NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Artykuł jest częścią serii Podrzucki, Wawrzyniec - "Yggdrasill".
Zobacz całą serię

Podrzucki, Wawrzyniec - "Uśpione archiwum" i "Kosmiczne ziarna"

Przed zapoznaniem się z książkami Wawrzyńca Podrzuckiego słyszałem wiele pozytywnych komentarzy na ich temat: że to porządne science fiction o niesamowitej wizji świata, że nawiązujące do najlepszych tradycji gatunku, że poparte wiedzą naukową autora. Z takimi rekomendacjami dwa pierwsze tomy „Yggdrasill” znajdowały się na mojej liście lektur bardzo pożądanych. Jednak jak to często bywa, przez długi zajmowałem się masą innych książek i dopiero ostatecznie zbliżająca się premiera trzeciego tomu trylogii sprawiła, że zabrałem się za „Yggdrasill”. I okazuje się, że pochwały naprawdę nie były na wyrost.
Thomas Garhquahart jest młodym strażnikiem w małej osadzie w jednym z sektorów ogromnego Drzewa. Czym jest Drzewo? Początkowo czytelnik za sprawą notki okładkowej może snuć więcej domysłów i spekulacji niż główny bohater. Thomas jest nieświadomy nienaturalności środowiska, w którym jemu i ogółem gatunkowi ludzkiemu przyszło żyć. Podobnie do bohaterów książek Briana W. Aldissa (powołując się na „Non stop” czy też „Cieplarnię” bliższą „Yggdrasill” za sprawą scenerii) traktuje za naturalny obecny stan rzeczy i tylko mgliste uczucie nieprawidłowości pcha go do poznania prawdy o Drzewie i historii ludzkości. Pomoże mu w tym dopiero wędrówka, w którą wyrusza ze swoim przyjacielem a jednocześnie przełożonym, Gerhardem von Kloskym.
Z początku nie było łatwo. „Uśpione archiwum” zaczyna się niezbyt porywająco, czytelnik gubi się w nieznanych sobie realiach, a dość chropowaty styl autora nie ułatwia sprawy. Mam wrażenie, że owe początkowe partie cyklu potrzebne były Podrzuckiemu do „rozkręcenia się”: charaktery wydają się blade, dialogi i opisy brzmią trochę sztucznie, dopiero z czasem całość zaczyna wciągać, a z akcji typowej dla powieści przygodowej wyłaniają się powoli głębszy sens i intryga.
Moim zdaniem prawdziwe fajerwerki zaczynają się dopiero w „Kosmicznych ziarnach” i ten tom naprawdę pokazuje umiejętności pisarskie Podrzuckiego: bohaterowie, którzy poprzednio wydawali się dość niewyraźni, teraz nabierają barw. Widać ich emocje i motywacje, a przede wszystkim różne cechy charakteru.
Treść dużo bardziej wciąga, chyba głównie za sprawą szerzej zakrojonej akcji. O ile tom pierwszy był w większej mierze zapisem często kameralnej wędrówki, która obfitowała w liczne przestoje i epizody, fabuła „Kosmicznych ziaren” zakrojona jest na dużo większą skalę. Z jednego wątku wyodrębnia się kilka, wędrówka ustępuje miejsca wielkiej polityce, zakulisowym machinacjom, a także wprowadzonych zostaje wiele nowych postaci. O ile porwana na wiele przeplatających się wątków fabuła nie zawsze stanowi zaletę, w „Kosmicznych ziarnach” nadaje tempa lekturze i sprawia wrażenie podobne do oglądania dobrze skonstruowanego, dynamicznego filmu.
Hannibale, doktor Livansky, Noel i pozostałe postaci nabierają kolorów dopiero w trakcie lektury i do samego końca drugiego tomu można się spierać, czy autor do końca potrafi sobie należycie poradzić z kreacją bohaterów. Z pewnością trzeba powiedzieć, że do najlepszych pisarzy na poletku fantastycznym sporo mu w tej kwestii brakuje, jednak jest aspekt, w którym Podrzucki jest w ścisłej czołówce. Chodzi o kreację świata.
Najpierw Drzewo jest czymś abstrakcyjnym – trudno wyobrazić sobie tak mostrualny twór, jeszcze trudniej pojąć skomplikowane zasady nim rządzące. Jednak w trakcie lektury obraz Yggdrasill nabiera coraz wyraźniejszych kształtów i przekonującego charakteru. A w science fiction najważniejsze jest to, żeby wizję przedstawić z sensem – Podrzuckiemu się to udaje. Można zastanawiać się, kto z autorów science fiction w ostatnich latach kreował podobne wizje. Pomijając niesamowite światy Jacka Dukaja, bo to dla mnie zdecydowanie inna kategoria, porównać świat z „Yggdrasill” mogę chyba tylko do tych opisywanych przez Rafała Kosika w „Marsie” i „Verticalu”. Obydwaj pisarze kładą nacisk na sensowne uzasadnienie opisywanej rzeczywistości, dbają o detale, o wplecenie w ową science fiction dużej ilości „science”. Co prawda Kosik zdecydowanie wygrywa z Podrzuckim lekkością pióra, ale rozmach wizji „Yggdrasill” jest nieporównywalnie większy. Od prymitywnych plemion zamieszkujących ciemne korytarze, przez technokratyczny Wierzchołek, mozaikę cywilizacyjną na Dole – elementów układanki jest niesamowicie dużo i co najważniejsze, pasują do siebie.
W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o erudycji autora: Drzewo to nie tylko biologia, technika i fizyka, mnóstwo tu myśli socjologicznych, filozoficznych, nawiązań do różnych dzieł kultury, o których rozprawiają bohaterowie. Więcej: społeczności zamieszkujące megastrukturę nie wiszą w historycznej próżni, mimo wielu wieków oddzielających je od obecnej rzeczywistości, mimo zagłady znanego świata, opisywane realia obfitują w elementy, które przetrwały i ewoluowały. Wyłapywanie i obserwowanie zmian, nawiązań, dróg ewolucji skrawków naszej rzeczywistości to kolejna wielka przyjemność i zaleta „Yggdrasill”.
Pisząc tę recenzję posiadam już swój egzemplarz „Mostów wszechzieleni”, ale ich lektura jeszcze przede mną. Nie znając zwieńczenia trylogii mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że dwa poprzednie tomy „Yggdrasill” to perełka polskiej fantastyki ostatnich lat. To science fiction z prawdziwego zdarzenia, klasyczne, nieudziwnione eksperymentami z formą; zgodnie z obietnicą wydawcy przywodzące na myśl kanoniczne dla gatunku dzieła, daleko nie szukając, np. wymienione powieści Aldissa.
Niedociągnięcia, niestety często liczne, nie przesłaniają faktu, że podobnej literatury u nas zwyczajnie prawie nie ma. I chociażby tylko dlatego po „Uśpione archiwum” i „Kosmiczne ziarna” warto sięgnąć.


Autor: Daniel "Vampdey" Elkader


Dodano: 2010-04-09 17:45:55
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Morgan, Richard - "Siły rynku"


 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS