NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

Butcher, Jim - "Zmiany"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Tokarczuk, Olga - "Prowadź swój pług przez kości umarłych"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Listopad 2009
Wydanie: 1
ISBN: 978-83-08-04397-4
Oprawa: broszurowa
Format: 123 × 197 mm
Liczba stron: 318
Cena: 32,90 zł



Tokarczuk, Olga - "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

Zaorany potencjał


Z zaciekawieniem sięgnęłam po nową książkę Olgi Tokarczuk, autorki, którą swego czasu – w epoce „Prawieku” i „Podróży ludzi księgi” – uwielbiałam. Tamte powieści łączyły w sobie cudowną plastyczność języka z intrygującymi historiami, w których realizm, metafizyka i fantastyczność przenikały się wzajemnie i uzupełniały.
Trzeba też dodać, że byłam wtedy młodsza, a styl pani Olgi olśniewał nowością. Z czasem jednak początkowa fascynacja poczęła blaknąć, a fabuły powieści przestały tworzyć jednolitą masę, ustępując miejsca połamanym sekwencjom złożonym z kilku fabuł przetykanych dygresjami. „Dom dzienny, dom nocny” okazał się rozczarowaniem, choć parę fragmentów mocno zapadło mi w pamięć – opowieść o wilkach, żywot świętej i historia jego autora, jasnowidz Lew, który był przekonany, że świat się skończył, gdy on leżał w wannie, i od tej pory żył w przekonaniu, że to wszystko tylko mu się zdaje. To były dobre, mocne opowieści „starej” Tokarczuk. Ale całą książkę trudno nawet nazwać powieścią. Widać, że autorka splotła w jedną niespójną całość krótsze formy, jakby pisanie powieści zaczęło ją nudzić. Konsekwencją tego było wydanie zbioru opowiadań „Gra na wielu bębenkach”, który dla niżej podpisanej był już porażką na całego. Wtedy właściwie położyłam kreskę na Tokarczuk, uznając, że albo ona dusi się we własnym coraz bardziej rozcieńczonym sosie, albo ja się starzeję. Prawda zapewne leżała gdzieś pośrodku.
Aż tu nagle czytam, że „Prowadź swój pług przez kości umarłych” to powieść i w dodatku kryminalna, że metafizyczny thriller. I mówię sobie – to może być powrót do korzeni, bo przecież umiejętność pięknego składania słów chyba jej nie przeszła, więc skoro te słowa składają się w jakąś historię, która ma początek i koniec, skoro zawierają jakąś intrygę, może jednak warto dać autorce drugą szansę. Niestety – największym rozczarowaniem okazał się właśnie język powieści. W pierwszej chwili nie wiadomo, dlaczego autorka zdecydowała się pisać tak topornie – topornie i pretensjonalnie zarazem, co stanowi mieszankę absolutnie nieprzekonującą i drażniącą. Nawet gdy z czasem się dowiadujemy, że narratorka, pani Duszejko, ma niezły odchył na punkcie astrologii i Blake’a, którego metafizyczne dzieła traktuje jako swoją biblię, trudno uwierzyć, że ktoś może być tak nawiedzony i tak grafomański jednocześnie. Do szału doprowadza mania pisania wyrazów pospolitych dużą literą. Oczywiście stylizacje u Tokarczuk zawsze były i czasem czytało się je z dużą przyjemnością; problem w tym, że pani Duszejko jest w swoim dziwacznym języku zbyt mało komiczna, by od razu uznać go za parodię, przez co wzbudza raczej konsternację. Ani nie bawi, ani nie wzbudza sympatii – ot, pomylona stara baba, od której lepiej trzymać się z daleka.
Jedyne, co może zachęcić czytelnika do dalszego czytania, to chęć poznania prawdy o tym, kto lub co stoi za tajemniczymi zgonami. Poniekąd z góry to wiadomo, ale na szczęście tylko poniekąd. Jeśli ktoś udzielił autorce dużego kredytu zaufania i doczytał do połowy – właściwie nie licząc już na nic z wyjątkiem rozwiązania zagadki i satysfakcji z doczytania do końca – spotyka go parę przyjemnych niespodzianek.
Pierwszą jest to, że pewne rzeczy zaczynają się składać do kupy. Dziwaczny styl pisania i myślenia pani Duszejko wynika z jej patrzenia na wszystko przez pryzmat Blake’a, ale – by nie obrażać – Blake’a skrzywionego, wypaczonego przez jej chory umysł i dziwaczne tłumaczenia. W notce do powieści autorka pisze: „Korzystałam z tłumaczeń Jolanty Kozak, Michała Fostowicza, Zygmunta Krukowskiego, Krzysztofa Puławskiego oraz Dyzia”; nie da się jednak uniknąć wrażenia, że większość mott, którymi opatruje rozdziały, pochodzi właśnie z tłumaczeń Dyzia. A nawet jeśli nie, to specyficzny dobór wyjętych z kontekstu dwuwierszy (czasem czterowierszy lub pojedynczego wersu) wywołuje wrażenie totalnej grafomanii, o którą trudno podejrzewać autora „Tygrysa”. Może i był Blake nawiedzonym metafizykiem, ale ze słowem potrafił zrobić lepsze rzeczy. Zarówno dlatego, jak i z prostej przyczyny słabej znajomości Blake’a, a zwłaszcza jego polskich przekładów, w naszym społeczeństwie (z wyjątkiem kilku sztandarowych wierszy) owo blake’owskie skrzywienie obecne w języku bohaterki nic czytelnikowi nie mówi i nawet kiedy już się o nim dowiadujemy, myślimy sobie „no i co?”.
Drugą przyjemną niespodzianką są perełki sytuacyjne i bon moty, których mieliśmy pełne prawo oczekiwać od tak utalentowanej autorki, acz kazała nam na nie czekać dość długo.

– Czy jesteś religijny? – musiałam mu zadać to pytanie.
– Tak – odpowiedział z dumą. – Jestem ateistą. [str. 200]

Z perełek sytuacyjnych majstersztykiem jest choćby propozycja zrzucania środków antykoncepcyjnych dla chrząszcza o malowniczej nazwie zgniotek szkarłatny albo dyskusja na zebraniu Towarzystwa Grzybiarzy dotycząca możliwości palenia i picia. Otóż pić można tylko w lokalu, bo na zewnątrz zabrania prawo, natomiast palić tylko na zewnątrz.

– Jak to? – zawołał pewien mężczyzna w kamizelce khaki. – Ja na przykład jak piję, to palę. I vice versa. To co mam zrobić?
Prowadzący zebranie nauczyciel historii stropił się, a w zamieszaniu, jakie powstało, wszyscy zaczęli udzielać rad, jak sytuację rozwiązać.
– Można stać w drzwiach i rękę z alkoholem mieć w środku, a z papierosem na zewnątrz – krzyknął ktoś z końca sali. [str. 216]

Scena jak z „Misia” albo z „Rejsu” – widać, że autorka potencjał (wciąż) ma, i wypada tylko żałować, że źle ukierunkowała wysiłek włożony w napisanie tej książki. Nie żeby miała nagle zacząć tworzyć historie w stylu Barei, ale dowcipne puenty i humor sytuacyjny potrafią rozświetlić każdą książkę, a w szczególności taką, która jako całość wcale nie jest wesoła.
Kolejnym nawiązaniem do starych dobrych czasów pisarstwa Tokarczuk są wysyłane przez panią Duszejko na policję donosy na myśliwych, którzy zabijają niewinną zwierzynę. Ten przerysowany, pełen świętego oburzenia styl można by zastosować do całej powieści. Być może autorka bała się, że fabuła stanie się przez to zbyt przejrzysta, bo rzeczywiście mimo oczywistych tropów rozwiązanie akcji jest pewnym zaskoczeniem. Trudno jednak wyrokować, czy rzeczywiście zaszkodziłoby to intrydze, a z pewnością zwiększyłoby atrakcyjność dzieła.
Późno dowiadujemy się o alergii na słońce, na jaką cierpi narratorka, a szkoda, bo jest to logiczne i wiarygodne uzasadnienie faktu jej przywiązania do gwiazd. Można by z tego motywu zrobić większy użytek. W dobie natłoku literatury wampirycznej autorka być może chciała uniknąć porównań, ale przecież pomysł fascynacji astrologią zrodzonej z nocnego trybu życia jest zupełnie odmienny i niesie ze sobą spory, w dużej mierze niewykorzystany potencjał.
Wielką wadą powieści jest jej pretensjonalność – epatowanie skrzywionym Blakiem i astrologicznym slangiem także w sytuacjach, kiedy normalny człowiek powiedziałby po prostu „dupa mnie boli”, tytuł, o którym oczywiście nikt zawczasu nie wie, że jest wzięty z Blake’a, wspomniane już bijące po oczach wielkie litery. A wszystko płynące spod pióra bohaterki, która z zawodu jest inżynierem.
Zaletą jest dla niżej podpisanej lokalizacja fabuły tej i paru innych książek pani Olgi. Kiedy się jeździ często w Kotlinę Kłodzką, zdania w stylu „Znowu jest czeski zasięg” nie są prostymi stwierdzeniami, lecz wywołują lawinę wspomnień. Można też tropić miejsca, w których toczy się akcja, a które opisano w taki sposób, by z jednej strony uwiarygodnić ich położenie, a z drugiej nie wskazać go jednoznacznie. Autorka żongluje nazwami miejsc tak, by czytelnik miał wrażenie konkretnego usytuowania – a może to robić, bo zna okolice doskonale. Dopiero kiedy próbujemy dociec, gdzie dokładnie znajduje się przysiółek pani Duszejko, dochodzimy do wniosku, że nigdzie.
Na koniec kilka słów dla tych, którzy powątpiewają w obecność fantastycznego elementu w powieści. Kluczem jest cytat z listu – a jakże – Blake’a, który bohaterka otrzymuje od Dyzia, gdy jest już po wszystkim. Czytamy tam: Człowiek, który potrafi Czytać z Gwiazd, często jest nękany ich Wpływem [str. 307]. Kto przeczytał, ten wie, co to znaczy.



Autor: Iwona Michałowska-Gabrych
Dodano: 2010-03-30 09:23:32
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Mamerkus - 12:34 21-01-2013
To może jednak wcale nie jest taka zła książka? Jeżeli język Olgi jest stylizowany na celową grafomanię narratorki, to ciężko to uznać za wadę literacką, co najwyżej fabularną. Czytam to to na razie i faktycznie przyjemności z lektury niewiele, ale to jest literatura koncepcyjna, tutaj przyjemność leży w odgadywaniu koncepcji i jej realizacji. No zobaczę, jak będzie dalej.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS