NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Zimne dni"


 Larson, B.V. - "Świat stali"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" (wydanie papierowe)

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

Linki

Wójtowicz, Milena - "Podatek" (wyd. 2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Kwiecień 2009
ISBN: 978-83-7574-078-3
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205
Liczba stron: 320
Cena: 29,99
Seria: Asy polskiej fantastyki



Wójtowicz, Milena - "Podatek" (wyd. 2)

– Żaby mówią, że lans to podstawa – oznajmił wodnik Ślipiak, naciągając mocniej na twarz kaptur od bluzy. Strojem nie wyróżniał się specjalnie spośród siedzących przy stolikach ludzi. No, może tylko miał pewne braki w zakresie wzrostu.
Nie miało to zresztą znaczenia, bo mało kto zwracał uwagę na bliźnich. Większość klientów niedawno otwartego centrum handlowego skupiała się na sklepach albo jedzeniu nabytym w jednym ze znajdujących się na najwyższym piętrze barów.
Ślipiak właśnie tam siedział, rozparty na niewygodnej pseudokanapie, nad ogromną kanapką „ze wszystkim”. Naprzeciw niego, na zgrabnych i o wiele wygodniejszych od kanapy krzesłach siedzieli Jens i Monika, poborcy podatkowi. Oboje ubrani byli w niebieskie dżinsy. Dziewczyna miała czarny żakiet z wpiętą maleńką stokrotką, mężczyzna czarną marynarkę. Już z daleka czuć ich było Skarbówką, ale taką, z którą przeciętny człowiek z rzadka miał do czynienia. Rozmówcy wodnika pracowali dla tego DRUGIEGO Urzędu Skarbowego, i zamiast VAT-u, CIT-u i tym podobnych, zajmowali się pobieraniem podatków od magii.
Swego czasu Ślipiak pracował z nimi. Tworzyli całkiem zgrany zespół: rusałka, mag i wodnik. Nie było na nich mocnych. Jednak kariera urzędnicza okazała się niewystarczająca dla bujnej osobowości Ślipiaka. Także dla ambicji, które z kolei posiadały jego żaby.
Z żabami był lekki problem. Każdy szanujący się wodnik powinien mieć żaby. Fakt. Ślipiaka długo nie było na nie stać, a kiedy wreszcie załapał fuchę w Urzędzie i zaczął obrastać w piórka, udało mu się zdobyć dwie. Tylko dwie... Ech, krążyły opowieści o chórkach żab kumkających wieczorami w wodniczych stawach.
Ślipiak niekiedy zastanawiał się, jak wodniki dawały sobie radę z całym chórkiem. On miał tylko dwie i problemów od cholery, albo więcej. Jego żaby miały wizję, a nawet wizję tego, jaki powinien być idealny wodnik. I Ślipiaka siłą, a niekiedy pochlebstwem, skłaniały do uwierzenia, że jest prawie, ale to prawie ideałem. Tycio, tyciuteńko mu brakuje. I gdyby tylko...
To „gdyby tylko” okazało się całkiem spore i doprowadziło skromnego wodnika ze Skarbówki do pozycji wschodzącej gwiazdy hiphopu. Yo!
– I z powodu lansu nie mogliśmy pójść do normalnej knajpy? – skrzywił się Jens. Jak dla niego, miejsce nie było wystarczająco snobistyczne. Spod zmarszczonych brwi rozglądał się wokoło, gładząc starannie przystrzyżoną brodę.
Monika nie wydawała się mieć takich obiekcji. Rybny fast food był wszystkim, czego jej było potrzeba do szczęścia. Oczywiście, w oczach ortodoksów, rusałka wcinająca krążki z kalmarów mogłaby zahaczać o kanibalizm, ale... kto by się tam przejmował.
– Żaby mówią, że mam się lansić – powtórzył Ślipiak.
– A właśnie, gdzie one są? – zainteresowała się Monika.
– Na zakupach. Mówią, że imidż to podstawa.
– A myślałem, że lans... – mruknął pod nosem mag, za co zarobił od rusałki kopniaka pod stołem. Monika zawsze była zdania, że w burzliwy związek żab i wodnika nie należy się mieszać, bo już oni sami sobie poradzą.
Jak na razie, radzili sobie dobrze, w każdym razie na polu twórczo-biznesowym. Ślipiak, z towarzyszeniem wiernego, zazdrosnego i zarządzającego przedsięwzięciem chórku, nagrał już dwie płyty, dał kilkadziesiąt koncertów, zakręcił się nawet w telewizji przy jednym z misyjnych widowisk pt. „odgrzejmy stare przeboje”, a także spędził dwa miesiące na angielskim zmywaku, zostawiając w kraju zszokowane jego buntem żaby i kilka zerwanych kontraktów.
Bunt skończył się raz-dwa, ledwo żaby poleciały na Wyspy jednać się ze swoim gwiazdorem. Godzenie się było ponoć wyjątkowo łzawe i zaowocowało trasą koncertową po – tak zwanym – siedemnastym województwie.
Trasa się skończyła, żaby gotowe były znowu się lansić na ojczystej ziemi, a Ślipiak, lekko zmęczony, z nostalgią wspominał beztroski czas pracy w Urzędzie. Magowie, mafia, demony, wampiry... Luzik, normalnie luzik.
Ledwo postawił stopę na Okęciu, już dzwonił do starych druhów. Zaraz potem gnał do Lublina, by spotkać się z nimi na starych śmieciach. Na nowych śmieciach właściwie, bo w centrum handlowym jeszcze nigdy nie był. Żaby też nie. I właśnie to nadrabiały. Od dwóch godzin odbywały wycieczkę krajoznawczą po sklepach, a Ślipiak wylewał żale... tfu, opowiadał, co słychać, Monice i Jensowi.
Westchnął głęboko.
– A co u was? – zainteresował się.
– Wiesz, jak to w Urzędzie – Monika wzruszyła ramionami. – Tu jakiś podatek pobrać, tu odsetki, tu się z centralą użerać...
– Skoro o podatku mowa. – Jens sięgnął pod stół, gdzie ni stąd, ni zowąd pojawiła się czarna aktówka. Mag położył ją na stole i pstryknięciem palców otworzył szyfrowe zamknięcie.
– Ludzie patrzą – upomniała go rusałka. Wsunęła za ucho kosmyk brązowych włosów i rozejrzała się po części restauracyjnej, czy aby nikt nie zwrócił na nich zbytniej uwagi. Nie miała się czym martwić, magiczne sztuczki były bez szans w starciu z kurczakiem w panierce.
Jens wyciągnął z teczki gruby plik papierów.
– Co my tu mamy... Korowodowa obsługa tras koncertowych... Uroki... Aktywność magiczna na polu muzycznym... Wyjazd zagraniczny... Podwójne opodatkowanie, obawiam się... Krótko mówiąc: tak właściwie, to przyszliśmy po podatek. Ten DRUGI podatek.


Dodano: 2009-04-09 17:37:43
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"


 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS