NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kańtoch, Anna - "Zabawki diabła" (Powergraph)

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Oldi, Henry Lion - "Heros powinien być jeden", księga 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Oldi, Henry Lion - "Heros powinien być jeden"
Tytuł oryginału: Герой должен быть один
Data wydania: Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-7574-070-1
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Liczba stron: 512
Cena: 34,99
Rok wydania oryginału: 1995
Tom cyklu: 1
Seria: Obca Krew



Oldi, Henry Lion - "Heros powinien być jeden", księga 1

Syna zrodzi Alkmena z woli wielkiego Zeusa

„Latwiej było Tafos wziąć” — pomyślał bezradnie Amfitrion, kiedy po raz kolejny od drzwi gynekejonu odgoniła go cała armia mamek, nianiek, akuszerek i innych kobiet pod wodzą przejętej swoją rolą i rumianej na twarzy Nauzykai.
Zszedłszy na dziedziniec, zaczął chodzić w koło niczym lew po swojej pieczarze, starając się nie zwracać uwagi na gwar licznych głosów dobiegających z ulicy.
Okazało się to dość trudne — trudniejsze chyba niż niemyślenie o tym, że w gynekejonie już pół doby krzyczy w mękach porodu Alkmena, a ty w niczym nie możesz jej pomóc, choćbyś był sobie trzy razy herosem!
— To Ejlejtyje! — rozległ się czyjś przenikliwy pisk na ulicy. — Ejlejtyje rodzicielki! Wszystko przez nie!
— Co przez nie? — zapytało jednocześnie kilka innych głosów.
— To, że urodzić nie dają! Z rozkazu Hery! Siedzą na progu i gęby krzywią...
„Ja ci zaraz nie tylko gębę wykrzywię!” — pomyślał z gniewem Amfitrion, wyciągając zasuwę rygla i jednym pchnięciem ramion otwierając oba skrzydła wrót.
Zebrany na ulicy tłumek gapiów cofnął się, ujrzawszy minę gospodarza, ale jakaś śmiała starucha karlica o gębie podobnej do pyska łasicy przemknęła pod ręką Amfitriona i w okamgnieniu znalazła się na dziedzińcu. Amfitrion już się ku niej odwrócił, ale starucha, zamiast uciekać, sama podbiegła do niego i chwyciła go za rękę.
— Jestem Galintiada! — zaterkotała, bryzgając śliną i nisko się kłaniając. — Galintiada, córka Projtosa! Trzeba je przepędzić, przepędzić Ejlejtyje, panie mój! Precz! Ja, Galintiada, córka Projtosa, mądra jestem, wszystko wiem.
I zakręciła się po dziedzińcu, skacząc i pokrzykując histerycznie:
— A-aaaa! A-aaaa! Syna zrodzi Alkmena z woli wielkiego Zeusa! Bogom równy będzie, potężny, heros! Tępiciel potworów! Figę Ejlejtyjom, fi gę! Zapomniano o nich, ofi ar nikt im nie przynosi! Zimne stoją ich ołtarze, pokarał Gromowładny nieszczęśników! A-aaaa! Prawdę rzekła córa Projtosa, która służy Hekate Trojakiej! Prawdę! Prawdę! Prawdę!
Amfitrion potrząsnął głową, jakby się chciał uwolnić od przywidzenia, i ruszył na karlicę z twardym postanowieniem wyrzucenia jej za bramę. W tej akurat chwili nie miał najmniejszej ochoty na wpuszczanie do domu służki Hekate — choćby ta służka wyglądała zupełnie nieszkodliwie i była na poły stuknięta.
Ale gdy podszedł do zachłystującej się już z nadmiaru entuzjazmu Galintiady, otworzyły się drzwi do gynekejonu i stanęła w nich rozpromieniona Nauzykaa. W pulchnych dłoniach trzymała niewielkie zawiniątko, starannie osłonięte przed przeciągami przez troskliwą małżonkę Kreona.
Zawiniątko niezbyt głośno kwiliło.
Amfitrion zapomniał o gapiach, o wrzaskliwej Galintiadzie, córce Projtosa, i o wszystkim na świecie — widział tylko owo zawiniątko i gdyby w tej chwili zaczął się potop, wnuk Perseusza nawet by go nie zauważył.
— Syn? — zapytał, ledwo poruszając wargami.
— A któżby inny? — roześmiała się Nauzykaa, układając sobie zawiniątko wygodniej na łokciu. — Alkmena to nie ja, która same córeczki rodzę. Popatrz, herosie, jakie chłopaczysko! Każdy by pozazdrościł!
Amfitrion podszedł do Nauzykai i nieśmiało zerknął pod odsunięte pieluszki. Patrzyła nań pomarszczona, czerwona buźka, puszczająca bąbelki z bezzębnych usteczek — najpiękniejsza, najbardziej urodziwa ze wszystkich ludzkich twarzyczek i twarzy.
Wyciągnąwszy dłoń, ojciec nieśmiało musnął palcami buzię synka.
— Maleńki, nadam ci imię Alkides — wyszeptał niesłyszalnie.
— Na cześć Alkajosa, mojego ojca a twojego
dziada. Alkides znaczy Silny... Dobre imię. Mogą sobie uważać cię za czyjego tam zechcą syna, ale imię nadam ci ja! Miałeś wspaniałego dziadka i mam nadzieje, będziesz miał dobrego ojca — nawet jeżeli zaczniesz nazywać ojcem Gromowładnego. Będziesz silnym, maleńki Alkidesie, a na razie ja będę silnym za ciebie. Umowa stoi?
Niemowlak skrzywił buzię i zakwilił znacznie głośniej.
— Nastraszyli dzieciaczka, nastraszyli maleńkiego — zaczęła uspokajać noworodka Nauzykaa, kołysząc go w rękach. — A ty, herosie, przestań mamrotać pod nosem... i nie pchaj się, gdzie cię nie proszą! Idź, idź, zajmij się czymkolwiek... ucztę przygotuj, albo podarki jakieś rozdaj...
— Chłopiec! — rozdarła się nagle Galintiada, ruszając biegiem ku otwartym jeszcze wrotom. — Syn! Syn się Alkmenie urodził, heros równy bogom, heros, tępiciel potworów! Syn! Figę Ejlejtyjom, figę! Zapomniano o nich, o córuniach Hery...
Jej szczupłe ciało niby wąż przemknęło przez szczelinę pomiędzy wrotami i w chwilę później wrzawa za bramą wybuchła z dziesięciokrotnie większą siłą niż przedtem.
— Poczekaj! — Amfitrion opamiętał się, skoczył ku wrotom, wybiegł na ulicę i zobaczył Galintiadę, córkę Projtosa, oddalającą się biegiem od jego domu.
— Poczekaj, Galintiado! No, stójże!
Staruszeczka odwróciła się w biegu — a Amfitrion zerwał z szyi złoty dysk z wizerunkiem Heliosa na rydwanie.
Łańcuch naszyjnika nie wytrzymał i dwa ogniwa spadły w pył drogi, ale Amfi trion się nie schylił, żeby je podnieść.
— Łap, córo Projtosa! Dziękuję ci!
Pewnym rzutem dyskobola Amfitrion posłał ozdobę w powietrze, dysk ze świstem nakreślił w powietrzu płaski łuk, a tłum gapiów przyjaznymi okrzykami skwitował zręczność karlicy, która odwróciwszy się, podskoczyła i schwytała dar w locie.
Potem staruszka ponownie puściła się biegiem i gdyby Amfitrion zobaczył wyraz drapieżnej radości, który skaził jej pyszczek, byłby się może głęboko zamyślił — ale Perseida niczego nie dostrzegł.
Wrócił po prostu na dziedziniec, zamknął za sobą wrota, pięcioma palcami zmierzwił swoje i bez tego niepokorne włosy — i znów zaczął bez celu spacerować po dziedzińcu, tym razem jednak uśmiechając się do samego siebie i podśpiewując radośnie pod nosem.
A Galintiada, córa nikomu nieznanego Projtosa, biegła, nie zatrzymując się i przyciskając podarowany jej dysk do zasuszonych i odsłaniających się w biegu piersi.
Przy samej Kadmei ostro skręciła na północny zachód na przedmieścia Teb. W końcu dotarła do samotnie stojącej, rozwalającej się chałupiny, której na poły przegniłe drewniane belki pokryte były zielonym dywanem mchu.
Staruszka wbiegła do środka, odsunęła z podłogi wytartą plecionkę, z wysiłkiem podniosła odsłoniętą klapę i zaczęła schodzić do mrocznej piwnicy po drabinie, która niebezpiecznie poskrzypywała nawet pod jej mizernym ciężarem.
— Dokonało się? — padło niecierpliwe pytanie z mroku na dole.
— Tak — odpowiedziała krótko Galintiada i ostro, tonem rozkazu, zupełnie niepodobnym do poprzedniego stylu jej wypowiedzi, dodała:
— Zaczynajcie! Mamy niewiele czasu...



Dodano: 2009-06-19 13:16:39
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS