NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Ukazały się

Brooks, Terry - "Obrońcy Shannary. Tom 1. Czarne ostrze"


 Crouch, Blake - "Mroczna materia" (wyd. 2)

 Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

 Larson, B.V. - "Podbój"

 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

Linki


Podsumowanie 2009 - fantastyka zagraniczna

Prezentujemy Wam drugą część redakcyjnej dyskusji na temat różnych aspektów rynku fantastycznego w minionym roku - po rozmowie na temat czasopism, nadeszła kolej na garść rozważań o fantastyce zagranicznej. Zapraszamy do czytania.

Tigana: Rok 2009 był bardzo specyficzny. Z jednej strony sporo dobrej fantastyki spod znaku „Uczy Wyobraźni” czy „Rubieży”, z drugiej triumf paranormalnych romansów.
Galvar: Dla mnie największym rozczarowaniem był fakt, że nic zbytnio się nie ruszyło z tak oczekiwaną przez fanów „Pieśnią Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina. W porównaniu z ubiegłym rokiem jakoś ciszej zrobiło się wokół monumentalnych sag fantasy. Rozwija się Tom Lloyd, było parę dobrze odebranych debiutów jak Adrian Tchaikovsky. Są jaskółki, ale wielcy i sławni trochę skryli się w cieniu...
Tigana: Ciągłe przekładanie premiery kolejnego tomu „Pieśni Lodu i Ognia” od dłuższego czasu zakrawa na kiepski żart. Wciąż zmieniają się terminy, a końca farsy nie widać. Już chyba tylko najbardziej zagorzali fani wierzą, że autor podoła zadaniu i napisze swoją sagę do końca. A dobrego fantasy faktycznie było w tym roku jak na lekarstwo.
Shadowmage: Brak dobrych czytadeł fantasy? Dyskutowałbym z tą tezą – jak patrzę na listę premier zeszłorocznych, to widzę tam całkiem sporo pozycji łapiących się do kategorii „czytadła fantasy”. A czy dobre? Kwestia indywidualnych gustów. To, że obecnie ktoś uznaje daną książkę za przeciętną, nie oznacza, że kilka lat temu nie czytałby jej z zapartym tchem. Powiem na swoim przykładzie – to, że nie mam większej ochoty sięgnąć po np. Tchaikovsky’ego obecnie, nie oznacza, że nie zrobiłbym tego kilka lat temu. Obecnie nie miałbym ochoty czytać „Koła czasu” czy „Pamięci, Smutku i Ciernia” – a kiedyś czytałem je z wypiekami na twarzy. Ba, nawet Erikson nie przynosi już takiej frajdy jak kiedyś – choć w tym przypadku chyba nałożyło się również obniżenie formy.
Wydaje mi się zresztą, że nie można mówić o stałym nurcie – a już na pewno nie przez filtr polskich wydawców. Gdyby wydano kolejnego Abercrombiego, a Lynch z Martinem pisaliby odrobinę szybciej, to rozmawialibyśmy zupełnie inaczej (a został przecież u nas wydany Stover).
Tigana: Gdyby... A za Stovera muszę się dopiero zabrać. W końcu recenzję jak najbardziej zachęcające. No i Tchaikovsky czeka na półce.
Żerań: „Pieśń Lodu i Ognia” chyba powoli zbliża się do ukończenia, sam autor poinformował na swoim blogu, że skończył pisać jeden z rozdziałów, więc jest nadzieja dla fanów.
Shadowmage: Tylko że o zakończonych rozdziałach informuje od lat; nie wiem, czy jest jeszcze ktokolwiek, kto wierzy w jego zwierzenia pisarskie na blogu...
Żerań: Faktycznie. W takim razie muszę się zgodzić z tym, że obecność „klasycznego” fantasy jest chyba jakby mniej widoczna, a rolę „koni pociągowych” przejmują paranormal romance i fantastyka młodzieżowa.
Shadowmage: Po sukcesie Meyer coraz więcej na naszym rynku ukazuje się paranormalnych romansideł. Przeglądam sobie oferty wydawców i w zasadzie każdy (oprócz Solaris) stara się mieć w ofercie coś w stylu „Zmierzchu”. Mag dosyć wyraźnie zaczął promować tego typu literaturę, podobnie uczyniło kilka wydawnictw publikujących nie tylko fantastykę. Ciekawe, kiedy nastąpi przesycenie rynku? Chociaż, jeśli jest to taki fantastyczny odpowiednik (być może część autorów krzywdzę i uogólniam) harlequinów, książek dla gospodyń domowych, czy wreszcie romansów dla nastolatków, to przyszłość jest jeszcze przed tymi książkami.
Swoją drogą zobaczcie, jak istotne jest trafienie w odpowiedni moment, pójście za sukcesem jednej książki. Przecież już kilka lat temu Zysk i S-ka próbował z książkami Laurell K. Hamilton, a i Fabryka Słów chyba kokosów na Briggs czy Harris nie zrobiła.
Tigana: Faktycznie Zysk przerwał serie po 2-3 tomach. Co do wspomnianej przez Ciebie Briggs, sytuacja jest dziwna – książka znikła z półek księgarskich (chodzi tylko za horrendalne kwoty na allegro), czytelnicy na forach domagają się kontynuacji, a Fabryka Słów milczy. Kłopoty z licencją czy lekceważenie czytelników?
Żerań: Jak długo korzystny dla paranormal romance trend się utrzyma? Nie wiem, ale wcale się bym nie zdziwił, gdybyśmy byli świadkami takiej ewolucji „środowiska” fantastów. Choć może nie mam racji, odnoszę wrażenie, jakby szeroko rozumiany fandom zaczął wreszcie dojrzewać do ambitnej fantastyki, a Trudi Canavan, Charlaine Harris czy Cassandra Clare były kupowane przez ludzi spoza grona miłośników fantastyki.
Shadowmage: Żeraniu, zbytnio uogólniasz. „Szeroko rozumiany fandom” to nadal niewielka liczba osób, z czego jedynie drobna część interesuje się książkami – porównaj proporcje na konwentach chociażby. Jednakże, wliczając także ich, więcej osób pewnie interesuje się takim Warhammerem niż literaturą M. Johna Harrisona.
Żerań: Być może. Niemniej stawiam orzechy przeciw diamentom, że paranormale kupują głównie kobiety. Zwróćcie uwagę na to, że poza Paolinim i może Grantem żaden autor płci męskiej nie przebił się do świadomości. Na listach bestsellerów fantastyki króluje literatura rozrywkowa pisana dla kobiet i przez kobiety. Znak czasów?
Tigana: Ponoć na świecie więcej jest kobiet. Zresztą nie spotkałem się jeszcze z mężczyzną piszącym romanse. I to nie tylko na naszym poletku. Inna sprawa, że ciekawie byłoby czytać taką książkę.
Alayne: A nie jest przypadkiem tak, że Paolini i Grant celują w zupełnie innego czytelnika? Poza tym stanowczo sprzeciwiam się przypisywaniu ogółu kobiet do tego typu literatury; sama nie mam najmniejszej ochoty zapoznawać się z kolejnymi książkami o wampirach.
Shadowmage: Proponuję zakończyć tym stwierdzeniem wątek paranormali i przejść do wywołanej na początku przez Tiganę ambitniejszej literatury. Dla mnie w tym roku liczyły się dwa wydawnictwa – na pierwszym miejscu Mag, a trochę dalej Solaris. Profile wydawanych przez nie książek nieco się różnią, ale czasem zachodzą na siebie – i właśnie na tym styku ukazują się najbardziej interesujące mnie utwory. „Uczta Wyobraźni” i „Rubieże” dostarczają rocznie kilku naprawdę dobrych książek; a jeśli nawet zdarzają się im potknięcia (dla mnie to Thomas i Joyce), i tak nie schodzą poniżej pewnego poziomu.
Na dodatek w ofercie obu ww. wydawnictw znajduje się też sporo innych, ciekawych książek. Solaris wydaje klasykę (a także, jak „Roma eterna” na przykład, nowsze powieści starych mistrzów), zaś Mag celuje w bardziej rozrywkową fantastykę. W efekcie oferta obu wydawców się uzupełnia. Jednakże nie tylko tymi dwoma wydawcami polski czytelnik fantastyki żyje. W innych wydawnictwach już tak ciekawie co prawda nie jest, ale i tam trafiały się różne perełki. Przede wszystkim myślę o „Związku żydowskich policjantów” Chabona – według mnie jednej z najciekawszych pozycji zeszłego roku.
Żerań: „Uczta Wyobraźni” chyba już na dobre zagościła na półkach i w świadomości czytelników funkcjonuje obecnie jako gwarancja jakości, zmniejszając jednocześnie dystans, jaki nasz rynek wydawniczy dzieli od Zachodu. Wprawdzie wciąż pozostaje kilku ważnych, niewydanych u nas autorów, jednak liczba dobrych, nieznanych tytułów stale się zmniejsza. Mag wydaje się być liderem na polu ambitnej fantastyki, bowiem wśród najlepszych ubiegłorocznych książek większość jest tego wydawnictwa (publikacje Valente, VanderMeera, Stephensona i zwłaszcza M. Johna Harrisona, który nokautuje językiem), ale trzeba przyznać, że kilka ciekawych pozycji pojawiło się poza tym wydawnictwem, między innymi wspomniana już „Roma Eterna”. Szkoda tylko, że Solaris jakby trochę przystopował zarówno z Klasyką SF, jak również serią „Rubieże” (i kilkoma innymi), chociaż i tutaj pojawiły się ciekawe, dobre pozycje – Crowleya, Joyce’a (co ty chcesz Shadow od Joyce’a?). W dodatku znakomitą fantastykę zagraniczną wydaje się także w poważanych, głównonurtowych wydawnictwach (Chabon w W.A.B) i tylko żal pozostaje, że zmarnowany został potencjał marketingowy książki, która przeszła bez echa. To samo spotkało Miéville’a.
Shadowmage: Swoje wątpliwości co do Joyce’a wyrażałem już w recenzji; jak dla mnie jednak w powieści zabrakło iskry.
Tigana: Patrząc na naszą dyskusje i porównując ją z ubiegłoroczną, tak naprawdę niewiele się zmieniło na rynku. Główne skrzypce nadal grają Mag i Solaris, do tego sporo wartościowej drobnicy w postaci Chabona czy Miéville’a. A kto wywalczył zaszczytne trzecie miejsce? Czy w ogóle można wskazać takie wydawnictwo?
Shadowmage: Akurat „Żelazna Rada” dla mnie była jednak rozczarowaniem. Kto obok Maga i Solaris? Trudne pytanie. Trochę w odwrocie są Prószyński i S-ka i Rebis. Pierwszemu kończy się Pratchett i poza wznowieniami Kinga chyba nie ma pomysłów (chęci?) na fantastykę. Drugi cały czas wydaje, głównie fantasy, ale chyba w tym roku obeszło się bez jakichś spektakularnych sukcesów.
Galvar: Zauważ, że Prószyński i S-ka w kolejnym już roku wznowił Strugackich. Wg mnie daje to szansę na poznanie ich twórczości przez szersze, czy też młodsze grono czytelników oraz odświeżenie przez starszych. Osobiście liczę na kolejne wznowienia i szanse poznania innych pozycji Strugackich. Być może Prószyński obrał taką właśnie taktykę, że wydaje to, co już ludzie znają.
Shadowmage: Na podstawie jednych Strugackich nie wysnuwałbym tak daleko idących wniosków... choć przecież i „Grę Endera” wznowili, więc może coś w tym jest i Prószyński celuje we wznowienia znanych pozycji, odpuszczając sobie premiery.
Tigana: Nie do końca się z tobą zgodzę Shadow – w ubiegłym roku Prószyński wydał kilka antologii, a i jakieś nówki by się znalazły (Tom Holt „Przenośne drzwi”). Inna sprawa, ze wszystkie te powieści bazują na popularności Pratchetta.
Żerań: Akurat zmieniło się i to sporo, Tigano. Na lepsze. Dawno nie mieliśmy tyle dobrej fantastyki, a przecież także Książnica coraz mocniej atakuje ze świetnymi wznowieniami (Gibson), fantastykę wydaje MUZA (Murakami), wznawia się Pynchona, Niebieska Studnia i Amber inwestują w dobre horrory.
Tigana: Ja bym z tą Książnicą był ostrożny – ostatnio wydają tylko kolejne tomy o smokach z Pern McCaffrey. Owszem była i Le Guin, był i Gibson, ale to mi bardziej wyglądało na jednostrzałowce niż zaplanowaną strategię wydawniczą. Co do horrorów – trochę szkoda mi pieniędzy na te horrory z Amberu – mam nadzieję, że coś upoluję w bibliotece, wtedy będę mógł je dopiero ocenić.
Galvar: Co do wydawnictwa Rebis, może i nie zaskakują i nie błyszczą, ale wydają i książki fantastyczne, i historyczne z ciekawej perspektywy, takie jak autobiografia... Aleksandra Wielkiego. Warto odnotować, że Dom Wydawniczy Rebis został ogłoszony najlepszym wydawcą roku 2009.
Tigana: Tylko że ta nagroda raczej nie została przyznana za książki z naszego poletka.
Shadowmage: Dokładnie. Wyróżnienie dla wydawnictwa Rebis raczej w małym stopniu jest zasługą wydawanej przez nie fantastyki; choć trzeba przyznać, że ich edycje „Kronik Diuny” i „Legend Diuny” są najwyższej próby.
Tigana: Wydaje mi się, że zapomnieliśmy o jeszcze jednym ważnym graczu na naszym rynku. Fabryka Słów coraz chętniej sięga po zagranicznych pisarzy. W tym roku sporym wydarzeniem był powrót na nasz rynek Mike’a Resnicka, a w kolejce czekają kolejne powieści Steve’a Perry’ego. Inna sprawa, że poziom większości tych książek nie odbiega zbytnio od tego, czym raczą nas nasi rodzimi twórcy.
Żerań: Fabryka Słów chyba faktycznie coraz uważniej bada rynek, chociaż nie spodziewam się spektakularnego sukcesu. Z drugiej strony wcale bym się nie zdziwił, gdyby częściej zaczęła wydawać antologie wydane i opracowane na Zachodzie – i tutaj z kolei widzę zagrożenie dla „Kroków w nieznane”. Do tej pory pozycja tej antologii nie była zagrożona, bowiem redaktorzy wybierali głównie dobre teksty, ale jak będzie w 2010 i 2011?
Shadowmage: Nie sądzę, żeby „Kroki...” były w jakikolwiek sposób zagrożone przez inne antologie; przynajmniej na razie, kiedy pozostają jedynym autorskim wyborem opowiadań, a nie efektem rozpisanego konkursu (albo łapanki), jak to ma miejsce np. w przypadku antologii wydawanych przez Fabrykę Słów (choć to w zasadzie już premiery 2010 roku). Mogłoby się to zmienić, gdyby np. wróciły na nasz rynek antologie, takie jakie robili Wollheim czy Hartwell.
Inna sprawa to preferencje większości czytelników, czy też po prostu promocja i marketing; w tym świetle „Kroki...” wcale nie muszą być najlepiej sprzedającą się antologią na rynku; zresztą pewnie nigdy taką nie były.
Żerań: Czas pokaże. Wyraźnie jednak widać, że wydawcy wreszcie dostrzegli potencjał zagranicznej fantastyki. Wydaje mi się więc, że trzecie miejsce trzeba przyznać ex aequo wszystkim wydawcom. Publikacja wznowień to teraz chyba stała tendencja. I, o ile będą to dobre reedycje dobrych książek, nie mam nic przeciwko, jeśli do tego otrzymamy nowości. Chyba nadchodzą tłuste lata. Fantastyka zagraniczna żyje!
Tigana: Tylko jak długo. Jeśli weźmiemy pod uwagę wypowiedzi Andrzeja Miszkurki, nadchodzący rok może być jednym z ostatnich dla „Uczty Wyobraźni”, a oferta wydawnicza MAGa będzie coraz bardziej skierowana do masowego odbiorcy. Czytaj – więcej paranormal romance.
Shadowmage: Tą trochę smutną konkluzją zakończmy dyskusję; pozostaje mieć nadzieję, że zawsze znajdą się wydawcy, którzy oprócz pozycji komercyjnych będą chcieli prezentować czytelnikom rzeczy ciekawe i oryginalne.



Autor: Katedra


Dodano: 2010-03-23 23:47:16
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Spike - 04:22 24-03-2010
Żerań pisze:fantastykę wydaje MUZA (Murakami)

A gdzie tam. Muza ma fantastykę głęboko w nosie i żadnej pozycji nie wydawali z myślą o fantastycznej treści czy fantastycznym czytelniku. Owszem, czasem zdarzy im się wydać coś z pogranicza fantastyki (np. Kościów czy niektóre książki Murakamiego), ale tylko dlatego, że to jest po prostu dobra literatura - a nie dlatego, że to fantastyka.

nosiwoda - 08:49 24-03-2010
Muza ma fantastykę głęboko w nosie, bo kiedyś wydali trzy książki stricte fantastyczne z zerową promocją i - niespodzianka! - to była porażka. Nadal można je znaleźć na taniej książce, a to nie były złe książki. Ale owszem, zasadniczo Muza fantastyki programowo nie wydaje.

kompan - 12:08 24-03-2010
Dlaczego mowicie tylko o najlepszych wydawnictwach? Czemu nie pietnujecie wydawniczego buractwa? Kilkuroczne opoznienia (gdzie jest Isa? gdzie jest nowy Abercrombie? Rece opadaja...), superfajny trend w dzieleniu ksiazek na czesci (Mag rzadzi), fatalna jakosc wydania niektorych ksiazek (np. Powrot Karmazynowej Gwardii - papier toaletowy za jedyne 70zl) to tez jest 2009 rok. Niestety.

Shadowmage - 13:56 24-03-2010
Takie procedery - choć niekoniecznie w przypadku książek zagranicznych - są obecne już od lat. Nie jest więc to jakaś nowość.
Co do ISY - co tu mówić? Wycofali się z wydawania książek jak wygląda. Smutne dla fanów serii (choć podobno są jakieś szanse, że wyjdzie ona w Magu), ale tak szerzej spoglądając, to Isa wydawała 1-2 ciekawe książki rocznie.

Żerań - 15:39 24-03-2010
Spike, nosiwoda - oczywiście, ale na potrzeby dyskusji użyłem skrótu myślowego. Bo czy nie jest tak, że jeśli wydawca wyda książkę fantastyczną, to nie staje się automatycznie wydawcą fantastycznym? ;) Skoro wydał...Zresztą rozmawiałem o tym z Muzą, gdy sondowałem ich chęć szerszej współpracy; nie mają nic przeciwko wydawaniu DOBREJ fantastyki. Podejrzewam tylko, że tam nie ma ludzi, którzy znaleźliby tą mityczną, dobrą literaturę fantastyczną.

Kompan: Shadow dobrze wypunktował, o co chodziło. Od siebie dodam, że po prostu równamy do standardów zachodnich. Wcale się nie zdziwię, jeśli za rok-dwa najpierw wydawane będą solidne hardcovery z obwolutą, skierowane do bibliofila, a potem, po roku, mass market paperbacki przeznaczone dla przeciętnego zjadacza chleba. W ten sposób wydłużamy żywotność tytułu - dobrze pisał o tym Stross, jakiś czas temu.

toto - 16:16 24-03-2010
Pff, optymista z ciebie Żerań.

edit:
nosiwoda pisze:bo kiedyś wydali trzy książki stricte fantastyczne z zerową promocją i - niespodzianka! - to była porażka.
NeoAddix Grimwooda, Zmęczenie materiału Williamsa i Kierunek 3001 pod redakcją Silverberga? Czy jakieś inne?

Shadowmage - 17:28 24-03-2010
Żerań pisze:W ten sposób wydłużamy żywotność tytułu - dobrze pisał o tym Stross, jakiś czas temu.
Nie tyle wydłużamy, co trzepiemy po kieszeniach fanów, a później dorabiamy na reszcie czytaczy.
Z tym równaniem również bym nie przesadzał - na razie jedynym wydawcą, który próbował tego modelu, była wywołana tutaj ISA. Jak się to skończyło chyba wszyscy wiedzą.

Gavein - 20:26 24-03-2010
kompan pisze: Kilkuroczne opoznienia (gdzie jest Isa? gdzie jest nowy Abercrombie? Rece opadaja...), superfajny trend w dzieleniu ksiazek na czesci (Mag rzadzi), fatalna jakosc wydania niektorych ksiazek


Zgadzam się. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie można wydawać u nas książek na zagranicznym (zachodnim) poziomie. Niby są to zwyczajne paperbacki, ale nie da się im wiele zarzucić pod względem estetyki (okładki, projekt graficzny), jakości papieru itd. Nie ma również (wow!) problemu z wydaniem powieści w jednym kawałku. Książki fantastyczne są po prostu wydawane jako książki, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć :)

AM - 20:47 24-03-2010
gav79 pisze:
kompan pisze: Kilkuroczne opoznienia (gdzie jest Isa? gdzie jest nowy Abercrombie? Rece opadaja...), superfajny trend w dzieleniu ksiazek na czesci (Mag rzadzi), fatalna jakosc wydania niektorych ksiazek


Zgadzam się. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie można wydawać u nas książek na zagranicznym (zachodnim) poziomie. Niby są to zwyczajne paperbacki, ale nie da się im wiele zarzucić pod względem estetyki (okładki, projekt graficzny), jakości papieru itd. Nie ma również (wow!) problemu z wydaniem powieści w jednym kawałku. Książki fantastyczne są po prostu wydawane jako książki, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć :)


Czytając powyższe wypowiedzi, poczułem się lekko urażony, więc malutkie sprostowanie:

Jeśli chodzi o papier toaletowy, to używamy tego samego, co na zachodzie do druku książek.

A dzielenie... to chyba jasna sprawa. Ten zwyczaj pojawił się, żeby oszczędzić czytelnikom szoku cenowego i jednorazowego, dużego wydatku. Esslemont i książki o podobnej objętości muszą kosztować w naszych realiach 70 PLN, albo nie ma sensu ich w ogóle wydawać. W sumie, jak się nad tym zastanowić, trzeba sobie je darować.

Shadowmage - 21:02 24-03-2010
Tak w zasadzie to standard zachodnich paperbacków jest znacznie niższy niż wydawanych u nas książek. Tutaj bym nie marudził szczerze powiedziawszy.

Gavein - 22:05 24-03-2010
Shadowmage pisze:Tak w zasadzie to standard zachodnich paperbacków jest znacznie niższy niż wydawanych u nas książek. Tutaj bym nie marudził szczerze powiedziawszy.


Porównując zachodnie i polskie wydania np. Simmonsa (Terror), Hamiltona, Zelaznego (Amber) itd. można dojść do innych wniosków. Nie piję tutaj do świetnych polskich wydań hardcover (np.Hyperion, Diuna) - chodzi mi o popularne paperbacki, których polskie wersje często brzydzę się wziąć do ręki. Nie sądzę, żeby wspomniane polskie realia utrudniały przygotowanie chociażby fajnej, nie odrzucającej czytelnika na starcie okładki.

Shadowmage - 22:15 24-03-2010
Tych książek na oczy nie widziałem, więc się wypowiadać nie będę. Ale taki Erikson, Martin czy Jordan (albo niedawno skończony przeze mnie "Spin" - niewydany u nas) lepiej wygląda (nie mówię o grafice okładkowej) w polskiej wersji (która przy okazji po jednym czytaniu nie wygląda jak wyjęta psu z gardła). Nie ma jednak chyba sensu przerzucanie się przykładami, bo pewnie obaj znajdziemy kolejne przykłady na potwierdzenie swoich tez.
Faktem jest jednak, że przy obecnym kursie euro paperbacki po angielsku są tańsze od analogicznych wydań polskich, więc zacząłem przymykać ostatnio oko na względy estetyczne :)

kompan - 23:51 24-03-2010
AM pisze:
gav79 pisze:
kompan pisze: Kilkuroczne opoznienia (gdzie jest Isa? gdzie jest nowy Abercrombie? Rece opadaja...), superfajny trend w dzieleniu ksiazek na czesci (Mag rzadzi), fatalna jakosc wydania niektorych ksiazek


Zgadzam się. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie można wydawać u nas książek na zagranicznym (zachodnim) poziomie. Niby są to zwyczajne paperbacki, ale nie da się im wiele zarzucić pod względem estetyki (okładki, projekt graficzny), jakości papieru itd. Nie ma również (wow!) problemu z wydaniem powieści w jednym kawałku. Książki fantastyczne są po prostu wydawane jako książki, jeśli wiecie, co chcę powiedzieć :)


Czytając powyższe wypowiedzi, poczułem się lekko urażony, więc malutkie sprostowanie:

Jeśli chodzi o papier toaletowy, to używamy tego samego, co na zachodzie do druku książek.

A dzielenie... to chyba jasna sprawa. Ten zwyczaj pojawił się, żeby oszczędzić czytelnikom szoku cenowego i jednorazowego, dużego wydatku. Esslemont i książki o podobnej objętości muszą kosztować w naszych realiach 70 PLN, albo nie ma sensu ich w ogóle wydawać. W sumie, jak się nad tym zastanowić, trzeba sobie je darować.


Poniewaz nie pisze do nikogo personalnie nie ma sie co czuc urazonym. Nie mam zamiaru nikogo obrazac, a mocnym slowem chce jedynie podkreslic to co jest dla mnie wazne. Po prostu.
A wazne jest dla mnie zeby ksiazka, ktora kupuje, swoim wygladem spelniala minimum satysfakcjonujace moje odczucia estetyczne niezaleznie od tresci.
Piszac o jakosci wydania wspomnianego, przykladowego Powrotu Karmazynowej Gwardii wspomniane wyzej zostalo, ze papier jest dobrej jakosci. Niestety pominiete jest to, iz format, czcionka i ogolna jakosc wydania sa lekko mowiac slabe (cale moje wczesniejsze porownanie "higieniczne" to tylko przenosnia!). Nie szukajac dlugo prosze to porownac do 2 czesci Ostrza Tyshalle'a. Ciezko mowic o ksiazkach z serii UW, bo w tym wypadku tylko zal sciska (Charles Stross - Accelerando 413 stron, twarda okladka - 35 zl).
Panowie i Panie Wydawcy, jesli mozecie podniesc jakosc drukujac chocby w Chinach to drukujecie - ja poczekam te kilka tygodni wiecej. Tak zebyscie nie musieli do tego biznesu dokladac i mogli (czego zycze) zarobic. Naprawde. Ja rozumiem, ze to tylko biznes jak kazdy inny i w gruncie rzeczy chodzi o kase. Chodzi mi o obustronna satysfakcje, ktora mysle jest mozliwa mimo wszystkim znanych problemow z czytelnictwem w Polsce.
Powtorze jeszcze raz, ze to nie jest post wymierzony w kogokolwiek personalnie, bo tu nie o to chodzi zeby obrzucac sie blotem. Jako klient skoro mam placic to zwyczajnie wymagam.

AM - 13:11 25-03-2010
kompan pisze:Poniewaz nie pisze do nikogo personalnie nie ma sie co czuc urazonym. Nie mam zamiaru nikogo obrazac, a mocnym slowem chce jedynie podkreslic to co jest dla mnie wazne. Po prostu.
A wazne jest dla mnie zeby ksiazka, ktora kupuje, swoim wygladem spelniala minimum satysfakcjonujace moje odczucia estetyczne niezaleznie od tresci.
Piszac o jakosci wydania wspomnianego, przykladowego Powrotu Karmazynowej Gwardii wspomniane wyzej zostalo, ze papier jest dobrej jakosci. Niestety pominiete jest to, iz format, czcionka i ogolna jakosc wydania sa lekko mowiac slabe (cale moje wczesniejsze porownanie "higieniczne" to tylko przenosnia!). Nie szukajac dlugo prosze to porownac do 2 czesci Ostrza Tyshalle'a. Ciezko mowic o ksiazkach z serii UW, bo w tym wypadku tylko zal sciska (Charles Stross - Accelerando 413 stron, twarda okladka - 35 zl).
Panowie i Panie Wydawcy, jesli mozecie podniesc jakosc drukujac chocby w Chinach to drukujecie - ja poczekam te kilka tygodni wiecej. Tak zebyscie nie musieli do tego biznesu dokladac i mogli (czego zycze) zarobic. Naprawde. Ja rozumiem, ze to tylko biznes jak kazdy inny i w gruncie rzeczy chodzi o kase. Chodzi mi o obustronna satysfakcje, ktora mysle jest mozliwa mimo wszystkim znanych problemow z czytelnictwem w Polsce.
Powtorze jeszcze raz, ze to nie jest post wymierzony w kogokolwiek personalnie, bo tu nie o to chodzi zeby obrzucac sie blotem. Jako klient skoro mam placic to zwyczajnie wymagam.


Żartowałem tylko, ale wracając do wykonania i cen... Nie bierzmy zupełnie pod uwagę UW. To kaprys wydawniczy, nie mający nic wspólnego z opłacalnością. Ceny książek z serii są wzięte z sufitu.

Sama Karmazynowa Gwardia, to typowy paperback (mogłaby wyglądać lepiej graficznie, ale, jeśli chodzi o wykonanie w drukarni, niewiele da się zrobić). Sam format został, niestety dostosowany, do standardu Eriksonowskiego i nic nie dało się zrobić. Objętościowo obie książki są niemal identyczne (teksty mają tyle samo znaków).

kompan - 22:27 25-03-2010
AM pisze:Nie bierzmy zupełnie pod uwagę UW. To kaprys wydawniczy, nie mający nic wspólnego z opłacalnością. Ceny książek z serii są wzięte z sufitu.


Niestety jest mi bardzo ciezko w to uwierzyc.

GeedieZ - 23:54 25-03-2010
Huh, coś mnie ominęło? ISA nie wydaje już książek? Szkoda właściwie Abercrobmiego tylko i ew. nowych książek Carol Berg (tak, wiem - nikt nie czytał). Tego pierwszego na szczęście doczytałem sobie po angielsku już i powiem tylko tyle, że kto nie czytał to niech żałuje. Jedno z lepszych fantasy ostatnich lat jak dla mnie.

Ktoś tam pisał o Tachaikovsky'm oraz Lloydzie jako bardzo dobrej fantastyce. No proszę Was, toż to solidni wyrobnicy - absolutnie nic więcej.

AM - 23:54 25-03-2010
kompan pisze:
AM pisze:Nie bierzmy zupełnie pod uwagę UW. To kaprys wydawniczy, nie mający nic wspólnego z opłacalnością. Ceny książek z serii są wzięte z sufitu.


Niestety jest mi bardzo ciezko w to uwierzyc.


To nie ma nic wspólnego z wiarą. Takie są realia.

nosiwoda - 09:26 26-03-2010
toto pisze:
nosiwoda pisze:bo kiedyś wydali trzy książki stricte fantastyczne z zerową promocją i - niespodzianka! - to była porażka.
NeoAddix Grimwooda, Zmęczenie materiału Williamsa i Kierunek 3001 pod redakcją Silverberga? Czy jakieś inne?
Te właśnie.
Zachodnie paperbacki są często drukowane na o wiele gorszym papierze niż te nasze. A i czcionka bywa mikroskopijna.
Co nie znaczy, że jestem zwolennikiem modelu HC, a za rok paperback. Ja po prostu lubię paperbacki i nie lubię być rżnięty po kieszeni, żeby przeczytać WCZEŚNIEJ.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

Recenzje

Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"


 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Whitehead, Colson - "Kolej podziemna"

 Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"

 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS