NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Toy Land" (Horyzonty zdarzeń)

Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

Ukazały się

Werner, C. L. - "Łowca czarownic"


 Lem, Stanisław - "Wizja lokalna" (WL)

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie" (WL)

 Domagalski, Dariusz - "Delikatne uderzenie pioruna" (Rebis)

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 antologia - "Ukryty As"

 Todd, G.X. - "Obrońca"

 Fine, Sarah - "Rozłąka"

Linki


Literackie zgadywanki 04/2009

Poniżej znajdziecie subiektywne oczekiwania redaktorów Katedry wobec wybranych zapowiedzi wydawniczych na ten miesiąc. Nazwa dość dobrze oddaje charakter prezentowanych krótkich opinii, będących swego rodzaju przewidywaniami, zabawą w typowanie czy zaklinaniem rzeczywistości. Należy podkreślić, że prezentowane tytuły nie pretendują do rangi jakiegokolwiek zestawienia, w szczególności nie są to „jedyne warte uwagi” pozycje, mające ukazać się na rynku.



Autorem książki jest amerykański pisarz o niezbyt pokaźnym, jak na razie, dorobku. Zgadywaną książkę oparł jednak na pomyśle, który może okazać się czymś nad wyraz interesującym. Mianowicie w Tajemniczym Mieście zamieszkują ludzie niedawno zmarli, którzy przebywają tam jedynie tak długo, jak długo pozostają w pamięci żyjących. Zmarli mają informacje o tym, co się dzieje w ich dawnym realnym życiu, dzięki wydawanej w mieście gazecie. W ten sposób do jednego z zamieszkujących Tajemnicze Miasto małżeństw dociera informacja, że ich córka ma w życiu doczesnym poważne kłopoty.
Z jednej strony książka jawi się interesująco ze względu na założenia świata przedstawionego. Z drugiej zaś zarys fabularny też jest ciekawy: osadzenie jednej z bohaterek w sytuacji, z której wyjście zakrawa na cud – została bowiem uwięziona na Antarktydzie, w stacji badawczej, gdzie kończą się zapasy żywności, jest sama, utraciła łączność ze Światem i lada chwila zabraknie jej prądu.
Pytanie, czy Brockmeier potrafi zaskoczyć czytelnika, wznieść się ponad stereotypowe rozwiązania, czyli szczęśliwe zakończenie bądź wyciskający łzy z oczu dramatyczny koniec. Oczywiście trochę przerysowuję, to jednak „tylko” książka, a nie hollywoodzki hit, ale sama zasada tworzenia fabuły jest przecież podobna, jeśli nie identyczna.
Poza tym interesuje mnie, jakie są relacje pomiędzy mieszkańcami Tajemniczego Miasta, ich możliwości kontaktu czy też wpływu na losy pozostałych na Ziemi oraz jak te dwa światy mają się do siebie, jak funkcjonują. Wkrótce się przekonamy.

Mariusz "Galvar" Miros




Nicolas d’Orves d’Estienne, „Sieroty zła”

W stosach zalegających księgarskie półki thrillerów i kryminałów trudno jest znaleźć coś naprawdę interesującego. Ile razy można czytać książki o nieuchwytnym psychopatycznym mordercy czy odkryciu tajemnicy mogącej wstrząsnąć światem? Inną bolączką współczesnej literatury sensacyjnej jest jej cykliczność: jeśli dana seria „wypali”, autor zaczyna powielać swoje pomysły, tworząc kolejne coraz mniej udane powieścidła. Czasami jednak pojawia się iskierka nadziei.
„Sieroty zła” stanowią literacki debiut Nicolasa d’Estienne d’Orvesa w Polsce. Pierwszy kontakt, wzrokowy, robi wrażenie – chłopięce twarze z okładki wyglądają może i niepozornie, ale w tych oczkach coś się czai… Sama lektura blurba nie jest zbyt zachęcająca – mamy do czynienia z kolejną historią dotyczącą tajemnic sięgających korzeniami II wojny światowej. Tym razem nie chodzi jednak o ukryty skarb III Rzeszy czy zaginiony dokument, lecz o eksperymenty genetyczne mające na celu stworzenie idealnego przedstawiciela rasy aryjskiej. W tym momencie zaczyna być ciekawie. Od razu przypominają się znakomici „Chłopcy z Brazylii” Iry Levin czy „Purpurowe rzeki” Jeana-Christophera Grange’a. Można również doszukiwać się nawiązań do jednej z najlepszych powieści Roberta Ludluma „Paktu Holcrofta”. Jak widać możliwości jest całkiem sporo – i już samo sprawdzenie, w którą stronę skierował fabułę książki d’Estienne d’Orves skłania do lektury.
Co ciekawe, jeśli wierzyć zapewnieniom wydawcy, oprócz sporej dawki sensacji autor dołożył elementy historical fiction. Możemy więc spodziewać się książki z ambicjami, jak na absolwenta Sorbony przystało.

Adam "Tigana" Szymonowicz




Chuck Palahniuk, „Opętani”

Chuck Palahniuk to pisarz kontrowersyjny – uwielbiany przez niektórych za czarny humor i celne, czasem nieledwie cyniczne, komentarze dotyczące tzw. kultury masowej; przez innych ganiony za trzymanie się jednej konwencji stylistycznej, posądzany o nihilizm, seksizm, chęć szokowania czytelnika za wszelką cenę. Autor kilkunastu powieści, z których w Polsce wydano dotąd pięć1).
Na połowę kwietnia Wydawnictwo Niebieska Studnia zaplanowało polską premierę kolejnej książki tego autora pt.: „Opętani”, zbioru dwudziestu trzech opowiadań, snutych przez początkujących pisarzy, którzy – podczas trzymiesięcznego odosobnienia – zamierzają pracować nad dziełem swojego życia. Ponieważ pisanie, z różnych powodów, nie idzie im najlepiej, zaczynają opowiadać własne horrory.
Podczas odczytów promujących książkę w USA Palahniuk czytał jedno z tych opowiadań – „Flaki”. Odnotowano, że ponad sześćdziesięciu słuchaczy zemdlało z obrzydzenia. Nie wiem, czy to dobra rekomendacja, ale z pewnością – medialna.
Jak nie przepadam za horrorami, tak dla tej książki zamierzam uczynić wyjątek, szczególnie, że autor na swoim blogu ogłosił się twórcą nowego rodzaju powieści grozy – opartej na rzeczywistości, bez magii i bez potworów. Może właśnie „Opętani” okażą się bramą, za którą czeka mój strach?

Beata Kajtanowska





Wydawnictwo Prószyński i S-ka kontynuuje wydawanie humorystycznych antologii pod redakcją Petera Haininga. Po „Czarnoksiężnikach z Krainy Osobliwości” i „Czarujących obiektach latających” amerykański redaktor zabrał się za krew i sól fantastyki przygodowej, czyli dzielnych herosów i rycerzy śpieszących na ratunek damom w potrzebie... lub, znając już klucz, według jakiego Haining wybiera utwory do swych antologii, próbujących się wyratować z tarapatów, w które wpędził ich nadmiar entuzjazmu. Z drugiej strony warto pamiętać, że tytuły tych zbiorów jedynie bardzo ogólnie określają tematykę zawartych w nich utworów, w związku z czym można oczekiwać, iż w „Obłędnych rycerzach” znajdą się opowiadania prezentujące zróżnicowane ujęcia i podejścia do tematu.
Spis autorów, których teksty trafiły do antologii, robi wrażenie. Wybory Haininga cenię przede wszystkim za to, że nie ograniczają się one wyłącznie do pisarzy stricte fantastycznych, jak to zwykle ma miejsce w przypadku antologii trafiających na nasz rynek. Obok takich tuzów jak Dick czy Bradbury, w zbiorze znajdują się opowiadania pisarzy znacznie mniej znanych, a także tych tradycyjnie nie kojarzonych z fantastyką. Bardzo jestem ciekaw, czy opowiadanie Jerome’a K. Jerome’a będzie równie zabawne jak „Trzech panów w łódce” i czy ostra ironia Woody’ego Allena okaże się tak samo celna w prozie jak w filmie. A to tylko niewielki wyjątek z ciekawie zapowiadających się tekstów.
Nie oczekuję oczywiście, że wszystkie opowiadania mnie rozbawią; przecież poczucie humoru jest zróżnicowane. Liczę jednak, tak jak w poprzednich antologiach, na przynajmniej kilka bardzo dobrych tekstów, które spowodują, że przymknie się oko na te mniej udane – czy też raczej: nietrafiające w moje poczucie humoru. Mam również nadzieję, że lektura „Obłędnych rycerzy” przyniesie mi jakieś małe, prywatne odkrycie literackie – tak jak na przykład miało to miejsce w przypadku wcześniejszej antologii z Lordem Dunsanym.
Kluczem do poprzednich antologii Haininga było zróżnicowanie. Oby tym razem też tak było i oby obok humoresek trafiły się teksty poważniejsze, bardziej refleksyjne.

Tymoteusz Wronka





Przeglądając zapowiedzi wydawnicze na kwiecień przez długi czas nie mogłem się zdecydować, o której z nich napisać. Powodem tego stanu nie było jednak niezwykłe bogactwo anonsowanych tytułów; przeciwnie, kwiecień wydaje mi się ubogim krewnym marca. W końcu jednak do zapowiedzi trafiła książka na pierwszy rzut oka ciekawa i co ważniejsze niezajęta przez innego katedralnego redaktora. Tym razem padło zatem na „Radio Darwina” Grega Beara. Gdy złożyłem w całość kilka faktów wyszło mi, że książka Beara to ta, po którą warto sięgnąć.
Fakt pierwszy. Czy można obojętnie przejść obok powieści wyróżnionej Nebulą i nominowanej do Hugo? Zdarzają się oczywiście książki, które nie wytrzymały próby czasu i gdy z dużym opóźnieniem trafiają na nasz rynek, prezentują się raczej jako muzealne eksponaty niż powieści mogące zachwycić współczesnego czytelnika. W tym wypadku mamy do czynienia z tylko dziesięcioletnim poślizgiem, więc szanse na sukces są większe.
Fakt drugi. „Radio Darwina” to powieść z nurtu hard SF, rodzaju fantastyki skromnie reprezentowanego w Polsce. Dla fanów każda kolejna książka z tego gatunku jest na wagę złota. Oczywiście osób nie zainteresowanych taką literaturą to nie przekona. Hard SF kojarzy się z tekstem naszpikowanym językiem naukowym, w którym roi się od teorii zrozumiałych tylko dla grona specjalistów. Cóż, mam nadzieję, że „Radio Darwina” przynajmniej w małym stopniu właśnie takie będzie.
Fakt trzeci. Zarys fabuły to element, który na początku wyróżnił tę powieść spośród innych. Można się spytać, co jest ciekawego w kolejnej historii o nieuchronnie zbliżającej się zagładzie ludzkości. Trudno nazwać ją oryginalną, lecz liczy się przecież to jak zostanie opowiedziana. Jeśli opis zaciekawił Cię, czytelniku, i połączysz to zaciekawienie z faktem pierwszym, możesz uznać tak samo jak ja, że wydawnictwo Solaris w kwietniu odda w nasze ręce powieść, którą warto się zainteresować.

Łukasz Najda




Trudi Canavan, „Kapłanka w bieli”

Galeria Książki na kwiecień zapowiedziała premierę pierwszego tomu nowej trylogii autorstwa Trudi Canavan. Z dostępnych w sieci informacji wynika, że ma to być klasyczna fantasy, bardziej epicka od znanych już książek autorki, gdzie konflikt ma obejmować kontynenty, a nie państwa, gdzie władający magicznymi mocami czarnoksiężnicy są nieśmiertelni, gdzie bogowie nie wahają się ingerować w sprawy śmiertelników, a fabuła jest bardziej „dorosła”. Autorka znana jest z twierdzenia, że romans (niekoniecznie udany) jest niezbędny w powieści, gdyż pomaga utrzymać czytelnika w niepewności – zatem z przekonaniem graniczącym z pewnością spodziewam się w „Kapłance w bieli” wątku obyczajowego. Zastanawiam się, czy i inne elementy powszechnie uznawane za kwalifikatory „dorosłości”, czyli seks, narkotyki czy przemoc – będą też w tej opowieści obecne…
Po lekturze "Uczennicy maga" i trylogii o Gildii Magów planowałam dłuższe rozstanie z twórczością Canavan. Nie dlatego, że jakoś strasznie się zraziłam. Raczej dlatego, że zorientowałam się, iż jej książki nie są do mnie adresowane i nie wywołują zamierzonego przez autorkę wrażenia. Ale skoro „Kapłanka w bieli” jest epicką, „dorosłą” fantasy, to może – mimo okładki z kolejną zakapturzoną postacią – warto zmienić wcześniejsze postanowienie? Tym bardziej, że przekład złożono w ręce Piotra W. Cholewy, tłumacza, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł…

Beata Kajtanowska




Tanya Huff, „Linie krwi”

Serię książek Tani Huff o Vicki Nelson uważam za co najwyżej poprawny cykl czytadeł. Niestety, autorka nie ma zbyt bujnej wyobraźni i pisząc książki korzysta z najpopularniejszych motywów gatunkowych.
I tak w pierwszej części cyklu Huff wprowadziła wampiry, w drugim wilkołaki; teraz nadszedł czas na mumię. Co prawda blurb nie mówi tego wprost, ale skoro pojawia się w nim wzmianka o zbrodni w Dziale Egiptologii, to jeśli dodamy do tego dotychczasową „pomysłowość” autorki, wniosek nasuwa się sam. Szkoda tylko, że na to, czego już na początku domyślą się wszyscy średnio rozgarnięci czytelnicy, nasi bohaterowie wpadną gdzieś pod koniec książki, najszybciej w połowie. Później będzie już z górki – wystarczy jakieś zaklęcie lub ugryzienie wampira by zażegnać niebezpieczeństwo.
W międzyczasie wampir Henry Fitzroy po raz kolejny podpadnie wścibskiemu glinie w osobie Mike’a Celluciego, a Vicki odbędzie kilka telefonicznych rozmów ze swoją mamą. Atrakcji co nie miara. W sumie czekam tylko na jedno: w jaki sposób autorka przedstawi reakcję społeczeństwa na działalność mumii. To interesujące, bo co trzeba przyznać, autorka akurat w tym elemencie jest dobra. Zapadły mi w pamięć prasowa nagonka na czarownice w „Cenie krwi” czy rozmaite teorie krążące na temat „wilkołaczej komuny”. Może tym razem przeczytamy o egipskiej czarnej magii tłumaczonej jako efekt zanieczyszczenia środowiska naturalnego?

Adam "Tigana" Szymonowicz




Karolina Haka-Makowiecka; Marta Makowiecka; Małgorzata Węgrzecka, „Leksykon fantastyki. Postacie, miejsca, rekwizyty, zjawiska”

„Leksykon fantastyki” – brzmi dumnie, prawda? Ale wiąże się również z wielką odpowiedzialnością. Zwłaszcza, gdy książka pretenduje do bycia pierwszym opracowaniem zajmującym się tak szeroką tematyką, skupiającym nie tylko informacje o dziełach fantasy i science - fiction, lecz również hasła związane z legendami, literaturą młodzieżową czy komiksem. Ponad 1000 haseł, zebranych na przeszło 400 stronach w twardej okładce. Zapowiada się nieźle, ale czy tak samo będzie po weryfikacji wydawniczej noty z finalnym produktem?
Największe obawy budzi sama koncepcja leksykonu. Być może autorki nie wzięły pod uwagę wszystkich racji przemawiających za ograniczeniem tego typu swoistych encyklopedii do węższej tematyki – przeciwnie niż Andrzej Sapkowski, który pracując nad „Rękopisem znalezionym w smoczej jaskini” zdecydował się na stworzenie kompendium wyłącznie o literaturze fantasy. Dzięki temu otrzymaliśmy dość obszerne, interesujące informacje na dany temat; co więcej podane w smakowitym towarzystwie błyskotliwych, ciętych komentarzy, przyprawionych – typowymi dla oczytanego i poczytnego zarazem pisarza – doświadczeniem i specyficznym dystansem. Porównywanie tych pozycji wydaje się uzasadnione nie tylko tym, że wydawnictwo Muza samo charakteryzuje „Leksykon fantastyki” w odniesieniu do polskiego rynku tego typu publikacji, lecz również z powodu dyskusji, jaką może zrodzić tak odmienne podejście do zagadnienia. Z jednej strony mamy tematyczny autorski komentarz pisarza, z drugiej obszerną encyklopedię stworzoną przez grupę teoretyków. Czy ta druga nie wypadnie blado i bezpłciowo?
„Zgadywana” pozycja, siląc się na bycie źródłem wyczerpującym bibliografię, ryzykuje przerost formy nad treścią. Pojęcia dotyczące bajek, legend czy literatury młodzieżowej mogą okazać się zbędnym balastem, raczej mało pociągającym dla sięgających po książkę czytelników – mam nadzieję, że nie stanowią znaczącej części zapowiadanego tysiąca haseł. Zastanawiając się nad targetem widzę bardziej zaawansowanych czytelników, ciekawych nie tylko literatury podmiotu, ale też tego, jak i co mówi się o niej. Zainteresowanych pogłębianiem i porządkowaniem swojej wiedzy. Czy zainteresuje ich Kopciuszek lub definicja różdżki? Śmiem wątpić.
Przyznaję, że do zapowiadanego tytułu podchodzę sceptycznie. Zbyt (?) szeroka tematyka przywodzi na myśl próbę zadowolenia wszystkich – a to, jak wiemy, w praktyce nie wychodzi. Możliwe, że stanie się praktyczną pomocą przy poszukiwaniach konkretnych informacji, pisaniu różnego rodzaju tekstów (zwłaszcza, że obejmuje także dzieła filmowe i komiksy) – a więc spełni rolę, jaką pokłada się we wszelakich naukowych opracowaniach. Wtedy osiągnie sukces, a ja zweryfikuję swoje podejście. Możliwe jednak, że dobór haseł zaważy na dużym stopniu ogólności i w efekcie – niewielkiej przydatności. Cóż, okaże się po premierze.

Krzysztof Kozłowski



Redaktor prowadzący: Krzysztof Kozłowski



1) - „Podziemny krąg” (Fight Club) (1996, polskie wydanie 2001 i 2006)

- „Rozbitek” (Survivor) (1999, polskie wydanie 2006)

- „Udław się” (Choke) (2001, polskie wydanie 2007)

- „Dziennik” (Diary) (2003, polskie wydanie 2008)

- „Uchodźcy i wygnańcy. Spacer po Portland w stanie Oregon” (Fugitives and Refugees: A Walk in Portland, Oregon) (2003, polskie wydanie 2008)



Autor: Katedra


Dodano: 2009-03-31 23:59:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

MadMill - 09:01 01-04-2009
Tylko Bear wygląda interesująco dla mnie powiem szczerze.

Komentuj


Konkurs

"Rok Potopu" do wygrania


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Liu, Ken - "Ściana burz"


 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Chmielewski, Artur - "Achromatopsja"

 Roth, Veronica - "Naznaczeni śmiercią"

 Hamilton, Peter F. - "Otchłań bez snów"

 Sanderson, Brandon - "Bezkres magii"

 Hildebrandt, Johanne - "Sigrid"

 Hill, Joe - "Strażak"

Fragmenty

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

 Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"

 Liu, Ken - "Ściana burz"

 Bardugo, Leigh - "Królestwo kanciarzy"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Komandoria 54"

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS