NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"


 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 North, Claire - "U schyłku dnia"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Atwood, Margaret - "Opowieść Podręcznej" (2020)

 Cummings, Lindsay; Alsberg, Sasha - "Nexus"

Linki

Bielanin, Andriej - "Moja żona wiedźma"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Tytuł oryginału: Моя жена – ведьма
Tłumaczenie: Rafał Dębski
Data wydania: Październik 2009
ISBN: 978-83-7574-110-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Liczba stron: 552
Cena: 34,99 zł
seria: Obca Krew



Bielanin, Andriej - "Moja żona wiedźma" #2

Krew na ustach

Wtedy wstała, pocałowała mnie. Przez jakąś godzinę byliśmy niesłychanie zajęci. Mętnie pamiętam, o co jeszcze prosiła, ale za każdym razem obiecywałem, co tylko chciała. Boże mój, czy można odmówić czegokolwiek takiej kobiecie?! Trochę miałem do siebie żal, że tak łatwo zaraz zapominałem o własnych przysięgach, a właściwie o samych obietnicach pamiętałem, ale dlaczego je złożyłem... Chociaż z drugiej strony zawsze można się dopytać. Gdybym tylko wiedział wtedy, jak szybko...
Obudziłem się rano, wstałem po cichutku, żeby nie przeszkadzać wciąż jeszcze drzemiącej żonie. Postawiłem czajnik na gaz, poszedłem do łazienki, umyłem się, wyczyściłem zęby, po czym wróciłem do kuchni, aby przygotować niezbędną dla pogłębienia romantycznego nastroju kawę do łóżka. Jednak albo szum wody, albo skrzypnięcie drzwi rozbudziło Nataszę. Otworzyła już oczy i przeciągnęła się rozkosznie, kiedy wszedłem do sypialni.
— Dzień dobry, kocha... — nie zdążyła dokończyć.
Spojrzawszy na jej twarz, upuściłem tacę. Filiżanki poszły w drobny pył, cukier rozsypał się po podłodze, skondensowane mleko ciekło z ocalałego pojemniczka... Wargi mojej żony były ubrudzone krwią!
Od razu zrozumiała. Chwyciła szlafrok, popędziła do łazienki, a po kilku minutach przez plusk wody doleciało mnie przytłumione szlochanie. Sam byłem w takim szoku... Poważnie zacząłem się zastanawiać, jak też inteligentny człowiek mógł się związać z prawdziwą wiedźmą.
To, co zaszło ostatnio, zaczynało mi już działać na nerwy, a uczciwie mówiąc, czułem po prostu ogarniający mnie zimny, śliski strach. A potem zrobiło mi się wstyd. Moi zmarli rodzice nigdy w życiu nie darowaliby synowi tchórzostwa. „Kiedy rozum śpi, budzą się demony” — jak na słynnej akwaforcie Goi. Najpierw zobacz, o co chodzi, a potem dopiero zaczynaj się bać, jeśli w ogóle jest czego.
Żadna rzeczywistość nie potrafi stworzyć takich potworów jak nasza wyobraźnia. Nie wiem, jak powinienem postąpić w tej sytuacji: urządzić przesłuchanie, wszystko wybaczyć i zapomnieć, po prostu użalić się nad nią czy wziąć rozwód, albo może wygnać ją do klasztoru na pokutę lub do instytutu naukowego na poważne badania. Nie wiem. Jasno rozumiałem tylko jedno — Natasza była nieszczęśliwa. Poszedłem do łazienki. Siedziała na zimnej posadzce, zakrywając twarz dłońmi, i cicho, po dziewczyńsku łkała. Usiadłem obok, siłą przyciągnąłem ją do siebie, a wtedy dopiero zaczęła płakać rzewnymi łzami. Możliwe, że coś mówiłem, próbowałem ją pocieszyć...
Zapomniałem już w jaki sposób, wątpię zresztą, czy słowa były tutaj ważne. Ci, którzy choć raz musieli utulić zrozpaczoną żonę, na pewno mnie zrozumieją. Można mówić wszystko, co tylko przyjdzie do głowy, bo znaczenia nie mają same słowa, ale to, jak się je wypowiada. Uspokajałem ją, przelewając do jej serca własne ciepłe uczucia, i wkrótce Natasza przycichła, tylko wzdychała od czasu do czasu spazmatycznie. Nie miałem ochoty jej wypytywać. Skoro tak płakała, to znaczyło, że sprawy miały się gorzej, niż mogłem sobie wyobrazić. Uciekała spojrzeniem, jakby bała się popatrzeć w moje oczy. Postawiłem ją pod prysznicem, odkręciłem ciepłą wodę. Potem wytarłem dokładnie ręcznikiem, owinąłem we frotowe prześcieradło, wziąłem na ręce i zaniosłem do kuchni. Milczała przez cały ten czas, ale kiedy spróbowałem posadzić ją na taborecie, żeby mieć wolne dłonie i nalać nam herbaty, poprosiła:
— Nie puszczaj mnie... Tak się boję...
Wobec tego usiadłem, wziąłem ją na kolana.
— Opowiedz, zrobi ci się lżej na duszy.
— Przecież widziałeś... Sam widziałeś...
— Cichutko. Nie płacz więcej i nie krzycz. Nie zostawię cię samej. Tylko błagam, opowiedz mi wszystko.
— Kiedy... Kiedy prawie nic nie pamiętam — powiedziała niewyraźnie, pociągając napuchniętym od płaczu nosem. — Tam było miasto... Biegliśmy dokądś całą watahą. W pewnej chwili przystanęłam, bo znęcił mnie zapach dochodzący z jakiegoś domu. Weszłam do środka... Miasto zostało już dawno opuszczone, nikt tam nie mieszkał, ale znalazłam dziewczynkę. Maleńką, bardzo wychudzoną, miała może z cztery lub pięć lat... Krzyknęła z przerażenia. Usłyszały to inne wilki... wilkołaki. I przyszły...
— Co dalej?
— Nie wiem... Nie pamiętam... Ja nie mogłam... Boże mój, czyżby na moich wargach była jej krew?!
Natasza patrzyła na mnie oszalałymi oczami, a ja nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Z pewnością miała nadzieję, że jestem duży, mądry i silny, że wszystko samo się jakoś ułoży, wygładzi, zmieni, wystarczy tylko się mocno do mnie przytulić. Głaskałem jej włosy, uspokajając ją tym gestem, zupełnie jak dziecko, któremu przyśnił się koszmar.
— Sierioża! Ręce ci drżą...
— Wiem, najmilsza. Nie zwracaj na to uwagi, to tylko nerwy.
— To tak... przeze mnie?
— Jasne. Przecież twoje kłopoty ciążą mi na sercu tak samo jak tobie. Martwię się o ciebie...
— Jutro już nie będzie pełni.
— Niewielka to pociecha. A co zrobimy za miesiąc?
— Nie wiem...
— Posłuchaj — przypomniałem sobie nagle. — Przecież astronomiczna pełnia trwa tylko jedną noc, a ściśle mówiąc, zaledwie parę godzin. Dlaczego zamieniasz się w wilczycę przez prawie cały tydzień?
— To zew. Dopóki oko ludzkie dostrzega, że jest pełnia, Siły Ciemności upominają się o swoje. Zazwyczaj właśnie przez siedem dni w miesiącu mamy możliwość przemieniać się w zwierzęta. Chociaż o czym ja mówię? Jaką możliwość? Można by pomyśleć, że ktoś pyta nas o zdanie. Obca wola bezlitośnie obraca mnie w wilka i wrzuca w inny świat. Ukochany! — Natasza znów spojrzała mi głęboko w oczy, rysy jej twarzy wykrzywiły się bólem. — Nie mogłam zabić dziecka! Wierzysz mi?
— Wierzę.
Nie kłamałem ani jej, ani sobie samemu. Gdzieś w głębi duszy byłem przekonany, że moja żona nie jest niczemu winna. Tak, krew... Tak, na ustach... Tak, jest wiedźmą. Ale to moja ukochana, byłbym ostatnim draniem, odmawiając jej pomocy i ochrony. Coś jest nie tak w tym innym świecie. Trzeba by to dyskretnie sprawdzić.



Dodano: 2009-10-30 16:48:11
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Chiang, Ted - "Wydech"


 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS