NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Thomas, Jeffrey - "Listy z Hadesu. Punktown"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Punktown/Letters form Hades
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Październik 2009
ISBN: 978-83-7480-146-1
Oprawa: twarda
Format: 135x205 mm
Liczba stron: 400
Cena: 39,00
Rok wydania oryginału: 2000/2003



Thomas, Jeffrey - "Listy z Hadesu. Punktown" #2

Sztuka kochania

Nimbus spojrzała przez okno na alejkę w dole, a dokładnie na ścianę budynku naprzeciwko. Ozdabiały ją dzieła Teala, namalowane sprejem szeroką gamą jaskrawych kolorów; były tak wyraźne i ostre, jak odbite z szablonu. Powiedział jej kiedyś, że od dzieciństwa pokrywał swymi graffiti całe Punktown. To dzieło sztuki przedstawiało długą wstęgę egipskich hieroglifów. Nigdy nie pytała, co znaczą i czy w ogóle on sam to wie.
Zastanawiała się także, ile jego wcześniejszych arcydzieł graffiti oglądała w życiu, nim go poznała. Kiedy zerkała na nie, opierała się o nie plecami, by zapalić papierosa, albo kuliła się pod nimi, sypiając w uliczkach w zimne noce, nie miała pojęcia, że pewnego dnia ich losy się splotą. Nie wiedziała, że zostanie jego partnerką w tak wielu znaczeniach tego słowa.
Przyglądała się poobijanemu czyścilotowi, który dotarł do wylotu uliczki; cały korpus nieszczęsnego robota, podobnie jak jego pobratymców, pokrywały nabazgrane sprejem graffiti, znacznie mniej artystyczne niż dzieła Teala. Słysząc ostre zgrzyty i trzaski sprzątacza wgryzającego się w grube pokłady śmieci, Nimbus zacisnęła zęby. Gdy się zbliżył, spłaszczone kartonowe pudło uniosło się nagle i dwóch bladych chłopaków uciekło w głąb uliczki, by uniknąć zmiażdżenia na stercie śmieci. Białe insekty pod kamieniem, brutalnie odsłonięte. Na serce Nimbus padł nagle cień.
Gniewny pneumatyczny syk sprawił, że gwałtownie się obróciła. Czyżby i tutaj dotarł czyścilot? Jej ciało spięło się do ucieczki. Trudno zwalczyć stare nawyki.
Teal siedział przy swym warsztacie, ciągnącym się wzdłuż wysokiej, ceglanej ściany, którą pomalował lśniącą różową farbą. Mały, przenośny grzejnik dmuchał wprost na niego. Loft był wielki i kiepsko ogrzany. Obok na blacie stał kubek kawy. Scena ta miała w sobie domową błogość, nieznaną dotąd Nimbus. Teal zmagał się z syczącym wężem sprężonego powietrza, podłączonym do kompresora, który zdołał skądś zdobyć; marszczył w skupieniu brwi. Nimbus uśmiechnęła się na ten widok i ciepło owego uśmiechu powoli rozlało się po jej ciele, przeganiając chłodny cień, niczym promień słońca wyskakujący zza chmury.
Podreptała ku niemu w skarpetkach i objęła go od tyłu. Sapnął z lekką irytacją i poruszył się, wciąż próbując opanować przepływ powietrza przez wąż. Zatem drażniła go dalej – pochyliła się i polizała go w ucho, jej włosy opadły mu na twarz. W tym momencie mógł na nią warknąć, ale udało mu się opanować powietrze, toteż westchnął i wyprostował się, napierając plecami na piersi Nimbus. Sięgnął, by pomasować jej ramiona.
– Jeszcze kawy? – wymruczała, ciągnąc go za płatek ucha zębami.
– Musi zostać na jutro rano. To wszystko, co nam zostało.
– Mogę kupić małą paczkę.
– Nie mamy dość pieniędzy.
– Nie?
– Nie. Zaczekaj, aż Willie mi zapłaci.
– Lepiej, żeby zapłacił, i to szybko. Przecież wie, że potrzebujesz kasy.
Willie był starym kumplem, obecnie prowadzącym skromny punkt usług drukarskich. Teal projektował dla niego logotypy na wizytówki i nagłówki listów biznesowych. Obecnie nie zarabiał na niczym innym. Miał szczęście, że dom należał do jego wuja.
Nimbus okrążyła krzesło i usiadła Tealowi na kolanach. Uśmiechnął się ze znużeniem i pomasował jej uda przez miękką bawełnę mocno spranego dresu. Jak dotąd oboje nie zdjęli jeszcze ciepłych, wkładanych do łóżka dresów, ani nie wzięli prysznica. Szorstki zarost na policzkach Tea­la i jego krótkie, potargane włosy rozczuliły Nimbus – kojarzyła jej się z małym chłopcem, który właśnie zbudził się z drzemki i przeciera oczy. Czasami budził w niej niemal macierzyńskie uczucia. Nawet po roku było to dla niej takie dziwne, takie obce. I takie ciepłe...
Dłoń Teala wśliznęła się pod jej bluzę z tyłu, pieszcząc gładką, napiętą skórę. Nimbus poczuła, jak stwardniał pod jej pośladkami. Uśmiechnęła się, zeskoczyła z kolan i wzięła go za rękę.
Łóżko stało obok lśniącego pomarańczowego grzejnika w kącie wysokiego loftu. Dzięki temu mogli zrzucać ubrania i nadal w cieple leżeć bez przykrycia. Poza tym rozgrzewali się nawzajem w objęciach, zdyszani, spoceni.
Teal objął rękami po jednym jej udzie, jakby zamierzał je sobie zarzucić na ramiona i przycisnął mocno wargi do miękkiego, białego brzucha. Polizał znużone oko pępka. Zanurzył nos w piżmowym, lśniącym gąszczu. Przytrzymała mu głowę, krótkie włosy zjeżyły się między jej rozcapierzonymi palcami, wygiętymi jak jej plecy w paroksyzmie rozkoszy.
Kiedy spojrzał na nią z dołu, jego źrenice zalśniły jasno w pomarańczowym blasku grzejnika. Teal odziedziczył mutację nadającą źrenicom srebrzystą barwę – wyglądało to jak metaliczna katarakta. Tęczówki okalały je niczym fioletowa słoneczna korona. Twierdził, że ma świetny wzrok, że doskonale widzi głębię i rozróżnia kolory. Ona jednak wolała wierzyć, że owe niezwykłe soczewki skupiają jego wyobraźnię, pozwalając tworzyć sztukę. Lubiła, kiedy koncentrowały się na niej, choć teraz, gdy przesuwał się w górę wzdłuż jej ciała, połyskiwały niesamowicie. Z uśmiechem położył się na niej. Kiedy jego twarz znalazła się w górze, ujrzała swoje odbicie w owych jasnych kręgach – dwie bliźniacze kamee.
Zanurzony w niej, oparł się na ugiętych rękach, patrząc między nich w miejsce, w którym się łączyli, i na całe jej ciało. Jako artysta kochał kształty i formy. Zastanawiała się, czy w tym momencie budzi w nim jakieś natchnienie, i z wielką czułością pomyślała o jego tajemniczym umyśle. Czuła dumę, że mimo swego wyjątkowego indywidualizmu, pozwolił jej połączyć jej sztukę z własną, tak jak teraz łączyły się ich ciała.
Działający w różnych mediach artyści, którym oddawała je wcześniej, nim spotkała Teala, twierdzili, że jest dla nich natchnieniem. Natchnieniem do pożądania, drwiła w myślach. Nawet gdy zachwycali się jej pięknie rzeźbioną figurą, w szale namiętności ich słowa znaczyły tyle co nieartykułowane pomruki. To było pożądanie, nie pełen szacunku podziw, jak u Teala.
No dobrze... on także jej pożądał. Ale z szacunkiem. Teal nie był pozerem – ani jako kochanek, ani jako artysta.
Spotkali się w Cafe Steam. Odkąd rzuciła liceum i szkołę baletową, Nimbus dorabiała jako performerka. W czasie, gdy co tydzień w weekendy występowała w Steam, przez pół roku żyła na ulicy.
Z początku ich grupę tworzyły cztery osoby, ale kiedy zjawił się Teal, już tylko trzy. Nimbus i jeszcze jedna młoda kobieta miały na sobie obcisłe trykoty, które były członek ich grupy obszył tysiącami misternie pociętych kawałków modeli militarnych, fragmentów maszyn i obwodów. Było ich dość, by pokryć powierzchnię całego ciała, nie powiększając jej optycznie, zachowując poczucie gibkości i kształtu. Nosiły też kaski – pomalowane identyczną szaroniebieską farbą – dzieło tego samego artysty, częściowo plastikowe, częściowo z lekkiego metalu; rogate, zębate, a jednocześnie delikatne i barokowe, niczym tiary starożytnej rasy, w której piramidach kryłyby się rozpędzone, huczące fabryki. Trzeci członek, nieczłowiek Udotu’ut, gorączkowo wymachiwał i falował kończynami wokół kobiet tańczących szalone tańce, w których następowały okresy dziwnych połączeń, gdy dwie kobiety i kwiaciasta istota splatali się, tworząc żywe rzeźby, pozostające bez ruchu nawet przez godzinę. Podczas owych nieruchomych faz ciszę zakłócał jedynie powtarzający się od czasu do czasu skrzypiący głos: „Olej... olej...” – fragment z dialogu z bardzo starego filmu „Czarnoksiężnik z krainy Oz”.
Teal przyznał później, że ich program „Olej” zachwycił go wizualnie, wydał mu się jednak pozbawiony treści; rozbłysk bez myśli.
Choć kostium niezwykle odmieniał Nimbus, warunki życia odmieniały ją bardziej i znacznie groźniej. Trawiona chorobą chudła, popękane wargi pokrywały ciemne strupy. Partnerka z zespołu miała teraz chłopaka i nie mogła dłużej udostępniać jej kanapy. Sypianie w metrze było niebezpieczne. Kartonowe pudła w uliczkach także, a właśnie nadeszła zima. W tygodniu pomiędzy występami Nimbus zajęła się inną pracą, by mieć co jeść i móc się wybrać do kliniki po leki na infekcję żołądkową, z którą sama nie potrafiła sobie poradzić. Nowa praca także wymagała posługiwania się ciałem...
Wcześniej zamieniła już z Tealem parę słów – potrafiła wyróżnić jego twarz z tłumu – toteż gdy zaproponował kieliszek wina, usiadła przy jego stoliku w swej falującej mozaice z plastikowej chityny. Zaproponował też wyjście do kina, ale odmówiła. Czuła się zbyt zbrukana, by wybrać się na randkę jak jakaś uczennica.
Mimo to, przy następnej okazji dosiadła się do niego, tym razem na kawę, już w zwykłym stroju, i rozmawiali nieco dłużej. Opowiedział jej trochę o swych twórczych poszukiwaniach. Zafascynowana, otworzyła się, przyznała do ciężkich warunków życia, nie wspominając o drugim – tak naprawdę głównym – źródle dochodów. Teal zaoferował jej śpiwór na podłodze mieszkania w budynku należącym do wuja. Z przyczyny, której sama nie pojmowała, Nimbus z trudem oderwała spojrzenie od owych niepokojących, fascynujących chromowych źrenic i ponownie odmówiła.
Dwa wieczory później Teal wracał właśnie w śnieżycy z wyprawy do marketu na rogu, gdy znalazł na swym progu skuloną, nieprzytomną Nimbus.
Obudziła się w jego łóżku. Pojęła, że zdjął z niej ubranie... ale po to, by ją wykąpać. Ubrał ją we własną, czystą piżamę. Z początku założyła ze znużeniem i rezygnacją, że gdy była nieprzytomna, uprawiał z nią seks – ale nie. Siedział jedynie na krześle obok łóżka i ją szkicował. W ciągu następnych dni szkicował ją nagą i w ubraniu i ani razu jej nie dotknął. Jego ulubiony rysunek z owych czasów przedstawiał skradziony obraz jej uśpionej twarzy. Portret ten wisiał teraz w ramie na ścianie. Mimo popękanych warg miał w sobie miękkość i czar.
Teal zabrał ją do lepszej kliniki. Przepisane przez nich leki z początku niewiele zdziałały, ale wypoczęta, lepiej odżywiona Nimbus zaczęła dochodzić do siebie. Odzyskiwać siły. I przez cały ten czas Teal prosił, by mu pozowała. Owocem były niewielkie rzeźby z intelmetalu i filmy. Bardzo chętnie odwdzięczała się w ten sposób. Aż w końcu mogła odpłacić mu też inaczej. Wówczas zrobiła to już zarówno dla niego, jak i dla siebie.
Wcześniej przyznała się Tealowi, jak zarabiała na życie. Wysłuchał jej z troską i bez odrazy. Już po ich pierwszym razie przyznał, że od początku pragnął tej bliskości, ale się bał, czuł się niegodny jej piękna. Nimbus roześmiała się, jednocześnie jednak jej zaimponował. Wcześniej, znani artyści, a także klienci, w jej umyśle nieróżniący się od siebie, zachwycali się nią przed bądź w trakcie seksu, nigdy po.
Teraz leżeli razem w łóżku, ze skórą połyskującą od wyciśniętych soków, zgrzani i zdyszani. Otaczał ich bezczasowy kokon bezpieczeństwa – ciepłe łóżko w ciepłym kącie wielkiego zimnego miasta, w rozległym zimnym czasie i przestrzeni.



Dodano: 2009-09-30 16:47:31
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS