NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Ukazały się

Mastai, Elan - "Inne dziś"


 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

 Kristoff, Jay - "Nibynoc"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

 Canavan, Trudi - "Obietnica następcy"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 McClellan, Brian - "Sługa korony"

Imprezy

Copernicon 2017
Od: 2017-09-22
Do: 2017-09-24

Linki


Literackie zgadywanki 10/2009

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.

Polecamy Wam również lekturę weryfikacji naszych zgadywanek. Warto się przekonać jak prawdziwe były szumne zapowiedzi wydawców i jak wiele udało się uchwycić w przewidywaniach naszych redaktorów.



R.A.Reystone, „Dziewiąty mag”

Do zgada na temat tej książki zdecydowałem się użyć zapowiedzi, która widnieje w Katedrze. Mam nieodparte wrażenie, że będę nieco złośliwy, ale... Zaczynajmy.

„Ariel jest weterynarzem żyjącym w realnym świecie. Zostaje zwabiona do świata równoległego, by leczyć ginące smoki.”

Pomysł profesji bohaterki podoba mi się. Jest oryginalny i tłumaczy jej przeniesienie do innego świata. Początek mamy zatem spójny.

„Okazuje się jednak, że to „zaproszenie” to sprawna intryga, bo jest ona potomkiem potężnego Maga. W świecie równoległym odkrywa w sobie potężne moce i umiejętności. Tam spotyka swoją miłość, ale niemal wszystko sprzysięga się przeciw temu uczuciu.”

Tutaj mamy do czynienia z logiczną, bo utartą i schematyczną, konsekwencją i przyczyną przejścia Ariel do innego świata. Znamy? Znamy. Lubimy? Zależy. Jeśli wykonanie jest dobre, to niejeden czytelnik przy takiej książce będzie się nieźle bawił.

„Zakończenie jest absolutnie zaskakujące. Prowadzenie akcji w fantastycznym świecie jest wręcz mistrzowskie. Powieść czyta się jednym tchem i chętnie do niej wraca. Naprawdę dobra książka, napisana sprawnym językiem, bez zbędnych słów.”

No cóż. W tym momencie należy podnieść z podłogi upadłą szczękę, wsadzić na tradycyjne miejsce i cieszyć się, że spotka nas zapewne w „Dziewiątym magu” niebywała czytelnicza rozkosz.

„Autorka ma ogromną wyobraźnię! Jej opis świata równoległego jest plastyczny i nie męczy! Wciąga czytelnika do głębi. Akcja goni tu akcję. Wspaniale poprowadzony wątek miłosny, świetnie prowadzone postacie.”

Hmm... Akwizytorom wstęp wzbroniony.

„Tematyka i styl porównywalny do „Eragona”.”

Auuuć. Strzał w stopę to w porównaniu z tym pikuś. Pan Pikuś znaczy się.

Reasumując. Spodziewam się po „Dziewiątym magu” sztampowej historii, która nie wybije się ponad przeciętność a raczej zostanie poniżej średniej. Być może niezasłużenie, ale przy takiej „reklamie” trudno by było inaczej. Spodziewam się też, że osoba układająca cytowanego „blurba” albo poprawi się w tym znacznie, albo zmieni zajęcie...

Mariusz "Galvar" Miros




Adrian Tchaikovsky, „Imperium Czerni i Złota”

Gdyby potraktować serio wszystko, co zachodni wydawcy piszą o „Imperium Czerni i Złota” Adriana Tchaikovsky’ego, mielibyśmy do czynienia z reinkarnacją Tolkiena. Ewentualnie z pisarzem łączącym w swojej prozie to, co najlepsze u Scotta Lyncha, Patricka Rothfussa i Joego Abercrombiego. Jak widać poprzeczka została zawieszona wysoko. Czy autor do niej doskoczy, zweryfikują czytelnicy.
Na razie można spróbować podsumować to, co wiemy na pewno. Kolejny cykl fantasy (minimum cztery opasłe tomy), kolejna walka dobra ze złem, kolejny niezłomny bohater. Innymi słowy: jak zwykle. Pamiętajmy jednak, że najnowsze cykle fantasy, chociaż z pozoru klasyczne, wnosiły sporo świeżości do gatunku. Tak było w przypadku „Imienia wiatru” czy „Bohaterowie umierają”. Jak będzie tym razem?
Z opisów wybija się postać głównego bohatera – nie kolejnego młodzieńca, który w trakcie książki dorasta do roli bohatera, ale starzejącego się męża stanu i szpiega w jednej osobie – Stenwolda Makera. Oczywiście nie wyklucza to wprowadzenia młodszych postaci i sprowadzenia Makera do roli mentora, niemniej sam punkt wyjścia kreacji tej postaci wydaje się interesujący.
Książki fantasy w 99% przypadków nie mogą obyć się bez magii. W „Imperium Czerni i Złota” będziemy mieli do czynienia ze Sztuką. Ciekawe, czy autor oprze ją na klasycznych wzorcach (siły natury, wrodzony talent), czy też będziemy mieli do czynienia z jakąś innowacją. No i maszyny – wzmianka o nich w opisie sugeruje, że będą czymś niezwykłym. Jeśli dodamy do tego wspomnianych na anglojęzycznych stronach owadzich wojowników robi się jeszcze ciekawiej.
Nie sądzę, żeby „Imperium Czerni i Złota” Adriana Tchaikovsky’ego było kamieniem milowym w literaturze fantasy, ale że jest to książka warta chociażby przekartkowania w księgarni – nie wątpię.

Adam "Tigana" Szymonowicz





„Miłość i sen” jest drugim tomem „Ægiptu”, czterotomowego cyklu Johna Corwleya. W tej serii nie wszystko jest jednak tak proste, jak się wydaje – stąd i do powyższego zdania należałoby poczynić serię zastrzeżeń.
„Miłość i sen” ukazała się po raz pierwszy w 1994 roku, czyli siedem lat po „Samotniach”. To długi okres, który sugeruje, iż przez ten czas autor trudził się nad tworzeniem drugiej części swojego dzieła, wymyślając je od podstaw. Założenie to jednak jest błędne, gdyż pierwszy szkic fabularny „Miłości i snu” był znany już w 1984 roku, przed premierą książki otwierającej „Ægipt”. Spodziewam się więc, że „Miłość i sen” będzie duchowym bratem „Samotni”, a wszelkie zmiany będą dotyczyły co najwyżej kwestii czysto językowych, bez prób wprowadzenia nowych idei do hermetycznych treści popularnych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
Nie spodziewałbym się również ciągłości fabularnej czy formalnej. Już blurb sugeruje cofnięcie się w czasie, do wcześniejszych lat życia głównego bohatera – co sugeruje pominięcie pozostałych wątków i przenikania się różnych linii czasowych (czy też rzeczywistości). Przypuszczam, że większego znaczenia mogą nabrać wątki doktora Dee i Giordana Bruna. Zresztą Crowley nawet tytułami powieści podkreśla znaczenie wątków toczących się w XVI wieku – „Miłość i sen” stanowi nawiązanie do „Hypnerotomachia Poliphili” autorstwa najprawdopodobniej Francesco Colonny.
Rytm „Ægiptu” wyznaczają domy astrologiczne. W przypadku „Miłości i snu” będą to: Genitor, Nati i Valetudo. Zatem oczekiwać można poszukiwania przez bohaterów swoich korzeni i dziedzictwa, skierowania się ku hedonizmowi, miłości, a także, w finale, wolty ku przyziemnemu życiu wypełnionemu obowiązkami i codziennymi czynnościami.
Nie będę pisał o oczekiwaniach fabularnych ani zgadywał, jak rozwiną się poszczególne wątki. Przecież nie one są w cyklu Crowleya najważniejsze. Nie wątpię jednak, że autor dalej będzie drążył, poszukiwał gnozy w otaczającym nas świecie, szukał przenikania się świata realnego z „Ægiptem”, krainą snu i magii. Jednakże nie spodziewam się, że w „Miłości i śnie” zacznie się coś klarować i wyjaśniać. Crowley nie jest typem pisarza podającego czytelnikowi wyjaśnienia na tacy; raczej pozostawia sieć poszlak, dopuszczając wieloraką interpretację. Stąd też bardzo możliwe, że cokolwiek (no, prawie) napisałbym w tej zgadywance, to mogłoby się okazać spójne z którąś z linii interpretacyjnych.

Tymoteusz Wronka





Każda nowa książka Andrzeja Sapkowskiego jest wydarzeniem. Świadczy o tym chociażby fakt, że o zbliżającej się premierze informuje nie tylko prasa branżowa, ale także media o znacznie większej sile oddziaływania. Nie inaczej jest w wypadku „Żmii” – wystarczyło podać datę premiery, a od razu pojawiły się newsy w „Gazecie Wyborczej” i „Dzienniku”. Czy słusznie?
Na pewno można spodziewać się książki znacznie odbiegającej, przynajmniej pod względem fabularnym, od tego, co do tej pory tworzył Sapkowski. Zapomnijmy o magicznej nibylandii czy średniowiecznych Czechach. Tym razem autor wiedźmińskiej sagi zabiera nas w podróż do ogarniętego wojną Afganistanu. Główny wątek, wedle zapowiedzi, ma koncentrować się wokół inwazji radzieckiej, ale będziemy też świadkami zmagań w starożytności i czasach nowożytnych. A wszystko za sprawą tytułowej żmii. Zapowiada się frapująco.
Ktoś się zapyta „Gdzie Rzym, a gdzie Krym?”. Co o współczesnej historii może wiedzieć autor książek spod znaku magii i miecza? Wbrew pozorom dużo. Sapkowski też już nie raz pokazywał, że scenografia fantasy nie przeszkadza, a wręcz pomaga w nadaniu książce uniwersalnego przesłania. Zmieniają się opisywane rasy, kultura, ale niezmienna pozostaje ludzka natura. Nie zdziwmy się zatem, gdy wojska Aleksandra Wielkiego będą bliźniaczo przypominać rosyjskich sołdatów. Wystarczy zmienić karabin na łuk, człowiek pozostanie człowiekiem.
Nawet jeśli fabuła nie spełni pokładanych w niej nadziei, to pozostanie niepowtarzalny styl Sapkowskiego. Lekki, skrzący się dowcipem, a jednocześnie bogaty w treść. Dodajmy do tego mnóstwo postmodernistycznych sztuczek, erudycyjnych wtrętów i mamy składniki prawdziwie wybuchowej mieszanki.
Mogę tylko zgadywać, jaka będzie najnowsza książka Andrzeja Sapkowskiego, ale jednego jestem pewien. Żaden szanujący się czytelnik nie powinien przejść obok niej obojętnie.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Anna Brzezińska, „Letni deszcz. Sztylet”

Ciężko wypowiadać się o oczekiwaniach względem książki, która miała ukazać się już dość dawno. Saga o Twardokęsku kojarzy mi się tutaj z „Pieśnią Lodu i Ognia” Martina, której kolejne części mają się ukazać, a jakoś się nie ukazują i zniecierpliwieni czytelnicy z trwogą oczekują, czy prowadzący niezbyt zdrowy tryb życia autor zdąży z ukończeniem całości przed odejściem z tego padołu łez.
Anna Brzezińska uniknęła takich podejrzeń. Przedstawia nam w końcu finał historii, po którym spodziewam się większej dozy informacji na temat świata weń przedstawionego. Mam też nadzieję na zmianę stylu, który nie tylko w wydaniach SuperNOWEJ sprawiał, że przez tekst często trudno było mi przebrnąć. Od tamtego czasu autorka popełniła kilka publikacji (bardzo cenię jej zbiór opowiadań „Wody głębokie jak niebo”) i z zaciekawieniem oczekuję zwieńczenia sagi. Nie tylko pod względem fabularnym, ale także warsztatowym, który chciałbym porównać z wcześniejszymi tomami. Mam nadzieję, że przeczytanie tej książki nie będzie li tylko czytelniczym obowiązkiem muszę-poznać-zakończenie, ale godnym zapamiętania i mile spędzonym czasem. Obym się nie zawiódł.

Mariusz "Galvar" Miros




Neal Stephenson, „Peanatema”

Neal Stephenson to bodaj jedyny pisarz science fiction, który od lat nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu, z każdą książką starając się przekroczyć barierę granic gatunkowych. Tak było z „Zamiecią”, „Diamentowym wiekiem”, monumentalnym Cyklem Barokowym – a teraz, zapewne, tak się stanie z „Peanatemą”. Łączy ona elementy powieści dla młodzieży z klasyczną SF, klasyczną w tym charakterystycznym, konserwatywnym ujęciu, postawionym jednak na nowo. „Peanatema” nawiązuje scenograficznie i fabularnie do Złotego Wieku, przełamując jednak konwencję z siłą Pudzianowskiego. Oto mamy świat odległej przyszłości, równoległą Ziemię nieskończenie odległą w czasie, zwaną Arbre, lecz nauka i postęp wcale nie wystrzeliły do przodu, a wraz z nimi nie rozwija się cywilizacja.
Wręcz przeciwnie.
Żadnych Technologicznych Osobliwości, cyfrowej cywilizacji, Sztucznych Inteligencji, nanotechnologii i ekonomii. Nauka staje się elitarna, a powieściowe odpowiedniki naukowców żyją w quasi-średniowiecznych klasztorach matycznych, odcięte od świata zewnętrznego rytuałami, formułami i zimnymi ścianami cel. Klasztory owe otwierają się raz na jakiś czas... Do tego czasu, mnisi żyją w zamknięciu, uczą się, dojrzewają, aż pewnego dnia na Arbre przylatuje dziwny statek i mnisi muszą skonfrontować się z brutalną rzeczywistością. Jeden z nich, młody Erazmas, stojący u progu dojrzałości, wyrusza w daleką podróż, by rozwiązać zagadkę tajemniczych gości i odnaleźć swojego mistrza.
Już samo imię bohatera wskazuje, nawiązując do Erazma z Rotterdamu, że nie będzie to zwykła młodzieżówka. Podkreślając rozmach powieści, rozpisanej na ponad dziewięciuset stronach, zachodni recenzenci zwracali uwagę na gry filozoficzne, zabawę z historią filozofii i historią idei. Dla miłośników naukowych łamigłówek, pragnących zrozumieć zasady rządzące światem przedstawionym wraz z bohaterem, co także stanowi mrugnięcie okiem do Złotego Wieku i klasycznej, koncepcyjnej fantastyki naukowej, będzie to zapewne gratka. Wcale bym się nie zdziwił, znając prozę Stephensona, gdyby w książce ponad połowę treści stanowiły dialogi filozoficzne. Sądzę również, że ze względu na wiek bohatera a także wybraną przez Stephensona konwencję young adult, mamy prawo oczekiwać nieco humoru, a także analizy problemów, jakim każdy dorastający facet musi stawić czoła. Szukając jednego zwrotu określającego nową powieść Stephensona, można zaryzykować i nazwać ją philosophia fiction dla młodzieży.

Jan "Żerań" Żerański




Maciej Guzek, „Trzeci świat”

Maciej Guzek „Królikarnią” zaskarbił sobie moją sympatię (a raczej sympatię dla jego prozy, bo przecież o to właśnie chodzi), którą umocnił kolejnymi krótkimi tekstami. Stąd też, gdy pojawiła się informacja, że pisze powieść, ucieszyłem się... i nadal się cieszę, choć zamiast „Czystego dobra” w październiku ukaże się „Trzeci Świat”1), powieść osadzona w realiach debiutu książkowego Guzka. Tylko – czy aby na pewno?
Informacje o książce na razie są skąpe, spekulować można więc w zasadzie tylko na podstawie noty wydawniczej. Ta co prawda jasno określa, że rzecz będzie osadzona w rzeczywistości wykreowanej przez Guzka w „Królikarni”, ale wydaje mi się, że nie będzie możliwe postawienie znaku równości między tymi dwiema książkami. „Trzeci Świat” ma się dziać w obcym świecie, gdy opowiadania z „Królikarni” w większości dotyczyły naszego. Już to pozwala na pewne zmiany, a opis fabuły wręcz potęguje wrażenie, że nowa książka Guzka będzie znacząco różniła się od poprzedniej. Być może będzie miała w sobie – przynajmniej pod względem scenerii – więcej wspólnego z klasycznym fantasy niż mieszaniną gatunkową, jaką była „Królikarnia”?
Jednakże bardziej niż kwestie fabularne czy scenograficzne interesuje mnie sama forma książki. Autor wspominał, czego wyraz można również znaleźć w blurbie, że „Trzeci Świat” ma mieć formę swego rodzaju reportażu; zapisków dziennikarza wysłanego do obcego świata. Zastanawiam się, czy będzie to miało formę klasycznej fabularyzowanej relacji z podróży, zapisków reporterskich (np. czegoś pośredniego między tym, co Wit Szostak zaproponował w „Raporcie z nawiedzonego miasta” i „Mieście grobów. Uwerturze”) czy może luźnych obrazów i impresji, które dopiero po pewnym czasie ułożą się czytelnikowi w spójną całość? Osobiście preferowałbym jak najmniej linearną narrację, ale o tym, na ile moje pragnienia się sprawdzą, przekonamy się dopiero po 21 października.

Tymoteusz Wronka




Jakub Małecki, „Zaksięgowani”

Październik wydaje się być niezwykle interesującym miesiącem. W zapowiedziach wydawniczych pojawiło się wiele ciekawych pozycji. Nowa książka Andrzeja Sapkowskiego, czwarty tom Twardokęska Brzezińskiej, nowy Guzek. Do tego kilka pozycji zagranicznych autorów, choćby Crowleya, Thomasa czy Stephensona. Zdecydowałem się jednak wybrać taką książkę, na którą przy tym natłoku bardziej znanych autorów mniej czytelników zwróci uwagę. „Zaksięgowani” Jakuba Małeckiego, bo o nich mowa, ukażą się 21 października nakładem wydawnictwa Powergraph. Jest to trzecia książka w jego dorobku, dwie wcześniejsze to „Błędy” i „Przemytnik cudu”. Autor większości czytelnikom jest mało znany; debiutował całkiem niedawno, w 2007 roku.
Oczywiście to nie jedyny, ani tym bardziej główny powód, dla którego wybrałem właśnie tę książkę. Moją uwagę przykuła tematyka zbiorku. Co tym razem przygotował nam Małecki? Siedemnaście opowiadań, w tym czternaście wcześniej niepublikowanych. Teksty z „Zaksięgowanych” to jak sam autor pisze: „literatura grozy, miejska, brzydka (...). Wrzuciłem w tę książkę mnóstwo postaci, dziwactw, skrzywień świata i troszkę absurdu”. Zaintrygowało mnie to dlatego, że ostatnimi czasy z chęcią sięgam po książki o podobnej tematyce. Trochę taki miejski horror, mocno osadzony w naszej rzeczywistości. Tym właśnie, wydaje mi się, będzie książka Małeckiego.
Oczekiwania wobec „Zaksięgowanych” mam inne niż wobec pozycji kładących większy nacisk na rozrywkę czytelnika. Marzy mi się książka nie tyle dobrze napisana (choć nadzieję rozbudza Michał Cetnarowski, wspominając o świetnym języku, pojawiającym się liryzmie, gdy tekst na to pozwala, oraz udostępniony fragment jednego opowiadania), co wpływająca na emocje czytelnika, poruszająca tematy ważne dla jednostki, ale bez zbędnego patosu, opowiadająca o zwyczajnym życiu, o tym, czego w pewnej mierze sami doświadczyliśmy. Chciałbym wplecionych w nią elementów fantastycznych w taki sposób, aby nie wydawały się umiejscowione tam na siłę. I rzecz ostatnia, niech po prostu dobrze się czyta.

Łukasz "Maeg" Najda





„Pieśń łuków. Azincourt” jest kolejną książką historyczną Bernarda Cornwella. Tym razem autor opowiada historię młodego angielskiego banity, Nicholasa Hooka, który uczestniczy w kampanii wojennej Henryka V w północnej Francji – od oblężenia Haefleur, aż do bitwy pod Azincourt. Fabuła utworu oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach – pod tym względem nie należy spodziewać się żadnych niespodzianek (a jeśli autor pozwala sobie na dowolność, to w nocie historycznej rzetelnie wyjaśnia, w jakich miejscach poniosła go fantazja). W powieści nie ma elementów fantastycznych – jej najmocniejszą stroną jest malownicze odwzorowanie tła epoki, mnogość detali historycznych i społeczno-obyczajowych. Aby zapoznać się ze szczegółową oceną książki, zapraszam do lektury recenzji.

Beata Kajtanowska





Andrzejowi Pilipiukowi można zarzucić wiele – nie najlepszy styl, powielanie pomysłów, uproszczenia fabularne. Jednego można mu wszakże pozazdrościć – umiejętności trafiania w gusta szerokiego grona czytelników. Tezę tę potwierdza „Homo bimbrownikus”. Wielki Grafoman świetnie wiedział czego oczekują czytelnicy i nie zawiódł. Mnóstwo akcji, grepsów, bimbru, jednowymiarowego spojrzenia na rzeczywistość za oknem. Innymi słowy: to co zwykle, ale w większej dawce.
Jednocześnie Pilipiuk zaskakuje pod względem formy. Niemiłą niespodzianką okazał się poziom krótszych opowiadań. Na trzy utwory broni się jedynie „Cyrograf”, kiepsko wypada „Ostatnia misja Jakuba” i „Ochwat”. W wypadku tych ostatnich, pomysł wyjściowy nie jest zły, ale widać, ze autorowi nie chciało się przy nich popracować. A może to oznaka zmęczenia materiału?
Cieszyć powinien za to niezły poziom tytułowego utworu. Oczywiście, można zarzucić niedoróbki fabuły, jej questowość (od zadania do zadania), ale równocześnie w trakcie lektury nie odczuwa się znudzenia, a szwy łączące poszczególne epizody nie są nazbyt widoczne.

Adam "Tigana" Szymonowicz





„That’s a bingo”. Pisany kilka miesięcy temu zgad „Perkalowego dybuka” Konrada T. Lewandowskiego okazał się trafny. Otrzymujemy bowiem dokładnie to, czego można się było spodziewać: dzielnego nadkomisarza Drwęckiego, dobrze oddany klimat przedwojennej Polski, sporą dawkę humoru i kilka postaci historycznych w tle. Co prawda tych ostatnich jest jakby mniej, a szumnie zapowiadany Julian Tuwim nie ma zbyt dużego wpływu na akcję, niemniej tradycji stało się zadość. Powieść powiela także stare grzechy: znów trochę zawodzi sama intryga, brakuje atmosfery czarnego kryminału oraz celnych, cynicznych one-linerów.
Pomimo tego książka Lewandowskiego zaskakuje. Autor, który do tej pory kojarzył mi się z nie najlepszym stylem, w kilku fragmentach książki wręcz „maluje” słowami. Szczególnie mocno zapada w pamięć scena, kiedy fabryczne syreny wzywają robotników do pracy, a oni niczym upiory wyłaniają się z mgły. Do tego dochodzi kilka mniej lub bardziej czytelnych aluzji dotyczących przyszłych wydarzeń. W „Perkalowym dybuku” pojawia się i wzmianka o Zaleszczykach, i prorocze słowa o tym, jak pięknie byłoby umrzeć jesienią w dolinie Bzury. Oby Lewandowski nie zrezygnował z tego typu zabiegów w kolejnych odsłonach cyklu.

Adam "Tigana" Szymonowicz



Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski



1) Co prawda „Czyste dobro” było zapowiedziane w lutym a informacja o „Trzecim Świecie” pojawiła się dopiero we wrześniu, ale tak naprawdę kolejność ukazania się powieści Guzka nie jest zaskoczeniem już od jakiegoś czasu. Autor już na tegorocznym Pyrkonie (czyli w marcu) wspominał, że pracuje nad innym tekstem, który najprawdopodobniej ukaże się jako pierwszy.



Autor: Katedra


Dodano: 2009-09-30 18:11:38
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Lord Turkey - 18:41 30-09-2009
Od publikacji pierwszych zgadywanek minęło już sporo czasu. Dlatego chcielibyśmy poznać Wasze opinie: co w zgadywankach się podoba, a co wręcz przeciwnie. Czego oczekujecie po podobnych zapowiedziach, jak możnaby je uatrakcyjnić?

Zapraszam do dzielenia się uwagami i dyskusji.

Lord Turkey - 23:33 03-10-2009
Spośród październikowych pozycji z pewnością zapoznam się z nową (trochę trzeba było na nią poczekać...) książką Sapkowskiego, przyjrzę się też bliżej "Imperium czerni i złota", bowiem zgadywanka Tigany wraz z objętością knigi i rozsądną ceną zrobiły na mnie dobre wrażenie.

Powieść Crowleya - rewelacyjna, klimatyczna okładka. Zresztą podobnie jak inne z cyklu. Reszta jak dla mnie warta co najwyżej przekartkowania w Empiku.

Tigana - 16:15 11-10-2009
Piszą o nas, a nawet polemizują :wink:

nosiwoda - 11:15 12-10-2009
Czego jak czego, ale polemiki to akurat tam nie widzę...

Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

Recenzje

Riggs, Ransom - "Baśnie osobliwe"


 Cetnarowski, Michał - "Podwójna tożsamość bogów"

 Dashner, James - "Dziennik osobliwych listów"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

Fragmenty

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #2

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS