NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Ukazały się

Jones, Diana Wynne - "Ruchomy zamek Hauru"


 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Adeyemi, Tomi - "Dzieci prawdy i zemsty"

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Riggs, Ransom - "Konferencja ptaków"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi", tom 2

 Ćwiek, Jakub - "Topiel"

 Holmberg, Charlie N. - "Papierowy mag"

Linki

Pilipiuk, Andrzej - "Triumf lisa Reinicke"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Oko Jelenia
Data wydania: Kwiecień 2010
ISBN: 978-83-7574-131-5
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 33,90 zł
Cena: 448
Tom serii: 5



Pilipiuk, Andrzej - "Tryumf lisa Reinicke" #1

Powieszą pewnikiem zaraz po Wielkanocy

Najpierw poczułem chłód, potem zorientowałem się, że leżę na czymś twardym.
W nozdrza uderzył mnie upiorny smród. Ale zaraz potworny ból głowy sprawił, że wrażenia zapachowe zeszły na dalszy plan. Pamiętałem wszystko. Zostałem aresztowany, dostałem w głowę pałą. No i najwyraźniej zostałem zapuszkowany...
Poruszyłem się ostrożnie.
Leżałem na cienkiej warstwie słomy, wyraźnie czułem nierówny kamienny bruk pod barkiem. Ostrożnie zmieniłem pozycję. Zabrzęczał łańcuch.
Za co mnie przykuli? Za nogę...
Uchyliłem powieki. Zrazu nic nie widziałem, potem wzrok trochę się przyzwyczaił.
Loch przypominał jako żywo odcinek tunelu. Strop murowany na krążynie, w najwyższym miejscu miał z pięć metrów wysokości. Ciągnął się gdzieś dalej, ginąc w ciemnościach, i chyba zakręcał. Tu, gdzie leżałem, było niemal jasno, odrobina światła wpadała przez malutkie zakratowane okno w ścianie szczytowej. Dobiegał mnie szmer rozmowy, nie rozróżniałem słów, chyba piętro wyżej ktoś coś gadał. W powietrzu wisiał zaduch. Zimno było jak w psiarni. Posiedzę tu dłużej, to murowany artretyzm, reumatyzm i gruźlica też niewykluczona, pomyślałem ponuro.
Leżałem na sienniku, powoli dochodząc do siebie. Głowa rypała mnie solidnie przy każdym ruchu. Tak to jest, jak się trafi na wyrywnego ceklarza z drewnianą pałą w łapie. Miałem tylko nadzieję, że nanotech, czy co tam mi łasica wpuściła, zdoła się uporać z takimi drobiazgami jak wstrząs mózgu.
– Hej, strażnik! Poproszę coś przeciwbólowego i szklankę wody – zażartowałem. – W ostateczności może być aspiryna. I proszę podkręcić ogrzewanie.
Nikt mi oczywiście nie odpowiedział. Ostrożnie zmieniłem pozycję. Zabolało, a przed oczyma zobaczyłem czerwone i zielone plamy. O, do licha... Opuściłem powieki.
Dobra. Pomyślmy logicznie. Zostałem zapuszkowany. Pochwycił i zamknął mnie urzędnik, ktoś w rodzaju detektywa, prokuratora, może sędziego śledczego. To nie jest pomyłka, bo przyszli właśnie po mnie. Na razie nie przedstawili mi żadnych zarzutów. Widać to nie ta epoka, tu nie ma takiego obowiązku.
Poruszyłem ostrożnie głową. Bolała jakby mniej, a może przywykłem jak do ćmienia bolącego zęba.
Przyjmijmy, iż mieszkańcy wiochy, z której pochodziła banda, poczekali do rana i widząc, że ich towarzysze nie wracają, poszli na plażę. Tam znaleźli trupy, dwanaście sztuk... Znaleźli też wrak okrętu. No i ślady wózka, którym odjechaliśmy do Gdańska. Przyjmijmy, że przybyli do miasta i sprzedali władzom sądowym jakąś płaczliwą historyjkę, żeśmy im przyjaciół wymordowali. Aparat ścigania skojarzył jedno z drugim, w dokumentach były zeznania Sadki i Borysa i pewnie jako świadka podali mnie... Tylko że wtedy dostałbym co najwyżej zaproszenie na przesłuchanie. A zatem?
Gdzieś daleko szczęknął zamek. Załomotały podkute buciory, ale zaraz wszystko ucichło.
A może grabieżcy wraków to prawdziwa mafia? – pomyślałem.
Może proceder był chroniony przez skorumpowanych urzędników z Gdańska? Może kumple łupieżców przylecieli ze skargą, a któryś radny czy ławnik, wkurzony, że mu skasowaliśmy dwunastu przynoszących dochód cyngli, postanowił się odegrać?
Ból mijał. Usiadłem. Powoli oswajałem się z faktem uwięzienia. Zawroty głowy słabły.
Nuda, która mnie ogarnęła, była potworna. Horrendalna.
Chyba po raz pierwszy w życiu nie miałem zupełnie nic do roboty. W głowie kłębiły mi się fragmenty przeczytanych kiedyś książek i sceny z obejrzanych dawno temu filmów. Więzienie...
Co mogę zrobić? Napisać gryps? Nie mam czym ani na czym. No i co najważniejsze, do kogo niby miałbym go wysłać? I po co? Mógłbym wzorem kolesia w żelaznej masce wyryć wiadomość widelcem na odwrocie cynowego talerza i wyrzucić go oknem. Przypomniałem sobie, jak jeszcze w liceum odwiedzałem w warszawskim Muzeum Literatury wystawę „Sybir Romantyków”.
W gablotkach leżały konspiracyjne gazetki szmuglowane niegdyś z celi do celi, ale także dziesiątki bezcennych pamiątek z więzień i katorgi. Drobne płaskorzeźby, które miesiącami dłubano krawiecką igłą w kawałku kości znalezionym w zupie. Mam wzorem zesłańców upleść różaniec z końskiego włosia? Kurczę, skąd oni, u licha, końskie włosie brali? Z sienników skubali czy co? Strażników poproś, zaśmiał się mój diabeł stróż. I oczywiście, skoro mienisz się inteligentem, leżąc na pryczy, powinieneś deklamować wiersze Niekrasowa i Jesienina, gdybyś tylko je znał i gdyby była tu prycza...
– Spadaj – mruknąłem.
W sumie nie było źle. Siedziałem tu sam jak palec. Żadnej grypsery, żadnych subkultur więziennych, żadnych rytuałów recydywy, za których złamanie można stracić kilka zębów. Zasypiałem, budziłem się, ból głowy słabł, aż stał się całkiem znośny.
Przed wieczorem przywleczono jakiegoś obdartusa.
Dwóch strażników brutalnie cisnęło go na bruk jakieś trzy metry ode mnie. Miał skute dłonie i stopy. Za nim wlókł się kawał łańcucha. Ceklarze przewlekli ogniwa przez kółko wpuszczone w mur i zapięli kłódką. Obdartus cały czas klął pod nosem po niemiecku. Scalak rozpoznawał z tych soczystych wiązanek tylko pojedyncze wyrazy.
Strażnicy odeszli. Więzień targnął wściekle pętami. I bluznął kolejną długą tyradą wyzwisk. Wreszcie trochę się uspokoił. Teraz dopiero spostrzegł mnie.
– Powieszą pewnikiem zaraz po Wielkanocy – powiedział markotnie. – A ciebie?
– Co mnie? – Wytrzeszczyłem oczy.
– No, kiedy powieszą? Czy może co innego zaplanowali?
– Nie wiem. – Wzruszyłem ramionami. – Na razie nie przedstawili mi żadnych zarzutów.
– Fit – gwizdnął. – Przepraszam, słyszę z mowy, że waszmość człek uczony, może i szlacheckiego rodu lub kupiec.
– Zwą mnie mistrzem Markusem – przedstawiłem się. – Jestem wędrownym poszukiwaczem mądrości.
Zabrzmiało to całkiem dumnie, a jednocześnie jakby prawdziwie.
– Fiuuu... – Pokręcił głową. – Klaus me miano. Z Norymbergi pochodzę... Waszmości to pewnie lepiej obsłużą, może mieczem zetną? Dobra kara, honorowa i boli tylko chwilę. A takiego łyczka jak ja na stryk... – rozżalił się. – A wcześniej zgodnie z wyrokiem ręce odrąbią i żelazem na policzkach napiętnują.
– Powieszą? Za co?
– No, za głowę. To znaczy za szyję chyba.
No tak. Bo jeszcze można za nogi, uświadomiłem sobie. Za szczególnie ciężkie przestępstwa wieszają głową w dół i czekają, aż serce wysiądzie albo w mózgu popękają żyłki...
– Miałem na myśli, cóżeś, człowiecze, uczynił – doprecyzowałem.
– Lenistwo temu winne. – Wzruszył ramionami. – Ot, czułem, że już nazbyt długo fortuna mi sprzyja. Ze zbyt wielu opresji cało wyszedłem. Szczęście wiecznym nie jest, zasób jego wyczerpuje się wcześniej czy później – filozofował. – Tedy pomyślałem, ruszać pora, nowe miasta poznać, pod nowym niebem głowę złożyć. Alem trzepot skrzydełek fortuny nad uchem słyszał i zbyt długom z decyzją udania się w podróż zwlekał.
Nie bardzo kapowałem, o czym gada.
– Oto naszedł mnie justycjariusz Grzegorz Grot, gdym się do drogi już zbierał. Pech prawdziwy, żem łachy na grzbiecie miał z pewnego martwego kupca zdjęte, do tego w skrzyni i worku trochę dobytku leżało, któren mi w ręce przy okazji niejako wpadł. I przy innych okazjach też coś tam się zebrało. Okazanie fantów krewnym ubitego urządził. Inni ludzie pewnikiem dodatkowo mnie obciążyli.
Znaczy się złodziej i morderca schwytany na jakiejś melinie, w dodatku wraz z łupami. Milusie i cacane towarzystwo, pomyślałem markotnie.
Z drugiej strony trochę miałem farta, przypięli go na krótkim łańcuchu, nie miał żadnej szansy mnie dosięgnąć.
– I pewnie powiesz, że to przypadek, a sam jesteś niewinny – zakpiłem. – A wszystko, co znaleziono w skrzyni, wrogowie podrzucili?
– Ja bym tak powiedzieć chciał – westchnął ciężko. – Kłopot w tym, że gdym się po jednej z robót z workiem na plecach oknem spuszczał, służący kupca mnie spostrzegli i pech to prawdziwy, przy okazaniu rozpoznali i winę potwierdzili. Do tego człek jeden, co ode mnie to i owo zakupił, w ręce ich wpadł niedawno i by głowę ratować, na szczerość zbędną się zdobył, czym sobie nie pomógł, a mnie pogrążył ostatecznie... Tedym się po pochwyceniu nawet nie upierał, to i męczyć nie brali. A waszmość nie domyśla się nawet za co?
– Parę trupów na plaży zostawiłem – mruknąłem. – Zwady z nami szukali i zostali tam na wieczność. Niewykluczone, że istotnie w imieniu burmistrza coś na szyję mi założą – popisałem się czarnym humorem.
Rozmowa wygasła jakby sama. Nadchodził wieczór. Wnętrze lochu wypełniała coraz gęstsza ciemność. Współwięzień mamrotał coś pod nosem. Chyba się modlił.
Jak trwoga, to do Boga, pomyślałem. Ale żeby tak na co dzień żyć według przykazań, to już za trudne...
W tym aspekcie niewiele ta epoka różniła się od mojej.


Dodano: 2010-03-24 16:51:01
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"


 Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS