NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Wolfe, Gene - "Cień i Pazur"

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Reynolds, Alastair - "Century Rain"
Wydawnictwo: Gollancz
Tytuł oryginału: Century Rain
ISBN: 0-575-08332-8 / 978-0-575-08332-5
Oprawa: paperback
Liczba stron: 506
Cena: £14.99
Rok wydania oryginału: 25 listopada 2004



Reynolds, Alastair - "Century Rain"

Po „Century Rain” Alastaira Reynoldsa sięgnąłem pod wpływem głębokiej fascynacji jego wyobraźnią i skutecznością łączenia nauki z odważnymi wizjami, które pokazał w pełnym rozmachu cyklu powieściowym zapoczątkowanym „Revelation Space”. Niestety, powieść osadzona w innej rzeczywistości niż świat „Revelation Space” nie posiada już tych zalet. Ani zakres fantazji autora, ani jego niewątpliwie talenty w składaniu słów nie potwierdzają się w „Century Rain”1).

Fabuła „Century Rain” nosi wyraźne ślady pobytu w centrum odzysku surowców wtórnych. Oto mamy ponury Paryż roku 1959 rządzony przez bardziej nawet ponurą juntę, której służalcy dorównują urokiem osobistym i francuskim szarmem wopistom strzegących granic Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za najgłębszej wojny polsko-jaruzelskiej. Z drugiej strony mamy wiek dwudziesty trzeci po nanotechnologicznej zagładzie życia na Ziemi i archeologów penetrujących z orbity ruiny Paryża, jaki kiedyś znaliśmy. Dlaczego z drugiej strony, spytacie? Proste jak konstrukcja opowiadania z epoki „Astounding” Campbella. Obie rzeczywistości, czy też oba wszechświaty, łączy hiperprzestrzenny tunel.

Warto zatrzymać się przy konstrukcji tych wszechświatów. O ile nasza przyszłość jest jedną z legiona wizji świata po zagładzie, w której w istocie nie jest najważniejsze źródło i konsekwencje bliskiego wymarcia ludzkości, a która służy li tylko za pretekst do wyprowadzenia ludzkości w kosmos i podziału jej na skonfliktowane frakcje, o tyle więcej pola do krytyki znajdzie się w alternatywnej historii Europy po 1940 r. Wyobraźcie sobie, zdaniem Reynoldsa, wszak kompetentnego astrofizyka i literata, Francja w 1940 r. obroniła się przed niemiecką agresją, po czym popadła w dyktaturę wojskową. Teraz, czy jest to wiarygodne? Przypuszczam, że większość czytelników świadoma anatomii klęski Francji uśmiechnie się z politowaniem. Reynolds proponuje wyjaśnienie, że na skutek złej pogody czołgi niemieckie ugrzęzły w błocie Ardenów, po czym zostały wykończone z powietrza przez niezwyciężone francuskie lotnictwo. Pomijając kwestie fatalnego dowodzenia francuskimi siłami powietrznymi, które zostały rozparcelowane między jednostki liniowe armii, oraz ich słabość techniczną, wystarczy porównać stan liczebny L’Armee de l’Air i Luftwaffe w maju 1940 r. by bezlitośnie obnażyć absurd takich propozycji. I teraz, po takim militarnym sukcesie premiera Reynaud i generała Gamelina, w najbardziej demokratycznym i lewicowym kraju przedwojennej Europy, obejmuje władzę wojskowa dyktatura? Przecież to żarty.

Zresztą, wracając do fabuły, na co to kręcenie? Wszak równie dobrze można sobie wyobrazić, skoro autor nie życzy sobie komputerów i samolotów pasażerskich w 1959 roku, że Polska ceduje korytarz gdański i wspólnie z Niemcami rusza na Kijów. Albo że niemieckie czołgi nie zatrzymują się u bram Dunkierki na tydzień w maju 1940 r. Albo że Hitler umiera na tyfus w więzieniu po zamachu monachijskim. Albo że Francuzi i Belgowie interweniują w Nadrenii w 1936 r. To wszystko wymyśliłem w jedną minutę. Mając pół dnia, przygotowałbym pewnie kilkanaście gotowych scenariuszy ahistorycznych.

Czas na opinię o bohaterach. Z jednej strony, zapożyczając od Gershwina, Amerykanin w Paryżu. Z drugiej, pani archeolog, która zaliczyła ciężkie podpadnięcie w związku z wypadkiem na wykopaliskach. Tym razem pretekst do spotkania jest bardzo dobrze wymyślony, lecz nieco zbyt oczywisty. Reynolds nie zaskakuje, nie zamierza chyba nawet próbować. Koszmarnie jednak rozwiązuje samo spotkanie. Pomyślcie o przepaści dzielącej typowego młodzieńca od typowego słuchacza radyjka z dzióbkiem. Jaka musiałaby być przepaść między naukowcem (o ile archeologów za takich uznać) a prostym detektywem dorabiającym jako muzyk jazzowy o mentalności iście przedwojennej? Nie trzeba odpowiadać. Natomiast w powieści nie ma śladu jakichkolwiek poważnych rozbieżności. W tym momencie, o ile każdy z bohaterów z osobna jest poprawnie skonstruowany, w zestawieniu ze sobą robią wrażenie kukiełek wtłoczonych w role, do których nie pasują. Zdecydowanie lepiej wyglądają postaci drugoplanowe, lecz niestety z czasem dostają coraz mniej miejsca, by się móc wykazać i rozwijać.

W ten sposób dochodzimy do kwestii akcji, zdecydowanie podzielonej na dwie części. Tak długo, jak jesteśmy w alternatywnym Paryżu, nie jest źle. Wprawdzie dominuje klimat kiepskiego – bo zbyt przewidywalnego – kryminału, ale jest on prowadzony sprawnie i bez poważnych wpadek. Znowu, można się zastanawiać czy pewne sceny nie opierają się na zbyt śmiałym założeniu o całkowitej bierności miejscowej władzy – przecież to rządy dyktatury! Z drugiej strony można argumentować, że autor brał zapewne przykład z przeżartych korupcją i prywatą reżimów krajów WNP, gdzie prawny środek płatniczy zdecydowanie ułatwia życie, a inicjatywa obywatelska jest podporządkowana zasadzie zachowania spokoju. Tym razem gorzej wypada świat przyszłości, gdzie właściwie nie ma już miejsca na jakąkolwiek refleksję, przedstawianie świata (nawet przybyszowi z dzikiego Paryża przeszłości), ponieważ natychmiast konieczne jest uwikłanie się bohaterów w pogoń za złoczyńcą. W duchu „Szklanych pułapek” i kolejnych części „Rambo”, należy dopaść i powstrzymać zagrożenie nim faktycznie zagrozi światu. I to na iście globalną skalę, bo znów u Reynoldsa stawką jest istnienie ludzkości. Trochę to za szybko, zbyt wybuchowo i zdecydowanie za górnolotnie w porównaniu do mojego progu tolerancji. Właściwie całą drugą połowę powieści czytałem dość pobieżnie, w niespełnionej nadziei na powrót do powolnego rozwoju wypadków, który nie przypominałby sensacyjnego technothrillera. Bo nie do tego powinna dążyć fantastyka naukowa.

Nie oznacza to wszystko, że „Century Rain” nie ma żadnych plusów. Jest to, jak na dzisiejsze czasy, całkiem porządnie napisana powieść. Można jednak było napisać ją lepiej, poświęcić więcej uwagi tym aspektom, które wyróżniały wcześniejsze powieści Alastaira Reynoldsa. Zatem wskazane byłoby więcej pracy nad wiarygodnością i spójnością świata przedstawionego, w tym rozwinięcie historii i zasad rządzących tą wizją przyszłości, i głębsze przemyślenie, skąd wziął się alternatywny Paryż. Warto byłoby rozważyć kwestie ewentualnego konfliktu kulturowego i trudności porozumienia między ludźmi z 1959 r. i 2276 r. No i dobrze zrobiłoby całości dopracowanie finału, zwłaszcza pościgu, gdy autor rzuca bohaterom pod nogi kolejne kłody, i co chwilę ratuje ich nadzieję wyjmując kolejne króliki z kapelusza. A poza tym wszystkim, jest to zupełnie nieźle napisana powieść. Pewnych umiejętności się nie traci nawet wtedy, gdy pisze się dla sutego honorarium, aby tylko zasilić konto emerytalne funduszami. Tylko że same umiejętności nie wystarczą, by stworzyć coś godnego uwagi, o ile ktoś nie nazywa się Mozart. Nie uwierzę, że Alastair Reynolds napisałby tę powieść, gdyby nie motywacja finansowa.



1) Tak na marginesie, dlaczego po polsku mówimy o kimś, kto zajmuje się – od twórczej strony – literaturą jako o kimś, kto pisze, podczas gdy Czesi nazywają go składającym słowa? Czyż nie jest to bardziej nobilitujące określenie, wyróżniające pisarzy od rzemieślników piszących dla „Przeglądu Sportowego”?



Ocena: 3/10
Autor: Bleys
Dodano: 2008-11-03 21:02:18
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Mały_czołg - 22:25 03-11-2008
>Przypuszczam, że większość czytelników świadoma anatomii klęski Francji uśmiechnie się z politowaniem.

No właśnie sądzę, że się nie uśmiechnie.
Zabicie błotem ruchu Guderiana i kolegów przez Ardeny to byłby na tyle solidny gwóźdź do trumny, że większego Rzesza w zasadzie nie potrzebowała. Sugestia wszechpotęgi AdlA jest oczywiście naciągnięta ponad miarę, ale w ogólnym rozrachunku - przy założonym błocie w Ardenach - nie miałaby większego znaczenia. W końcu błoto oznacza opady, a opady oznaczają że nawet najpotężniejsze lotnictwo niewiele zrobi, bo nigdzie nie poleci.

I teraz, po takim militarnym sukcesie premiera Reynaud i generała Gamelina, w najbardziej demokratycznym i lewicowym kraju przedwojennej Europy, obejmuje władzę wojskowa dyktatura?


No tutaj to faktycznie ślisko. Prędzej by się skończyło wojną domową jak w Hiszpanii niż dyktaturą.

romulus - 23:02 03-11-2008
Ciekawe, jak powieść sprzedawała się za granicą, bo pewnie ma to i przełożenie na perspektywy wydania w Polsce... Tak, czy siak, pewnie skończy się to przeczytaniem jej w oryginale... Choć recenzja trochę mnie pohamowała. Bo bardzo lubię i cenię Reynoldsa i nie chciałbym sobie psuć wrażenia.

AM - 00:57 04-11-2008
Pamiętaj, że recenzja to tylko opinia, kogoś, kto niekoniecznie musi być kompatybilny z tobą.

I druga sprawa, sprzedaż jakielkolwiek książki Reynoldsa nie ma żadnego przełożenia na perspektywy wydania jej w Polsce (żadna nigdy nie będzie tu popularna). Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że bawimy się w filantropów.

Reszta dyskusji, poświęcona przede wszystkim polityce wydawniczej i planach Wydawnictwa Mag, została wydzielona tutaj.
Shadow


Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS