NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Butcher, Jim - "Drobna przysługa"

Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

Ukazały się

Radzymiński, Jacek - "Rozeznanie duchów"


 Sanderson, Brandon - "Calamity"

 Khan, Katie - "Zatrzymać gwiazdy"

 Werner, C. L. - "Łowca czarownic"

 Lem, Stanisław - "Wizja lokalna" (WL)

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie" (WL)

 Domagalski, Dariusz - "Delikatne uderzenie pioruna" (Rebis)

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

Linki


Fotorelacja z Avangardy 2009

Fantastyczne wydarzenie lata, czyli „jak zorganizować konwent z duszą”


Zjazdy fanów fantastyki, gier fabularnych, mangi i anime zwane są zwykle konwentami (potocznie czasem: konami). Określenie pochodzi od angielskiego słowa convention. Bardzo często konwenty nie są czyste tematycznie, lecz składają się z połączenia powyższych działów. Konwent zazwyczaj odbywa się według przygotowanego programu, złożonego z prelekcji przedmiotowych, spotkań ze znanymi osobistościami danej zbiorowości, wydarzeń artystycznych i innych atrakcji. 1)

Każdego roku przychodzi taka chwila, na którą z niecierpliwością czekają nieprzebrane masy młodzieży i co bardziej zapobiegliwych studentów, wspierane przez szczególną, cieszącą się na równi z młodymi społeczność szeroko rozumianej kadry naukowej (na przekór pracującej w tym okresie zawistnej większości)… Wakacje.







Dawaj mały!

Warto je było rozpocząć od tegorocznej, piątej już edycji warszawskiego konwentu Avangarda, objętego po raz kolejny patronatem Katedry. W poniższej relacji postaram się oddać choć cień atmosfery, jaka towarzyszyła wydarzeniom składającym się na przeszło siedmiuset godzinny program. Podobnie jak w zeszłym roku frustrująca bywała konieczność dokonywania wyborów jednych punktów programu kosztem innych. Zwłaszcza biorąc pod uwagę schizofrenię, jaką odczuwa każdy szanujący się redaktor na konwencie (o czym dalej).

Pokaz sztuk walki


Jak bawiono się w tym roku? O czym należało pamiętać? Przede wszystkim o pośpiechu i trzymaniu ręki na pulsie. Wiązało się to z poprzedzającymi zabawę formalnościami, takimi jak kwestie noclegowe czy wybór dogodnej formy dojazdu na miejsce, jakim był ZS nr 37 im. Agnieszki Osieckiej przy al. Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Uwagi wymagał też sam termin konwentu (2 – 5 lipca 2009 r.), rozpoczynającego się chwilę po tym, jak przebrzmiał ostatni dzwonek na szkolnych korytarzach.
Inaczej jednak konwent odbierają uczestnicy, a inaczej redaktorzy, którym przyjdzie po wszystkim poświęcić czas na żmudne relacjonowanie imprezy, po której – w oczekiwaniu na kolejny rok – pozostały już tylko wspomnienia. Szybkie pakowanie plecaka, prowizoryczny wybór interesujących punktów programu, ładowanie baterii aparatu fotograficznego… – i można ruszać w drogę. Jadąc autobusem cieszyłem się z bliskości miejsca wybranego na konwent i zagryzając rekompensującą brak śniadania kanapkę przeglądałem wstępny informator. Ubiegłoroczna edycja zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, o czym można było przeczytać w relacji. Stąd oczekiwania wobec Avangardy V miałem niemałe. Moją uwagę przykuł już sam czas trwania konwentu, sprowadzający się do czterech dni zabawy. Nie wspominając o nocnym życiu towarzyskim, które na imprezach tego rodzaju wręcz kwitnie. Fragment informatora dostępny w sieci w przystępny sposób omawiał podstawowe kwestie, niezbędne dla każdego, kto nie chciał w sytuacji wyczerpania prelekcjami gorączkowo zastanawiać się nad tym, gdzie spać, jeść, szukać informacji czy też zabronionego na terenie konwentu złocistego trunku (dostępnego w towarzystwie zacnej kompanii w Paradox Cafe).


 Centrum Akredytacyjne i jego urocza obsługa

Wysiadka na przystanku „Saska” i kilka minut piechotą zaowocowały ujrzeniem reklamujących konwent plakatów, stojących u wejścia do szkoły, która już drugi raz gościła stołeczną imprezę fantastyczną. Każdy kto choć raz w życiu bawił na jakimś „konie” wie, że pewnych formalności nie da się uniknąć. Właśnie tak, akredytacja. Już w zeszłym roku chwaliłem organizatorów za kilka pomysłów rozładowujących kolejki, ale w tym roku było naprawdę perfekcyjnie. Kilka stanowisk, w tym dodatkowe dla vipów (do których zaliczono także dziennikarzy i twórców programu, a nie tylko samych pisarzy i innych gości), przedpłaty, rejestracja przez stronę internetową oraz rozciągnięcie czasu przyjmowania uczestników dały niesamowite efekty. W chwilach szczytu kolejka i tak nie była zbyt duża, wszystko posuwało się płynnie. Brawo. Także skromne gadżety spakowane wraz z rewelacyjnie wydanym informatorem w ekologiczną „avangardową” torbę na ramię były bardzo przyjemną niespodzianką. Poruszając kwestie organizacyjne warto wspomnieć, że mniej wymagający w kwestiach noclegu mogli skorzystać z udostępnianych bezpłatnie wspólnych sal na terenie szkoły, co biorąc pod uwagę praktykę organizacji innych konwentów jest zaskakującym, acz bardzo miłym akcentem. Szybko zająłem jedną z mniejszych salek, zrzuciłem plecak i z informatorem oraz aparatem ruszyłem na wstępny rekonesans. Lektura broszury potwierdziła, że znów z wielu rzeczy przyjdzie zrezygnować, a przyczepiony do koszulki identyfikator prasowy oznaczał, że nie jeden raz dotknie to osobistych zainteresowań kosztem głośniejszych wydarzeń, o których chcielibyście w niniejszej relacji przeczytać. Biegasz z aparatem, notatnik zapełnia się kolejnymi linijkami tekstu, co skutkuje zaskoczeniem nie tylko słuchaczy, ale i prelegentów, a na dodatek okazuje się, że zaoszczędzone na akredytacji pieniądze i tak nie wytrzymają długo w portfelu. Takie życie… ale zabawa przednia.

Ten miecz świetlny nawet „hałasował” jak trzeba!
Jakie atrakcje oferowała tegoroczna Avangarda? Poza zwyczajowymi prelekcjami, spotkaniami autorskimi, sesjami RPG i LARP, turniejami gier bitewnych i karcianych, planszówkowym Games Roomem, Blaszaną Areną (turnieje i solowe granie w najnowsze tytuły na peceta) czy konkursami, na brak których nie można było narzekać (za to pewne problemy pojawiły się w kwestii dostaw nowych nagród) w programie znalazły się różne nietuzinkowe projekty. Warto wspomnieć o mini-konwencie Trekkies (TrekSfera), Gospodzie japońskiej (tradycje i kultura Japonii, język japoński, sushi), premierach książkowych („Samozwaniec” Komudy i „Heros t.2” Henry Lion Oldi), ASG, projekcie Russkaia Fantastika (goście ze wschodu, prelekcje poświęcone rosyjskiej fantastyce), X jubileuszowej edycji Pucharu Mistrza Mistrzów czy konkursie Quentin na scenariusz do gry fabularnej. Sporo, prawda? Zapraszam do lektury omówienia wybranych atrakcji konwentu – prześledzenia go moimi ścieżkami.

Tomasz Bochiński z żoną

Zaczęło się literacko i kontekstowo, bowiem prelekcją o wyobrażeniach wampira w literaturze na przestrzeni wieków i dyskusją na temat funkcjonujących w tym temacie trendów. Tomasz Bochiński wraz z żoną w interesujący sposób, łącząc cytaty z szeregu powieści z własnym komentarzem, przedstawili wizerunek wampira począwszy od tego najdawniejszego, ukazanego przez Johna Polidoriego („The Vampyre”) czy Brama Stokera („Dracula”), poprzez Anne Rice („Wywiad z wampirem”), której eleganckie, wrażliwe i przedstawiane w odcieniach szarości zamiast czerni i bieli wampiry przyniosły kres funkcjonującemu wcześniej mitowi samotnego, wyobcowanego z jakiejkolwiek społeczności niebezpiecznego łowcy (zadając mu cios, po którym już się nie odrodził), kończąc na wampirach współczesnych, zupełnie innego formatu. Warto wspomnieć o takich wampirzych wybrykach jak Regis Sapkowskiego czy przedstawiciele ruchu czarnowstążkowców u Pratchetta (krwiopijcy abstynenci); wampirzyca Monika w książkach Pilipiuka, będąca „skrzyżowaniem seks bomby z marzeniem pedofila” (słodkie cielątko nie gryzące ludzi, „bo to kanibalizm”); wampiry w służbach specjalnych u Magdaleny Kozak; czy podobne elfom długowieczne, szlachetne wampiry zamieszkujące swoje własne państwo („Zawód wiedźma” Olgi Gromyko). Według Bochińskiego Rice zniszczyła lęk przed wampirami, potępionymi, złymi „do szpiku kości”. Po niej kreacje tych legendarnych istot były zupełnie inne, do tego stopnia, że dziś status bestsellera zdobywają książki Stephanie Meyer o wampirach sprowadzonych do roli atrakcyjnych modeli, niezwykle uczuciowych i skrzywdzonych przez los, żyjących pośród ludzi i razem z nimi. W rozmowie poza prelekcją zapytałem Bochińskiego dlaczego nie wspomniał o tych „topowych” nowych wampirach. Wyraził jedynie nadzieję, że może za jakiś czas podobne książki się przejedzą i nastąpi powrót do zapomnianego po „Wywiadzie z wampirem” mitu.

Arkadiusz 'Dragon Warrior' Grzeszczak


Kolejna prelekcja, zatytułowana „Sny i kontrola snów” ściągnęła tłumy. Słuchacze zajęli nawet powierzchnię pod blatami stołów, od czasu do czasu wyglądając, co się dzieje. Prowadzący zaczął od krótkiego scharakteryzowania poglądów naukowych na temat snu i przedstawienia autorskiego podziału marzeń sennych na kilka grup, gdzie kryterium stanowiły świadomość tego, że śnimy oraz kontrola nad przebiegiem marzeń sennych. Można się było dowiedzieć między innymi, kiedy przychodzą marzenia senne, jak najlepiej je zapamiętać, co zawdzięczamy paraliżowi sennemu i jak możemy na nasze sny wpływać. Prawdopodobnie powiedziałby na ten temat coś więcej, gdyby nie spontaniczna aktywność audytorium, które korzystając z obecności „specjalisty” zaczęło wypytywać go o interpretację własnych snów i rozwiązania problemów w stylu „nigdy nie mogę dożyć własnej śmierci” (sic!). Podejrzewałem, że taka dyskusja szybko wywoła napady ziewania, ale stało się inaczej – było bardzo wesoło, a każdy kolejny zabierający głos konwentowicz dorzucał swoją cegiełkę, by wznieść potężny gmach absurdu. Szybko doszedłem do wniosku, że prelekcję zdominowali miłośnicy komputerowej rozrywki. Dla przykładu tylko przytoczę sny o „zabijaniu wrogów dla przyjemności”, „utraconych save’ach ze śnionej gry komputerowej”, „nie działających w czasie snu cheatach i braku spawnów”… Ale były też inne ciekawe przypadki, sny o traceniu kończyn, spadającym w nieskończoną otchłań groszku, ratowaniu świata czy byciu… smokiem. Pojawienie się tego fantastycznego motywu wywołało błogie miny na twarzach wielu słuchaczy i opowieści o tym, jak wspaniale jest mieć długą szyję i czuć ruchy prądów powietrza pod skrzydłami wznoszącej się bestii. Dobrze, że na sali nie było Freuda.

Andrzej Zimniak


Po dawce wesołości odczuwałem potrzebę poważnej, merytorycznej dyskusji, więc wybrałem się na spotkanie z Andrzejem Zimniakiem opowiadającym o ustanowieniu i perspektywach nagrody im. Jerzego Żuławskiego. Zaczęło się od krótkiej historii, o publikacji w „Nowej Fantastyce”, która miała zainspirować środowisko, a doczekała się minimalnego odzewu oraz o fenomenie portali internetowych, która to ocena Andrzeja wiązała się z licznymi komentarzami na podobną publikację umieszczoną w serwisie Poltergeist. Kiedy i tam dyskusja zaczęła zamierać i pojawiły się głosy, że jako inicjator „mocny jest tylko w słowach” postanowił podjąć się konkretniejszych działań, prac nad ustanowieniem nagrody, którą ustawicznie wspiera. Podziękował także za utworzenie oficjalnej strony nagrody i dodał, że liczy na jej aktywny rozwój. Pytany o dalszy swój udział w projekcie odparł, że choć jest to bardzo czasochłonne, to polubił tę pracę i zostawiłby ją innym wtedy, gdy będzie już „pracowała na pełnych obrotach”.
W dyskusji, w której udział brało także kilka osób z naszego forum, padły głosy, że kariera akademicka Zimniaka, fakt bycia autorem z niemałym stażem i pomysłodawcą nagrody, oraz znajomości w środowisku tak fantastycznym, jak i naukowym wyszły całej idei na dobre, gdyż za inicjatywą stał czyjś autorytet, co miało niemałe znaczenie dla pozyskania zainteresowania przyszłego jury i sponsorów. Podpytywany przez słuchaczy o zdanie na temat nominowanych tytułów zdecydowanie odmówił zastrzegając, że w sprawach merytorycznych nie zabiera głosu, gdyż jest to rola jury. Mówiąc o perspektywach wyraził nadzieję, że za jakiś czas ustabilizuje się grupa stałych elektorów, których liczbę widziałby jeszcze nieco większą. Wiele było o wstrzymujących się od głosów, rezygnujących bez podania przyczyny czy zwyczajnie nie odpowiadających na zaproszenia. Więcej na ten temat znajdziecie w toczącej się na forum nagrody dyskusji. Istnienie Nagrody Specjalnej dla opowiadań w przyszłym roku nie jest pewne – ze względu na praktykę dotychczasowych nominacji, które nie przekroczyły regulaminowego progu.

od lewej: Jerzy Rzymowski i Paweł Matuszek

Redaktorzy „NF” wraz z Michałem Cetnarowskim
Spotkanie z redakcją „Nowej Fantastyki” reprezentowaną przez Pawła Matuszka i Jerzego Rzymowskiego toczyło się w niewielkiej, ale zwartej i wygadanej grupie. Dyskusję moderował Michał Cetnarowski, którego kontrowersyjne momentami pytania i tezy skutecznie podtrzymywały zainteresowanie audytorium, a redaktorów stawiały w obliczu poszukiwań niełatwych odpowiedzi. Z drugiej strony Cetnarowski momentami upierał się przy trudnych do obrony spostrzeżeniach. Spośród wielu poruszonych tematów warto przywołać kilka, które powinny szczególnie zainteresować czytelników „NF”. Mówiąc o roli i przyszłości czasopisma Matuszek zauważył, że „NF” powinna pokazywać nowe zjawiska, wartościowe teksty, a nie samą literaturę pulp. W tym miejscu wypłynął wątek Fabryki Słów, wobec której redaktor naczelny „NF” ma bardzo ambiwalentny stosunek. Chciałby publikować równie poczytne teksty, lecz obawia się, że czytelnicy tego typu pozycji nabiorą złych wzorców, bo są to tylko i wyłącznie proste historyjki. Padły też słowa, iż FS kupuje autorów i strasznie ich eksploatuje, podczas gdy większość wydawnictw kupuje wybrane teksty różnych pisarzy. Matuszek nie chce zmieniać profilu pisma, choć jakiś czas temu próbował zbudować pomost między starą a nową fantastyką namawiając Oramusa do powrotu na łamy „NF” z jego felietonami. Nic z tego jednak nie wyszło.


Inny wątek rozmowy stanowił kryzys, który „jest tylko w głowach”, ale i tak skutecznie wpłynął na rynek literatury fantastycznej. Zresztą zarówno nakłady wydawanych tytułów, jak i prasy systematycznie spadają od mniej więcej trzech lat. „Czas Fantastyki” o nakładzie dwóch tysięcy egzemplarzy zamyka rzeczywistą sprzedaż na 250 sztukach. Bieżący rok ma być dla wspomnianych tytułów decydujący, gdyż zmniejszająca się sprzedaż może – według słów Matuszka – doprowadzić do ich likwidacji przez wydawcę.

Games room

Niemało czasu zajęły znane wielu osobom problemy redakcji z sieciowym forum pisma. Poziom obecnej na nim agresji jest bardzo wysoki, a wiele wypowiedzi cechuje brak choćby cienia merytorycznych argumentów. Marcin Przybyłek, sam dotknięty przez niektórych forowiczów, postulował wprowadzenie prężnej moderacji. Cetnarowski zachęcał natomiast do większej aktywności redakcji (konwenty, forum, korespondencja), wyjścia do czytelników, gestu dobrej woli. Widziałby w redaktorach „NF” edukatorów z dziedziny fantastyki i właściwego dyskutowania o niej. Jakie było stanowisko gości? Matuszek nie zagląda na forum od lat, zgorzkniały poziomem reprezentowanym przez niektórych użytkowników. Chciałby ożywić stronę internetową pisma, a forum zupełnie zamknąć, pozostawiając jedynie możliwość komentowania artykułów na stronie. Redaktorzy nie chcą wypowiadać się na forum, bo nie odnajdują na nim partnerów do rozmowy – tak z powodów braku kultury, jak i merytorycznej wiedzy i doświadczenia. Cetnarowski w trakcie spotkania wiele razy ukazywał wizję „stanu zimnej wojny między redakcją a czytelnikami”, sugerował, że w fandomie rozmawia się językiem agresji, bo tak jest łatwiej. Nie znalazł jednak poparcia dla swoich tez.

Klark Kent i Maciej 'Astralny Flirciarz' Dzierżek

Ale konwent to nie tylko poważne dyskusje. Przedmiotem seminarium „Jak poderwać dziewczynę na nerda” był zaskakująco ironiczny autoportret przeciętnego konwentowicza. Prowadzący wiedzieli, jak zyskać przychylność publiki i przykuć jej uwagę i choć nie obyło się bez potknięć, to całość wypadła bardzo sympatycznie. Przybyli dowiedzieli się jaki „dress code” obowiązuje na konwentach, dlaczego dziewczyny z fandomu są lepsze od innych, jakie tematy-openery stosować i jak wypaść inteligentnie. Dużo śmiechu, dobre nastroje. Utrzymana w podobnie „niezupełnie poważnych” klimatach prelekcja „Alkohol, seks i narkotyki” wzięła na celownik autorów post-konwentowych relacji, niezmiennie narzekających na kolejki przy akredytacji i zapchane kosze na śmieci. Z przyczyn oczywistych byłem osobiście zainteresowany prelekcją i dobrze się bawiłem, siedząc w pierwszym rzędzie z prowokującą plakietką „prasa”. Brak w niniejszym tekście krytycznych uwag co do czystości i kolejek można uznać za dowód na to, że nie było powodów do krytyki. Ale nie trzeba, alternatywą jest wietrzenie spiskowej teorii dziejów i wpływu wspomnianej prelekcji na niżej podpisanego.

od lewej: Wojtek Siekierzyński i Michał Cetnarowski
Pokrzepiony w ten sposób udałem się na kolejne spotkanie, tym ciekawsze, że prowadzone w formie panelu – „O nagrodach fantastycznych”. Obecni byli Michał Cetnarowski, Wojtek Sedeńko i Witek Siekierzyński. Kameralna atmosfera spotkania i kontrowersyjne tematy sprawiły, że chwilami było naprawdę burzliwie. Michał w roli moderatora okazał jednak silne nerwy i trzymał dyskusję na mniej więcej właściwym torze. Takim „zapalnym” tematem było pytanie o istotę nagród fantastycznych – czy są to wyróżnienia w ramach całej fantastyki, czy jedynie nagrody fandomowe? Pojawiła się nawet wątpliwość dotycząca sensu funkcjonowania nagrody im. Janusza A. Zajdla skoro statuetki przyznaje de facto kilkaset osób obecnych na Polconie. Było też o fandomie – czy tworzący go ludzie czytają coś poza fantastyką? Często krytykuje się mainstream za ignorowanie fantastyki, ale czy sami nie zamykamy się w fantastycznym getcie, ignorując książki wykraczające poza jego mury? Zastanawialiśmy się też dla kogo są nagrody. Autorów, wydawców, czytelników? Praktyka pokazuje, że niektóre wydawnictwa zupełnie ignorują fakt otrzymania nagrody, nie wykorzystując go nawet do celów reklamowych. Czyżby wyróżnienia miały aż tak niewielki wpływ na sprzedaż? Potwierdził to z własnych, wydawniczych doświadczeń Wojtek Sedeńko. Było też o próbach manipulowania wynikami – na przykładzie debiutanckiej książki Stefana Dardy „Dom na wyrębach”, wydanej przez obce rynkowi fantastycznemu wydawnictwo Videograf II 2). Siekierzyński zasugerował, że im popularniejsza nagroda, tym częstsze są takie próby. Sedeńko uspokajał – w fandomie wszyscy wydawcy się znają i takie numery nie przejdą. Wystarczył jednak – jak widać – gracz spoza fantastycznego podwórka, by w walce o nagrody pojawiły się nie do końca czyste chwyty.


Moderatorka i Henry Lion Oldi


Tegoroczna Avangarda gościła kilku pisarzy zagranicznych, między innymi ukraiński duet Henry Lion Oldi, pod którym to pseudonimem kryją się Dmitrij Gromow i Oleg Ładyżienskij. Spotkanie zaplanowane na dwie godziny, zorganizowane w dużej auli i połączone osobami twórców z odbywającą się podczas konwentu premierą drugiego tomu „Herosa” – przyciągnęło zaledwie garstkę zainteresowanych. Nie wiem czy wynikło to ze złego nagłośnienia spotkania (wątpię) czy raczej niewielkiej znajomości (i popularności) literackiego duetu w naszym kraju, ale z pewnością zrobiło nienajlepsze wrażenie na zaproszonych. Mimo to dyskusja była naprawdę interesująca i toczyła się w świetnej atmosferze – pod koniec nawet bez pomocy tłumacza, w całości po rosyjsku. Skąd pseudonim pisarzy? Kiedy zaczynali swoją pisarską karierę wydawcy nie chcieli drukować rodzimej fantastyki, bo lepiej sprzedawały się tytuły zagraniczne. Poza tym był to sposób na trafienie do pamięci czytelników – łatwiej tak niż za sprawą nazwisk duetu, które jednak zawsze pojawiały się w stopce ich książek. Henry Lion Oldi znani są w swoim kraju jako aktywni działacze na rzecz fandomu, przygotowujący antologie debiutantów i newsletter z wydarzeń fantastycznego światka, głównie sieciowego. Nie traktują jednak fanowskich recenzentów na równi z krytykami, gdyż pierwsi wyrażają własne zdanie i upodobania, a drudzy na chłodno bez osobistych sympatii wskazują, co można by napisać lepiej i jak to zrobić. Fantastykę dzielą na fantastykę literacką i przemysł rozrywkowy. Gustujących w pierwszej kategorii książek należy uwieść, w drugiej – zabawić. Było o „Drodze miecza”, „Granicy” i książkach historycznych pisarzy. Słuchacze, wśród których obecni byli także Wojtek Sedeńko i Nik Pierumow, byli ciekawi, jak Oldim udało się napisać książkę w piątkę, razem z małżeństwem Diaczenków i Andriejem Walentinowem („Granica”). Otóż większość książki napisali Diaczenkowie, przekazując ją następnie kolejnym autorom. Każdy dopisywał co chciał, bez konsultacji. Były tylko dwie zasady – nie zabijać sobie nawzajem bohaterów; książka ma być poważna. Na co dzień piszą w duecie – mieszkają w tym samym bloku w Charkowie, a komputery połączone w sieć za pomocą przeciągniętego między balkonami kabla pozwalają na elastyczną współpracę. Zapytani czym Henry Lion Oldi wyróżnia się od innych autorów przytoczyli trzy cechy: piszą to, co sami chcą napisać (1); piszą dla inteligentnych, wrażliwych czytelników (2); wymogiem jest także interesująca fabuła (3). Nie wiem, czy to rzeczywiście takie wyjątkowe cechy wśród autorów.

Jarosław „gorim1” Ratajczyk i Marcin Przybyłek

Spotkanie autorskie z Marcinem Przybyłkiem zogniskowało się na Gamedecu i jego bohaterach. Trzeba przyznać, że jak na psychologa przystało Marcin ma świetny kontakt z ludźmi. Większość słuchaczy (a przyszło ich na spotkanie bardzo wielu) znał po imieniu, sypał żartami i nie pozwolił nikomu się nudzić. Zapytany o wybór wirtualnego uniwersum odparł, że to kwestia estetyki i zainteresowań, w jego przypadku – futuryzmem. Pisząc swoje gamedecowe książki wzorował się na grach komputerowych i teoriach psychologicznych, ale nie na literaturze. Wszyscy bohaterowie jego powieści zawierają w sobie cząstkę autora, pozytywne i mroczne strony jego natury. Mówiąc o planach wspomniał o dwóch nowych opowiadaniach. Jedno (w świecie Gamedeca) ukazać ma się w antologii i być klimatem zbliżone do hard sf; drugie to opowiadanie erotyczne, również do antologii.


od lewej: Henry Lion Oldi i Nik Pierumow

Nik Pierumow, kolejny z zagranicznych gości, błyskawicznie przeszedł do porządku dziennego nad przeważającymi w sali pustymi krzesłami i nie przejmował korzystaniem z pomocy tłumacza (w tej roli obecny był Eugeniusz Dębski). Tak się złożyło, że nasza niewielka grupka przybyłych na spotkanie bez wyjątku posługiwała się mową Dostojewskiego. Pierumow rozpoczął od myśli, jaka towarzyszyła mu od chwili przyjazdu do Warszawy – tutaj, wśród Słowian poczuł się jak u siebie. Inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie od lat mieszka. Wiele mówił o idei panslawizmu, pragnieniu, by Polacy, Czesi i Słowacy traktowali tworzoną przez niego literaturę jak swoją własną, rodzimą. Tak jak w Rosji wedle jego słów traktowane są dzieła Sapkowskiego. Cieszył się, że może z nami porozmawiać o literaturze rosyjskiej po rosyjsku – w Warszawie. Nie wiem jakie są szanse na to, by spełniło się jego życzenie dyskusji o polskiej literaturze fantastycznej po polsku – w Moskwie… Ale kto wie. Może tego dożyjemy. W odróżnieniu od duetu Henry Lion Oldi, Pierumow nie dzieli książek na ambitne i rozrywkowe – książka powinna łączyć te elementy, by móc nazwać ją „dobrą”. Tematy „słowiańskie” pochłonęły Pierumowa do tego stopnia, że niewiele więcej powiedział. Zresztą większość przybyłych nie znała jego twórczości zbyt dobrze.

od lewej: Jarosław „gorim1” Ratajczyk i Eugeniusz Dębski

Eugeniusz Dębski, gość honorowy Avangardy V, był kolejnym ważnym punktem na planie mojej konwentowej wycieczki po piętrach, katakumbach i ciemnych klatkach goszczącej imprezę szkoły (zamieszczone w informatorze mapki miały podstawowe znaczenia dla każdego, kto chciał dotrzeć gdzieś na czas. Czy też w ogóle gdzieś dotrzeć). Niestety również tutaj frekwencja nie dopisała. Na sali było więcej książek Dębskiego niż słuchaczy, co potęgowało przykre wrażenie. Autor opowiadał o swoich początkach, najpopularniejszym cyklu (o Owenie Yeatsie) i planach na czas bliższy i ten zdecydowanie dalszy. Pasja pisania zrodziła się już w liceum, od kiedy „chciał robić w słowie” i choć spodziewał się kariery dziennikarskiej, to życie potoczyło się nieco inaczej. Pisać fantastykę zaczął z nudów, a że – jak sam powtarza – pisać nie można z doskoku, bo ani nie będzie z tego pieniędzy ani satysfakcji czy też twórczego „wyżycia się” postanowił pisać dużo i dobrze. Zależało mu na dotarciu do szerokiej rzeszy czytelników, więc imał się najróżniejszych konwencji. Zapytany o dzieło, z którego najmniej jest zadowolony wytypował „Upiora z playbacku”. Opowiadając o Owenie Yeatsie zdradził, że miała to być początkowo przygoda zamknięta w jednej książce, osobisty pomnik dla Chandlera. Jednak tak mu się spodobało, że nie mógł się powstrzymać przed pisaniem dalszych losów powołanych do papierowego istnienia bohaterów. Przyznał, że nie jest w stanie zabić swoich postaci i rozważa napisanie książki z synem Owena w roli głównej. Pisarz pracuje aktualnie nad książką zatytułowaną „Moher fucker”, która ma być czymś zupełnie nowym, nie związanym z jego dotychczasowym dorobkiem. Powstać ma również drugi tom „Hell-P”, którego akcja rozgrywać się będzie w Rosji, oraz – być może – tom trzeci osadzony w realiach okolic Nowego Orleanu. Autor ma wiele planów, zaś wypytywany przez prowadzącego spotkanie Jarosława „gorima1” Ratajczyka o „Krucjatę” nie zaprzeczył, że możliwe jest powstanie dalszego ciągu. Nie stanie się to jednak z pewnością w ciągu kilku najbliższych lat. Obecni mogli wysłuchać zabawnej anegdoty o zaginionym rękopisie; marzeniu Eugeniusza Dębskiego, by wydane zostały jego „dzieła zebrane”; a także dowiedzieć się jak funkcjonowały (i jak traktowały autorów) przed laty wydawnictwa.

od lewej: Jacek Piekara i Jarosław „gorim1” Ratajczyk

Ach, to spojrzenie! Ta więź!

Imperium wspiera politykę prorodzinną. Dopuszcza nawet związki z… Jedi?!

Jacek Piekara rozpoczął od odpowiedzi na pytania audytorium, a właściwie zarzuty pisania książek antyfeministycznych („Świat jest pełen chętnych suk”) czy pełnych przemocy i latającego nad stronicami „mięcha”. Dyskusja zawadziła o Mordimera Madderdina, Alicję, Arivalda z Wybrzeża i kilka innych postaci, by zdradzić pisarskie plany i opowiedzieć nieco o początkach. Piekara chwalił się, że został autorem pierwszego polskiego opowiadania fantasy, opublikowanego drukiem. Przyznał też, że woli historie alternatywne niż tworzenie własnych, autorskich światów. Komentując sytuację na rynku „wczoraj i dziś” wskazał na Fabrykę Słów, jako dowód na to, że jest popyt na polską fantastykę, są autorzy i jest wydawca. Wśród zapowiadanych pozycji padły tytuły „Płomień i krzyż” (tom drugi i trzeci), „Ja inkwizytor” czy „Planeta masek” mająca być zbiorem opowiadań science fiction. Mniej skonkretyzowane plany orbitują wokół wyprawy wiedeńskiej i realiów Rzeczypospolitej szlacheckiej, ukazanej oczami „podłego, złego do cna” drobnego naciągacza. W przyszłym roku ukazać ma się wznowienie w jednym tomie „Alicji”. Piekara opowiedział anegdotę o tym, jak wymyślił całość powieści, wliczając w to bohaterów i dialogi, podczas kilkugodzinnej sesji w wannie. Drugi tom „Alicji” miał mieć podobny styl, co książek Gaimana. Jeżeli chodzi o Arivalda – gotowe jest już zakończenie całego cyklu, a liczba zaczętych opowiadań pozwoliłaby spokojnie na wydanie drugiego tomu. Kiedy to się jednak stanie nie wiadomo.

od lewej: Jan „Żerań” Żerański i Rafał Kosik

Pozdrowienia dla ukrywających się w tłumie współredaktorów: Shadowa i Izy

Ostatnim pisarzem, z którym przyszło mi się spotkać w ramach oficjalnych punktów programu, był Rafał Kosik. Rozmowa przebiegała spokojnie, było o popularnonaukowych wizjach kolonizacji Marsa, zbyt odległej i wciąż kontrowersyjnej, by nie mogli zajmować się nią autorzy sf. Kosik zapytany o źródła pesymizmu w jego książkach odparł po prostu „ja jestem pesymistą”. Było też o korzeniach „Marsa”, który miał być opowiadaniem, a w książkę zmienił się po odmownej decyzji o publikacji ze strony SFFiH, do której dołączona była adnotacja, że „tekst jest dobry, ale na powieść”. Autor skomentował nielogiczną, jak sam ją określił, scenę startu rakiety, która jednak tak mu się spodobała, że postanowił ją poprzerabiać i dodać jej sensu wymyślając uzasadniającą wszystko teorię. Wiele miejsca zajęła rozmowa na temat serii dla młodszych czytelników o przygodach Felixa, Neta i Niki, której pisanie stanowi dla Kosika swoistą misję, by młodzi czytali więcej i zdali sobie sprawę, że nauka nie musi być nudna – wszystko zależy od formy jej podania. Książka powinna też wciągać – najpóźniej po kilkunastu pierwszych stronach, bo inaczej się nie nadaje. Pisarz wspomniał też, jakie korzyści płyną z prowadzenia własnego wydawnictwa. Sam decyduje o okładkach swoich książek, ma swobodę w różnych kwestiach. Istnieje szansa, że Powergraph zacznie wydawać dobrą sf innych autorów, ale tylko w ramach niewielkiego dodatku do twórczości Rafała.

Nie brakowało barwnych przebrań i dobrych humorów

Nadszedł czas na podsumowanie w kilku zdaniach tegorocznej edycji Avangardy, odbywającej się pod hasłem „Kulturalne odrealnienie”. Konwent zyskał moją sympatię już w zeszłym roku, jednak skala przedsięwzięcia, jakość wykonania i widoczne na każdym kroku olbrzymie zaangażowanie twórców pozwalają mi z całą powagą ocenić edycję 2009 za jeszcze bardziej udaną i po prostu bliską wyobrażeniom o konwencie doskonałym. Garstka osób, która stała za organizacją imprezy nie ma wpływu na jej ocenę, gdyż liczy się efekt, a nie to jakimi środkami został osiągnięty. Liczba organizatorów ma jednak znaczenie, kiedy uświadomimy sobie ogrom pracy, jaki w jej przygotowanie włożyli tak nieliczni – i chwała im za to, bo tylko dzięki nim Warszawa ma swoją cykliczną imprezę fandomową.

Konkurs „szermierczy”


Kwestie organizacyjne, takie jak akredytacja, sale noclegowe, bufet, panująca na terenie konwentu czystość, dostęp i rzetelność informacji na temat konwentu, dbałość o bezpieczeństwo czy przygotowanie gadżetów i informatora – nie budzą zastrzeżeń. Warto wspomnieć raz jeszcze o mapkach i dokładnej rozpisce wszystkich punktów programu w postaci tabeli, które były niezmiernie pomocne. Jedynym „zgrzytem” była zbyt duża sala jak na kilka spotkań, których frekwencja nie dopisała – co potęgowało wrażenie pustki. Choć założenia, że akurat te spotkania spotkają się z przynajmniej umiarkowanym zainteresowaniem, wydają się uzasadnione.

Miłośnicy tańców celtyckich


Kwestie programowe – nie będę powtarzał się za wstępem, gdzie dokładnie przedstawiłem mnogość atrakcji oferowanych podczas konwentu. Naprawdę każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a wręcz musiał zmierzyć się z trudnym zadaniem selekcji najbardziej go interesujących punktów programu. Zbyt wiele interesujących spotkań i prelekcji przypadało w tym samym czasie – co oczywiście nie jest zarzutem (brońcie bogowie wszystkich fantastycznych mitologii!), lecz przeciwnie, podkreśla różnorodność i obfitość wydarzeń. Na koniec trochę statystyki – liczba godzin programu w porównaniu z Avą 2008 niemal się podwoiła. Cieszy także ilość uczestników, która w zeszłym roku wyniosła 800 konwentowiczów, a w tym przeszło 1200. Jeżeli trend się utrzyma, to już wkrótce może to być jedna z największych tego typu imprez w Polsce, a w dodatku jedna z najtańszych, gdyż pełna akredytacja wyniosła zaledwie 30 zł i to z możliwością darmowego noclegu.


Mirosław „Xaric” Kowalski wyczytuje listę sponsorów i patronatów. Zakończenie konwentu


Dlatego przyłączam się do apelu twórców Avangardy wyrażonego tutaj. Jeżeli nie brak Ci pomysłów i dysponujesz choć odrobiną czasu, który chciałbyś poświęcić na zdobycie niepowtarzalnego doświadczenia organizowania imprezy tej skali i jednocześnie przyczynienia się do zachowania tego święta fandomu w stolicy – zrób to, dołącz do grona organizatorów i…
… do zobaczenia w przyszłym roku! Dzięki wszystkim za wspaniałe chwile. Trzymam kciuki!

PS: Obecnych na Avangardzie serdecznie zapraszam do dyskusji w komentarzach. Macie jakieś pytania? Chętnie na nie odpowiem.

Zobacz też:



1) Źródło: Wikipedia.

2) Do tej pory z głośniejszych pozycji wydało jedynie trylogię „Wojny Świata Wynurzonego” Licii Troisi.



Autor: Krzysztof Kozłowski


Dodano: 2009-07-19 18:32:20
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Dragon_Warrior - 03:09 20-07-2009
Prowadzący prelekcję o snach pozdrawia redakcję i autora relacji bardzo serdecznie...
Do dziś myślałem, że jestem co najmniej 'mistyczny*' gdyż zaglądając na wiele konwentów i przeglądając wiele galerii jeszcze się na zdjęciu żadnym nie ujrzałem a tutaj proszę... nawet parę dobrych słów ktoś napisał.

*Wampiry sie w lustrach nie odbijały a ja się odbijam więc byłem już gotów sobie własną 'rasę' wymyślać - taką co tylko aparat jej nie łapie :P

Lord Turkey - 10:29 20-07-2009
Witaj na forum. Co do Twojej "mistyczności" - mam jeszcze jedną fotkę z Twojej prelekcji, jeżeli jesteś zainteresowany wyślij mi na maila lub PW swój adres, to Ci podeślę.

Co do samej prelekcji - widać, że znasz się na temacie. Trochę żałowałem, że publika zdominowała spotkanie, ale - jak napisałem - i tak było w porządku, bo wesoło (nawet jeżeli momentami absurdalnie ;p). Pozdrawiam i zapraszam do rozejrzenia się po naszym forum.

Shadowmage - 10:37 20-07-2009
Dragon_Warrior pisze:*Wampiry sie w lustrach nie odbijały a ja się odbijam więc byłem już gotów sobie własną 'rasę' wymyślać - taką co tylko aparat jej nie łapie :P
W lustrach może się odbijasz, ale w lustrzankach najwyraźniej nie. To może świadczyć o pokrewieństwie :P

nosiwoda - 13:31 20-07-2009
"Poziom obecnej na nim agresji jest bardzo wysoki, a wiele wypowiedzi cechuje brak choćby cienia merytorycznych argumentów. Marcin Przybyłek, sam dotknięty przez niektórych forowiczów, postulował wprowadzenie prężnej moderacji."
Jako admin/moderator forum NF, obecny tam codziennie, czyli osoba, która powyższy cytat odbiera dość personalnie, prosiłbym o sprecyzowanie: czy pierwsze zdanie jest "stwierdzeniem faktu", czy może jest opinią autora bądź któregoś z uczestników spotkania? Podana została w formie stwierdzającej.
A co do drugiego cytowanego zdania: czy zostało sprecyzowane, na czym polega "prężna moderacja" i czym różni się od obecnej moderacji - jak rozumiem - mało prężnej?

edit: Ej, no, za szybki jesteś. Napisałem "k", żeby od razu mnie przerzuciło na forum i żebym nie musiał szukać tematu :)

Lord Turkey - 13:35 20-07-2009
nosiwoda pisze:k


Ciekawe co miałeś na myśli.
Przekaz nie do końca jest jasny :wink:

Edit: fajny skrót na forum :)

Już odpisuję na Twojego zedytowanego posta. Ze względu na formę relacji starałem się do minimum ograniczyć udział własnego zdania w tej części, która polega na przedstawieniu poszczególnych punktów programu konwentu. Swoje zdanie zawarłem przede wszystkim we wstępie i zakończeniu. Także w cytowanym przez Ciebie zdaniu przedstawiłem pogląd (o agresji) wyrażany przez wszystkich (była co do tego faktu powszechna zgoda) - redaktorów NF, Michała Cetnarowskiego, Przybyłka, uczestników. Sam za często nie zaglądam na forum NF, ale również moje sporadyczne logowania i lektura opinii nt poszczególnych numerów potwierdzają tę opinię. Zwłaszcza Jerzy Rzymowski zżymał się na wypowiedzi forowiczów.

Co do wypowiedzi Przybyłka - postulował on szybkie reagowanie na pojawiające się posty, które łamią regulamin, są obraźliwe itd. Bardziej zdecydowaną politykę wobec nagminnie łamiących regulamin forowiczów.

Raz jeszcze podkreślam - nie są to moje opinie. Nie wiem na ile zasadne były zarzuty autora. Być może zaważyło to, że poczuł się dotknięty osobiście na forum NF. Może też ma rację. Nie mnie oceniać.

Pozdrawiam

nosiwoda - 15:01 20-07-2009
Tja.
No to pozwolę sobie mieć inne zdanie na temat przedstawionych opinii. I tu lepiej skończę.
edit: Chciałem jednak coś dopisać, ale to bez sensu, bo sprawa tyczy dawnych zaszłości, omawianych na spotkaniu, na którym nie byłem, przez ludzi, którzy ze mną rozmowy nie podejmą (gdyby chcieli, to już by dawno podjęli).

Komentuj


Konkurs

"Rok Potopu" do wygrania


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Dashner, James - "Gra o życie"


 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

 Hildebrandt, Johanne - "Sigrid"

Fragmenty

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS