NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści" (oprawa twarda)

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Erikson, Steven - "Myto ogarów. Miasto"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych
Tytuł oryginału: Toll the Hounds
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Luty 2009
ISBN: 978-83-7480-119-5
Oprawa: miękka
Format: 115x185 mm
Liczba stron: 641
Cena: 35,00
Rok wydania oryginału: 2009
Tom cyklu: 8, część 1



Erikson, Steven - "Myto ogarów"

Pierwsza wpadka w cyklu


Pisanie wielotomowego cyklu nie jest zadaniem łatwym; a raczej nie jest łatwe, gdy ma się ambicję stworzenia czegoś więcej niż kolejnej prostej historii o wieśniaku zostającym bohaterem. Taką ambicję miał i ma Steven Erikson pisząc „Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych”, monumentalny cykl na wielu płaszczyznach zrywający z tolkienowskim wzorcem fantasy. Udało mu się stworzyć przebogaty świat i wciągającą fabułę porzucającą oklepane schematy. Osiągnął też coś więcej – przez siedem opasłych tomów udało mu się utrzymać równy poziom (nie licząc może tylko wybijających się in plus „Bram Domu Umarłych”), który sprawiał, że wielu fanów z wytęsknieniem oczekiwało na kolejne odsłony serii. Niestety każda passa musi mieć swój koniec. „Myto ogarów” w moich oczach jest powieścią słabszą od poprzedniczek, choć nie schodzącą poniżej pewnego przyzwoitego poziomu. Nie ma obaw, jest to pisarstwo lepsze od literackich wypocin Esslemonta, ale książka (oprócz już tradycyjnie dynamicznego zakończenia) nie porywa w takim stopniu, jak to miało miejsce wcześniej – nawet w otwierających serię „Ogrodach księżyca”. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruję w kilku czynnikach.

Erikson w trakcie cyklu zmieniał styl, czy też może raczej manierę pisarską. Różnie rozkładał akcenty. Niektóre tomy były mniej, a inne bardziej poważne. Raz obfitowały w treści godne uwiecznienia w eposach, raz pogrążały czytelnika w odmętach czarnego, niejednokrotnie bardzo abstrakcyjnego humoru. Zmiany te zawsze wywoływały dyskusję wśród fanów, ale mnie do tej pory – jako powiew świeżości – odpowiadały. Podobny zabieg został zastosowany również w „Mycie ogarów” – tym razem pojawił się nowy sposób narracji. Nie na masową skalę rzecz jasna, ale zauważalny i pojawiający się w dosyć często. Kanadyjski pisarz wprowadza wszystkowiedzącego narratora, niejednokrotnie komentującego opisywaną rzeczywistość. Jego wypowiedzi czasem są zupełnie odrębne, a czasem płynnie przechodzące w przemyślenia któregoś z bohaterów. Może i brzmi to dosyć interesująco, ale mnie nie przekonało, tworząc sztuczny dystans do opisywanych wydarzeń.

Drugi problem to bohaterowie. Dobra postać jest motorem napędowym fabuły, ale w przypadku „Myta ogarów” pojawiają się głównie te, co do których nie żywię jakichś żywszych uczuć. Fabuła koncentruje się głównie wokół postaci z Darudżystanu i Czarnego Koralu, a także kilku grup wędrowców, jak na przykład Klipsa wraz z towarzyszami. A jeśli nawet pojawiają lubiane przeze mnie postaci, to nie przejawiają cech, za które darzę je sympatią. Karsa jest spokojny i jakby mniej arogancki, Nożownik nie potrafi się odnaleźć po powrocie do domu, Anomander Rake pojawia się sporadycznie i jest bez wyrazu, a Kruppe przestał być zabawny. Z tym zresztą wiąże się inna obserwacja. Nie wiem, czy przejadł mi się abstrakcyjny humor, czy też Erikson zaczął pisać mniej zabawnie, ale postaci Kruppego i Iskarala Krosta mnie nie śmieszyły, a ich powikłany sposób wypowiedzi nużył. A szkoda, wiele sobie obiecywałem po spotkaniu tych dwóch bohaterów.

Oba tomy „Myta ogarów” liczą sobie razem przeszło tysiąc dwieście stron. I jest to chyba za dużo, bo pierwsza część powieści sprawia wrażenie mocno przegadanej. Dynamika opowiadanej historii mocno spada, a pojedyncze żywsze fragmenty nie zmieniają obrazu całości. Rzecz jasna na końcu książki fabuła nabiera tempa, dochodzi do kilku zaskakujących wydarzeń, ale nawet one nie do końca zacierają obraz wytworzony przez wcześniejsze tysiąc stron. W tym przypadku jednak można znaleźć usprawiedliwienie. Erikson ma w zwyczaju opierać każdy tom o jakiś temat przewodni. W tym przypadku głównym motywem jest szeroko pojęte poświęcenie, a także pogodzenie się z nieuchronnym losem (nawet Kallor może zyskać w oczach czytelnika). Wytwarza to nastrój zniechęcenia, stagnacji i nieuchronności – również za sprawą często przewijających się na kartach książki Tiste Andii. Nie sprzyja to aktywnym działaniom bohaterów, a zatem i dynamicznej fabule.

Zbierając razem powyższe elementy uzyskuje się niezbyt pozytywny obraz. Faktycznie, w porównaniu z wcześniejszymi częściami „Myto ogarów” jest znacząco słabsze, co jednak nie oznacza, że złe na tle innych podobnych tematycznie powieści. Powyższe narzekania są raczej odzwierciedleniem rozczarowania fana, oczekującego od autora utrzymania przez cały czas równego poziomu twórczości. Prawdopodobnie przy zaplanowanym na dziesięć tomów cyklu musiał się w końcu pojawić słabszy moment. Oby tylko stanowił on przypadek odosobniony i nie stał się preludium do rozczarowującego zakończenia całej serii. Liczę, że Eriksonowi nie zabrakło pomysłu na całość i mamy do czynienia jedynie z chwilową obniżką formy.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2009-05-03 23:56:22
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Lett - 00:06 04-05-2009
"Myto..." jest pierwszą w serii, której nie kupiłem, bo ile można... Cykl juz mnie nudzi. Przypadkiem, jak czytam, dobrze zrobiłem nie kupując :)

romulus - 08:51 04-05-2009
Czytam czytam i czytam i... mógłbym się zgodzić zasadniczo. Ale ja nadal jestem hurra optymistycznym fanem tego cyklu (choć do pobocznych utworów - opowiadań i Esslemonta uwagi nie przywiązuję wcale) i nadal skłonny jestem wiele autorowi wybaczyć. Patrząc z kilkudniowym dystansem na przeczytany ostatni tom, trochę się zawiodłem na statyczności niektórych postaci (szczególnie w Czarnym Koralu). Ale póki Erikson pisze - jako psychofan - nie będę się czepiał.

toudi 21 - 06:02 05-05-2009
Myto jest po prostu inne. Tak bywa przy obszernych cyklach. Nie przesadzał bym z krytyką. Erikson pisze jak by poważniej mnij tutaj czarnego humoru. Ale tom nie jest zły ;)

Shadowmage - 07:36 05-05-2009
Toteż napisałem, że jak do tej pory zmiany mi odpowiadały, to tym razem nie.

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Atwood, Margaret - "Testamenty"


 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS