NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Lewis, C.S. - "Trylogia kosmiczna"
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tytuł oryginału: The Space Trilogy
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Data wydania: Listopad 2009
ISBN: 978-83-7278-388-2
Oprawa: miękka
Format: 155 x 235 mm
Liczba stron: 784
Rok wydania oryginału: 1938-1945



Lewis, C.S. - "Trylogia kosmiczna"

„Trylogia kosmiczna” nie ma szans powtórzyć sukcesu „Kronik Narni”. Fabuła skrywająca teologiczny traktat sprawia, że lektura nie nadaje się dla młodszego czytelnika, a dorosłych – prawdę mówiąc – lepiej odesłać wprost do doskonałej eseistyki C.S. Lewisa, niż namawiać na publicystykę w beletrystycznym przebraniu.
Na wydaną w jednym tomie „Trylogię kosmiczną” składają się trzy powieści C.S. Lewisa z lat 1938-45. Łączy je wspólna warstwa mitologiczna, czy też teologiczna, a częściowo także styl, filozoficzna wymowa i postać dr Elwina Ransoma. Każdy z elementów „Trylogii kosmicznej” posiada jednak osobną fabułę i rytm opowieści.
Część pierwsza, „Z milczącej planety”, to historia podróży na Marsa. Klimatem i konstrukcją fabuły przypomina podróżnicze tomy „Kronik Narni” i prezentuje spotkanie z niezwykłymi istotami wśród egzotycznych krajobrazów obcej planety. „Perelandra”, tom drugi, to już raczej fabularyzowany traktat teologiczny i wenusjańska trawestacja biblijnego mitu Edenu – z ograniczoną liczbą postaci, długimi monologami i licznymi filozoficznymi refleksjami. Z kolei tom trzeci, „Ta straszna siła”, przypomina coś na kształt thrillera, choć należy wziąć poprawkę na fakt, że nie jest to thriller w znaczeniu współczesnym. Szukając bliższych dzisiejszemu czytelnikowi analogii należałoby raczej wskazać powieści Jeana Raspaila i Vladimira Volkoffa, gdyby je pokryć odrobiną szlachetnej literackiej patyny.
Staroświeckie rysy ma cała „Trylogia...”. W dziele Lewisa doskonale widać, jak dalece zmieniła się nasza wiedza o świecie i wyobraźnia. Wizje Marsa i Wenus mogą się dziś wydawać zabawne, a ostatnia z powieści wywołuje dreszczyk tego typu, jaki wywołują kryminały starej daty.

Z milczącej planety

W pierwszym tomie dr Elwin Ransom, młody dżentelmen i dystyngowany wykładowca w Cambridge, zostaje uprowadzony i trafia na obcą planetę. Tam spotyka tajemnicze istoty i z właściwą sobie kulturą osobistą zawiązuje miedzycywilizacyjny dialog. Cała wyprawa bardziej przypomina poczciwe przygody „Trzech panów w łódce, nie licząc psa” niż dramatyczne spotkania z obcą cywilizacją, opisywane przez późniejszą science fiction. Podróż Ransoma pełna jest pewnego rodzaju naiwności i staroświeckiego rysu, które, ujmując jej nieco wiarygodności, nadają jej zarazem uroczego, verne’owskiego czy wellsowskiego klimatu.
Jednocześnie ktoś, kto rozsmakował się w „Ślepowidzeniu” czy „Hexenhammerze” jako nowoczesnych obrazach zetknięcia ludzkości z obcymi, nie powinien czuć obaw – proza Lewisa jest tak różna i tak odległa od dzisiejszego wyobrażenia o pierwszym kontakcie, że w najmniejszym stopniu nie razi swoją naiwnością. To trochę tak, jak z motoryzacją – jeszcze niedawno trabant mógł wywoływać śmiech politowania, dziś stanowi obiekt życzliwego zainteresowania, a za lat kilka może stanowić prawdziwą atrakcję. Lewisa odbiera się już nawet nie jako spotkanie z klasyką, ale wręcz z prehistorią gatunku. I jest to spotkanie na swój sposób fascynujące.

Perelandra

„Perelandra” jest utworem zupełnie innego kalibru. Choć szkielet opowieści wydaje się podobny – ten sam bohater, dr Elwin Ransom, odbywa egzotyczną podróż i stawia czoła znanym już wcześniej przeciwnikom – to jednak jej forma i sens są zupełnie inne. Perelandra to Wenus, a Ransom stanie się tam świadkiem czegoś na kształt pierwszego ziemskiego kuszenia. Obok kobiety i Złego będzie trzecim graczem, któremu – jak mniema – powierzono zadanie odwrócenia biegu wydarzeń.
W tej opowieści akcja snuje się leniwie, a przez gros czasu toczą się długie dialogi, pełne patetycznych mów i teologicznych sporów. Lewis tworzy traktat teologiczny o pierwszym kuszeniu oraz naturze zła, posłuszeństwa, pokusy i upadku, tyle że fabularyzuje go i rozpisuje na głosy kilku postaci.
Niestety, wizja mieszkanki Wenus, nieskażonej grzechem pierworodnym, sprawia wrażenie dość infantylnej, rachityczna akcja nie podtrzymuje zainteresowania czytelnika, a cała opowieść jest de facto kiepsko zatuszowanym moralitetem i apologią chrześcijaństwa. Tyle że w prochrześcijańskiej publicystyce C.S. Lewis lśni inteligencją i poczuciem humoru, a w „Perelandrze” wypada drętwo, monotonnie i nieprzekonująco.
Po tej lekturze trudno nie stanąć po stronie J.R.R. Tolkiena w sporze dwóch pisarzy i nie przyznać, że chrześcijańska literatura apologetyczna jest tym bardziej przekonująca, im mniej bezpośrednia, a odpowiedni dystans i twórcze przetworzenie mitów zdają się skuteczniej zbliżać opowieść do prawdy niż kopiowanie Księgi Rodzaju w zmienionej scenerii Wenus.

Ta straszna siła

Nieco ożywienia i ciekawych refleksji wnosi tom trzeci, „Ta straszna siła. Współczesna baśń dla dorosłych”. Opowiada o perypetiach Jane i Marka Studdocka, wplątanych w szatański plan naukowców, którym marzy się budowa świata wiecznej szczęśliwości.
Wiele wątków i nawiązań – jak eugenika, nauka w służbie ideologii, okultyzm i tajne organizacje oraz milcząca akceptacja zbrodni przez społeczeństwo – wskazuje, że niebagatelny wpływ na powieść miały doświadczenia związane z tryumfem nazizmu i wojnami światowymi. Lewis pokazuje proces przejmowania władzy i budowy tyranii taktyką salami – przez odkrawanie kolejnych obszarów wolności. Kreśli sylwetki bohaterów, którzy stają w obliczu zagrożenia i reagują rozmaicie – czasem bagatelizując zagrożenie i uciekając przed odpowiedzialnością, a czasem czyniąc kolejne drobne ustępstwa udowadniające, że – jak twierdził Burke – do tryumfu zła wystarczy, aby dobrzy ludzie pozostali bezczynni.
Niestety, „Ta straszna siła”, najdłuższa powieść „Trylogii”, cierpi na przerost formy nad treścią. Historia uwikłania bohaterów w starcie potężnych sił dużo zyskałaby na interwencji redaktora uzbrojonego w nożyczki. Lewis zupełnie nieskomplikowaną fabułę rozciągnął do granic wytrzymałości i – chcąc zapewne wiarygodnie zilustrować psychologiczne przemiany bohaterów – zatracił dynamizm całej opowieści.

* * *

Trudno powiedzieć, do kogo właściwie adresowana jest książka. Lewis wiele wymaga od wyobraźni czytelnika, rzucając bohaterów w nieznane i kreśląc złożoną wizję egzotycznego świata („Z milczącej planety”), tocząc teologiczne dysputy z niewielkim udziałem akcji („Parelandra”) i snując baśniowe opowieści nawet podtytułem adresowane do dojrzałego czytelnika („Ta straszna siła. Współczesna baśń dla dorosłych”).
Chociaż pierwszy z utworów klimatem bliski jest Narni, to można poważnie wątpić, czy młody czytelnik będzie czerpał przyjemność z chwilami trudnej lektury, która wymaga bujnej wyobraźni, obeznania z teologią i niebanalnego poczucia humoru.
„Trylogia kosmiczna” może stanowić twardy orzech do zgryzienia nawet dla koneserów historii literatury – wszak czym innym jest przeczytanie artykułu Haski i Stachowicza o kilku intrygujących powieściach z lamusa, a czym innym – przeczytanie takich powieści. Szczególnie, gdy łącznie zajmują niemal 800 stron dużego formatu, a ciężar filozoficznych i teologicznych odniesień jest równie pokaźny, jak ciężar tej książki.



Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2010-01-25 00:33:05
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Rheged - 07:30 26-01-2010
O jak ja baaardzo się z Tobą nie zgadzam! W kwestii owego ciężaru filozoficznych rozważań Lewisa - moi cierpi czytając takie rzeczy. Niemniej jednak recenzja ciekawa i przemyślana. Konsekwentna. Refleksyjna. Dlatego oceniam pozytywnie :)

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS