NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Maberry, Jonathan - "Pacjent Zero"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki

Simmons, Dan - "Hyperion" (Mag)
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Cykl hyperioński
Tytuł oryginału: Hyperion
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Data wydania: Listopad 2007
ISBN: 978-83-7480-074-7
Oprawa: twarda
Format: 150x225
Liczba stron: 617
Cena: 49 zł
Rok wydania oryginału: 1989
Tom cyklu: 1



Wywiad z Danem Simmonsem

Podświadomość sama wskaże najlepsze możliwe zakończenie



Katedra: Witam w imieniu polskich czytelników.
Od debiutu swobodnie piszesz w różnych konwencjach i praktycznie zawsze są to dzieła najwyższej jakości. Jak wygląda twoja praca nad tekstem? Zanim przystąpisz do pisania zbierasz materiały, piszesz szczegółowy plan i potem ten plan realizujesz, czy może pracujesz w inny sposób. Zanim Umberto Eco napisał „Imię róży” szczegółowo rozplanował akcję powieści, wliczając w to liczbę stopni w opactwie.

Dan Simmons: Nie interesuje mnie pisanie konspektów przed rozpoczęciem prac nad powieścią ani jej szczegółowe rozplanowanie, jeśli masz na myśli wiedzę o tym, co się ma zaraz wydarzyć. Jeśli Eco naprawdę pisze swoje powieści w taki sposób, to może wyjaśniać, dlaczego jego książki tak mało mnie obchodzą. Preferuję robienie takiego researchu i przygotowań, by – kiedy już wczuję się w miejsce, czas i bohaterów utworu – patrzeć po prostu na postacie i oglądać, jak ożywają na moich oczach; jak mnie zaskakują swoimi działaniami, motywacjami. Robert Frost, poeta, powiedział kiedyś: „Zero zaskoczeń dla pisarza, zero zaskoczeń dla czytelnika. Zero łez dla pisarza, zero łez dla czytelnika”. Każdy autor ma do tego inne podejście, ale muszę zgodzić się z Flaubertem, mówiącym: „Jeśli wszystko dokładnie rozplanujesz z wyprzedzeniem, będziesz wiedział, co nastąpi. Ale czytelnik także się tego dowie!”
Z moimi bardzo długimi powieściami, jak „Hyperion”, „Ilion”, „Olimp” czy „Terror” – często osiągam dziewięćsetną stronę w tysiącstronicowej powieści nie wiedząc, jak rozwiążą się problemy w niej występujące. Ale one zawsze się rozwiązują. Po jakimś czasie profesjonalny pisarz po prostu relaksuje się i ufa, że ciężko pracująca podświadomość sama wskaże – w trakcie pisania – najlepsze możliwe zakończenie.

K: Jak już rozmawiamy o warsztacie – co sprawiło tobie największą trudność przy konstruowaniu fabuły „Terroru”?

DS: „Terror” miał kilka poważnych wyzwań. Po pierwsze musiałem sprostać wyzwaniu polegającemu na przeprowadzeniu żelaznego, historycznego researchu i połączeniem go z dokładnym stworzeniem (przynajmniej w sensie metaforycznym) nadnaturalnego elementu „czegoś na lodzie”, co zabijało ludzi – wszystko musiało cechować się wysokim współczynnikiem prawdopodobieństwa.
Po drugie musiałem dokładnie znać nie tylko epokę, detale fizyczne Arktyki czy psychologii ludzi żyjących w 1840 roku, ale także szczegółowy plan dwóch okrętów, HMS „Terror” i HMS „Erebus”. Mam tutaj na myśli także to, że musiałem zgłębić kwestię, jak angielscy badacze mogliby myśleć w takich realiach. Po prostu nie cierpię książek czy filmów, w których bohaterowie zakładają kostiumy z epoki, ale zachowują się i myślą tak, jak mogliby myśleć współcześni Amerykanie.
Po trzecie - wyzwaniem pisarza jest sprawić, aby czytelnik naprawdę przejmował się bohaterami, którzy tak naprawdę są martwi od jakiegoś półtora wieku, jednocześnie sugerując, że chociaż wiemy, iż tak naprawdę żaden z członków ekspedycji sir Franklina nie powrócił do domu, to jednak czytelnik powinien mieć taką sugestię, taką nadzieję, że może akurat postaciom książkowym się to uda. Cóż, przynajmniej ja musiałem zrobić tak, by czytelnik BARDZO CHCIAŁ, aby bohaterowie przeżyli.
Czwarte wyzwanie polegało na tym, że musiałem ożywić kilka postaci, o których bardzo mało było wiadomo i nadać im trójwymiarowy charakter, by czytelnik mógł się z nimi identyfikować. By mógł się bać o ich życie.
Po piąte istniał bardzo poważny problem ze strukturą tekstu, by tekst czymś więcej niż tylko listą ludzi, którzy walczyli kiedyś o przetrwanie, ale zginęli, próbując przeżyć. Źródła historyczne podają, że żaden z uczestników wyprawy sir Franklina nie powrócił – albo po prostu nikt ich więcej nie widział, jednakże zakończenie powieści musiało w jakiś sposób dawać nadzieję i podnosić na duchu czytelnika. I musiało udźwignąć ciężar czegoś więcej niż tylko 129 mężczyzn walczących o życie, uwięzionych między lodami Arktyki.

K: W twoich utworach możemy odnaleźć nawiązania od „Opowieści kanterberyjskich” po dziewiętnastowieczne powieści gotyckie czy Nabokowa. Nie boisz się, że w pewnym momencie „przeciętny czytelnik” odbije się od twojego tekstu, bo jest on zbyt wyszukany, zbyt ambitny i go po prostu nie zrozumie, nie zrozumie kontekstu, przez co utwór straci na popularności?

DS: Prawdę powiedziawszy nigdy nie wyobrażałem sobie owego hipotetycznego „uśrednionego czytelnika” i nie wiem, jak on wygląda. Mówiąc poważnie, to niedocenianie zdolności czytelnika jest zawsze błędem. Poważni czytelnicy – znający się lepiej niż ja na rzeczach, o których piszę – są małym procentem czytelników w każdej kulturze i każdym kraju. I wiem, że zawsze znajdzie się grupa znakomicie wyedukowanych czytelników, którzy będą ode mnie bystrzejsi, czy bardziej obyci w świecie niż ja sam. Moim zadaniem, jako pisarza, jest samego siebie wyedukować, podszkolić do tego stopnia, żeby właśnie ci ambitni czytelnicy byli zadowoleni i nie zobaczyli jak bardzo, hmm, ograniczony jestem. Bardzo żałuję, że istnieje dzisiaj trend właśnie odwrotny – do pisania coraz głupszych rzeczy tylko dlatego, by przypodobać się temu „uśrednionemu czytelnikowi”. Więc – ja się o swoich czytelników nie martwię, nie martwię się tym, że ktoś może „nie zrozumieć kontekstu”. Mogę babrać się w pracach Keatsa, Nabokowa, czy Teilharda de Chardin, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zna ich lepiej ode mnie.

K: Pytam, bo na przykład w polskim fandomie zauważalne są obecnie spory na temat roli fantastyki, jaka ona jest i jaka powinna być. Kiedy czołowy pisarz SF w Polsce, Jacek Dukaj, napisał monumentalny „Lód”, ponad tysiącstronicową epopeję o alternatywnych losach historii Polski i ekonomicznym podboju Syberii przez Polaków, pojawiły się głosy, że takie teksty są zbyt wymagające, także ze względu na eksperymenty z formą, językiem, stylizowanym na XIX wiek, zabawę logiką jako taką (logika Arystotelesa czy logika Kotarbińskiego, która jest ważniejsza?). Czy jakaś książka wywołała ostatnio podobną dyskusję w Stanach?

DS: Jestem ostatnią osobą, która powie ci, jaka powinna być rola jakiegokolwiek gatunku, jaka jest fantastyka i jaka powinna być, a jaka nie. To nie jest rola pisarza. To, co pisarz lub pisarka powinien/powinna zrobić, jest napisanie w swojej branży czegoś, co nigdy przedtem nie powstało. A jeśli już nie piszesz rzeczy oryginalnych – musisz przynajmniej zadbać, by zrobić to lepiej, niż inni przed tobą.
Odkąd piszę, żadna SF, ani żadna inna książka, moja czy innego pisarza/pisarki, nie wywołała u nas „narodowej dyskusji”. Tym niemniej muszę jeszcze raz z całą mocą nie zgodzić się z tymi, którzy uważają, że literatura SF nie powinna być „zbyt wymagająca”. A SF w szczególności, przynajmniej w USA, stało się bardzo zróżnicowane, wyszukane, subtelne, artystyczne i wymagające intelektualnie – jak nigdy dotąd w historii gatunku.

K: O czym w ogóle dyskutuje się obecnie w środowisku amerykańskiego fandomu? Wiem na przykład, że swego czasu niezależni redaktorzy krytykowali metodę przyznawania Nebuli.

Przykro mi, ale nie potrafię odpowiedzieć ci na to pytanie. Odkąd zacząłem tworzyć, piszę w różnych gatunkach, jak sam wspomniałeś – fikcję w stylu noir, fantasy, horror, science fiction, fikcję historyczną, thrillery – i nie jestem zaangażowany w to, co dzieje się obecnie w amerykańskim fandomie. Ostatni konwent, na jakim byłem, miał miejsce osiem lat temu i od razu muszę się przyznać, że nie zwracam uwagi na nagrody – Nebulę ani żadną inną. Nawet jeśli do którejś nominowane jest moje dzieło.

K: W powieści „Hyperion” przedstawiasz wizję post-chrześcijańskiego świata, w którym człowiek jako jednostka nie znaczy zbyt wiele. W „Ilionie” i „Olimpie” chrześcijaństwo w ogóle zostało pominięte. Sądzisz, że jeśli wydarzy się Technologiczna Osobliwość, do której nawiązujesz chociażby poprzez istnienie w tekstach post-ludzi, tradycyjne podejście do religii (dominujący obecnie monoteizm) zostanie odrzucone jako dziwactwo przez post-ludzi? Osobiście wolę nie wierzyć w taką przyszłość.

DS: To ogromne hipotetyczne pytanie, zakładające ponadto wystąpienie Technologicznej Osobliwości, w dużej mierze ewolucji człowieka w post-człowieka. W całym cyklu „Hyperion Cantos” przedstawiam właśnie wizję odrodzenia się religii chrześcijańskiej – w dużej mierze chodzi o Kościół Katolicki. Owo odrodzenie polega przede wszystkim na odrodzeniu potęgi tak duchowej, jak i cielesnej – poprzez uzyskanie fizycznych zdolności zmartwychwstania. Więc to nie do końca jest „post-chrześcijański świat”. W powieściach tych ukazuję również tryumf i cierpienie Eney, nowego Mesjasza, którego krew i nauczanie mogą pchnąć człowieka – dosłownie – na wyższy poziom ewolucji.
W „Ilionie” i „Olimpie” centralną rolę odgrywa zmartwychwstanie greckich bogów, w dużej mierze post-ludzi, którzy uzyskali boskie moce przy pomocy nowoczesnej technologii. Religia, jak widzisz, jest wszędzie tam obecna i zajmuje centralną pozycję w sprawach człowieka, podobnie jak wytrwałość wiernych. Myślę, że jesteśmy szczególnie, hmm, okablowani religią.
Od czasów Oświecenia religię punktowali sędziowie, leżała na deskach – i wracała zawsze w kolejnej epoce, silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej i przetrwa, nawet jeśli obecne europejskie społeczeństwo znajduje się w punkcie przełomowym, nawet jeśli można mówić o istnieniu „post-chrześcijańskiego” świata właśnie teraz, a następną wielką religią spajającą świat będzie Islam. Tak czy inaczej – w tej, czy innej formie – religia przetrwa.

K: Czy sądzisz, że hard SF i SF skazane są na niszowość? Bądźmy szczerzy - to nigdy nie była i nie będzie literatura dla mas, nawet jeśli niektórzy redaktorzy obwieścili renesans gatunku.

DS: Hard SF – to inżynierskie, naukowe SF – będzie zawsze podzbiorem SF. Ale wątpię, by zniknęło z rynku całkowicie. I zostało zastąpione przez powieści w stylu Toma Clancy’ego dotykających tematyki „technologicznej wojenki”. A mówiąc poważnie, prawdziwy problem z hard SF jest taki, poza oczywistym faktem, że jest często fatalnie pisana przez inżynierów i naukowców, a nie prawdziwych pisarzy, że wiedza naukowa, technologia, a nawet naukowe teorie ulegają szybko przedawnieniu.
„Wstrząsające” hard science fiction lat siedemdziesiątych, to z mini czarnymi dziurami działającymi przez długi okres czasu i całą resztą pierdół szybko stało się przestarzałe w ciągu kilku lat, często miesięcy, od momentu napisania. Literatura z lat czterdziestych i pięćdziesiątych wydaje się jeszcze śmieszniejsza ze swoimi anachronicznymi cyrklami i brakiem komputerów.

K: Mógłbyś przybliżyć i polecić najnowszą powieść, „Drood”, polskiemu czytelnikowi? Czy poznamy wyjaśnienie tajemnicy ostatniej powieści Dickensa? Jest to szalenie ciekawa kwestia, bo autor zginął zanim ukończył książkę, chociaż obiecał zdradzić zakończenie powieści królowej Wiktorii. Pozostawił po sobie jedynie niedokończony utwór i projekt okładki.

DS: Odnosisz się do faktu, że Dickens był zaledwie w połowie swojej ostatniej powieści – prawdopodobnie arcydzieła – „The Mystery of Edwin Drood”, kiedy zginął dziewiątego czerwca 1870 roku. Co ciekawe, umarł w piątą rocznicę przeżycia wypadku kolejowego w Staplehurst. Prawdę mówiąc, w trakcie przeprowadzania researchu nie spotkałem się ze źródłami mówiącymi, że autor powiedział królowej Wiktorii, że zdradzi jej zakończenie. Te źródła, które sprawdziłem, podawały wręcz, że Jej Wysokość nie miała pojęcia o tym, co Dickens pisze i jak posuwają prace nad powieścią (zamieszanie wzięło się z artykułu „Gazety Wyborczej”, gdzie takie stwierdzenie pada – dop. Żerań). Ale niezależnie od tego, Dickens napisał fascynującą opowieść obracającą się wokół hipotetycznego morderstwa młodego Edwina Drooda. Zagadki związane z powieścią napędzają różne niesamowite mechanizmy, jak mesmeryzm, orientalny misticyzm, telepatię, ludzie z wieloma osobowościami czy uzależnienie od opium.
Od czasu nagłej śmierci Dickensa w 1870 roku setki badaczy, uczonych, nawet pisarzy kryminałów proponowało rozwiązanie zagadki „The Mystery of Edwin Drood”, ale żadne z proponowanych przez nich zakończeń nie wydaje mi się satysfakcjonujące bądź przekonujące. I to prawda, że nie licząc fragmentów z rozmów z ilustratorem okładki, Dickens nigdy nikomu nie zdradził zakończenia. Stąd pojawia się pytanie – czy tytułowy Edwin Drood naprawdę został zamordowany? Kim był tajemniczy „Dick Datchery”? A jeśli Drood został zamordowany, to czy Jasper (jeden z bohaterów utworu - dop. Żerań) naprawdę okaże się mordercą? Dickens nie zostawił po sobie ani strzępka notatki sugerującej, jak zamierzał rozwiązać kompleksowo przygotowaną zagadkę kryminalną.
Odpowiadając na twoje pytanie, w powieści „Drood”, Dickens powie narratorowi, Wilkie Collinsowi, byłemu przyjacielowi i współpracownikowi, szczegóły drugiej połowy „The Mystery of Edwin Drood”. Sam Wilkie Collins jest w mojej powieści postacią stworzoną na wzór Salieriego – człowieka zazdrosnego o talent geniusza, jakim był Dickens, a który sam był miernotą. Zatem tylko czytelnicy „Drood” poznają prawdę o skrywanym przez Dickensa sekrecie.
Z drugiej strony, mój Dickens mógł okłamać Collinsa. W powieści, mój Dickens i mój Collins są związani z iście szachowym, długim pojedynkiem na śmierć i życie, nie tylko między nimi samymi – ale jeszcze trzecim graczem, tajemniczym Upiorem z Opery, swego rodzaju podziemnym łotrem i dosłownie potworem, tytułowym „Droodem”, spotkanym przez Dickensa w czasie jego wypadku dziewiątego czerwca 1865 roku.
Do czasu zdradzenia sekretu „The Mystery of Edwin Drood”, Wilkie wierzy, że Dickens został mordercą i zamierza go (Collinsa) zabić, więc, aby uprzedzić atak, Collins planuje zabić Dickensa... Sądzę, że zaprezentowałem całkiem niezły opis nadchodzącej powieści, chociaż może być on nieco zniekształcony. Moim zdaniem „Drood” spodoba się nie tylko fanom Dickensa, ceniącym go nie tylko jako pisarza, ale i człowieka, lecz również wszystkim tym osobom, które lubią mroczne, dekadenckie podbrzusze wiktoriańskiego Londynu: miasta będącego w istocie światem okropnych, ciemnych alejek i mgły, slumsów i zbrodni; miasta określonego przez samego Dickensa jako „Wielki Piekarnik”.

K: Jakie są twoje obecne plany powieściowe? Co po „Drood”?

DS: Rozpocząłem prace nad powieścią zatytułowaną „Black Hills”, historią życia młodego Lakoty (Indianina z plemienia Siuksów) o imieniu Paha Sapa, co w języku Siuksów oznacza właśnie „Czarne Wzgórza”. Paha Sapa sądzi, że popełnił błąd ruszając na generała George’a Armstronga Custera w bitwie pod Little Big Horn w 1876 roku, w momencie błyskawicznej śmierci generała. Młody Paha Sapa jest przekonany, że duch generała wstąpił w jego ciało i on, Paha Sapa, będzie musiał owego ducha gościć przez resztę swojego życia. A duch bardzo dużo gada...
W porównaniu z „Drood” i „Terrorem” powieść będzie krótka i liryczna. Obejmie okres od momentu dorastania chłopca na pełnych magii Wielkich Preriach (i nawet bardziej magicznych Czarnych Wzgórzach Południowej Dakoty) do czasu pracy dojrzałego już Sapy na górze Rushmore, tworzącego słynny pomnik. Paha Sapa pracował tam w latach trzydziestych przy wysadzaniu skał i chciał z całego serca zniszczyć te cztery głowy, zwłaszcza podczas wizyty prezydenta Roosevelta

K: A myślałeś kiedyś, aby napisać klasyczne fantasy? Wiesz, historię o elfach, krasnoludach i tego typu tałatajstwach?

DS: Nie. Nie dbam o krasnoludy, elfy etc. Tolkien zrobił to najlepiej ze wszystkich, a reszta to zwyczajne przypisy. Ale, swoją drogą, napisałem długie opowiadanie, osadzone w uniwersum „Umierającej Ziemi”, do antologii „Pieśni umierającej Ziemi”, będącej hołdem złożonym Jackowi Vance’owi przez Gardnera Dozois i George’a R.R. Martina.
Zawsze przysięgałem, że nigdy nie napiszę powieści osadzonej w czyimś uniwersum. Nie cierpię, gdy autor obraca się w światach innego pisarza, i do tej pory odrzucałem wiele ofert złożonych przez wydawców, agentów czy redaktorów; ale dla Vance’a zrobiłem wyjątek. Uwielbiam i podziwiam pracę, jaką wykonał, i żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co on zrobił. Zresztą jego twórczość była jednym z powodów, dla których zdecydowałem się napisać „Hyperiona”.

K: Na jakim etapie realizacji znajdują się ekranizacje twoich powieści? Co i kiedy będziemy mogli obejrzeć w kinach?

DS: W tej chwili rozpoczęły się pierwsze prace nad przeniesieniem na ekran czterech powieści, na które składa się cykl „Hyperion Cantos”, oraz mikropowieści z tego samego uniwersum, „Wychodźcy z Helisy”. Pierwszy z filmów powstaje dzięki współpracy wytwórni Warner Brothers i Graham Kings Films.
Moja najnowsza powieść, która nie ukaże się w USA przed lutym 2009, a więc „Drood”, być może zostanie przeniesiona na ekran przez Universal. Reżyser „Labiryntu Fauna”, Guillermo del Torro, przeczytał manuskrypt powieści, całe tysiąc stron, i natychmiast poprosił Universal o to, by pozwolili mu wyreżyserować „Drood”, jak tylko ukończy pracę nad ekranizacją „Hobbita”. Był również tak miły, że zapytał, czy chciałbym, aby napisał blurba na okładkę – na co wyraziłem zgodę. Sprzedałem prawa do ekranizacji kilku innych tytułów producentom z USA i Europy, ale żadna z książek nie jest jeszcze skierowana do produkcji właściwej.

K: Na koniec chciałbym zapytać czy czytałeś jakichś polskich pisarzy i czy planujesz w najbliższym czasie wizytę w Polsce?

DS: Muszę się przyznać, że bardzo mało znam polską scenę science fiction i mogę ewentualnie rozmawiać o tych arcymistrzach, których czytałem – i może trochę więcej o pisarzach mainstreamowych. Znam oczywiście Stanisława Lema, jak również czytałem autorów, którzy wywarli na niego wpływ – Cypriana Kamila Norwida i Stanisława Witkiewicza.
Prawdę mówiąc, nie jestem wielkim jego fanem, jak zresztą nie jestem fanem żadnego pisarza, którego prace powstawały pod władzą komunizmu, nawet tych młodzieżowych, a miały w sobie ukryte odniesienia do „wspaniałych osiągnięć komuny w przyszłości”. Muszę jednak zgodzić się z jego gburowatymi, zrzędliwymi przemyśleniami, że współczesna technologia – także Internet – jest przepełniona w dużej mierze bezużytecznymi, informatycznymi śmieciami. Będę szczery – to wstyd, że znaczna grupa europejskich pisarzy SF, także z Polski, jest kompletnie nieznana w USA i nie tłumaczona na angielski.
Co do wizyty w Polsce – we wczesnych latach 90. wylądowałem raz na warszawskim Okęciu w trakcie podróży badawczej do Rumunii, ale trudno to nazwać wizytą, prawda? Tym niemniej chciałbym kiedyś zwiedzić wasz kraj.

K: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził Jan „Żerań” Żerański.

Zdjęcie zostało pobrane z oficjalnej strony Dana Simmonsa.


Autor: Żerań


Dodano: 2008-11-14 17:51:24
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

MadMill - 18:11 14-11-2008
"researchu" - co to jest? Nie ma już polskich słów?

ASX76 - 19:21 14-11-2008
Żerań, bardzo interesujący wywiad. :)
Kto następny? Może Watts albo Donaldson?

Madku, nie marudź. ;p

toto - 19:31 14-11-2008
Może lepiej by było przy wywiadzie dać informacje o Endymionie (albo chociaż o Terrorze)? W końcu to nowość, a Hyperion już wszyscy, że się tak wyrażę, znają.

romulus - 19:37 14-11-2008
Simmons "mam w d.... to, mam w d.... tamto więc nie będę wam wygłaszał kazań" od razu awansował u mnie o kilka punktów wzwyż :) Widać też, że jest pisarzem wszechstronnym, nie dającym się zamknąć w jednej konwencji. Ha! Nie wiedziałem też, że HYPERION CANTOS mają być ekranizowane na taką skalę! Bomba. Czekam na powieść DROOD w polskim przekładzie niecierpliwie i pewnie jeszcze długo mi to czekanie zejdzie. I jeszcze jedno: tekst Simmonsa o Umberto Eco - za to kocham tego człowieka :) Gdybym był pisarzem, to chciałbym prezentować taką postawę, jak on!

Shadowmage - 09:04 15-11-2008
toto pisze:Może lepiej by było przy wywiadzie dać informacje o Endymionie (albo chociaż o Terrorze)? W końcu to nowość, a Hyperion już wszyscy, że się tak wyrażę, znają.
Myśleliśmy nad tym... ale doszliśmy (znaczy: ja doszedłem), że wypada przykleić do najsłynniejszego dzieła. W końcu właśnie o "Hyperionie" ludzie najczęściej szukają informacji.

toto - 09:41 15-11-2008
Ale Hyperion, z racji, że jest najsłynniejszy, nie potrzebuje promocji w takim stopniu jak Endymion ("nowość", która będzie walczyć o czytelników, a nie ma tej renomy co Hyperion), czy Terror, najnowsza książka Simmonsa wydana w Polsce.

Żerań - 10:38 15-11-2008
ASX76 pisze:Żerań, bardzo interesujący wywiad. :)
Kto następny? Może Watts albo Donaldson?

Madku, nie marudź. ;p


Ciemkuję, ale - na razie - nie trafiłeś z autorem. Jeden z wywiadów, jakie przeprowadzamy, to będzie potężna bomba, mam nadzieję, że już na święta. Dużo większego kalibru niż Watts czy Donaldson. :) Ale chyba za dużo powiedziałem.

Shadowmage - 10:39 15-11-2008
Tak w zasadzie to nie jest żadna tajemnica, w jednym miejscu nawet prosiłem o ew. pytania. Zresztą... obecnie to chyba z 4 wywiady robimy, jeśli nie więcej.

toto - 10:43 15-11-2008
Silverberg? A może Stephneson?

Shadow, przypomnij gdzie :D

Shadowmage - 10:55 15-11-2008
Za duży offtopic, zaraz będę ciął :P
A listę autorów, do których można zgłaszać pytania, wrzucę w odpowiednim wątku. Tylko nie ręczę, że wykorzystamy.

kurp - 21:32 20-11-2008
Dziękujemy Ci, Żeraniu! :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"


 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS