NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem" (Wehikuł czasu)

Ukazały się

Bradbury, Ray - "Green Town"


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

Linki

Gaiman, Neil - "Nigdziebądź" (okładka twarda)
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Neverwhere
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7480-134-8
Oprawa: twarda
Cena: 39,00 zł



Gaiman, Neil - "Nigdziebądź"

Kończyłem czytać książkę jednocześnie próbując układać sobie w głowie moją opinię na jej temat. Szczerze mówiąc, nawet teraz nie potrafię jasno określić swojego zdania i stosunku do „Nidziebądź”. Mam nadzieję, że ta recenzja nie tylko czytelnikom powie coś niecoś o powieści Gaimana, ale pomoże mi w wyciągnięciu własnych wniosków i konkluzji. Krótko pisząc, można w zasadzie zakończyć opis odczuć na zdaniu: dziwna to opowieść. Znawcy Gaimana uśmiechną się szeroko, bo w zasadzie „dziwność” jest znakiem rozpoznawczym tego autora. W końcu w jego książkach wszystko jest dziwne, niesamowite, na granicy snu, poplątane i nie do końca jednoznaczne. W „Nigdziebądź” nie ma żadnego odstępstwa od tej reguły.
Neil Gaiman zabiera nas w niesamowitą, ale niestety dość krótką podróż w alternatywną rzeczywistość miasta ukrytego pod, między, nad albo ewentualnie tuż obok Londynu. Doprawdy, trudno stwierdzić, gdzie znajduje się Londyn Pod. Wiadomo tylko, że to zbiorowisko miejsc zapomnianych i zagubionych, które przeplatają się ze światem realnym, ale są niezauważane przez zwykłych ludzi. Bynajmniej – nie są niewidzialne, żeby było jasne. Po prostu zwykli ludzie nie zwracają uwagi ani na mieszkańców Londynu Pod, ani na wszystko, co dotyczy tej niezwykłej rzeczywistości. Oczywistym jest, że Londyn Pod nie jest zamieszkały przez zwykłych śmiertelników. Gaiman wypełnia ten świat niesamowitymi postaciami, które obdarzył niezwykłymi charakterami, umiejętnościami i możliwościami. Tutaj nic nie jest oczywiste i choć poznajemy ten świat oczami zagubionego w tej rzeczywistości bohatera ze świata realnego, nie dane jest nam zrozumieć do końca tego, co dzieje się wokół. Świat Londynu Pod do końca zachowuje swoje tajemnice.
Głównym bohaterem powieści jest Richard Mayhew – przeciętny Brytyjczyk, który niby niechcący trafia do wyimaginowanego świata. Gaiman udowadnia nam, że nic nie jest dziełem przypadku, zatem z czasem dowiadujemy się, że wciągnięcie Richarda do innej rzeczywistości wcale nie było dziełem przypadku. Do Nibylandii trafił za sprawą niezwykłej dziewczyny o wdzięcznym imieniu Drzwi, której będzie musiał pomóc w odkryciu prawdy o jej wymordowanej rodzinie Dołączy do nich tajemniczy i przebiegły Markiz de Carabas oraz bardzo niebezpieczna Łowczyni. Niczym klasyczna drużyna poszukiwaczy, wspólnie będą przedzierać się przez niezwykłe miejsca pełne dziwnych postaci, uciekając przed dwójką niesamowitych morderców. Morderców, których zadaniem wcale nie jest zabicie członków drużyny...
Jak na tom liczący sobie czterysta dwadzieścia stron, dzieje się tutaj całkiem sporo. Jak już wspomniałem, kiedy kończyłem książkę, miałem straszny mętlik w głowie. Niby fajne pomysły, ciekawy świat, ale jak na mój gust za dużo tego na jeden raz. Nie ma tu miejsca na chwilę refleksji ani skupienia się na rozwoju relacji między postaciami, czy też na analizę ich charakterów. Na dodatek świetne pomysły przeplatają się z totalnymi kliszami. Owe klisze można brać jako zjawisko oczywiste, typowo autorskie, ale w tym wymiarze przeszkadzają. Przykład? A chociażby znakomicie dobrana para zabójców, którzy są równie niebezpieczni, co mili, uprzejmi i zadowoleni ze swojej pracy. To prawdziwi wielbiciele swojej profesji, bardzo oddani sobie i jej. Są nierozłączni, uzupełniają się, choć są swoimi przeciwnościami. Jeden elokwentny, oczytany, typ intelektualisty; drugi – gburowaty milczek, czasami zdradzający swoją głupotę. Mordercze odpowiedniki Flipa i Flapa. Opisani z ogromną radością, zdecydowani faworyci Gaimana, ale w literaturze i filmie już od dawna obecni. Miły akcent, ale pozostawia wrażenie braku świeżości. Dodatkowo wysoce irytującym jest nawyk głównego bohatera do dziwienia się każdej napotkanej w Londynie Pod niesamowitości. Jakby nic innego nie mógł robić bohater, który ląduje po drugiej stronie lustra. Możne nas to bawić, ale nie w nieskończoność.
Nie można jednak odmówić Gaimanowi ani stylu, ani bogactwa wyobraźni, ale – moim zdaniem – widać, że każdy ma swoje słabsze dni. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że efektem słabszych dni autora była książka „Nigdziebądź”. Mogła być wielka (i zdecydowanie przydałoby się jej więcej kartek, które dałyby szansę Gaimanowi rozwinąć historię), a stała się ledwie lekturką na kilka wieczorów, która ani nie zachwyci, ani nie popsuje nastroju. Ot, po prostu jest.
Z posłowia wyczytałem, że Gaiman równocześnie pracował nad serialem na podstawie powieści. Nie miałem okazji obejrzeć żadnego odcinka, ale może tam bohaterowie rozwinęli skrzydła, a klisze nie przeszkadzały. Warto by było na niego zerknąć, bo wyobraźnia Gaimana zdaje się nie mieć granic, zatem jeśli autor maczał swoje palce w produkcji, to można się spodziewać miłych dla oka wrażeń. Jeżeli chodzi o książkę, to nie trzeba się jej bać, ale proszę nie spodziewać się czegoś wielkiego. Tak teraz sobie myślę, że „Nigdziebądź” równie dobrze mogłoby być opisem scenariusza. Czasem powstają takie gotowe, papierowe adaptacje filmów. Niestety, pozostawiają po sobie pewne przykre wrażenie – są po prostu rozbudowaną wersją scenariusza. Niczym ponad to.


Autor: Jakub Cieślak
Dodano: 2009-12-08 20:20:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Spike - 02:42 09-12-2009
Ja tam do "Nigdziebądź" mam duży sentyment (m.in. za Croupa i Vandemara oraz za różne śliczne teksty), ale może to tylko ja. Natomiast:

1) Gaiman nie pracował równocześnie nad serialem na podstawie powieści, bo było dokładnie odwrotnie - najpierw napisał scenariusz serialu, a dopiero potem przerobił go na książkę.

2) Serial widziałem i niestety jest taki sobie. Bez-na-dziej-ny Islington, większość obsady raczej przeciętna (może poza całkiem niezłym markizem de Carabas), poza tym niski budżet niestety jest wyraźnie widoczny, szczególne w scenach z Bestią.

MadMill - 08:34 09-12-2009
Z tego co ja kojarzę to Gaiman zdecydował się na powieść po tym jak mu się serial nie spodobał. Chciał to po swojemu - jeszcze bardziej - zrobić.

A obsada to byli brytyjscy aktorzy teatralni, chyba.

Jakub Cieślak - 17:58 09-12-2009
Uogólniłem z tym "równoczesnym" nie starając się wnikać w historię: kura, czy jajko. Grunt, że pomysł bardzo fajny, ale niestety skończyło się na dość krótkiej opowiastce, która zanim się zaczęła, już się skończyła.

Azirafal - 12:47 10-12-2009
Ja najpierw widziałem serial (ze dwa-trzy lata temu), potem czytałem komiks (z rok-półtora temu), na końcu (z miesiąc temu) czytałem książkę.

Serial mnie ujął (zwłaszcza richardrichardmayhewdick był sympatyczny z tym swoim szkockim akcentem). Bardzo fajny Karabas, klimat serialu kojarzył mi się z serialem sf który kiedyś puszczano po Disney Przedstawia - Earth-Star Voyager się to bodajże nazywało. Podobny "chałupniczy" wystrój, scenografie, itp. A że mam wielki sentyment do tego, przerzuciło mi się takoż na Nigdziebądź ;)

A co do Islingtona, to powiem tak. Sam już specjalnie nie pamiętam jak grał, ale do końca życia, gdy ktoś mi nad uchem powie "Nigdziebądź" (ewentualnie "Neverwhere"), to przed oczyma staje mi tańczący pomiędzy kolumnami, oświetlany setką świec Islington śpiewając "Heaven, I'm in heaven..." :)

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS