NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Legion"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"


 Larson, B.V. - "Bunt"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

 Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 Kozak, Magdalena - "Młody"

Linki


Literackie zgadywanki 03/2010

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.




Jakiś czas temu obiecałem sobie, że nie będę podejmował się pisania zgadywanek o kolejnych tomach cykli, a już w szczególności o wydaniach dzielonych w stosunku do oryginału. Z obietnicami jest jednak tak, że czasem się je niestety łamie. W tym konkretnym przypadku złamałem się i postanowiłem napisać o ostatnim tomie „Sagi wspólnoty” Petera F. Hamiltona, czyli książce „Judasz wyzwolony. Pościg”. Dlaczego? Przede wszystkim z bardzo prozaicznego powodu: jestem ciekawy, jak ten cykl się skończy. W poprzednich tomach autor namnożył wątków – choć nie aż tak jak w „Świcie nocy” – i teraz, na przestrzeni około sześciuset stron, musi je wszystkie zamknąć, odkryć tajemnicę. Do tej pory (znów: odwrotnie niż w drugim wydanym u nas cyklu) Hamiltonowi cały czas udawało się podtrzymać uwagę czytelnika; również dzięki skąpemu wydzielaniu informacji i poszlak. Udało mu się również znaleźć równowagę między akcją a „laniem wody” – czyli tymi wszystkimi elementami, którymi obudowywał główną oś fabularną. Teraz jednak czas kończyć i pojawiają się pytania: Czy zakończenie cyklu będzie satysfakcjonujące? Jak wybrnie z konieczności przyśpieszenia akcji? Czy uda mu się pozamykać wszystkie wątki? Odpowiedzi na nie rzecz jasna będzie można poznać dopiero po lekturze książki, ale można trochę pospekulować. Wydaje mi się, że Hamilton ma jednak problemy z kończeniem historii, ma też problemy z panowaniem nad wszystkimi wątkami. Stąd też pewne moje obawy, czy zakończenie nie okaże się rozczarowaniem, czy nie będzie sprawiało wrażenia wymyślonego na siłę, a poszczególne wątki nie zostaną zakończone po łebkach. Pierwsze symptomy było widać w „Judaszu wyzwolonym. Śledztwie”, ale autor ma jeszcze nieco miejsca na ich naprostowanie, więc jednak – mimo niepokoju – mam nadzieję na przynajmniej zadowalający finał. Niestety z nadziejami jest czasem tak jak z obietnicami – nie są spełniane. Czy tak jest w tym przypadku? Okaże się już niedługo.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka




Jeff VanderMeer, „Shriek: posłowie”

Trzecia książka Jeffa VanderMeera na naszym rynku to drugi tom opowieści o Ambergris. Można śmiało założyć, znając „Miasto szaleńców i świętych” oraz najnowszy kryminał „Finch”, również dziejący się w Ambergris, że w środkowym tomie luźno powiązanego ze sobą cyklu głównym bohaterem znów tak naprawdę będzie miasto – oryginalne, przerażające, piękne na swój dziwny sposób. Owo dziwactwo VanderMeera, jakże wspaniale podane, stanowi ni mniej ni więcej, tylko kwintesencję weird fiction, gdzie sztuka wpływa na ludzi w sposób często destrukcyjny.
Tak było w opowiadaniu „Przemiana Martina Lake’a” i tak może być w „Shriek: Posłowie”, gdzie przecież chodzi, jak sugeruje notka wydawnicza, między innymi o wojnę wydawców. Galeria barwnych, niesamowitych postaci to także element charakterystyczny dla prozy autora „Miasta szaleńców i świętych”. Spodziewam się powrotu do mrocznego uniwersum zahaczającego o turpizm. Już „Veniss Underground” pokazał, jak wielki potencjał w nim tkwi. A VanderMeer udowodnił, że jest wytrawnym, literackim patologiem: rozkład świata przedstawionego ukazuje zarówno bogatym językiem, jak również za pomocą intrygującej formy. W „Mieście szaleńców i świętych” zawarł teksty w tekstach tak skutecznie, że nawet polski wydawca książki najwyraźniej nie zauważył obecności ukrytego na kartach zbioru opowiadania i je pominął w naszej wersji językowej. Ile jeszcze zagadek, zapadni, luster i dymu czeka w Ambergris? Nie mogę się doczekać, by to odkryć.

Jan "Żerań" Żerański





Informacja o polskim wydaniu (a w zasadzie jego znacznym przyspieszeniu) książki Neila Gaimana „Koralinie”, czy też raczej monotonną – w moim mniemaniu – opowieść jak w „Księdze cmentarnej”. Gaiman z pewnością ma możliwości do stworzenia kolejnego przeboju, ale ciężko mi powiedzieć, czy będzie tak w przypadku „Odda i lodowych olbrzymów”. Z jednej strony zarys fabularny nie obiecuje fajerwerków – wydaje się, że czytelnik otrzyma kolejną opowieść o dzieciaku ratującym świat. Takich fabuł mamy w fantastyce na pęczki. Z drugiej jednak strony Gaiman często wybiera proste schematy fabularne i popularne wątki – jak choćby w „Gwiezdnym pyle” – ale uzyskuje niebanalny efekt. Mam nadzieję, że i w tym przypadku uda się mu zaskoczyć czytelnika podejściem do tematu.
Utwór Gaimana osadzony jest w realiach mitologii nordyckiej. Nie jest to pierwszy raz, gdy brytyjski pisarz na stałe mieszkający w USA sięga po wierzenia wikingów – przecież choćby w najgłośniejszej chyba powieści Gaimana, czyli w „Amerykańskich bogach”, autor również ją wykorzystuje. W „Oddzie i lodowych olbrzymach” nie będzie to jednak – jak się wydaje – zaczerpnięcie pasujących motywów, ale wykreowanie całego świata i realiów. Rzecz jasna trzeba wziąć poprawkę na fakt, że to jednak książka dla dzieci, i pamiętać o skłonności autora do przerabiania archetypów na potrzeby popkultury. Tym niemniej, i tak spodziewam się ciekawej wizji świata przedstawionego.

Tymoteusz "Shadowmage" Wronka




Joanna Skalska, „Eremanta”

Zdarza się, że na długo przed premierą czekamy na jakaś konkretną książkę. Z reguły są to pozycje autorów, którzy wyrobili sobie markę wcześniejszymi dokonaniami. Choćby Andrzej Sapkowski, Jarosław Grzędowicz czy Feliks W. Kres. Aby zainteresować się debiutancką powieścią potrzeba konkretnych przesłanek. Ja trafiłem na takie względem „Eremanty” Joanny Skalskiej.
O tej książce po raz pierwszy usłyszałem na Polconie od Michała Cetnarowskiego. Nakreślił on wizję niezwykłej opowieści utrzymanej w konwencji realizmu magicznego. Oczywiście od razu pojawiają się skojarzenia z Marquezem czy Crowleyem. Czy powieść Skalskiej będzie podobna? Teraz trudno odpowiedzieć na to pytanie, choć nota książkowa obiecuje właśnie historię bardzo zbliżoną. Znajdziemy na karatach powieści przeklętą wioskę, w której od lat nie wypowiedziano ani słowa, czy tajemniczą książkę odnalezioną w antykwariacie. Oczywiście na tej podstawie nie da się ocenić, jaka naprawdę będzie treść.
Zwróciłem uwagę na powieść Skalskiej pamiętając, jak zainteresowałem się debiutem Roberta Wegnera. Mając w głowie dobre i ciekawe opowiadanie z antologii „Nowe idzie”, postanowiłem sprawdzić jego książkę, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie będę ukrywał, że w przypadku „Eremanty” liczę na podobny schemat, tym bardziej, że „Wyspa” to jedno z moich ulubionych opowiadań z tamtej antologii.
Powieść Joanny Skalskiej już na samym początku ma wysoko zawieszoną poprzeczkę oczekiwań. W trakcie lektury nie da się uniknąć porównań z innymi autorami tworzącymi w podobnych klimatach. A mierzenie się choćby z Marquezem na pewno nie jest łatwe. Ważniejsze jednak będzie to, czy autorka „Wyspy” odnajdzie swoją własną drogę, własny styl. I, jeśli utrzyma w powieści poziom zaprezentowany w odpowiadaniu, czeka nas ciekawa lektura.

Łukasz "Maeg" Najda





Według zapowiedzi wydawcy książka Sedgwicka miała być „nowym odczytaniem nieśmiertelnego mitu”, mitu o wampirze oczywiście. Nie jest to jednak prawda, powieść Brytyjczyka nazwałabym raczej „powrotem do przeszłości”, bowiem opisywany w niej wampiryzm jest ściśle związany z tradycją słowiańską i to do niej się odwołuje. Nie znajdziemy tutaj zabawy z konwencją ani inspiracji horrorami, czego, przyznam szczerze, oczekiwałam po tej książce. Najbardziej rozczarował mnie bardzo prosty styl pisarza, spodziewałam się barwniejszych opisów, w końcu to książka kierowana do młodzieży, a nie do przedszkolaków. Mimo wszystko przyjemnie było odświeżyć sobie dawne wierzenia, a także dowiedzieć się kilku ciekawostek. Z chęcią więc sięgnę po kolejny tom, „Pocałunek śmierci”.

Anna "Eruana" Zasadzka





Najnowsza odsłona „inkwizytorskiego” cyklu Jacka Piekary zawodzi. Pomimo szumnych zapowiedzi, również ze strony samego autora, nie dostaliśmy nic, czego do tej pory nie znalibyśmy.
Po pierwsze sztampowa fabuła wielokrotnie przerabiana w poprzednich opowiadaniach – główny bohater zostaje skierowany do kolejnego śledztwa, które tylko z pozoru wydają się banalne. Początkowo młody inkwizytor nie potrafi sprostać zadaniu, później następuje nagły przebłysk, sprawa się wyjaśnia i następuje mało satysfakcjonujący finał. Rutyna.
Niespełnione zostają także nadzieje związane z postacią głównego bohatera. Niby Mordimer to początkujący funkcjonariusz świętego oficjum, a zatem człek niedoświadczony i łatwo popełniający błędy, ale z książki specjalnie to nie wynika. Owszem, przechodzi szkołę życia: na własnej skórze dowiadując się, że nie wszystko jest proste i łatwe, a świat nie składa się tylko i wyłącznie z białoczarnych barw. Nauki te przyswaja jednak w dość bezbolesny sposób – głównie w postaci dobrych rad od bardziej doświadczonych inkwizytorów. Gdyby, chociaż autor zaserwował nam jedną sytuację, w której ze względu na nieudolność Mordimera życie bohatera byłoby zagrożone...
W dodatku Madderdin, chociaż dużo młodszy, to wciąż ten sam człowiek, który w imię boże jest zdolny do popełnienia wielu niecnych uczynków. Może w porównaniu ze swoją starszą wersją jest ciut mniej cyniczny, ale to chyba jedyna różnica.
W książce zabrakło miejsca na nowości, które stanowiłyby kolejne elementy w złożonej układance, jaką stanowi alternatywny świat stworzony przez Piekarę. Szkoda, bo owe smaczki (specyficzne obchody znanych nam świąt kościelnych, kultura, geopolityka) na pewno ucieszyłyby grono wielbicieli cyklu.

Adam "Tigana" Szymonowicz



Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski


Autor: Katedra


Dodano: 2010-03-06 13:00:31
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ukrytego Asa"


Wygraj "Maddaddam" Atwood


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Alexander, Stephon - "Jazz i fizyka"


 Nagata, Linda - "Ciężkie próby"

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Blatty, William Peter - "Egzorcysta"

 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

Fragmenty

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS