NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hałas, Agnieszka - "Śpiew potępionych"

Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

Ukazały się

Gwynne, John - "Zgliszcza"


 Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

 Przechrzta, Adam - "Gambit Wielopolskiego" (Fabryka Słów)

 King, Stephen - "To" (druga okładka filmowa)

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Zahn, Timothy - "Ostatni rozkaz"

 Sanderson, Brandon - "Legion. Kłamstwa patrzącego"

 Johnson, Daisy - "Pod powierzchnią"

Imprezy

Copernicon 2019
Od: 2019-09-13
Do: 2019-09-15

Linki

Abercrombie, Joe - "Samo ostrze"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Pierwsze prawo
Tytuł oryginału: The Blade Itself
Data wydania: Grudzień 2008
ISBN: 978-83-7418-213-3
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 576
Cena: 39,90
Rok wydania oryginału: 2006
Tom cyklu: 1



Abercrombie, Joe - "Samo ostrze"

Nieprzeciętna fantasy


Swoją przygodę z fantastyką, prawdopodobnie jak większość czytelników, rozpocząłem od fantasy. Najpierw był Tolkien, później przyszła kolej na inne mniej lub bardziej udane wyprawy do fantastycznych światów. Jednakże z czasem książki oferujące zwykle kilka powtarzających się schematów fabularnych zaczęły mnie nużyć. W literackich poszukiwaniach skierowałem się ku innym gatunkom fantastyki, oferującym większe urozmaicenie niż tak zwana klasyczna fantasy. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zerwałem z tym gatunkiem. Nadal go czytam, choć nie w takich ilościach jak kiedyś. Czasami udaje mi się trafić na książkę, która oprócz barwnej kreacji świata przedstawionego, potrafi również zaoferować coś więcej. Właśnie tego typu powieścią jest „Samo ostrze” Joe Abercrombiego.
Sytuacja geopolityczna w „Samym ostrzu” kształtuje się mniej więcej tak. Nad Unią, rodzinnym krajem większości bohaterów, zbierają się czarne chmury. Wrogowie czyhają blisko unijnych granic, wojna wisi w powietrzu. Zaś w samej Unii rozgrywki polityczne biorą górę nad rzeczywistymi potrzebami państwa, a ludzie przedkładają rozrywki nad obowiązki. Wydaje się, że tak zerodowany organizm państwowy nie ma szans podołać zbliżającym się wyzwaniom. Na całe szczęście żyją w nim jeszcze wybitne jednostki (o nich później), które są mogą wziąć na barki ciężar odpowiedzialności. Do tego pojawiają się postaci z legend, co daje nadzieję na wybrnięcie z kryzysu. Jednak, jak zwykle w takich przypadkach, droga nie będzie usłana różami.
Gdy trochę zastanowić się nad konstrukcją fabularną „Samego ostrza”, dochodzi się do wniosku, że autor nie oferuje przełomowych rozwiązań, lecz twórczo1) wykorzystuje motywy i szablony obecne w fantasy od dziesiątków lat. W zasadzie cała powieść ma za zadanie jedynie wprowadzić czytelnika w realia, przedstawić główne postaci oraz naszkicować osie, wzdłuż których będzie rozwijała się fabuła przyszłych tomów. Przerysowując, można uznać, iż „Samo ostrze” opowiada o tym, jak na ratunek zagrożonej krainie zostaje sformowana drużyna składająca się z wybitnych jednostek. Takie uproszczenie jest jednak krzywdzące dla powieści Abercrombiego, gdyż sprowadza jej treść do prostego i oklepanego schematu, nie pokazując innych cech książki.
Wspominałem już o bohaterach. Bez wątpienia stanowią oni jedną z najsilniejszych stron powieści. Bardzo zróżnicowani i wyraziści, potrafią skupić na sobie uwagę czytelnika. Jeśli nawet niektórzy nieszczególnie przypadną odbiorcy do gustu, to i tak wyczekuje on na kolejne sceny z ich udziałem. Postaci są pełne sprzeczności, co wynika zarówno z ich przeszłości, jak i teraźniejszych okoliczności. Warto również zauważyć, że autor nie od razu kładzie na stole wszystkie karty. Bohaterów wprowadza stopniowo, a gdy już się pojawią na kartach powieści, ujawnia tylko wycinek ich osobowości, by później kawałek po kawałku dodawać różne szczegóły. Dzięki takiemu zabiegowi postaci są cały czas owiane delikatnym nimbem tajemnicy i potrafią zaskoczyć w sytuacjach, kiedy czytelnik najmniej się tego spodziewa.
Abercrombie prowadzi narrację żywiołowo, bez zbędnych przystanków. Akcja toczy się wartko do przodu, choć z pozoru w opisywanych wydarzeniach często niewiele jest dynamiki. Autor umiejętnie stosuje opisy, w odpowiednich dawkach i miejscach; tak, by nie zanudzić czytelnika, a jednocześnie przekazać wszystkie istotne informacje. Przedstawia wydarzenia w sposób realistyczny, bez upiększeń. Brak jest tak częstej w fantasy słodyczy, sztucznego łagodzenia opisów. Zamiast tego mamy krew, pot i łzy; czytelnik w zasadzie nigdy nie jest pewny dalszych losów postaci.
Mam jedną uwagę do osób odpowiedzialnych za tłumaczenie i redakcję książki. Bardzo mnie dziwi brak refleksji przy przetłumaczeniu Adeptus Physical na adepta fizyki. Nikogo nie zdziwiło, że ten domniemany fizyk zajmuje się badaniem funkcjonowania ludzkiego ciała i obdukcją zwłok? A przecież physic to archaiczne angielskie określenie medyka, physical znaczy również cielesny, związany z ciałem… Niby szczegół, ale bardzo irytujący. I nie mogę wykluczyć, że podobnych pomyłek – nie wyłapanych przeze mnie – nie ma w książce więcej.
Po lekturze „Samego ostrza” Abercrombie jawi mi się jako jeden z najciekawszych pisarzy fantasy ostatnich lat. Być może w jego twórczości niewiele jest jeszcze oryginalności i nieszablonowych rozwiązań fabularnych, ale nadrabia to umiejętną kreacją bohaterów, sposobem prowadzenia narracji i pomysłami na poszczególne sceny i wydarzenia. Jest to z pewnością nieprzeciętne fantasy, na które warto zwrócić uwagę. W tym świetle główną wadą „Samego ostrza” wydaje mi się fakt, iż jest to dopiero pierwszy, wprowadzający do trylogii tom. Kiedy wszystkie pionki trafiają na właściwe miejsca, akcja zaczyna przyspieszać, książka się niestety kończy. Czekam na dalszy ciąg i mam nadzieję, że polskie wydanie „Before They Are Hanged” niedługo trafi do księgarń.



1) Jeśli zaś stosuje popularne rozwiązania fabularne bez modyfikacji, czyni to przynajmniej w sposób interesujący dla czytelnika.



Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2008-12-02 19:02:42
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

elTadziko - 19:28 02-12-2008
Czekałem na tę recenzję ;)
Na pewno kupię - po tak zachęcającej recenzji chyba nie mam wyboru :P Może jeszcze nawet w tym roku sobie ją sprawię? ;)

Galvar - 10:09 03-12-2008
A recenzja fakt, zachęcająca. Do czyjej twórczości porównałbyś tę Shadow? Tak ze dwa-trzy nazwiska odnośników by się przydały. ;)

Grzegorz Szulc - 12:36 03-12-2008
Ze względu na pewne, hmm, zawirowania, SAMO OSTRZE nie będzie dostępne w Empikach. Pozostaje wam, drodzy czytelnicy, dorabiać księgarnie internetowe i stacjonarne. W Warszawie DC powinna być w sprzedaży od czwartku wieczorem. Kraj powinien otrzymać ją w piątek.

Shadowmage - 14:18 03-12-2008
Galvar pisze:A recenzja fakt, zachęcająca. Do czyjej twórczości porównałbyś tę Shadow? Tak ze dwa-trzy nazwiska odnośników by się przydały. ;)
Ciężkie zadanie. Na pewno nie jest to nic w rodzaju Martina czy Eriksona. Do głowy przychodzą mi pewne nazwiska, ale ich wymienienie mogłoby być krzywdzące dla "Samego ostrza", gdyż jest ono od dzieł tych panów lepsze.

Shadowmage - 17:41 17-12-2008
Dostałem odowiedź od tłumacza w kwestii zarzutów z recenzji:

Jan Kabat pisze:Panie Tymoteuszu, w odpowiedzi na pański zarzut dotyczący określenia „adept fizyki” pragnę wyjaśnić, że nie jest ono wynikiem błędu czy przeoczenia z mojej strony, tylko świadomego wyboru, na który zresztą zdecydowałem się po dłuższym namyśle. W tym wypadku słowo „fizyka” ma znaczenie „alternatywne”, odpowiadające charakterowi świata, w jakim rozgrywa się akcja powieści (nie ma tam elektryczności czy pojazdów mechanicznych) i jest bardziej związane z medycyną niż nauką ścisłą. Wybrałem je ze względu na brzmienie, które sugeruje „fizyczność”, „cielesność”, czyli to, czym zajmuje się ów adept. Za jego użyciem przemawia także znaczenie „klasyczne” – fizyka zajmuje się materią nieożywioną, a mamy tu przecież do czynienia ze zwłokami. Zgadzam się, że rzecz jest dyskusyjna, dotyczy zresztą szerszego problemu, jakim jest stosowanie w tego rodzaju powieściach określonego języka i konkretnych wyrażeń. Przy okazji nadmienię, że sam Abercrombie parę razy „wypadł z roli”, na przykład dwukrotnie użył określenia venereal disease, zapominając o tym, że jego bohaterowie nie mogli znać bogini Wenery, od której choroba wzięła swą nazwę. Będę wdzięczny za zamieszczenie powyższych uwag na Pańskiej stronie. Pozdrawiam, Jan Kabat.


Uzasadnienie przyjmuję do wiadomości i uznaję za sensowne, natomiast mam niestety wrażenie, że dla zwykłego czytelnika - tak jak dla mnie - tłumaczenie nie będzie oczywiste; nasze implikacje kulturowe i środowiskowe w zupełnie inny sposób warunkują odebranie tego terminu, a w powieści chyba nie ma aż tylu elementów, które mogłyby nakierować na inny tor rozumienia/percepcji.

corso - 15:12 26-12-2008
tak, niekonsekwencji autora parę jest. Główna to chyba Inkwizycja - wiąże się jednak z konkretną epoką i instytucją z naszego świata.. albo gdy jeden z bohaterów wzdycha "mój Boże".. musi postmodernista, jak Sapkowski ;-). Ale poza tym książka zacna

GeedieZ - 11:16 06-01-2009
Jestem w połowie i narazie mi się bardzo podoba. Niby wszystko było ale jakoś tak... inaczej!

Shadowmage - 11:21 06-01-2009
Niemożliwe, zgadzamy się?

GeedieZ - 10:34 07-01-2009
Wyjątek potwierdzający regułę albo też pod koniec powieść się zepsuje.

AM - 17:44 07-01-2009
GeedieZ pisze:Wyjątek potwierdzający regułę albo też pod koniec powieść się zepsuje.


Będzie dobrze :wink:. W następnych tomach jest jeszcze lepiej.

MORT - 23:11 10-01-2009
ech...
Ktoś mi tu narobił niezłego smaku...
I kto mi teraz za to (tzn. książkę) zapłaci? ;P

Vanin - 17:06 01-03-2009
Kurcze, ja właśnie skończyłem i, co mi się już daawno nie zdarzyło, zaraz po przeczytaniu napisałem co sądzę. Dla mnie to jednak fail.

Yans - 10:16 07-08-2009
Czy wiadomo kiedy wyjdą u na kolejne tomy ???

Shadowmage - 14:03 07-08-2009
Nie.

Maeg - 15:19 07-08-2009
Pytanie chyba powinno brzmieć, nie kiedy a czy w ogóle wyjdą. Mam nadzieje, że się mylę.

nosiwoda - 16:08 07-08-2009
Ha, skoro tak stawiasz sprawę, to chyba kupię sobie od razu pierwszy tom też w oryginale. Po co ma odstawać i być w tej samej sytuacji, co cykl Brenchleya.

Lett - 22:23 30-11-2011
Pytanie: czy wiadomo cokolwiek nt. wydania 3-ej części cyklu w Polsce? Właśnie skończyłem część 2 i się chce następnej... :)

Tigana - 22:30 30-11-2011
Nie zbadane są ścieżki, którymi podąża ISA.

Shadowmage - 15:41 01-12-2011
Lett pisze:Pytanie: czy wiadomo cokolwiek nt. wydania 3-ej części cyklu w Polsce? Właśnie skończyłem część 2 i się chce następnej... :)
Źródła zbliżone do wydawnictwa podają, że pierwszy lub drugi kwartał 2012.

Glaeken - 15:51 22-03-2012
Dzięki za reckę. Kolejny po Wegnerze cykl który przeczytać mam zamiar.

historyk - 20:07 22-03-2012
Zacząłem to czytać i jest naprawdę OK. Ale taka uwaga do uwagi :) tłumacza:

Jan Kabat pisze:sam Abercrombie parę razy „wypadł z roli”, na przykład dwukrotnie użył określenia venereal disease, zapominając o tym, że jego bohaterowie nie mogli znać bogini Wenery, od której choroba wzięła swą nazwę.


Pisanie, że w ten sposób autor wypadł z roli jest niedorzeczne. Bo w ten sam sposób "wypadają z ról" autorzy fantasy używający np. słów: "panika" (bo to od greckiego bożka Pana), "stoicki spokój" (bo to od także greckich stoików), "cyniczny" (od greckich cyników), "król" (bo to od Karola Wielkiego), "cesarz" (bo to znowu od Juliusza Cezara). Zwyczajnie, nie da się pisać w całkowitym oderwaniu od naszych realiów. A jeśli nawet da, to taka powieść byłaby naszpikowana neologizmami utrudniającymi lekturę.
Natomiast "adept fizyki" jest co najmniej dziwaczny.

nosiwoda - 08:37 23-03-2012
Translatorsko (a może redaktorsko, nie wiem, kto to wprowadził) to tam akurat kulało zupełnie inne określenie. Otóż pobliźniony, brudny i śmiertelnie groźny barbarzyńca dwu- czy trzykrotnie chodził w krzaki, żeby zrobić... siusiu. Jak to przeczytałem, to myślałem, że padnę.

A "problem" z "chorobami wenerycznymi" był już wielokrotnie roztrząsany, tak wobec prozy zachodniej (czy można napisać, że w Neverlandzie były mandarynki, skoro mandarynów ani Tangieru w nim nie ma?), jak i polskiej (bodajże Romek Pawlak w swoim Neverlandzie umieścił sławojki, no i czy mógł, czy nie mógł?).

Falcon64 - 16:35 13-08-2012
Mam nadzieję, że w dzisiejszym poście zamieszczonym pod Cookiem w sposób jasny wyłuszczyłem, jaka jest różnica między mandarynką a anachronizmem. Wynika z niego m.in. to, że cesarz może spanikować na widok mandarynki w każdym świecie realnym i wyimaginowanym, natomiast pokonywanie górskiej pętli w Ferrari Testarossa z silnikiem DOHC o mocy 300 kilowatów z prędkością 200 kilometrów na godzinę w świecie tolkienowskim jest już zajęciem bardzo ryzykownym (zwłaszcza dla autora)...

nosiwoda - 16:44 13-08-2012
Wyłuszczyłeś dość jasno, że nie rozumiesz różnicy, skoro za anachronizm wziąłeś użycie metra. I to przez tłumacza. Ale może trzymaj swój antycookizm w temacie Cooka, co? Zamiast rozlewać po innych.

Falcon64 - 17:02 13-08-2012
Nie ma tu nic o Cooku (kłania się czytanie ze zrozumieniem) i nie wnioskuj, że jestem "antycoockistą", tylko na podstawie mojej krytyki niestrawność określonej książki. Zostawmy też w spokoju to nazwisko w tym wątku (tu pełna zgoda)...
z mojej strony było tylko wtrącenie na temat, co jest anachronizmem, a co nie...

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"


 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

 Ziębiński, Robert - "Stephen King. Instrukcja obsługi"

 Dukaj, Jacek - "Po piśmie"

 Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa"

 Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

Fragmenty

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS