NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

Ukazały się

Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"


 Larson, B.V. - "Bunt"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

 Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 Kozak, Magdalena - "Młody"

Linki

Wegner, Robert M. - "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe"
Wydawnictwo: Powergraph
Cykl: Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Data wydania: Czerwiec 2009
ISBN: 978-83-61187-08-0
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 576
Cena: 32,00 zł
Seria: Fantastyka z plusem



Wegner, Robert M. - "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Czy to za sprawą pecha czy złego doboru lektur ostatnimi czasy nie udało mi się trafić na naprawdę dobrą książkę fantasy. Owszem, zachwyciłem się pięknym stylem Patricka Rothfussa („Imię wiatru”), spodobała mi się szybko prowadzona fabuła u Joe Abercrombiego („Samo ostrze”) – niemniej każdemu z nich daleko było do ideału. Ideałem nie są także „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe” Roberta M. Wegnera. Nie umniejsza to jednak faktu, że – moim zdaniem – mamy do czynienia z jedną z najlepszych książek fantasy na naszym rynku.
Trudno nazwać debiutantem osobę, która już od kilku lat publikuje utwory w SFFiH, niemniej „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera stanowią jego książkowy debiut. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy to objętość – ponad pięćset drobno zadrukowanych stron. W sytuacji, kiedy wydawcy chętnie dzielą pojedyncze woluminy na kilka części – rzecz godna podkreślenia i pochwały.
Książką składa się z ośmiu opowiadań, tworzących dwie oddzielne księgi: „Topór i skała” – z fabułą rozgrywającą się w górach Ansar Kirreh oraz „Miecz i żar” z akcją osadzoną w pustynnym klimacie. Trzeba przy tym zaznaczyć, że jedynie trzy z nich („Honor górala”, „Ponieważ kocham cię nad życie” i „Gdybym miała brata”) były wcześniej opublikowane. Nie jest to jednak żaden wybieg autora mający na celu sztuczne nabijania objętości – utwory te są niezbędne do zrozumienia późniejszych wydarzeń. W sumie zaś zajmują jedynie jedną trzecią objętości tomu.
„Opowieści z meekhańskiego pogranicza” zachwyciły mnie przede wszystkim różnorodnością tematyczną. Przy tym prezentowane utwory mają ciekawą fabułę, którą można by rozwinąć w powieść. Tak jest m.in. w przypadku „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” – epickiej opowieści o bohaterskiej walce garstki żołnierzy z hordą wrogów przywodzącej na myśl dowolną powieść z dorobku Davida Gemmella. Podobny klimat, emocje, wirtuozeria w opisie starć.
W zupełnie innej atmosferze utrzymane są pozostałe opowiadania – dużo bardziej kameralna historia pogoni za bandą przestępców („Honor górala”), misja dyplomatyczna („Szkarłat na płaszczu”) czy quasi-horror („Krew naszych ojców”). A wszystko to umiejscowione w monumentalnych górach, pełnych zdradliwych przepaści, niezdobytych szczytów, ukrytych dolin. W polskiej literaturze fantasy chyba tylko Feliks W. Kres w „Grombelardzkiej legendzie” potrafił równie pięknie oddać majestat gór. Z tą małą różnicą, że u Wegnera nie pada wciąż deszcz, a i klimat jest ciut lżejszy… Co nie oznacza jednak, że mamy do czynienia z lekturą lekką i przyjemną. Mieszkańcy gór żyją według swoich surowych praw i biada temu, kto je złamie. Podobnie jak u Kresa tu nie ma miejsca na chwile słabości, a ceną zhańbienia czy nielojalności są litry przelanej krwi.
Jedyne czego zabrakło to bardziej zindywidualizowanych bohaterów, z którymi mógłby utożsamić się czytelnik. Świetnie jest to widoczne na przykładzie dowódcy Szóstej Kompanii porucznika Kennetha-lyw-Darawyta. Pomimo tego, że jest on pierwszoplanową postacią, oprócz kilku wyświechtanych frazesów, jak „honorowy”, „odważny”, „lojalny” – nie jesteśmy w stanie powiedzieć o nim nic konkretnego.
Zgoła odmienną sytuację mamy w opowiadaniach wchodzących w skład drugiej księgi – „Miecz i żar”. Pojawia się Yatech d’Kllean, młody wojownik z ludu Issaram, i wraz z nim zmienia się styl prowadzenia fabuły. O wiele ważniejsze stają się przeżycia wewnętrzne bohatera, a sama fabuła sprawia wrażenie drugorzędnej. Okazuje się przy tym, że Wegner równie dobrze opisuje tak przebieg bitwy, jak i rozterki głównego bohatera, rozdartego pomiędzy miłością, a obowiązkami wynikającymi z pochodzenia. W rezultacie opowiadania „Ponieważ kocham cię nad życie”, „Gdybym miała brata” i „Pocałunek skorpiona” to zajmujące opowieści o zbrodni i odkupieniu. I nawet jeśli czytelnik zgaduje, jak potoczą się losy głównego bohatera, to cała historia skłania do chwili refleksji.
W tym chyba zresztą tkwi siła prozy Wegnera. Teoretycznie mamy do czynienia z świetnie napisaną książką fantasy. Jednakże autor nie poprzestaje na przedstawieniu świata czy opisie przygód bohaterów. Równie ważne są rozważania, dylematy bohaterów przewijające się przez całą książkę. Czytamy dyskusje o istocie imperium i o tożsamości, w których można szukać odpowiedzi na pytanie, co czyni nas tymi, kim jesteśmy. Sporo miejsca zajmuje także kwestia relatywizmu historii – zmian, jakie zachodzą na przestrzeni lat, jak zmienia się postrzeganie minionych wydarzeń, czynów, postaw. Brzmi to poważnie, ale na szczęście Wegner potrafił wszystkie trudniejsze kwestie umiejętnie wpleść w fabułę utworów, nie zamieniając beletrystyki w nudny referat.
Książka podbija czytelnika również rozmachem kreacji świata. Nie da się ukryć, że Wegner przynajmniej częściowo opiera się na zapożyczeniach z innych książek fantasy. Chociażby tradycyjny podział geograficzny: północ to góry, południe – pustynia. Niezmienny jest także charakter zamieszkujących je ludów: surowi górale czy skłonni do wielogodzinnych targów „arabowie”. Nie przeszkadza to jednak w delektowaniu się opisami różnych nacji, poznawaniu tradycji, religii i historii Imperium Meekhańskiego. Słowa pochwały należą się za stworzenie kilku odmiennych rodzajów magii (oprócz ogólnie obowiązującego systemu opartego na aspektach i miejscach Mocy, istnieje także magia szamańska oraz pojawiają się tajemnicze artefakty).
Gdybym musiał wskazać słaby punkt książki to mimo wszystko byłaby to fabuła, ale nie chodzi mi tu o treść poszczególnych opowiadań. Nie do końca przekonuje mnie fakt, że Wegner, śladem wielu innych pisarzy, wiąże przedstawione historie jedną większą klamrą za pomocą opowiadania „Zabij moje wspomnienia”. Po raz enty gdzieś w oddali czai się bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo, a naszym bohaterom przyjdzie odegrać wiodącą rolę w nadchodzącej walce. Szkoda, bo osobiście wolałbym poczytać więcej niepowiązanych ze sobą opowiadań, niż kolejną epicką powieść o walce dobra ze złem.
Robert M. Wegner „Opowieściami z meekhańskiego pogranicza” śmiało wdziera się do czołówki polskich pisarzy fantasy. Mamy oto książkę świetną pod względem rozrywkowym, ale zarazem zmuszającą do myślenia, refleksji. Jeśli dodamy do tego walory objętościowe i cenowe, to w rezultacie otrzymujemy idealną lekturę na nadchodzące wakacje. Czyli zakup obowiązkowy.



Ocena: 8/10
Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2009-06-17 17:08:49
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Maeg - 17:32 17-06-2009
Przekonałeś mnie Tig do zakupu, najwyżej będzie na kogo zrzucić winę ;)

Asturas - 17:41 17-06-2009
Właśnie. Po tej recenzji jutro razem z Triumfem Endymiona kupuję :)

Shadowmage - 17:51 17-06-2009
Porównanie do (a nawet postawienie nad) Abercrombiego wysoko stawia poprzeczkę. Mam nadzieję, że pod tym względem będziemy zgodni.

Tigana - 18:05 17-06-2009
Mnie się podobało - reszcie wedle gustu.

malakh - 22:52 17-06-2009
"Książką składa się z ośmiu opowiadań, tworzących dwie oddzielne księgi: "Żelazo i skała"

Na moim egzemplarzy stoi jak byk: "Topór i skała";p

Tigana - 00:21 18-06-2009
Bo miał być topór, tylko, że się zrobiło żelazo. Dzięki za zwrócenie uwagi.

toudi 21 - 21:23 18-06-2009
mnie Tig przekonał ;)

Maeg - 17:23 20-07-2009
Przeczytałem, nie zawiodłem się ale w do Abercrombiego trochę Wegnerowi brakuje. W sumie książka pozostawiła pewien niedosyt, opowiadania całkiem przyjemne, druga część książki bliższa moim gustom. Liczę, że dostaniemy od Wegnera następnym razem powieść, bo chciałbym zobaczyć jak sobie radzi w dłuższej formie. "Opowieści..." to dobre fantasy i chyba bliżej im do MKP Eriksona niż Abercrombiego.

Tigana - 12:33 22-07-2009
Maeg pisze:Przeczytałem, nie zawiodłem się ale w do Abercrombiego trochę Wegnerowi brakuje.

Przebije go w drugim tomie ;)
Maeg pisze:W sumie książka pozostawiła pewien niedosyt, opowiadania całkiem przyjemne, druga część książki bliższa moim gustom.

Kwestia oceny "Północy" i Południa" zależy od gustów literackich - ja nie lubię Eriksona więc wyżej cenie "Północ" - przypominająca bardziej Kresa czy martina.
Maeg pisze:"Opowieści..." to dobre fantasy i chyba bliżej im do MKP Eriksona niż Abercrombiego.

Na szczęście Wegner, póki co (odpukać) nie idzie w ślady Eriksona i nie gmatwa fabuły na potęgę.
Na powieść raczej poczekamy - ponoć czeka nas teraz "Wschód"- "Zachód".

Dove - 16:21 22-07-2009
Jakoś mnie natchnęło, że kupiłem książkę zaraz po premierze, choć raczej - jeśli chodzi o niesprawdzonych polskich autorów - nigdy tego nie robię. Przeczytałem ją w ciągu czterech wieczorów (zarywając noce) i chociaż z reguły unikam tak czołobitnych deklaracji, muszę wyznać: jestem zachwycony! Po raz pierwszy od dawna polskiemu autorowi udało się całkowicie zawładnąć moją wyobraźnią. Zwróciłem na niego uwagę już jakiś czas temu, kiedy "Honor górala" był drukowany w NF, pewnie to zdecydowało, że kupiłem książkę. Myślę, że to początek wspaniałej sagi i nie boję się powiedzieć, może trochę na wyrost, może nie: mamy następcę Asa. Oczywiście technicznie Wegner jest na początku drogi (fabularnie na szczęście też:)), ale to jest PRAWDZIWA OPOWIEŚĆ, porywająca, soczysta, nasycona Tajemnicą, nieobliczalna, pozwalająca antycypować rozmach i skalę uniwersum i emocji, których jest zapowiedzią, słowem - powieść na jaką od dawna czekałem w naszej fantasy. Z czystym sumieniem polecam wszystkim :D

Gavein - 14:49 12-10-2009
Książkę Wegnera czytałem podczas urlopu w tropikach, "północna" część przyniosła trochę ochłody. Opowiadania napisane są sprawnie, narracja i dialogi działają bez zarzutu, całość zdecydowanie wybija się ponad przeciętną w polskiej fantasy. Wady: kreacja bohaterów nie poraża (choćby w porównaniu z Martinem), wątki fabularne oryginalnością nie grzeszą, a nazwisk i nazw własnych nie byłem w stanie zapamiętać :) Na urlopie - warto.

RaF - 09:19 13-10-2009
Posłuchałem was i kupiłem, ale teraz zaczynam żałować :P Przeczytałem wprawdzie dopiero pierwsze opowiadanie, ale jeżeli całość ma tak wyglądać, to się pochlastam... Przecież to jest poziom powieści ze świata Warhammera.

No nic, nie ma co uprzedzać - najpierw przeczytam.

Gavein - 11:31 13-10-2009
RaF pisze:Posłuchałem was i kupiłem, ale teraz zaczynam żałować :P Przeczytałem wprawdzie dopiero pierwsze opowiadanie, ale jeżeli całość ma tak wyglądać, to się pochlastam... Przecież to jest poziom powieści ze świata Warhammera..


Pierwsze opowiadanie faktycznie jest najbardziej standardowe, ale pełni ono raczej rolę wprowadzenia. Dalej jest znacznie lepiej, pojawiają się nawet konkretne emocje ("Szkarłat na płaszczu"), co prawda wywołane dość tanim chwytem. Odbiór całości zależy od indywidualnych preferencji - w fantasy biegania z mieczami raczej nie da się uniknąć :)

RaF - 11:48 13-10-2009
Ja nawet nie o tym; sztampa w fantasy i tak jest wszechobecna. Póki co nie podoba mi się sama część warsztatowa: drętwe dialogi, bijąca po oczach grafomania, nieprzekonywująca konstrukcja świata i bohaterów. To bardzo źle wróży na przyszłość :/ Autor musiałby w dalszej części mocno się pod tym względem poprawić (a w to, szczerze mówiąc, nie wierzę; zresztą kilkadziesiąt stron drugiego opowiadania wcale nie jest lepsze).

No ale poczytamy - zobaczymy.

nosiwoda - 14:25 13-10-2009
RaF pisze:drętwe dialogi, bijąca po oczach grafomania, nieprzekonywująca konstrukcja świata i bohaterów
Stwierdziłeś to po tym jednym opowiadaniu? <skrob, skrob> No trudno, moje wrażenia w każdym razie są odmienne. Owszem, pompatyczne i dość proste zagrania, ale skuteczne!

RaF - 14:30 13-10-2009
<skrob, skrob> Nie bardzo rozumiem. Wszystko, co napisałem odnosi się do tego, co przeczytałem. Wydawało mi się, że to jest jasne.

Dove - 14:44 13-10-2009
RaF pisze: (...) bijąca po oczach grafomania (...)

O matko! Wychodzi na to, że nie rozpoznałbym grafomanii po tych wszystkich latach czytania nawet wtedy, gdyby wychynęła z lasu i ugryzła mnie w tyłek :P Ale serio - to bardzo poważny zarzut dla autora i jego dzieła, ostro pojechałeś... Tym bardziej, że z oglądu sieciowych opinii na temat książki jesteś kolego RaF chyba jedynym, który tak bezkompromisowo klasyfikuje prozę Wegnera. Wygląda na to, że czytaliśmy dwie różne książki. To rzeczywiście prosta literatura, ale o sporej sile rażenia :) To nie mainstreamowe sofizmaty i eksperymenty - jak chcę się zachwycić kunsztowną polską prozą to sięgam po Odojewskiego albo Kościówa. Jak pragnę wyśmienitej rozrywki - sięgam po Sapkowskiego, Guzka, Wegnera i wielu innych. Powtórzę się - dla mnie proza Wegnera to nowe rozdanie w polskiej fantasy.
RaF pisze:To bardzo źle wróży na przyszłość :/

Pozwolę sobie stwierdzić, że wręcz przeciwnie :D

RaF - 18:48 13-10-2009
Ogół opinii mało mnie interesuje. Wolność Tomku w swoim domku, jak mawiali Wielcy Przedwieczni :P Moje odczucia są, póki co, dosyć negatywne, plasujące "Opowieści" raczej w rejonach książek bardzo przeciętnych. Żeby nosiwoda się znowu nie czepiał: w zdaniu poprzednim użyłem zwrotu "póki co", a to znaczy, że dalsza część może mną wstrząsnąć i obalić na kolana.

Ustosunkowując się do zarzutów względem warsztatu, to też nie chcę wylewać kubła pomyj, ale zdań w rodzaju "spojrzenie czarownika zapłonęło nienawiścią", czy "dla maga jedyną szansą ucieczki była droga jedną ze Ścieżek Mocy" po prostu nie jestem w stanie strawić. Do tego zachowania postaci mnie nie przekonują (np. obowiązkowa pogawędka antagonistów w przerwie między ciosami). Główny bohater, Kenneth, najpierw przysięga sobie, że nie spocznie, póki plemię Shadoree nie zostanie starte z powierzchni ziemi, a później ni z gruchy, ni z pietruchy wyskakuje z teorią spiskową, w której owo plemię jest ofiarą. Sorry, ale takie rzeczy u mnie dyskwalifikują książkę. Jedyne, co ją może uratować, to ciekawa historia - i wciąż mam na nią nadzieję.

Dove pisze:To rzeczywiście prosta literatura, ale o sporej sile rażenia :) To nie mainstreamowe sofizmaty i eksperymenty - jak chcę się zachwycić kunsztowną polską prozą to sięgam po Odojewskiego albo Kościówa. Jak pragnę wyśmienitej rozrywki - sięgam po Sapkowskiego, Guzka, Wegnera i wielu innych.

Czy ty naprawdę myślisz, że sięgnąłbym po tę książkę, gdybym oczekiwał artystycznych doznań? Przecież literatura tego rodzaju wręcz z definicji jest rozrywkowa. Ale mogę chyba oczekiwać, że książka będzie napisana sprawnie, czy że bohaterowie będą budowani konsekwentnie i że nie będą się zachowywać, jakby naoglądali się za dużo filmów.

Żeby nie było: na różne rzeczy mogę przymknąć oko. Lubie np. prozę Webera (no, nie całą, ale wystarczająco dużo). Proza ta jest literackim dnem, ale napisana jest tak, że masa idiotyzmów i infantylizmów, od których się roi, jakoś mi nie staje w gardle. Póki co (kieruję uwagę nosiwody na te dwa słowa) książka Wegnera jest w moim rankingu na pozycji "bardzo przeciętna". Ale, jak już napisałem, zobaczę, co będzie dalej. Może zrozumiem, dlaczego ten ogół opinii tak się nią zachwyca (nie, to nie jest złośliwe - po prostu jestem ciekawy tej rozbieżności).

Gavein - 21:48 13-10-2009
RaF pisze: Główny bohater, Kenneth, najpierw przysiąga sobie, że nie spocznie, póki plemię Shadoree nie zostanie starte z powierzchni ziemi, a później ni z gruchy, ni z pietruchy wyskakuje z teorią spiskową, w której owo plemię jest ofiarą. Sorry, ale takie rzeczy u mnie dyskfalifikują książkę.


Wydaje mi się, że gdy chciał ich ścierać (za okrucieństwa rozliczne), nie wiedział jeszcze co naprawdę stało się z plemieniem.

RaF - 10:45 14-10-2009
No o tym właśnie piszę. Nie wie, pała nienawiścią, potem pyk! - olśnienie, wszystko wie, nienawidzeni Shadoree zmieniają się w biedne ofiary (i to czego? - rozmnażania się...). Nie kupuję tego - nie w takiej formie. Dla mnie brakuje tu czegoś pomiędzy. Przypuszczam, że autor chciał do ostatniej chwili utrzymać to w tajemnicy przed czytelnikiem, żeby go na końcu zaskoczyć. Osobiście bym wolał dowiedzieć się wszystkiego choćby na samym początku, a później obserwować, co bohaterowie z tą wiedzą robią. Tak, jak jest, widzę jedynie, że bohater wyciągnął nieuprawnione wnioski bez żadnych przesłanek. Oczywiście, w przypływie dobrej woli, mogę sobie sam wypełnić dziurę, założyć, że Kenneth miał jakieś przesłanki, którymi jednak autor się z czytelnikiem nie podzielił. Ale to już jest jak dla mnie za dużo - uznaję po prostu, że jest to zachowanie nieprawdopodobne i nieuprawnione.

Gavein - 12:43 14-10-2009
Być może Kenneth uznał, że Shadoree zostali w pewien sposób ubezwłasnowolnieni, a ich odpowiedzialność zniesiona? W przeciwieństwie do np. Sapkowskiego u Wegnera mamy czarno-biały światopogląd, co nie musi książki automatycznie dyskwalifikować.

RaF - 14:15 14-10-2009
gav79 pisze:Być może Kenneth uznał, że Shadoree zostali w pewien sposób ubezwłasnowolnieni, a ich odpowiedzialność zniesiona?

Tak pewnie jest. Ale, jak mówię - w takiej formie tego nie kupuję.

Lett - 17:06 17-11-2009
Jak ja mogłem przegapić tę recenzję??! Na Falkonie Wojtek Sedeńko polecił mi Wegnera, że , no to kupiłem i... od dawna nie czytałem książki, od której tak trudno oderwać się. Bardzo polecam. :) I czekam na kolejne książki tego autora. Ktoś wie kiedy?
A tak w ogóle, to dowiedziałem się, że Wegner jest Polakiem, szukając, kto tę powieść tak świetnie przetłumaczył...

RaF - 09:13 19-11-2009
A ja przeczytałem (wreszcie) całość - i moje wrażenia się nie zmieniły (co za zaskoczenie).

Pierwsze opowiadanie rzeczywiście było IMO najgorsze (acz niewiele ustępujące drugiemu), z późniejszych za to można by zapewne wykrzesać w miarę zgrabne kawałki prozy - ale nie wykrzesano. Książka jak dla mnie wpada w kategorię przeciętnych (dla fantasy; ogólnieliteracko wpadłaby pewnie w kategorię 'do dupy' ;)).

Nie mogę zrozumieć tych wszystkich zachwytów. Nie orientuję zbytnio się w obecnej sytuacji na rynku polskiej fantastyki, więc być może faktycznie jest niezaspokojone zapotrzebowanie na tego typu prozę, nie wiem. W mój gust w każdym razie Wegner nie trafił.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Maddaddam" Atwood


Wygraj "Ukrytego Asa"


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Alexander, Stephon - "Jazz i fizyka"


 Nagata, Linda - "Ciężkie próby"

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Blatty, William Peter - "Egzorcysta"

 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

Fragmenty

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS