NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Olejniczak, Jewgienij T. - "Noc szarańczy"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7574-001-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 392
Seria: Asy polskiej fantastyki



Olejniczak, Jewgienij T. - "Noc szarańczy"

Jewgienij T. Olejniczak zanim zaistniał w mojej świadomości jako pisarz, dał się mi poznać z tekstu, w którym poddał krytyce polskich krytyków i recenzentów. Łącząc to z tym, że niebawem miała ukazać się „Noc szarańczy” przez myśl przemknęło mi, że to być jakiś sposób autopromocji, ewentualnie przygotowanie „miękkiego lądowania” podług taktyki „a nie mówiłem, nikt nie jest w stanie docenić wielkości mego dzieła”, ale nie chciałem uprzedzać wypadków. W końcu korzystając z okazji postanowiłem zrecenzować ten zbiorek – bardzo zresztą gustownie wydany (choć ilustracje przy każdym z opowiadań mogliby sobie darować) przez Fabrykę Słów – będący podsumowaniem dotychczasowej twórczości Olejniczaka.
Tytułowe opowiadanie zaczyna się od końca, przez naprawdę duże K – kosmiczny kataklizm, kolaps i kraniec cywilizacji ludzkiej. I nie w roku 2012 roku, a w czasach panowania Ludwika Filipa. Zasłużenie tekst ten sygnuje cały zbiorek. Jest po prostu najlepszy, zwłaszcza w swoim wyczuciu XIX wieku i właściwej mu perspektywy, również naukowej (np. teoria pustej Ziemi). Bardzo do gustu przypadła mi spekulacja jednego z bohaterów o rozumie istniejącym jako samoistny byt, rozciągający swe działanie na całą planetę – odbieram to jako próbę przeniesienia dzisiejszej hipotezy Gai w historyczno-oświeceniowe klimaty. Wszystko to zostało wyłożone w „rwanych”, dynamicznych relacjach garści bohaterów, nawet się niestykających, czym autor podkreśla niejako nadrzędność wykreowanego świata względem wątków poszczególnych postaci. Dość rozpisywania – tekst ten mnie kupił i jak na swoją niewielką (trochę ponad 50 fabrycznych stron) objętość stanowi najmocniejszy punkt programu.
„Riffy” to wciągające opowiadanie o mrocznej tajemnicy gitarzysty pewnego piwnicznego bandu, znowuż z garścią ciekawych koncepcji (pitagorejskie rozumienie muzyki) i stopniowo dawkowaną grozą. „Pasażer” i „Czarny punkt” są opowieściami o duchach – ale bynajmniej nie w konwencji grozy. Obie przypadły mi do gustu, przy czym jednak zakończenie „Pasażera” wywołuje u czytelnika raczej wzruszenie ramion niż zostawia z szeroko otwartymi oczyma, tak jak w przypadku „Czarnego punktu”. Tym większa sztuka, że zakończenie takie przewidziałem – a i tak wywarło na mnie wrażenie.
„Florencja” to pierwsza ewidentna wtopa zbiorku, gdzie fabułę wykreowano na potrzeby słabego finału. Podróże w czasie, i „czasowa policja” – wszystko to przerabialiśmy pół wieku temu w książkach Andre Norton, a obecnie przeniknęło to na tyle mocno do popkultury, że funkcjonuje już na poziomie kreskówek1). A poza tym? Niewiele więcej. Nie wiem, czy autor chciał mnie czymś zaskoczyć, ale wyszło to raczej cienko. Nieco lepiej przedstawia się inne opowiadanie o podróżach w czasie – „Frankfurt”, ale znowu nie przez patenty fantastycznonaukowe, które wypadają dość naiwnie i nieprzekonująco (w warunkach rywalizacji międzynarodowej, wynalazek podróży w czasie znajduje najpierw zastosowanie turystyczne?), lecz z uwagi na dodanie nowej, obyczajowej płaszczyzny. Na końcu poznęcam się nad tekstem pod tytułem „Sztuczne palce”, również na poziomie pomysłu niesłychanie ubogim i wtórnym. Właściwie mógłbym powtórzyć ten sam zarzut, co w przypadku „Florencji”, tylko że zamiast pisać o Andre Norton, wspomnieć o Asimovie i jego cyklu Roboty.
Dwa ostatnie opowiadania stoją na płaszczyźnie demoniczno-kosmicznej. Powraca tu, jak w „Nocy szarańczy” zafascynowanie „starszymi rasami” – nieco tchnie to Lovecraftem. Oba opowiadania różnią się natomiast dynamiką – „dom Marty” to religijny dreszczowiec, tymczasem „Wyspa mnichów” to głównie sieczka, której sprawca wygląda na nieślubne dziecko Thorgala i Geralta z Rivii. Nic więc dziwnego, że stał się jedną z gwiazd zbioru „Kanon barbarzyńców”, w którym „Wyspa...” ukazała się wcześniej. Choć w obu tytułach wizja obcych wydała mi się przeciętna i mało innowacyjna, to w największym stopniu wadzi to w „Wyspie...”, gdzie obcy nie są tylko tajemniczym tłem, ale czynną stroną konfliktu.
Z pewnością atutem każdego z powyższych opowiadań, nawet tych, o których mam złą opinię, są postacie. Paradoksalnie to może właśnie przez to tak negatywnie oceniłem cześć z nich – szkoda mi było tak ciekawych bohaterów, którzy poszli na zmarnowanie przykładowo w „Sztucznych palcach” czy „Florencji”, a tylko częściowo wykorzystano ich potencjał w „Pasażerze”. „Dom Marty” czy „Czarny punkt” to natomiast najwyższy poziom przekuwania słów na charaktery. Wraz z bohaterami bardzo często pojawiał się wątek ich pasji – i nie chodzi o ratowanie świata, ale o zwyczajny w swej niezwyczajności hobbyzm. Nieważne czy opowiadanie tyczy się muzyki klasycznej, czy rockowej, czy może piłki nożnej – Olejniczak świetnie oddaje istotę i żar tych zamiłowań.
Uważam, że Jewgienij T. Olejniczak jest debiutantem z niemałymi perspektywami na przyszłość. Frazy składa swobodnie, postacie mają rumieńce, a czytelnik nie może odmówić sobie jeszcze jednej strony. Problemy pojawiają się na poziomie makro – autor często bazuje na wytartych już pomysłach, upraszczając i mało dodając od siebie – widać to szczególnie po tekstach fantastyczno-naukowych, gdzie coś, o czym napisano całe cykle, Olejniczak okraja i czyni głównym kręgosłupem kilkunastostronicowego opowiadanka. Jak widać, oceniłem poszczególne tytuły skrajnie inaczej niż w naszej premierowej recenzji „Nocy szarańczy”- – mając chyba na względzie bardziej innowacyjność pomysłów niż wartkość akcji. I tego bym właśnie Olejniczakowi życzył – świeżości pomysłów, ryzyka koncepcyjnego. Na zakończenie dodam, że wyzbyłem się obaw odnośnie teorii „miękkiego lądowania” – Olejniczak w kategorii debiutantów prezentuje wysoki poziom i ląduje, może nie bez problemów, ale i bez asekuracji.




Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2010-01-15 19:12:24
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Wygraj "Mutanta"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS