NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

Lawrence, Mark - "Święta siostra"

Ukazały się

Riordan, Rick - "Grobowiec tyrana"


 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

 Schwarz, Alvin - "Więcej upiornych opowieści po zmroku"

 Pasek, Dorota - "Alabastrowe panny"

 Sten, Camilla - "Osada"

 Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)

 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

Linki

Dębski, Eugeniusz - "Ostatnia przygoda"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Owen Yeats
Data wydania: Luty 2009
ISBN: 978-83-7574-041-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 464
Cena: 29,99



Dębski, Eugeniusz - "Ostatnia przygoda"

Mimo iż wielu próbowało, a jeszcze więcej miało ochotę usunąć Owena Yeatsa z ziemskiego padołu, to sam fakt powstania aż ośmiu książek z nim w roli głównej, świadczy o tym, że plany spaliły na panewce. Prywatnego detektywa rozbijającego spiski (a w międzyczasie publikującego na ich podstawie książki) w końcu jednak zaczął nadgryzać ząb czasu. O tym właśnie, wydawało mi się, traktuje „Ostatnia przygoda”. Przyznam szczerze, że mimo przeczytania na dobrą sprawę połowy cyklu, nie orientuje się w pełni w chronologii, co chyba zresztą nie jest wielkim problemem z uwagi na autonomiczność fabularną poszczególnych części. Do „Ostatniej przygody” zabierałem się z ciekawością – bo skoro ostatnia, to powinna być wyjątkowa. Na pewno nieco grubsza (464 strony). A czemu ostatnia? Może Yeats ginie?

Z pewnością główny bohater się zmienił – niewiele ma już ze zgorzkniałej figury a la Marlowe – i widać to już od samego początku, mającego niewiele wspólnego z cokolwiek mocnymi wstępami pierwszych książek o jego przygodach. Tutaj mamy do czynienia z lżejszym klimatem, miejscami atmosferą nieomal familijną. Yeats musi się uporać nie tylko z morderczymi sprawami, ale i z dorastaniem swojego syna. Zawodowo też nie jest ciekawie – w związku z tym, że nie tylko Owen starzeje się, jego plecy w instytucjach rządowych (tak ważne, jeśli chodzi o wsparcie i swobodę śledztwa) również marnieją. Nasz bohater dostaje w ramach nagrody pocieszenia propozycję prowadzenia własnej komórki, co wydaje mu się odstawieniem na półkę... zaintrygowało mnie jak główny bohater – „cholerny cwany twardziel” – sprawdzi się w takich warunkach.

Jednak ten ciekawy pomysł zostaje zaniechany. Mimo iż pierwsza część książki sugeruje taki rozwój historii, to już w następnej otrzymujemy standardową linię fabularną, czyli Yeats kontra spisek grubych ryb. Problem przedstawia się następująco: każdy element tego standardu, zarówno sam spisek, jak i grube ryby, jest ewidentnie drugiej jakości, zwłaszcza, jeśli porównamy to z „Tamtą stroną czasu” czy „Tamtą stroną świata”. Niby ten sam schemat, a jednak w każdym swoim aspekcie „Ostatnia przygoda” jest słabsza. Dębski nigdy nie starał się wykreować świata, który zawróciłby czytelnikowi w głowie swoją niewiarygodnością – jest on raczej sceptykiem i ostrożnie podchodzi do kwestii futurologii1). A jednak taka przykładowa „druga strona czasu” (instytut naukowy umieszczony w strefie szybszego płynięcia czasu) była pomysłem, który łechtał wyobraźnię. A tutaj? Wątek masowych samobójstw był już męczony w „Czarnych oceanach” Dukaja z dużo ciekawszą konkluzją. Wydaje mi się, że powieść jest słabsza nawet z geograficznego punktu widzenia – Yeats odwiedza mniej charakterystyczne, mniej atrakcyjne miejsca – brakuje czegoś równie ciekawego jak futurystyczna Szwecja czy chociażby miasto grubasów znane z poprzednich części. W dodatku w fabule przewija się dziwaczny paranormalny wątek, nieco – jak to mawiają najstarsi górale – „od czapy”. Właściwie się nie przewija – jest on strategiczny dla fabuły i działa na zasadzie deus ex machina. Nie pochwalam.

Kolejnym krokiem wstecz jest kwestia książkowego humoru – jedyne słowo, jakie oddaje charakter tego zarzutu to inflacja – żartów jest więcej, ale i są one zdecydowanie pośledniejszej jakości. Yeats nie przepuści też żadnej okazji, by wygłosić jakąś półstronnicową anegdotkę, często o wojskowym rodowodzie, zachowując się nieco jak podchmielony wujek u cioci na imieninach. Mimo wszystko – to właśnie gawędziarski humor Dębskiego jest walorem tej książki, zaletą, która sprawiała, że wznawiałem lekturę mimo przeświadczenia, że fabuła już niczym mnie nie zaskoczy.

W tej recenzji było bardzo dużo sarkania, że słabsze; jednak nie sugerujcie się tym za mocno – „Ostatnia przygoda” nie jest totalną klapą. Z drugiej strony faktycznie jest ona słabsza w niemal wszystkich aspektach od wcześniejszych tytułów, a novum, jakim jest starzenie się Yeatsa, uznaję za eksperyment odważny, ale jednak – nieudany. Dębski chciał się nieco zabawić z własną konwencją, ale wygląda na to, że w połowie porzucił plany i zdecydował się odsmażyć rozwiązania poprzednich części. Taki kompromis oceniam negatywnie, już zdecydowane samo odsmażenie bez eksperymentów byłoby zjadliwsze, a przede wszystkim czyniłoby całą książkę krótszą. Myślę, że kto nie polubił Owena na podstawie wcześniejszych pozycji, tym bardziej nie kupi go po „Ostatniej przygodzie”. Ci zaś, którzy go polubili, wybaczą mu wiele i przy „Ostatniej przygodzie” będą się dobrze bawić.



1) Dobrze obrazuje to cytat z dwusetnej strony: patrz jak przedstawiali autorzy SF świat w dwa tysiące setnym roku: nędza, błoto, łuszczące się tynki, sterty złomu... Triady chipowe, mafie, kolosy bankowe, i megafirmy. Jakieś idiotyczne wszczepy, sondy, ludzie do połowy zdigitalizowani... A co mamy? Sporo gadżetów i niewielkie zmiany w mentalności, cywilizacji...





Autor: Adam Ł Rotter


Dodano: 2009-06-27 12:55:18
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Asturas - 19:04 28-06-2009
Recenzja ukazuje w dobrym świetle całą serię, dlatego zdecydowałem sie na zakup pierwszego tomu. Nie kupuję książek wydanych przez Fabrykę z zasady, nie znoszę tych kulfoniastych liter, ale teraz robię wyjątek :)

Ł - 11:41 29-06-2009
Pierwsze książki, więc te z samego początku lat 90 to zdaje się szczyt literackiej formy Dębskiego (szczególnie "Druga strona czasu") a FS rzeczywiście ładnie to wznowiła. Te pisane już w nowym wieku dla FS trudno polecać, jeśli pierwsze książki o Yeatsy komuś nie podeszły.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Wygraj "Mutanta"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Pullman, Philip - "Zorza Polarna"


 Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"

 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS