NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi" , część 1 (twarda okładka)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Bradbury, Ray - "Green Town"


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

Linki

Harrison, M. John - "Viriconium"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: Viriconium
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Data wydania: Marzec 2009
ISBN: 978-83-7480-121-8
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 608
Cena: 45,00
Rok wydania oryginału: 2000



Harrison, M. John - "Viriconium"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Meandry języka, meandry opowieści


„Viriconium” jest kolejną książką, która ukazała się w Uczcie Wyobraźni. Seria powoli przyzwyczaja czytelników do prezentowania dzieł wybitnych, oryginalnych, oszałamiających pod różnymi względami, a także prezentującymi nowe trendy w fantastyce. I nagle, niespodziewanie, zostaje wydana książka napisana w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Czy to jakieś nieporozumienie? Tylko pozornie. Wystarczy przeczytać kilkanaście stron, żeby zrozumieć, dlaczego dzieło M. Johna Harrisona znalazło się w Uczcie Wyobraźni obok powieści Strossa, MacLeoda czy Wattsa.
Zanim przejdę do dzielenia się wrażeniami z lektury, krótka informacja o samej książce. Znalazły się w niej chyba wszystkie utwory ze świata „Viriconium” napisane przez Harrisona w ciągu kilkunastu lat. W sumie polski czytelnik otrzymuje trzy krótkie powieści oraz siedem opowiadań. To tłumaczy grubość książki, czyli blisko sześćset stron tekstu.

„Viriconium” wymyka się prostym klasyfikacjom gatunkowym. Świat przedstawiony jest połączeniem elementów pozornie typowych dla fantasy z artefaktami pozostałymi po wysokorozwiniętych cywilizacjach. W kreacji rzeczywistości można się doszukać również elementów postapokaliptycznych, a w fabule niektórych tekstów widoczne są inspiracje klasycznymi dla science fiction motywami, lecz przedstawionymi w całkowicie odmienny sposób. Bywają one jedynie punktem wyjścia, a nie celem. W utworach Harrisona można doszukać się analogii do powieści Moorcocka czy Wagnera. Jednakże, choć Harrison dzieli z nimi wspólne dziedzictwo, podobnie jak Wolfe, ruszył własną drogą. Widać to szczególnie, porównując „Pastelowe miasto” – pierwszą powieść ze świata Viriconium – z późniejszymi tekstami, które już znacząco różnią się od dzieł wyżej wymienionych autorów.
Pierwsza powieść ma przygodowy wydźwięk, prezentuje dosyć prostą fabułę, chciałoby się wręcz powiedzieć typową dla fantastyki. Stanowi prawdopodobnie również inspirację dla twórców New Weird, gdyż właśnie w niej najbardziej widoczne są omówione wcześniej elementy konstrukcyjne uniwersum. Opisywane wydarzenia dotyczą realnego świata z powieści. Jednakże z perspektywy całej książki, jest to raczej wyjątek, nie reguła. Większość pozostałych tekstów ma zdecydowanie bardziej oniryczny niż realistyczny charakter. Jawa przeplata się z wizjami, świadomość mącona przez iluzje nie jest niczym pewnym, czas jest rzeczą bardzo płynną. Poszczególne utwory nie stanowią jednolitej, spójnej historii, a raczej bywają dla siebie alternatywą, opowiadając sprzeczne w pewnych elementach historie. „Viriconium” nie jest więc historią jednego świata, raczej konglomeratem możliwych alternatyw.
Jednakże to nie fabuła czy stworzony przez autora świat sprawiają, że „Viriconium” onieśmiela czytelnika, zmusza do wysiłku intelektualnego i sprawia, że stanowi dla niego wyzwanie nie mniejsze niż powieści Hala Duncana. Odmiennie niż u Szkota, czynnikiem sprawczym jest tutaj sam język, nie struktura narracyjna. Harrison cyzeluje każde zdanie, korzystając z całej palety możliwych zabiegów stylistycznych. Typowe, szczególnie w późniejszych utworach, są wielopoziomowe zdania, w których roi się od porównań czy metafor. Narracja niejednokrotnie zatraca się w bogatych, barokowych opisach, co doskonale współgra z nastrojem. Wgryzienie się i rozsmakowanie w takim sposobie pisania zajmuje nieco czasu, jednocześnie przerwy w lekturze czytelnikowi nie służą. Ale warto w domowym zaciszu poświęcić na „Viriconium” nieco czasu.

Proza Harrisona odcisnęła silne piętno na późniejszych twórcach fantastyki. Echa jego pomysłów można wyłapać u Miéville’a, pewne rozwiązania konstrukcyjne zaczerpnął VanderMeer, a sposób prowadzenia narracji i budowania nastroju wykorzystała Bishop. Pozostaje jedynie żałować, że „Viriconium” tak późno trafiło do naszego kraju; w przeciwnym wypadku na wiele książek moglibyśmy spojrzeć z zupełnie innego punktu widzenia. Teraz pozostaje jedynie nadrobić zaległości w znajomości prozy Harrisona.




Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2009-03-20 18:38:36
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

tomerto - 14:11 14-10-2014
Świetny pomysł z recenzją do słuchania, ale chyba się nie przyjął bo pierwszy raz się na niego natknąłem.

Shadowmage - 14:15 14-10-2014
Trochę zbyt dużo wysiłku nas to kosztowało, więc niestety zrezygnowaliśmy w pewnym momencie...

Fidel-F2 - 12:26 18-05-2019
Viriconium - Michael John Harrison

Kolejna pozycja z UW, po Welinie i Atramencie Duncana której nie skończę. Po stu stronach uznałem, że to bez sensu.

Przeczytałem pierwsze krótkie opowiadanie - Rycerze Viriconium - z rozczarowaniem. Jedyną jego zaletą mogłaby być atmosfera łotrzykowsko-arystokratycznej dekadencji. W sumie fajne. Tyle, że reszta składowych leży i kwiczy. Fabuła w zasadzie zupełnie nijaka, opowieść nie bardzo wiadomo po co i o czym, bez jakiej wewnętrznej koherencji. Postacie histerycznie teatralne, bez logiki. Konstrukcja psychologiczna, motywacje kompletnie nieogarnięte. I na koniec język. Niepoukładany, kanciasty, niezgrabny, ale dobra, jakoś może i by się człowiek przedarł, gdyby opowieść była sprawnie przedstawiona. Ale coś pod kopułką zaczęło mi pomrygiwać na pomarańczowo, jednocześnie pobrzękując. Coś jak skrzyżowanie alarmu przeciwpożarowego z lampką check engine na desce auta.

Gdy zacząłem drugi fragment Viriconium, nowelę Pastelowe Miasto, alarmy rozkrzyczały się już po kilku stronach. Poszukałem oryginału, The Pastel City, i włos zaczął mi się jeżyć. Pomijając masę błędów i niezgrabności językowych, które rzucały się w oczy i o których mówiłem wcześniej, okazało się, że tłumacz - Grzegorz Komerski - dokonał gigantycznej hucpy. Bo on nie jest tłumaczem ale, jak sądzę, operatorem automatu tłumaczącego, z komunikatywnym poziomem znajomości języka angielskiego.

Zdania tworzone przez pana Komerskiego, często przedstawiają zupełnie nowe treści w stosunku do tego co napisał autor, a w skrajnych, co nie znaczy, że rzadkich, przypadkach, wychodzą z tego kompletne brednie. Co ciekawe, niektóre akapity oryginału zostały zupełnie pominięte i nie ma ich w ogóle w wersji polskojęzycznej. Pomijając oczywisty fakt utraty pewnych treści, późniejsze odwołania, czy założenia autora, że czytelnik wie o czym mowa, powodują uczucie źle napisanego tekstu. Zupełnie nie z winy autora.

Żeby nie być gołosłownym, jeden przykład na poparcie. Jeden, bo nie mam chęci na taką zabawę w szerszym zakresie, a kto będzie miał ochotę, sam łatwo sprawdzi powszechność tego stanu rzeczy.

Brzmienie oryginalne:

And with that, Tomb the dwarf, as nasty a midget as ever hacked the hands off a priest, did a little complicated shuffle of triumph round his victim, cackling and sniggering like a parrot.


Tłumaczenie Komerskiego:

To powiedziawszy, karzeł Trup, nieznośny jak zawsze, odrąbał kapłanowi ręce, zatańczył jakiś zawiły taniec zwycięstwa wokół swej ofiary, gadając przy tym i skrzecząc niczym papuga


Pierwszą zastanawiającą rzeczą jest fakt, że ani przed tym fragmentem ani po nim, nie ma w opowieści żadnego kapłana któremu można by cokolwiek odrąbać. O ile większość zafałszowań trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka, bo nie są w tak oczywisty sposób sprzeczne z resztą tekstu, tak tu mamy rzecz ewidentną. A teraz w czym problem.

Komerski popełnia kilka błędów.
Pierwszy dotyczy słowa midget. Pierwsze tłumaczenie jakie wyrzucają słowniki w tym przypadku to karzeł. I to mu się zgrało z dwarfem, więc szczęśliwy pobiegł dalej. Tyle, że słowo midget oznacza również małą, irytującą muszkę. I to jest wersja na która należało postawić.
Drugi dotyczy słowa hack off. Czasownikowe, najpopularniejsze, znaczenie słowa hack oznacza rżnąć, rąbać co w połączeniem z off i rękami kapłana znowu spasowało mu się perfekcyjnie. Odrąbał je i po sprawie. Tyle, że nie. Moim zdaniem mamy tu pewną zgrywająca się dwuznaczność zgrabnie wykorzystaną przez Harrisona. Raz, że zwrot to hack sb off oznacza wkurzenie kogoś a dwa samo to hack to włamać się, przedrzeć się, dać radę.

W efekcie sens zdania wygląda w ten sposób, że karzeł zachwycony własną wypowiedzią, odtańczył jakiś chaotyczny taniec, który sprawiał wrażenie podobne do chaotycznej trajektorii i gwałtowności ruchów muszki, która (to już poezja odharrisonowa) wyartykułowała w ten sposób radość jakiej dostarczyło jej udziabanie w rękę kapłana powodując jego wkurzenie.

Być może ręka (ręce) akurat kapłana ( The Hands of a Priest) mają jakieś idiomatyczne lub kulturowe znaczenie w anglosaskim świecie, o czym nie wiem, a co mogłoby uzasadnić użycie akurat rąk kapłana w roli ofiary muszki. To już jednak aspekt poboczny i mniej istotny.

Seria Uczta Wyobraźni pod względem poligraficznym jest dopieszczona i elegancka. Aż miło brać te książki do ręki. Szkoda jednak, że MAG, pomiędzy tak pierwszorzędne okładki włożył tak strasznego bubla. Zadziwiające jest, że wydawca który uczynił z tej serii produkt prestiżowy, podchodzi z taką nonszalancją i lekceważeniem do merytorycznej strony zagadnienia. W miejsce tłumacza zatrudniony został, pewnie tani, nieudolny amator. Później nikt tego bubla nie sprawdził, osoba zajmująca się redakcją pewnie wzięła pieniądze nawet nie czytając tekstu. Gdyby choć jedna osoba w wydawnictwie wykazała choć odrobinę zainteresowania jakością samego tekstu nie dałoby się takiego dziadostwa przepchnąć do druku.

Być może Harrison jest trudnym autorem, ale wydawnictwo zmasakrowało jego pracę. Poniższa ocena odnosi się głownie do pracy wydawnictwa. Harrison miał tu niewiele do powiedzenia. W takiej sytuacji, niestety nie widzę sensu dalszej lektury.

0/10

nosiwoda - 09:09 20-05-2019
Hihi, czyli dobrze, że czytałem akurat ten utwór wyłącznie w oryginale.

asymon - 13:59 20-05-2019
nosiwoda pisze:Hihi, czyli dobrze, że czytałem akurat ten utwór wyłącznie w oryginale.


Ja się nie upieram że to tłumacz, "Viriconium" po angielsku też zakończyłem w okolicach setnej strony :D Ale może muszę jeszcze podlewelować, bo książka jest specyficzna.

nosiwoda - 15:16 20-05-2019
Ja tam nie zamierzam bronić Harrisona, bo o ile Pastel City jest powiedzmy w miarę standardowe w narracji, to potem - moim zdaniem - odleciał w mocno niestrawne rejony. Naśmiewałem się z tego (mniej lub bardziej udolnie, zdania były podzielone :D ) jeszcze w innej recenzji, kto chce, to znajdzie.

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS