NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pettersen, Siri - "Evna"

Jadowska, Aneta - "Akuszer bogów"

Ukazały się

Ćwiek, Jakub - "Jednooki król"


 Podlewski, Marcin - "Napór"

 Delaney, Joseph - "Mroczna armia"

 Atwood, Margaret - "Opowieść podręcznej" (Wielka Litera)

 Larson, B.V. - "Zagłada"

 Currie, Evan - "Odyssey One: Król wojowników"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

Linki


W krainie parowej rewolucji

W krainie parowej rewolucji1)



Termin steampunk został wymyślony przez autorów SF, szukających określenia na nową literacką modę, jaka pojawiła się w latach 70. i 80. w anglosaskiej fantastyce. Zanim jednak zaczniemy omawiać korzenie gatunku, warto przyjrzeć się samej nazwie, bo w niej tkwi klucz do zrozumienia, czym on jest i dlaczego utwory utrzymane w tej konwencji sięgają głównie do czasów wiktoriańskich.


Pierwszym autorem, który wprost nazwał nowe zjawisko był K.W. Jeter na łamach „Locusa”. W numerze kwietniowym z roku 1987 napisał: Osobiście uważam, że fantazje o erze wiktoriańskiej będą następnym wielkim krokiem [w fantastyce], jeśli wymyślimy dla nich stosowną nazwę, zbiorczy termin dla prozy Powersa, Blaylocka i mojej własnej. Może coś opartego na właściwej dla epoki technologii, jak „steam-punks”2). Miesiąc po Jeterze James Blaylock również napisał do Locusa: Są pociągi, dużo napędzanych parą pierdół, ale to właśnie to! Więcej „steam punku”, jak przypuszczam3). Jeter zdał sobie sprawę z tego, że zarówno Powers, jak i Blaylock piszą właściwie o tym samym. I „Morlock Night” Jetera (1979), i „Homunculus” Blaylocka (1986), i „Wrota Anubisa” Powersa (1983) osadzone są choćby częściowo w wieku dziewiętnastym; próbują naśladować styl właściwy dla literatury tamtego okresu, oddać jego klimat.
W niewydanej w Polsce „Morlock Night” grupa Morloków z kultowej powieści „Wehikuł czasu” H.G. Wellsa przenosi się w czasie do wiktoriańskiego Londynu, by siać śmierć i zniszczenie. Jedynymi, którzy mogą powstrzymać potwory, są król Artur i Merlin. W „Homunculusie” Jamesa P. Blaylocka, drugim tomie trylogii (w skład której wchodzą jeszcze „The Digging Leviathan” i „Lord Kelvin’s Machine”) nagrodzonym nagrodą im. Philipa K. Dicka, sterowiec z martwym pilotem na pokładzie okrąża wiktoriański Londyn wzbudzając zainteresowanie Królewskiego Towarzystwa. Bohaterem książki jest uczony, Langdon St. Ives, który wraz z przyjaciółmi z Klubu Trismegistosa musi uporać się z intrygą kręcącą się wokół olbrzymiego szmaragdu, wskrzeszania zmarłych i pojazdu obcych wytypowanego do roli obwoźnego burdelu. W powieści „Wrota Anubisa”, również nagrodzonej PKD Award, bohaterowie udają się w przeszłość do czasów, gdy Egipt był zajęty przez Brytyjczyków. Jeden z nich zostaje porwany przez egipskiego czarownika, który chce się dowiedzieć wszystkiego na temat podróżowania w czasie i przestrzeni. Plan porywacza zakłada bowiem zniszczenie Londynu z pomocą sprowadzonego przez wrota czasu boga Anubisa.
Podobieństwa między zainteresowaniami Blaylocka i Powersa nie są wcale przypadkowe, gdyż obaj panowie dobrze się znali i przyjaźnili. Nazwiskiem przyjaciela Powers ochrzcił nawet jeden ze statków powietrznych, którym polecieli bohaterowie „Wrót Anubisa”. Powers całymi garściami czerpał inspiracje z XIX wieku; zdecydował się nawet pewnego bohatera nazwać Doyle, na cześć jednego z najlepszych autorów kryminałów w historii. W 1987 roku Michael Berry w „San Francisco Chronicle” napisał o nowym gatunku literackim w taki sposób: Wygląda na to, że Jeter, razem ze swoimi znajomymi, Timem Powersem i Jamesem Blaylockiem, wyrzeźbia swoją książką nowy podgatunek science fiction. Podczas gdy William Gibson, Michael Swanwick i Walter Jon Williams badali przyszłość łącząc istoty ludzkie z komputerami w swoich cyberpunkowych powieściach i opowieściach, Jeter wraz z towarzyszami wkroczyli na teren, nazwany przez Jetera pół-żartem „steampunkiem”, i teraz nieźle się bawią tworząc pokręcone, historyczne fantazje.4)

Retro cyberpunk

Steampunk ochrzczono „retro cyberpunkiem” – miejsce wszczepek i komputerów zajęły machiny napędzane parą. Rozwój technologii i gwałtowna eksplozja nauki następuje nie za sto lat, ale sto lat temu. Industrialne, parowe rewolucje dotykające społeczeństwa przeszłości zamiast rewolucji cybernetycznych społeczeństw przyszłości – oto właśnie steampunk. Chociaż sam proces zabawy historią rozpoczął się znacznie wcześniej, Jeter, określany zaszczytnym tytułem „ojca założyciela” steampunku, korzystał z bogatych archiwów literackich spisanych przez literackich przodków pokroju Michaela Moorcocka, Christophera Priesta, Phillipa Jose Farmera czy Ronalda W. Clarka i Mervyna Peake’a.
I tak, Moorcock badał interior steampunku w niewydanej w Polsce powieści „The Warlord of the Air” z 1971 r., w której prezentuje alternatywne dzieje Wielkiej Brytanii, państwa policyjnego rządzonego w latach 70. przez Króla Edwarda VIII, gdzie nigdy nie wybuchła pierwsza wojna światowa. Do tego świata w niezwykły sposób trafia przybysz z 1902 roku, kapitan Oswald Bastable i szybko odkrywa, że wcale nie jest on tak utopijny, jak się wydaje... Brzmi ciekawie? A jakże! Mimo upływu lat wciąż uważa się tę powieść za jednego z najważniejszych prekursorów gatunku. Niedawno Jeff VanderMeer zamieścił jej fragmenty w antologii „Steampunk” (2008), będącej przekrojowym podsumowaniem obecność steampunku na rynku.
Sam Moorcock urodził się w 1939 roku i już w wieku szesnastu lat objął funkcję redaktora naczelnego pisma „Tarzan Adventures”, gdzie publikował własne opowiadania i starał się wpływać na rozwój gatunku. Dość szybko stał się cenionym i poważanym twórcą SF, publikowanym właściwie we wszystkich liczących się wówczas pismach literackich, chociaż sam tego gatunku nie lubił. Być może dlatego ciągle eksperymentował, szukał nowych dróg przekazu, a w konsekwencji, w 1964 roku, zgodził się zostać redaktorem w kontrowersyjnym brytyjskim piśmie „New Worlds”. Tam, razem z Ballardem i Aldissem mógł wpływać na kształtowanie się trendów w Wielkiej Brytanii oraz, pośrednio, w Stanach Zjednoczonych. Wierzył, że może zmienić świat literatury i być może z tej wiary wynikły próby stworzenia czegoś nowego, jak alternatywna historia z „The Warlords of the Air”, pierwszego tomu trylogii „The Nomads of Time”. W rozmowie z Barringtonem J. Bayleyem o wizji literatury z tamtego czasu ujął to tak: Najlepszą science fiction widzieliśmy w swego rodzaju potencjalnym małżeństwie między fikcją popularną a literacką.5) Priest, Farmer czy Clark myśleli podobnie. Farmer napisał „World Newton Family”, pastiszową opowieść, w której pojawiają się bohaterowie znani z wielu innych dzieł – klasycznych dla XIX wieku – zmagający się z uderzeniem fikcyjnego meteoru. Clark poszedł jeszcze dalej. Ten historyk i biograf napisał w 1967 roku opowieść osadzoną w alternatywnej historii XIX wieku, „Queen Victoria’s Bomb”, w której bomba atomowa zostaje odkryta w XIX wieku.

Pełną parą do Ameryki

Interesujące wydaje się pytanie, dlaczego właśnie Amerykanie najmocniej odcisnęli swoje piętno na steampunku i osadzili gatunek właśnie w Wielkiej Brytanii. Peter Nicholls wraz z Johnem Clute’em, w „Encyclopedia of Science Fiction” tak napisali o steampunku: W swojej esencji, steampunk to fenomen amerykański, osadzony najczęściej w angielskim Londynie, który z kolei wyobrażany jest jednocześnie jako głęboko obcy, a zarazem intymnie wręcz znajomy; to rodzaj obcej idei zakorzenionej głęboko w amerykańskiej podświadomości. Wygląda na to, jakby dla wielu pisarzy Londyn stał się jednym z tych punktów zwrotnych w historii człowieka, gdzie wszystko może się zdarzyć, punktem zwrotnym także dla samej fantastyki naukowej. Było to miasto nauki, przemysłu i technologii, w którym współczesny świat dopiero się rodził, a zarazem – klaustrofobiczna metropolia koszmarów, z brudem i nędzą jako ceną za postęp.6) Być może bierze się z podświadomego postrzegania Wielkiej Brytanii przez Amerykanów jako miejsca typowo dziewiętnastowiecznego oraz z wizji Londynu jako punktu, w którym era pre- i postindustrialna spotykają się i łączą – w migracji cierpiących głód angielskich farmerów do Stanów Zjednoczonych, a także w podróżach bogatych londyńczyków zwiedzających cały świat.
W książce „Look at the Evidence” John Clute bezpośrednio wskazuje, skąd się wziął steampunk w literaturze. Wraz z amerykańskim krytykiem powracamy tutaj do korzeni, do literatury z XIX i wczesnego XX wieku, przygodowych opowieści Roberta Louisa Stevensona, powieści Conan Doyle’a i oczywiście twórczości Charlesa Dickensa. Na pierwszy rzut oka nie zobaczymy wpływu tego ostatniego we „Wrotach Anubisa”, jednakże wizja książkowego Londynu, do którego trafia przybysz z XX wieku, by nigdy nie powrócić do domu, jest niemal żywcem wyjęta z dickensowskich powieści pokroju „Naszego wspólnego przyjaciela” czy „Klubu Pickwicka”.
Nie ma za bardzo znaczenia – napisał John Clute – że Powers osadza powieść w realiach, których Dickens nigdy nie mógł doświadczyć ani opisać w swoich powieściach, gdyż na przykład powieści pokroju „Olivera Twista” (1837-1839), który przedstawia Londyn niepodobny do badanego przez Brendana Boyle’a, są czymś w rodzaju apoteozy popularnego w początkach wieku nadnaturalnego melodramatu, więc zarówno dickensowski Fagin, jak i powersowski Horrabin dzielą podobne źródło okropieństwa.7) Dla Dickensa Londyn XIX wieku mógł być miejscem przerażającym, kwintesencją koszmaru i nieuchronnej przyszłości, jaka czeka człowieka skutego kajdanami miasta, lecz dla Tima Powersa, K.W. Jetera i ich towarzyszy oraz dla tych, którzy kładli podwaliny pod steampunk, Londyn i epoka wiktoriańska stały się azylem, miejscem ucieczki od świata codziennego – Krainą Czarów i technologicznych cudów, które mógłby stworzyć Verne, a opisać Wells, gdyby żyli dzisiaj. To nostalgia, tęsknota do przeszłości i próba jej reanimacji. Winda na Księżyc? Stworzenie mechanicznego człowieka? Parowy golem polujący na zwariowanego bohatera powieści Wellsa? Czemu nie!

Wyprawa do źródeł

Rzecz jasna, źródła steampunku sięgają znacznie głębiej w przeszłość niż lata osiemdziesiąte, siedemdziesiąte czy nawet sześćdziesiąte (wraz z twórczością Mervyna Peake’a). Chociaż nie da się zaprzeczyć, że właśnie Powers, Moorcock, Jeter czy Peake stworzyli (rozwiniętą następnie przez Williama Gibsona i Bruce’a Sterlinga w ich „Maszynie różnicowej”) mitologię steampunku i sam gatunek w takiej formie, w jakiej znamy go dzisiaj. Wspomniani panowie dali zielone światło masom i stworzyli bazę literacką, razem z całą Nową Falą, ale rdzeń, sama idea, znajduje się w dziełach wspomnianych już Wellsa i Verne’a. To właśnie pisane przez nich opowieści przygodowe, zwykła pulpa, „literatura wagonowa”, stały się kanwą dla późniejszych twórców, jak Jeter czy też Mervyn Peake, ze szczególnym uwzględnieniem powieści „Tytus sam” z 1953 roku.
Oprócz Verne’a i Wellsa czy Charlesa Dickensa i Arthura Conan Doyle’a, John Clute wraz z Johnem Grantem w znakomitej książce „Encyclopedia of Fantasy” podają jako praprzodków steampunku G.K. Chestertona, Brama Stokera, Mary Shelley czy samego Marka Twaina. Zdarza się, że często dzieła literackie z XIX wieku, oraz ich bohaterowie, stają się bazą wypadową dla autorów snujących różnej jakości opowieści steampunkowe. I tak wampir z powieści Stokera, w książce „Anno Dracula” Kima Newmana (1992) wcale nie umiera, tylko żeni się z królową i zostaje władcą Anglii. W powieści występują również inne postacie, tak literackie, jak i autentyczne: obok Doktora Moreau pojawia się Elżbieta Batory... Można się też bawić jak Joe R. Lansdale w fatalnie napisanym opowiadaniu o iście barokowym tytule „The Steam Man of the Prairie and the Dark Rider Get Down: A Dime Novel”. Jego bohater, naukowiec z „Wehikułu czasu” Wellsa, zostaje jednym z morloków, co dla autora staje się pretekstem nie do rozważań nad naturą człowieczeństwa czy choćby zagrożeniami, jakie niesie ze sobą podróż w czasie, lecz do epatowania przemocą i seksem.

Maszyna robi różnicę

Oczywiście niektórzy twórcy poszli inną drogą i zamiast taniej, kiczowatej zabawy w pseudo-intertekstualność, pisali „na wkurzeniu”, by pchnąć młody gatunek do przodu. Bruce Sterling i William Gibson, bo o nich mowa, swoją „Maszyną różnicową” na nowo zdefiniowali pojęcie steampunku. W powieści tej dochodzi do skonstruowania maszyny różnicowej Charlesa Babbage’a, głównie dzięki wspierającemu go lordowi Byronowi, który wcale nie zginął w Grecji nękany chorobami, lecz powrócił do Anglii, by zająć miejsce zamordowanego księcia Wellingtona. Odkrycie maszyny różnicowej i jej coraz większe upowszechnienie sprawiają, że następuje niesamowity postęp technologiczny, a wraz z nim emulowane są na XIX wiek odkrycia naukowe niemal żywcem wyjęte z dwudziestego wieku.
Gibson i Sterling pisali „Maszynę różnicową” na fali zainteresowania XIX wiekiem i Charlesem Babbage’em. Wszystko zaczęło się od postawienia prostego pytania: co by było, gdyby to właśnie Babbage dokonał rewolucji technologicznej w XIX wieku? Rozmowa trwała już jakiś czas, kiedy autorzy odkryli, że mają do czynienia z powieścią. Gibson wspomina po latach: Odkryliśmy, Bruce i ja, że piszemy ją od dłuższego czasu, odkąd zaczęliśmy rozmawiać na temat Babbage’a, i wciąż trwał między nami ten dialog, w którym bit po bicie wyobrażaliśmy sobie, co mogłoby się wydarzyć. Trwało to rok, czy coś takiego, kiedy jeden z nas, zapomniałem kto dokładnie, rzekł „czekaj, czekaj, to jest książka!”. Od tego momentu spieraliśmy się ze sobą o to, który z nas to zrobi, gdyż żaden nie chciał się podjąć tego zadania.8)
Gibson uważa „Maszynę różnicową” za najlepszą rzecz, jaką kiedykolwiek napisał, sam czy z kimś, i tylko do tej książki wraca bez żadnych zastrzeżeń. Pół żartem, pół serio twierdzi, że jest tak ponieważ nie czuje, że ją pisał. Mówi, że to wygląda tak, jakby „Maszynę różnicową” pisał ktoś trzeci, kto łączy najlepsze cechy Gibsona i Sterlinga, co zresztą obu pisarzy przeraża. Niezależnie od wszystkiego, książka błyskawicznie zajęła miejsce w klasyce SF, a kolejni autorzy zaczęli się głowić, jak można jeszcze dalej pchnąć steampunk do przodu.

Nakręceni

Pojawiają się zupełnie odjechane pomysły na nowe podpodgatunki SF, jak diesel-punk, czy clockpunk. Ten ostatni jest już zupełnie cudacznym tworem, w którym – podobnie jak w steampunku – mamy do czynienia z przedindustrialnym społeczeństwem poddanym technologicznej rewolucji, ale zamiast pary kluczową rolę przejmują rewolucyjne wynalazki oparte na sprężynach i zegarach. Czołową postacią jest tutaj prawie zupełnie nieznany w Polsce pisarz Jay Lake, który przebojem wdarł się na światową scenę science fiction takimi powieściami jak na przykład „Mainspring”. Do tej pory mieliśmy wizje SF, w których Bóg, jeśli istniał, stwarzał świat wprawiając go w ruch, a potem odchodził na spokojną emeryturę; Lake stawia wszystko na głowie, tworząc uniwersum działające na zasadzie zegara; tak też działa Układ Słoneczny, z Ziemią obracającą się wokół Słońca na gigantycznej przekładni zębatej... Akcja rozgrywa się w realiach przypominających nasz ziemski XIX wiek.
Dieselpunk skręca w jeszcze inną stronę – technologiczna rewolucja następuje w społecznościach stylizowanych na lata dwudzieste, trzydzieste i czterdzieste ubiegłego wieku. Przy czym podstawą tych opowieści nie są już pulpowe historie Wellsa czy Verne’a, a bardziej mroczne, cięższe historie.
Co oczywiście nie oznacza, że nie ma prób odnowy steampunku w jego tradycyjnej formie. Wciąż przeprowadzane są kolejne eksperymenty z gatunkiem, zabawy z ontologią świata (Chiang w „Siedemdziesięciu dwóch literach”). Powstają kolejne powieści i przekrojowe antologie, jak wspomniany „Steampunk” VanderMeerów czy tematyczna „Extraordinary Engines” pod redakcją Nicka Geversa – obie wydane w 2008 roku; pierwsza składająca się z tekstów znanych już czytelnikom, druga z nowych opowiadań pisanych na zamówienie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie przyszłość, ale steampunk żyje i ma się dobrze, tylko do Polski nie dotarła jeszcze moda na fantastyczne opowieści spod znaku parowej rewolucji.
Ale powoli zaczyna się to zmieniać: nieśmiałe próby podejmują Krzysztof Piskorski w „Zadrze” czy Kuba Nowak w „Karnawale”; elementy steampunku znajdziemy też w „Lodzie” Dukaja. Z kolei Maciej Guzek zapowiada „Czyste dobro”. Zabawa historią pojawiła się również w znakomitym komiksie „Pierwsza brygada”. Brak polskich powieści steampunkowych doskwiera tym bardziej, że to właśnie Polacy stworzyli jedną z najlepszych na świecie stron internetowych poświęconych temu gatunkowi – „Retrostację”. Fani dawnych epok i pary mogą mieć tylko nadzieję, że ktoś wreszcie wykorzysta potencjał gatunku i stworzy polski odpowiednik „Maszyny różnicowej”.


1) Artykuł pierwotnie ukazał się w Nowej Fantastyce 05/2009

2) K. W. Jeter, Locus Apr. 57/2, 1987

3) J. Blaylock, Locus May 57/1, 1987

4) Michael Berry, San Francisco Chronicle, 1987

5) Michael Moorcock i Barrington J. Bayley

6) John Clute, Peter Nicholls, „Encyclopedia of Science Fiction”, Orbit 1999

7) John Clute, „Look at the Evidence”, Liverpool University Press, 1999

8) William Gibson i Edo van Belkom, „An Interview With William Gibson”, „The Edge” 1998




Autor: Jan Żerański


Dodano: 2009-06-17 13:59:19
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Ł - 10:33 21-06-2009
No, no, poznałem Moorcocka od innej strony niż "zły miecz wysysający dusze i jego właściciel podczas podróży zaczarowaną łodzią by wyciąć w pień kolejną kraine".

Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Benton, Michael J. - "Gdy życie prawie wymarło"


 Dashner, James - "Gra o życie"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

Fragmenty

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS