NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"

Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

Ukazały się

Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"


 Pilipiuk, Andrzej - "Wilcze Leże"

 Watson, Ian - "Łzy Stalina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Sanderson, Brandon - "Żałobne opaski" (stara wersja)

 Sanderson, Brandon - "Cienie tożsamości" (stara wersja)

Linki

Silverberg, Robert - "Człowiek w labiryncie. Stacja Hawksbilla"
Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: The Man in the Maze. Hawksbill Station
Tłumaczenie: Zofia Kierszys
Data wydania: Wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7590-016-3
Oprawa: twarda
Liczba stron: 460
Cena: 44.90 zł
Rok wydania oryginału: 1968 i 1970
Seria: Klasyka SF



Wywiad z Robertem Silverbergiem

Wywiad pierwotnie ukazał się w magazynie "SFinks" (nr 34, 1/2009)


Robert Silverberg odwiedził Polskę na zaproszenie organizatorów Festiwalu Fantastyki w Nidzicy i wydawnictwa Solaris. Dziesięć dni, jakie spędził w naszym kraju, przebiegły na spotkaniach z czytelnikami, zwiedzaniu muzeów i zabytków. W podróży towarzyszyła mu żona, Karen Haber, również pisarka – znana w Polsce m.in. z opowiadania w antologii „W hołdzie królowi”.
Bob okazał się sympatycznym starszym panem, dystyngowanym, niezwykle inteligentnym, podchodzącym do świata z dystansem, często rzucającym ironiczne i dowcipne uwagi. Do podróży był przygotowany, sporo wiedział o Polsce i jej historii, dlatego też okazał się znakomitym rozmówcą. Ale w małym gronie, bowiem oficjalne spotkania próbował jak najszybciej zakończyć, górę brała jego nieśmiałość – co dziwne u człowieka, którego dorobek pisarski to kilkaset powieści, zbiorów opowiadań, antologii, w dodatku jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy SF na świecie. Ten dorobek powoduje, że czasami nie pamiętał swoich książek, nawet jeśli przynosiły mu jakieś laury.
Bacznie obserwował to, co dzieje się wokół, niektóre rzeczy go dziwiły – na przykład zobaczył bilbord ROBOTY ZIEMNE. Słowo robot było mu znane, a ziemne sprawdził w słowniku i zaraz się zapytał, czy u nas prace ziemne wykonują roboty? Bo w USA wciąż ludzie.
Okazało się, że zarówno Bob jak i Karen mają polskie korzenie, ich pradziadowie pochodzili z Łodzi. Bardzo smakowała im polska kuchnia, a także alkohole.

Bob, jesteś w Polsce pisarzem bardzo dobrze znanym, pierwszy przekład ukazał się w latach 60., potem było wiele opowiadań, i wreszcie po 1989 roku wydano ponad 30 twoich najbardziej znanych powieści, także antologii, które zredagowałeś. Jesteś ikoną światowej SF – i polscy czytelnicy bardzo na to spotkanie czekają. Dlatego wybacz wiele szczegółowych pytań, z pewnością wiele z nich już ci zadano, ale dla polskich czytelników te odpowiedzi są ważne.

Piszesz 55 lat. To szmat czasu, epoka w dziejach science fiction. Na twoich oczach fantastyka przechodziła wielkie zmiany. Znałeś i znasz największych światowych autorów, wydawców, krytyków. Wiem, że to temat na książkę, ale jak według ciebie ewoluowała SF i jaki miało to wpływ na twoją własną twórczość? Co liczyło się w fantastyce w latach 50., 60 i obecnie? Jak zmienili się wydawcy i ich podejście do SF? Jak zmieniała się krytyka i samo getto SF?

W latach 50. i w mniejszym stopniu 60. rynek SF w Stanach Zjednoczonych koncentrował się na czasopismach, wydania książkowe były znacznie mniej ważne. Oznaczało to, że redaktor czasopisma mógł zadowalać swoich czytelników w każdym numerze. Opublikowanie słabszego opowiadania nie miało wielkiego znaczenia. Książki z kolei są czymś samodzielnym, podlegającym wyłącznie ocenie czytelnika. Czytelnik albo kupuje książkę, albo nie. Jeśli nie, wydawca ponosi straty. W związku z tym po niezwykle ciekawym, eksperymentalnym okresie na początku lat 70., amerykański rynek SF stał się o wiele bardziej konserwatywny. Wydawcy poszukują książek, które zadowolą maksymalnie dużą liczbę czytelników. Oczywiście doprowadziło to do sytuacji, w której trudniejsze i wymagające książki rzadko trafiają do druku, w związku z czym literatura SF w USA stała się bardzo schematyczna.
Jeśli chodzi o krytyków, to w przeszłości wielu z nich było równocześnie znanymi pisarzami — doskonałymi przykładami tego byli Damon Knight i James Blish. Obecnie niewielu krytyków posiada doświadczenie w pisarstwie, w związku z czym charakteryzują się innym podejściem — bardziej akademickim, oddalonym od rzeczywistości pisarskiej.

Jak zmieniał się przez te lata odbiór fantastyki i sam czytelnik? Z polskich doświadczeń wynika, że obecny czytelnik jest coraz mniej wymagający, a zmiany ruszyły wręcz lawinowo po 89 roku. Szuka się rozrywki, najlepiej fantasy, naukowa fantastyka jest najwyraźniej w odwrocie. Wiem że wielokrotnie bardzo źle wypowiadałeś się w wywiadach na temat odbiorców.

Wymagający czytelnicy nadal istnieją i stanowią najważniejszą grupę wśród odbiorców, ale grupa ta jest otoczona przez dużą społeczność o raczej niewielkich wymaganiach, społeczność która poznała SF przez filmy, a fantasy przez Tolkiena. Czytelnicy tego typu chcą czytać rzeczy przypominające dzieła, które skłoniły ich do czytania SF i fantasy, czyli imitacje hollywoodzkich filmów lub trylogii Tolkiena. Ignorowanie tej grupy byłoby samobójstwem dla wydawców, w związku z czym większość pozycji wydawanych obecnie jest kierowana właśnie do niej. Utrudnia to jednak sytuację pisarzy o większych ambicjach literackich.

Dużo wskazuje na to, że to czytelnik, a tym samym wydawca, który wydaje to, czego szuka czytelnik, kształtuje to, co się pisze. Bardzo to złe, że pisarze piszą to, czego chcą czytelnicy. Następuje degradacja fantastyki. Jeśli pisarze nie będą kształtować gustów czytelniczych, to szybko dojdziemy do wizji Bradbury’ego z "451° Fahrenheita".

Oczywiście zgadzam się z tym stwierdzeniem. Jednakże jeśli wydawcy nie otrzymają dofinansowania od jakiejś tajemniczej istoty, której nie obchodzą zyski i straty, muszą koncentrować się na życzeniach większości czytelników. Pisarze nie mogą kształtować czytelników, jeśli ich dzieła nie są drukowane.

W Polsce SF jest w totalnym odwrocie, a przecież jesteśmy narodem, który dał światu Stanisława Lema. Pokolenie wychowane na jego twórczości, czy na niezwykle u nas popularnej kiedyś twórczości braci Strugackich, starzeje się, a młodzi nie chcą SF czytać. Nas ominęła startrekkizacja, ale dzisiaj popularna jest fantasy, horror, gatunki proste, sztampowe i łatwe w czytaniu. W USA, Anglii czy Australii wydaje się, że jest lepiej. Czemu według ciebie SF jest w takim odwrocie? Ty sam pisałeś tylko SF, odżegnując się od fantasy.

Napisałem także kilka pozycji fantasy. Myślę jednak, że podstawowym problemem dla obu gatunków jest ogólny upadek kultury na całym świecie. Pogarsza się jakość edukacji. Osoby, które w przeszłości mogłyby stać się czytelnikami, teraz zajmują się grami komputerowymi i innymi rozrywkami. Skoncentrowane na zysku studia filmowe tworzą, a wydawcy publikują tylko najprostsze pozycje. Nie znam rozwiązania tego problemu.

Pisanie było dla ciebie i jest biznesem, podobno nie pisałeś czekając na wenę, ale czynisz to codziennie, od rana do lunchu, jakbyś szedł do pracy w biurze. To znaczy że wena jest wciąż z tobą, czy po prostu masz syndrom czystej kartki – musisz ją zapisać?

Moim ogromnym szczęściem jest pełna kontrola nad techniką. Kiedy siadam i zaczynam pisać, słowa po prostu na mnie czekają. Podobnie jak muzyk w orkiestrze zawsze gra prawidłowe nuty, tak jak ja jestem w stanie znaleźć właściwe słowa. To wynik długiego treningu, dyscypliny oraz posiadania pewnego daru, za który jestem niezwykle wdzięczny.

Podejście do pisarstwa jak do biznesu to podejście bardzo pragmatyczne, wypowiadałeś się o upadku czytelnictwa, ale jednocześnie na początku kariery pisałeś książki na zamówienie od wydawców, według ich reguł.

Nawet, gdy pisałem na zamówienie, będąc młodym pisarzem z problemami finansowymi, zawsze starałem się dawać z siebie wszystko.

Pisarze często się dzisiaj specjalizują – wydaje się, że aby osiągnąć sukces, wystarczy znaleźć niszę, dobry pomysł, najlepiej dający się sfilmować, a następnie przez całe życie pisać prequele i sequele. Cykle zabijają fantastykę, i literaturę w ogóle. Ja wiem, że przeciętny czytelnik czyta to co lubi, rzadko eksperymentuje, ale to mnie martwi. Często też pisarze nie zaczynają od opowiadań, tej najważniejszej formy literackiej, a od razu zaczynają od powieści.
U ciebie opowiadania zawsze były bardzo ważne. Pisałeś do najważniejszych periodyków. Jak wspominasz współpracę z wielkimi redaktorami tychże magazynów?

Odpowiedź na to pytanie zajęłaby całe tomy. Tak naprawdę to JUŻ zajęła wiele tomów. Wydawnictwo Subterranean Press wydaje zbiory moich opowiadań (Collected Short Stories), dotychczas ukazały się cztery. Każde opowiadanie jest opatrzone przedmową, w której wspominam jego powstawanie oraz relację z redaktorem, który je opublikował. Cała seria tworzy pewien rodzaj rozszerzonej autobiografii.

Pisywałeś opowiadania z żoną, Karen. Pisałeś też jako współautor z Isaaciem Asimovem, rozszerzając do wersji powieściowych jego najbardziej znane opowiadania. Jak doszło do tej współpracy i jak przebiegała?

Za wyjątkiem samego początku mojej kariery, gdy uczyłem się pisarstwa i współpracowałem przy wielu opowiadaniach ze starszym pisarzem, Randallem Garrettem, stworzyłem niewiele wspólnych dzieł, a większość z nich była raczej zabawą, nie poważnym pisarstwem. W przypadku kilku opublikowanych opowiadań powstałych w wyniku współpracy pełniłem raczej rolę redaktora, nie pisarza. Z kolei przy książkach powstałych we współpracy z Asimovem sytuacja wyglądała odwrotnie — pisałem powieści na podstawie jego opowiadań, a on sugerował poprawki. Generalnie jednak wolę pracować sam.

W swojej twórczości poruszałeś większość tematów, jaką zajmowała się SF. Ale twoje najważniejsze powieści mają rys psychologiczny. „Thorns” to psychiczny wampiryzm, „Człowiek w labiryncie” to problem alienacji i outsidera w społeczeństwie, „Dying Inside” to powieść o człowieku obdarzonym wielkim darem, z czego zdaje sobie sprawę, gdy zaczyna go tracić (w „The Stochastic Man” na odwrót, bohater swój dar wykorzystuje ponad miarę i też prowadzi to do nieszczęścia). Jak odbierano taką fantastykę w USA? W Polsce bardzo się podobała, „Człowiek w labiryncie”, trochę już staroświecka, ale historia outsidera miała u nas kilka wznowień i kapitalny odbiór w czasach komunistycznych.

Moje książki nigdy nie sprzedawały się tak dobrze, jak historie opowiadające o bitwach w kosmosie i galaktycznych imperiach. Jednak książki takie jak „Człowiek w labiryncie” i „Umierając żyjemy” nadal są popularne w USA, nawet po kilku dziesiątkach lat. Co więcej, zainteresowane nimi są studia filmowe. Akceptuję fakt, że nigdy nie będę pisarzem uwielbianym przez miliony, jednak mam stałą i wierną grupę czytelników, która wspierała mnie przez te wszystkie lata. Myślę, że po części wynika to z faktu, że moje książki koncentrują się głównie na człowieku, nie spekulatywnych ideach SF.

„Czas przemian”opowiada o bardzo ciekawej społeczności, w której zakazy społeczne dotyczą wszelkich zapędów indywidualistycznych. Skąd ten pomysł?

Napisałem tę książkę niemal 40 lat temu! Naprawdę nie pamiętam.

W twoich kilku utworach jest widoczna fascynacja twórczością Josepha Conrada (Korzeniowskiego) – mówię o „W dół, do ziemi”, „The Secret Sharer” – w światowej fantastyce takie przeniesienie arcydzieł światowej literatury na pole fantastyki jest popularne (że wspomnę tylko Simmonsa, Vinge, Watsona), ale w naszej tradycji literackiej to raczej niespotykane. Skąd to się bierze?

Nie mam pojęcia, dlaczego w Polsce jest to rzadkość. Wielu pisarzy czuje się spadkobiercami długiej tradycji, nie tylko SF, ale tradycji opowiadania historii, która sięga aż do prehistorii. Wzbogacają oni swoją pracę, łącząc ją z dziełami wielkich poprzedników. Dla mnie Conrad to jeden z największych pisarzy w historii i w wielu moich dziełach w pewien sposób mówię do niego, pokazując mu, jak opisywane przez niego wybory moralne mogłyby się udramatyzować w sytuacjach, które on uznałby za bardzo dziwne — w innych światach lub innych galaktykach.

Tematyka religijna również jest widoczna w twojej twórczości, chociaż trudno wywnioskować, jakie są twoje osobiste poglądy na religię – a jest to tematyka bardzo obecna w polskiej fantastyce. W „Tower of Glass” opisujesz przyszłościową wieżę Babel, Simenon Krug wykorzystuje do jej budowy zastępy androidów, traktujących go jak swego twórcę, a gdy poznają myśli swego Boga – dochodzi do buntu. To twoja wersja tego, co zaszło w wieży Babel?

Religia, podobnie jak życie i śmierć, to jedna z wielkich sił rządzących ludzkim życiem. Żaden warty przeczytania pisarz nie może ignorować tych sił. Nasze mity religijne to część naszej literatury, naszego dziedzictwa, nieprzerwanie podlegającego eksploracji przez pisarzy.

Wiele twoich wizji przyszłości jest bardzo pesymistycznych, apokaliptycznych – „Masks of Time”, „Tom O’Bedlam” – nie masz złudzeń, co do przyszłości ludzkości? Nadchodzi Nowe Średniowiecze? (poglądy Berdiajewa są w Polsce dobrze znane).

Nigdy nie patrzyłem na moje książki jak na przepowiednie — to po prostu badanie postaci i sytuacji. To, co nas czeka, zawsze stanowi zaskoczenie. Na przykład, nagle piszę kursywą, chociaż nie zmieniałem nic w moim oprogramowaniu, naprawdę nie wiem, dlaczego to się stało. Czeka na nas wiele niespodzianek. Jednak w moich dziełach zawarłem kilka elementów, które postrzegam jako wizję przyszłości.

W „Born in the Dead”, następnym doskonałym utworze, zmarli żyją w enklawach w swoim własnym świecie. Temat zmarłych i eutanazji pojawia się u ciebie parę razy. Dlaczego? Te enklawy nasuwają nota bene skojarzenia z moratoriami w „Ubiku” Philipa Dicka, którego twórczość jest w Polsce bardzo dobrze znana.

Dlaczego? A dlaczego nie? Czy śmierć nie jest jednym z najważniejszych aspektów życia? W końcu SF jest literaturą spekulatywną. Tak więc spekuluję, co by było, gdyby śmierć była tymczasowa.

Wizja Piekła w serii o Gilgameshu jest odstręczająca, ale i urzekająca jednocześnie. Napisałeś też książki popularnonaukowe o Babilonie – skąd to zainteresowanie?

Bardzo interesuje mnie archeologia. Odległa przeszłość jest równie obca i fascynująca, co przyszłość.

Jesteś selekcjonerem wielu antologii – „Alpha”, „New Dimensons”, „Legendy” i innych. Jak współpracujesz z autorami, skąd w tobie chęć redagowania antologii, kiedy właśnie pisarstwo jest tak pracochłonne.

W tej chwili nie zajmuję się już antologiami. Jednak kiedy pracowałem nad ich redakcją, postrzegałem to jako możliwość popularyzowania tego typu SF, który lubię i szanuję. Nie tylko pisałem własne dzieła, ale także pomagałem innym autorom w publikowaniu tego rodzaju SF, który moim zdaniem powinien być wydawany.

Rozmawiali Wojtek Sedeńko i Jacek Smycz, Nidzica 2009


Autor: Wojtek Sedeńko i Jacek Smycz
Dodano: 2009-12-16 22:56:25
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Ł - 12:07 21-12-2009
"Pogarsza się jakość edukacji. Osoby, które w przeszłości mogłyby stać się czytelnikami, teraz zajmują się grami komputerowymi i innymi rozrywkami" <- po mojemu bardzo zdezaktualizowane stanowisko, no ale Silverberg to autor naprawdę starej daty. Problem w tym że wielu młodszych pisarzy czy krytyków też podziela to stanowisko traktując używanie kultury jako jakąś grę o sumie zerowej. Tymczasem sieciowa natura popkultury raczej nakręca się sama przez się - kto zagrał w Stalkera, ten, istnieje duża szansa, sięgnie po Strugackich. Wydawcy/twórcy zaczynają to w coraz większym stopniu pojmować, i dziś nie dziwią już nikogo combosy w rodzaju film-gra, czy gra karciana-książka.

Komentuj


Konkurs

"Wiara" i zbrodnia


Artykuły

Fantastyka 2016 - plebiscyt


 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

Recenzje

Stewart, Ian & Tall, David - "Podstawy matematyki"


 Grzędowicz, Jarosław - "Hel 3"

 Golden, Christie - "Narodziny hordy"

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie"

 Miszczuk, Katarzyna Berenika - "Noc Kupały"

 Alexander, K. C. & Hough, Jason M. - "Mass Effect. Andromeda: Rebelia Nexusa"

 McGuire, Ian - "Na Wodach Północy"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Fragmenty

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS