NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

Ukazały się

Crouch, Blake - "Mroczna materia" (wyd. 2)


 Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

 Larson, B.V. - "Podbój"

 Lem, Stanisław - "Astronauci" (WL)

 King, Stephen - "Roland" (filmowa)

 Riordan, Rick - "Tajne akta Obozu Herosów"

 Mróz, Remigiusz - "Czarna Madonna"

 Hardinge, Frances - "Drzewo Kłamstw"

Linki

Watts, Peter - "Ślepowidzenie"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Blindsight
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Data wydania: Lipiec 2008
Oprawa: twarda
Liczba stron: 328
Cena: 35,00
Rok wydania oryginału: 2006
Wydawca oryginału: Tor



Ślepowierzenie, czyli rzecz o interpretacji Wattsa

Mija rok odkąd ukazało się polskie wydanie "Ślepowidzenia" Petera Wattsa. Powieść odniosła spory sukces (nie znam wyników sprzedaży – mam nadzieję, że nie było to tylko „zwycięstwo moralne”), stając się czynnikiem inicjującym przypływ przychylnych recenzji oraz komentarzy, czasem dyskusji. Jednak w bardzo dużej ilości obieranych stanowisk dominuje pogląd, iż Peter Watts to czarnowidz wieszczący krach świadomości, a wraz z nią człowieczeństwa. Zresztą trudno się dziwić, skoro już tekst promocyjny książki wydaje ten osąd: „Tyleż magnetyczna, co przerażająca, wielostronnie argumentuje, że świadomość to przegrana sprawa, w którą wierzymy z przyzwyczajenia”1). Osobista lektura doprowadziła mnie do zupełnie innych wniosków – zwłaszcza biorąc poprawkę na książkowy finał. Jednocześnie postawiłem sobie pytanie, jaki jest charakter tego przewartościowania – czy Watts występuje tu w roli scjentysty, czy raczej ewangelisty? W poniższym tekście postaram się wyłożyć moją interpretację tej świetnej książki – jako że nie obędzie się bez roztrząsania fabuły, nie polecam tego tekstu osobom, które „Ślepowidzenie” mają jeszcze przed sobą.

Zacznijmy, nieco odtwórczo, od podstaw – wszechświat wymusza na znajdującym się w nim istotach przyjmowanie skutecznych, abstrahujących od pojęć dobra czy zła, zachowań – by przeżyć. Świadomość nie jest potrzebna do życia – jej pojawienie się jest wynikiem przypadku, jej przetrwanie (czyli wymarcie wampirów) również. Ludzkość można porównać do szczęśliwca, który dwa razy wygrał w lotto – i tylko dlatego może do czasu egzystować w bezlitosnym kosmosie. Zresztą sam Watts personifikuje tenże kosmos – odsyłam w tym miejscu, do katedralnego wywiadu przeprowadzonego przez Żerania2) – w istocie dopiero po jego przeczytaniu zostałem naprowadzony na gnostyczne konotacje „Ślepowidzenia”, chociaż wynikały one subtelnie już z samej książki. Watts pisząc o Bogu będącym fizyką, ma na myśli „pana tego świata”3) – czyli z pozycji chrześcijańskiej i gnostyckiej określanego jako złego demiurga, szatana, Arymana. W tej perspektywie również Wattsowskie wampiry coraz mniej mają wspólnego z książkowym bajerem, a coraz bardziej można je interpretować jako istoty, które na gruncie ewolucji rzeczywiście zawarły z „panem tego świata” pakt następującej treści – doczesna potęga za cenę części świadomości.

Wampiry wypadły jednak z ewolucyjnego wyścigu na skutek genetycznego przypadku, dając rozwinąć się homo sapiens – w rezultacie XXI wiek skutkuje rozwinięciem na planecie Ziemia cywilizacji stanowiącej mariaż wielu bytów – założyć można, że w skali wszechświata to zjawisko wyjątkowe. Będę operował tu pojęciem cywilizacji ziemskiej, nie mówiąc jedynie o ludziach, ale ludziach, cyborgach, wampirach oraz AI. Wszystkie te byty, różniące się proporcją świadomości w swoim jestestwie, współtworzą cywilizacje. Wielość ta implikuje postawienie homo sapiens w niekorzystnej sytuacji – chociaż częściowo jest to rekompensowane przez obecność żargonautów i możliwości cybernetyzacji. Wiele jednostek wyłącza się z życia społecznego popadając w samozadowalającą stagnację (casus matki Siriego), na co nie bez wpływu jest funkcjonowanie w gospodarce post-niedoboru.

Watts dokonuje typologii ludzkich orientacji w kwestii życia pozaziemskiego. Przywołuje je tutaj z jednego powodu – otóż nie są to orientacje, które można stosować wyłącznie w kwestii życia pozaziemskiego, są to raczej przeświadczenia dotyczące ogólnej kondycji rozwiniętych form życia. Wyróżnia plemiona Optymistów (Sagan, Drake), Pesymistów (Fermi) oraz szczep Historyków, najbardziej pochylając się nad tym ostatnim i sugerując, iż ten sposób postrzegania jest prawdziwy w świecie „Ślepowidzenia”. Perspektywa ta jest silne darwinistyczna – im bardziej niesprzyjające warunki, tym bardziej życie musi się dostosować poprzez rozwój. Wynika z tego tyle, że najbardziej rozwinięta istota ma szanse zaistnieć w najbardziej piekielnym otoczeniu – „jeśli ktoś taki istnieje, nie będzie po prostu inteligentny. Będzie wredny”4).

I teraz pytanie – co jest piekielnymi warunkami dla życia? Od razu nasuwa się na myśl, że skrajna możliwość zimno-żar, brak światła, potężna grawitacja i tysiące innych powodów, które nie pozwalają kosmicznemu życiu na błogie leżakowanie. Warto jednak przez ten pryzmat spojrzeć na naszą planetę i zastanowić się, czy dla ziemskiej cywilizacji jednym z najbardziej piekielnych warunków, w jakich dane było jej funkcjonować, nie była właśnie świadomość. Do takiego wniosku prowadzą Wattsowskie porównania świadomości do warchoła, złego szefa, ale przede wszystkim – pasożyta żerującego na życiu. Nieświadome elementy (mam na myśli zarówno jednostkową podświadomość, jak i sztuczne inteligencje) egzystując w warunkach nieprzewidywalnej, marnotrawiącej zasoby a jednak rządzącej świadomości, musiały wykształcić w sobie nie tylko wielkie umiejętności radzenia sobie z tą sytuacją, ale też niesłychaną perfidię. Pasożyt świadomości wydaje się pełnić tylko i wyłącznie destruktywną funkcję dla całej cywilizacji podług zasady, „co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym”. Warto przywołać w tym momencie popularnonaukową książkę „Fenotyp rozszerzony” Richarda Dawkinsa, gdzie opisuje on pozytywny wpływ5) pasożyta przywry na grubość skorupy swojego żywiciela – ślimaka.

Tutaj nie mogę wykorzystać, doskonałego pretekstu, jaki daje mi słowo „skorupa”, do przeskoku z metafory na metaforę – czymże dla tezeuszowej nieświadomości, jaką jest Kapitan (kwantyczna sztuczna inteligencja), jest załoga statku? Niczym innym jak tylko skorupą, zderzakiem, czymś, co ma zmylić wroga. Nie bez przyczyny to ludzie są wysyłani do bezpośredniego kontaktu z Rorschachem, nie bez przyczyny również Kapitan manipuluje nimi, jednocześnie ukrywając prawdę („Nie lubcie maszyny rozkaz. Tak lepsz.”6)). W istocie, szukając popkulturowego odniesienia, przypomina to nieco Zui Quan – pijany styl w Kung Fu, w którym żeby oszukać przeciwnika, udaje się pijanego. I tak właśnie zwodzono wężydła. Kapitan jest tu figurą wprowadzającą pojęcie „szarej eminencji” w nową erę, co świetnie zostało oddane (poprzez przemilczenie oraz to, że „strzelbą wisząca na ścianie” był wampir Sarasti) z czysto literackiej perspektywy. Finał książki, podobnie jak w przypadku „Odysei kosmicznej 2001” i HAL’a 9000, nakazuje się cofnąć czytelnikowi przez całą linię fabularną, by uwzględnić perspektywę komputera pokładowego, co z kolei zmusza do przewartościowań i reinterpretacji dotychczasowych książkowych faktów.

Najbardziej fascynujące jest to, iż w istocie można zaryzykować rozciągnięcie sytuacji, jaka panuje na Tezeuszu, na całość ziemskiej cywilizacji. Rolę zderzaka pełnią również tutaj homo sapiens, generujący na Ziemi i wszędzie wokoło cały ten śmieć informacyjny, który już od kilkunastu lat zalewa kosmos (można wspomnieć „Kontakt” Sagana, gdzie kosmici w akcie kontaktu odesłali ludziom przemówienie Hitlera z 1934 roku) W istocie mamy do czynienia z odwrotną sytuacją jak w „Czarnych Oceanach” Jacka Dukaja, gdzie ludzkość nie wiedziała, że jest podbijana – u Wattsa ludzkość nie wie, że prowadzi aktywny podbój kosmosu chociażby oglądając „Modę na sukces” przez satelitę (to nie AI czy wampiry ją oglądają!). Można mówić więc o swoistej dychotomii cywilizacji ziemskiej, w której aspekty świadome i nieświadome ścierając się ze sobą, budują dynamikę całego systemu. Uznanie ludzkiego czynnika w systemie można wyprowadzić ze stanowiska Sarastiego podtrzymanego przez Kapitana (relacje wampira i komputera to kolejny arcyciekawy element książki, który wymagałaby oddzielnego omówienia), zamierzającego wysłać z powrotem na Ziemię właśnie człowieka, a nie robota czy wampira.

Łącząc to, co omówiłem powyżej, wniosek nasuwa się jeden – jeśli w warunkach wszechświata, który (wydawać by się mogło) standardowo poprzez swoje reguły gry gratyfikuje cywilizacje bez świadomości, pojawi się cywilizacja z elementem świadomym, to właśnie ona jest na najlepszej drodze do kosmicznej supremacji. Hybrydowy „napęd” cywilizacji ziemskiej wydaje się o tym przesądzać, nawet jeśli poszczególne części nie zdają sobie z tego sprawy. Nie oznacza to bynajmniej zwycięstwa świadomości – oznacza to tyle, że taka cywilizacja, marginalizując inne, wysunie się na pierwszy plan, na którym będzie się toczyć walka między jej nieświadomością a jej świadomością. Być może w nawiązaniu do wcześniejszego teologicznego wątku należałoby użyć bardziej sugestywnego sformułowania, osadzającego problem w odpowiedniej konotacji – cywilizacja ziemska nosi znamiona ludu wybranego pośród wszystkich innych stworzeń wszechświata, którym nie dane było doświadczyć świadomości.

W ten sposób proza Wattsa nabiera cech literatury apokaliptycznej, gdzie zbliżające się ostateczne rozstrzygnięcie wcale nie ma jednoznacznie negatywnych konotacji – jest raczej ostatecznym potwierdzeniem, dzięki któremu wyjaśnia się, kto stoi po czyjej stronie. Ważnym elementem jest dokonanie tutaj jednostkowej orientacji, co znajduje chociażby odzwierciedlenie w ostatecznej postawie głównego bohatera akcentującej wartość własnej przemiany, niezależnej od tego, czy okaże się jedynym, któremu było to dane. To postawa oświeconego pustelnika. Ta wykładnia książki Wattsa ma jeszcze jedną zaletę – w jej świetle „State of Grace” nie jest tylko fakultatywnym sequelem, lecz naturalną koleją rzeczy – wyprawa Tezeusza była, w moim przekonaniu, tylko potwierdzeniem tego, że we wszechświecie nie mamy czego szukać, bo prawdziwa walka (sąd ostateczny?) wydarzy się na Ziemi.

Jak widać wizja Wattsa w „Ślepowidzeniu” jest o tyle fascynująca, że nie wyklucza różnych podejść, zarówno czysto naukowego, jak i tych natury metafizycznej. Trudno jednak czynić z pisarza fatalistę, który jednoznacznie skazywałby świadomość i człowieczeństwo na zagładę. Jest to autor, który poddaje je próbie, ciężkiej, ale nieprzesądzającej. Z pewnością czyni to wytwarzając bardzo mroczny klimat, który zasugerował wielu komentatorów dalece bardziej niż treść. Tylko czy na podstawie tego, że Biblia opisuje wszelkie możliwe rodzaje grzechów i kataklizmów wyprowadzamy, że jest to ksiązka o jakieś wielkiej sprawie przegranej? Z jednej strony Watts, wydaje się stać w jednym szeregu z Dawkinsem i Saganem i innymi naukowcami propagujących scjentystyczno-materialistyczny obraz świata. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że za tym wszystkim nie stoi pewien mistycyzm, że przykładowo zaadoptowanie figury wampira służy w tej książce tylko bajerowi, nie jest natomiast powiązane z resztą książki, gdzieś głęboko na dnie.

„Isaac Szpindel był ateistą. Wszyscy byliśmy. Przynajmniej na początku.”7)




3) Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje” (Łk 4,5-8).

4) „Ślepowidzenie”, str. 67

5) Centralna teoria fenotypu rozszerzonego: „Zachowanie zwierzęcia ma na celu zwiększenie szans przetrwania genów, które to zachowanie spowodowały, niezależnie od tego, czy te geny należą do tego zwierzęcia, czy nie” – „The Extended Phenotype”, Oxford: Oxford University Press, str. 233.

6) „Ślepowidzenie”, str. 299

7) „Ślepowidzenie”, str. 209



Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2009-07-23 18:28:10
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

ASX76 - 22:00 23-07-2009
Świetna książka! Bardzo dziękuję wydawnictwu MAG za Jej wydanie. Mam nadzieję, że wkrótce pojawią się na polskim rynku inne książki maestro Wattsa.

Ausir - 22:18 23-07-2009
Swoją drogą to, jak się okazuje, Peter Watts tworzy teraz scenariusz do gry komputerowej:

http://polygamia.pl/Polygamia/1,94534,6 ... rytek.html

Yans - 10:01 24-07-2009
Rewelacyjna SF przez duże S i duże F !!!

ASX76 - 11:24 24-07-2009
Yans pisze:Rewelacyjna SF przez duże S i duże F !!!


Gdzie tam duże... Monstrualne!! :D

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Grobowiec chana"


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)


 Fantastyka 2016 - plebiscyt

 Nagrodzić grozę - rozmowa z Krzysztofem „Korsarzem” Bilińskim

 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

Pratchett, Terry; Baxter, Stephen - "Długi kosmos"


 Mortka, Marcin - "Królewska Talia"

 Headley, Maria Dahvana - "Gniazdo"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Shannon, Samantha - "Pieśń jutra"

 Hearn, Lian - "Pan Ciemnego Lasu"

Fragmenty

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS