piętro. Chłopak doniósł jeszcze łóżko i siennik. Agata pomogła jej się rozebrać. Marta cicho skarżyła się na bóle w piersi.
– Mostek i żebra całe – stwierdziła Hela, fachowo obmacawszy kości. – Ale uderzenie tak silne mogło płuca oraz chrząstki odbić, a narządy wewnętrzne nadwerężyć.
Śledziona szczęśliwie niżej jest, bo gdyby pękła...
Śmierć pewna.
– Widzę, że znasz się na tym? – Agata pokręciła głową z podziwem.
– Tak.
Hela przypomniała sobie kurs medyczny. Wiedzieli, że powstanie potrzebować będzie sanitariuszek. Nie ukończyła go. Na dobrą sprawę niewiele zdążyła skorzystać.
Za wcześnie się to wszystko zaczęło. Ale podstawowe rany i urazy omówiono...
– Co zatem robić?
– Niech poleży dwa lub trzy dni i rosołu trza nagotować z cielęciny, tak gęstego i zawiesistego, by galaretą się ścinał.
– Post mamy – zauważyła Agata. – Ale dla chorej przecież wolno... Tylko skąd cielęcinę weźmiemy? Rzeźnie zamknięte!
– Może od Żydów? – zaproponowała szlachcianka.
– Pójdę i popytam – odezwała się kucharka. – A jak się nie uda, to z rybich łbów galaretę nagotuję. To pomoże?
– Wzmocni ciało, jeśli chrząstki nadpękły, pomoże im się na powrót posklejać i szybko do zdrowia przywróci.
Ranna poleżała, pojęczała i wreszcie usnęła. Wróciły do saloniku. Hela usiadła na ławie. Westchnęła ciężko.
Do tej pory trzymała się dzielnie, teraz grube łzy popłynęły jej po policzkach.
– Co cię gryzie, moja droga? – zapytała wdówka, obejmując przyjaciółkę ramieniem.
– Marta...
– Tragedia prawdziwa, iż ubić ją próbowali, i szczęśliwe losu zrządzenie, że modlitewnik dobrej sprawie...
– Pani. To moja wina.
– Co ty mówisz?
– To ja sprowadziłam niebezpieczeństwo pod twój dach. Wyszła z domu w moim płaszczu. Ktoś chciał zabić mnie, a prawie pozbawił życia Martę. Po czym spostrzegłszy omyłkę, dwakroć jeszcze strzelał.
Wdowa milczała bardzo długo.
– To być może – powiedziała wreszcie. – Lecz nie ma w tym twojej winy. Nie mogłaś tego przewidzieć, nie mogłaś temu zapobiec. Zły człowiek to uczynił.
– Płaszcz. Gdybym nie dała jej swego płaszcza...
– Ta napaść...
– Sprowadziłam niebezpieczeństwo pod twój dach, pani – powtórzyła Hela. – Muszę odejść. Nie darowałabym sobie, gdyby przeze mnie...
– Szlachetny zamysł, ale zrobimy inaczej...
Hela uniosła pytająco wzrok.
– Ojciec mój stary już i trochę zniedołężniał. Brat zaś młody jeszcze, choć strzela dobrze, a i kordem robić umie. Cztery kobiety pod ich opieką pozostają. Kucharka Anna rękę ma ciężką i powiadają, że kiedyś na targu w pośladek klepnięta tasak porwała, a bezczelny zalotnik trzy palce stracił. Tyś bronią władać przyuczona. Ja jeno z krócicy strzelać potrafię. Marta nic... Sił naszych mało, by kolejną napaść odeprzeć.
– Poproś, pani, kuzyna o ceklarzy do ochrony.
– Prawa miasta tego zabraniają. Ale myśl twa w dobrym kierunku dąży. Potrzeba nam rękodajnego. W dodatku kogoś, komu zaufać możemy bezwzględnie, gdyż pod naszym dachem zamieszkać musi. Mężczyznę wpuszczać między trzy młode i ładne kobiety to jak lisa do kurnika zapraszać. Wynajęłabym Kozaków, ale oni odjechali. Pozostaje twój narzeczony.
– Staszek...
– Tak. Artur słyszał, że Samiłło i Maksym robić szablą go uczyli.
– To prawda. Dużo już umie. I ma pistolety, swój i Marka. Nie wiem tylko, jak strzelać potrafi.
– Ufasz mu?
– Jak mało komu na świecie.
– Tedy przed wieczorem pójdę po niego.
– Wy, pani?
– Marta chora. Ciebie ubić próbowano. Artur zostać tu musi, by was bronić. Kucharka mięsa niech szuka. Ty przyjaciółki naszej doglądaj i domu strzeż. Drzwi zawrzyjcie i zawsze sprawdzaj, kto puka.
– Dobrze, pani...
Zdusiła w sobie nagły lęk.


Dodano: 2010-04-15 16:50:18
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"


 Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS