NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Wolfe, Gene - "Cień i Pazur"

Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Ukazały się

Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"


 antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

 Caldecott, Andrew - "Miasteczko Rotherweird"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Linki

Green, Simon R. - "Błękitny księżyc", część 2
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Green, Simon R. - "Błękitny księżyc"
Tytuł oryginału: Blue Moon Rising
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Data wydania: Sierpień 2009
ISBN: 978-83-7574-156-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Liczba stron: 368
Cena: 29,99
seria: Obca Krew



Green, Simon, R. - "Błękitny księżyc", część 2 (#2)

Powrót księcia

Kierując się ku wieży bramnej, książę zachwiał się w siodle świadom, że siły opuszczają go ostatecznie. Rozpaczliwie zacisnął palce na wysuwającym się z dłoni mieczu i w tej samej chwili z mroku wyskoczyło coś skulonego, włochatego, o wielu odnóżach, lądując na karku jednorożca. Zwierzę potknęło się, omal nie padając. Paskudny demon przywarł do jego szyi, wczepiając się w grzywę, chcąc zmusić wierzchowca do zatrzymania się. Potworek wbił mocniej szpony, ze zranień pociekła świeża krew. Zarżawszy z przerażenia, jednorożec stanął dęba i potrząsając gwałtownie głową, próbował zrzucić demona, który zaatakował jego oczy.
Starając się utrzymać w siodle, Rupert z rozmachem opuścił miecz na napastnika. Ostrze przeszyło demona na wskroś, ale istota nie zginęła. Z głębokiej rany nie popłynęła ani kropla krwi. Na oczach księcia brzegi rozcięcia zbiegły się, zrastając bez śladu. Po następnym uderzeniu, krępe ciało zwinęło się, przyjmując odmienną formę, a obrzydliwa istota zsunęła się po szyi wierzchowca, znacząc białą sierść czerwonymi kropkami, jak gdyby na jej brzuchu znajdowały się przyssawki. Półżywy ze strachu i bólu jednorożec kwiczał żałośnie, ale chwiejnie parł naprzód. Uważając, by nie zrobić krzywdy wierzchowcowi, Rupert rąbał stwora raz po raz, jednakże bez efektu. Dziwaczne kończyny wyrastały z jego ciała bez przerwy. Kiedy książę przeciął potworka wzdłuż niemal na pół, rozpłatane części przesunęły się wzdłuż klingi, a kilka kościstych odnóży chwyciło go za rękę. Ich dotyk palił niczym kwas. Znad ociekającej śluzem paszczy, wypełnionej zgrzytającymi zębami, spoglądało na niego dwoje żółtych ślepi. Rupert zaklął szpetnie, uderzając stwora lewą ręką. Zdrętwiałe palce zagłębiły się w ciało demona, tuż ponad oczami i zaczęły powoli zaciskać. Potworek wił się i rzucał, usiłując się uwolnić, jednak książę, ignorując narastający w ramieniu ból, nieustępliwie wpychał dłoń głębiej. Nagle palce zapiekły żywym ogniem, ale w tej samej chwili Rupert poczuł w dłoni coś miękkiego, pulsującego – serce demona. Istota puściła miecz i niewiarygodnie szeroko rozwierając paszczę, rzuciła mu się do gardła. Książę zaśmiał się, ostatkiem sił ciskając demona na ziemię, gdzie rozhisteryzowany jednorożec zadeptał go na miazgę. Wmłóciwszy potworka w ziemię, zwierzak popędził na oślep do zamku.
Tuż przed nimi bielała fosa i po chwili kopyta jednorożca zadudniły na drewnianym moście. Rupert potrząsnął głową, próbując zebrać myśli. Nie zauważył, jak opuszczano most. Stojący pod wjazdem Czempion, łomotał pięścią w wewnętrzną bramę. Wrota rozchyliły się powoli i książę chwycił wodze wierzchowca, niecierpliwie czekając, aższczelina poszerzy się na tyle, by wprowadzić zwierzę. Usłyszawszy za sobą poruszenie, odwrócił głowę. Do mostu, ledwie powłócząc nogami, zbliżało się dziesięciu żołnierzy. Resztki zakrwawionych zbroi wisiały na nich smętnie, lecz każdy dzierżył w dłoni miecz. Tuż za nimi unosił się odwrócony tyłem Arcymag, z którego rąk wypływała migotliwa fala magii, przyginająca do ziemi drzewa niczym potężna wichura. Całe pole zasłane było wijącymi się w agonii demonami, których ciała magia wtapiała bezlitośnie w przesiąkniętą krwią ziemię. Wreszcie wrota otworzyły się całkiem i Czempion ponaglił ich okrzykiem. Jednorożec skoczył naprzód, wnosząc Ruperta na dziedziniec. Brama zaczęła się za nimi zamykać.
– Nie! – wrzasnął książę chrapliwie. – Nie zamykajcie! Tam są moi ludzie!
– Do diabła z twoimi ludźmi! – odkrzyknął stojący nieopodal zbrojny. – Tam są demony! Zawrzeć wrota!
Urwał, czując na gardle ostrze miecza. Siedzący w siodle książę pochylił się, zaglądając mu w oczy. Obiekcje zbrojnego natychmiast stopniały. Postawa oraz spojrzenie poranionego, broczącego krwią mężczyzny nie pozostawiały wątpliwości, że człowiek ten jest dużo groźniejszy, niż jakakolwiek istota z Czarnoboru.
– Brama pozostanie otwarta dopóki nie przejdzie przez nią ostatni człowiek – warknął Rupert. – No, dalej, wydaj rozkaz, inaczej zarżnę cię tu, gdzie stoisz.
– Przytrzymać wrota! – wrzasnął zbrojny. – Przygotować się do odparcia demonów! Na zewnątrz są nasi!
Rupert opuścił miecz i zapominając o strażniku, wbił wzrok w czającą się poza murami złowrogą czerń. Jego oddział wreszcie wracał do domu. Mimo śmiertelnego znużenia patrzył z dumą, jak ocaleli żołnierze, podpierając jeden drugiego, idą przez most, a potem wkraczają na dziedziniec, zbywając machnięciami pomocne dłonie ludzi z zamkowej załogi. Nawet po tym, co przeszli, po walce z nieprzebranymi siłami Czarnoboru, nie poddali się zmęczeniu, zdecydowani przebyć te kilka ostatnich kroków o własnych siłach. Blask emanujący z dłoni Arcymaga zamigotał i zgasł. Czarodziej spłynął na ziemię i stojąc pośrodku mostu, popatrzył groźnie w mrok. Magia Wyższa, którą się posłużył, nie pulsowała już w powietrzu, nadal jednak otaczała go aura pradawnej mocy, przydając niepozornej postaci groźnej i tajemniczej godności. Demony tłoczyły się na granicy bijącego z zamku kręgu światła, żaden jednak nie odważył się zbliżyć do Arcymaga. Czarodziej odwrócił się i niespiesznie przeszedł ostatni odcinek drogi, wchodząc na dziedziniec. Demony skoczyły naprzód.
Strażnik rzucił rozkaz i brama zaczęła się zamykać. Rupert dostrzegł jeszcze, jak stwory kotłują się na podnoszonym moście, a potem masywne, dębowe skrzydła zatrzasnęły się z hukiem. Żołnierze przyskoczyli do nich, wsuwając na miejsce potężne, żelazne rygle. Rupert schował miecz i przygarbił się, znużony. Tysiące rozwścieczonych demonów podeszło pod mury, próbując je sforsować. Ogłuszający łomot wznosił się i opadał, niczym nieustający grzmot. Daleko w sercu Czarnoboru, potworna, nieludzka istota oznajmiła wyciem swój straszliwy gniew.
***
Rupert zsunął się z siodła, ale po kilku chwiejnych krokach nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Usiadł, opierając się plecami o mur. Nawet kilkumetrowej grubości kamienne umocnienia wibrowały pod uderzeniami dobijających się demonów. Ułożywszy wygodnie zranione ramię, książę wyciągnął się, oddychając z ulgą. Kręciło mu się w głowie, spóźniona reakcja szokowa wywołała dreszcze i tylko ból w barku powstrzymywał go od omdlenia, ale to wszystko nie miało dla niego znaczenia. Liczyło się tylko to, że znów był w Leśnym Zamku. Na dobre czy na złe, niezależnie od tego, co go tu czekało, był w domu. Z każdą chwilą atak na mury zamkowe słabł, a makabryczne wycie zamierało, ale martwa cisza, która wreszcie zapadła, wydawała się jeszcze bardziej złowroga. Rupert przymknął oczy, pozwalając myślom odpłynąć. Wykonał swoje zadanie, teraz miał prawo odpocząć. Przez chwilę. Ocknął się na dźwięk cichego rżenia. Otworzywszy oczy, ujrzał jednorożca. Wierzchowiec stał z nisko zwieszonym łbem, zapatrzony w przestrzeń. Rupert uśmiechnął się do niego.
– Niezły galop – wychrypiał.
Jednorożec łypnął na niego kpiąco.
– Lepszego nie masz się co spodziewać. Nigdy w życiu nie gnałem tak szybko. To niesamowite, co można zrobić, działając pod presją. Jak się czujesz?
– Jestem wykończony do granic końca. Zabiłbym dla łyka wody. O ile miałbym siłę ruszyć ręką.
– Dość tego dobrego, symulancie, gdzie ten mój obiecany owies?
Rupert wydusił z siebie coś na kształt śmiechu i po raz pierwszy od przybycia udało mu się wykrzesać wystarczająco dużo energii, by podnieść głowę. Na dziedzińcu panował niewyobrażalny ścisk. Zmuszeni opuścić swe domy wieśniacy oraz mieszczanie szukali schronienia za zamkowymi murami. Tłoczyli się w niewielkich grupkach, skupionych przy żałośnie małych stosikach resztek dobytku. Plac usiany był ogniskami, którymi ludzie usiłowali przepędzić noc i chłód. Mimo to wśród złotawych kręgów przeważały plamy ciemności, a na dziedzińcu zalegał mróz. Tu i ówdzie stało kilka prowizorycznych namiotów i budek, dających złudzenie prywatności, na pewno jednak nie schronienie. Wszędzie snuły się puszczone wolno zwierzęta, wędrujące od ogniska do ogniska w poszukiwaniu jedzenia. Przy takiej ilości ludzi i zwierząt stłoczonych na małej przestrzeni, na dziedzińcu panował koszmarny smród, jednak nikt zdawał się go nie zauważać. Przywykli.
Najgorsza przy tym wszystkim była cisza. Ludzie lgnęli do siebie w poszukiwaniu ciepła i pociechy, ale nie rozmawiali. Wpatrywali się apatycznie w ogień, ogłuszeni tym, co ich spotkało, pozbawieni nadziei na przyszłość, i czekali biernie, aż przyjdzie po nich mrok. Nawet mury zamkowe z całą ich magią nie były w stanie odgrodzić uchodźców od wpływu Czarnoboru. Strach, niepewność, rozpacz zalegały nad dziedzińcem niczym gęsta mgła, odzwierciedlając się na szarych, znękanych obliczach. Ciemność wycisnęła piętno w ich duszach. Rupert odwrócił wzrok. Tyle miesięcy wędrówek, tyle bitew, zwycięstw i wszystko na nic. Spóźnił się. Błękitny Księżyc już wzeszedł, nad Leśnym Królestwem zapadła bezkresna noc.


Dodano: 2009-08-13 17:48:45
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Imię boga"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"


 Vonnegut, Kurt - "Recydywista"

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS