NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Butcher, Jim - "Zdrajca"

Tidhar, Lavie - "Stacja centralna"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki

Artykuł jest częścią serii Novik, Naomi - "Temeraire".
Zobacz całą serię

Wywiad z Naomi Novik

Chcę wiedzieć, co stanie się dalej


Katedra: Jaki był zalążek pomysłu wprowadzenia smoków do naszej historii?

Naomi Novik: Szczerze mówiąc rozpoczęłam od obszaru historycznego. Zobaczyłam film „Pan i władca. Na końcu świata”, który zaprowadził mnie do książek Patricka O’Briana. Zawsze lubiłam okres regencji w Wielkiej Brytanii oraz wojny napoleońskie, ale nigdy tak naprawdę nie czytałam o morskich przygodach w tamtych czasach. Film niejako ponownie rozbudził moje zainteresowanie tym okresem. Równocześnie wtedy zaczęłam pisać różne opowiadania. Zawsze uwielbiałam smoki w literaturze, więc niemal naturalnym pomysłem było wrzucenie do tego wszystkiego smoka i zobaczenie, co z tego wyniknie. Tak to się stało. Nie ma innej odpowiedzi. Nie mogę powiedzieć na przykład, że gdy miałam pięć lat usłyszałam o smoku wawelskim i czytałam o Smaugu; później, w wieku dziesięciu lat czytałam biografię Napoleona i powieści Anne McCaffrey... Myślę, że wszystko co czytamy, w pewien sposób na nas wpływa. Ciężko prześledzić, skąd się biorą pomysły, które rodzą nam się w głowie. To chyba najlepsze podsumowanie, jakie mogę znaleźć.

K: Wspomniałaś, że inspiracją były powieści marynistyczne – ale przecież przygody Temeraire’a nie są typowymi przedstawicielami tego gatunku.

NN: Nie. Oczywiście, że nie. To był jedynie punkt wyjścia. Tak jak z żołędzia wyrasta drzewo, tak z pierwotnego pomysłu wyrosło coś diametralnie innego. Pomysł wyewoluował z pytania, co by się stało, gdyby podczas wojen napoleońskich istniały na ziemi smoki. Później trochę ekstrapolowałam początkowy pomysł i dodawałam intrygujące postaci.

K: Smoki są integralną częścią Twojego świata, lecz nie przyczyniły się do znaczących zmian w historii ludzkości. Zastanawia mnie: dlaczego?

NN: Przede wszystkim dlatego, że chciałam napisać książkę w okresie wojen napoleońskich. Wyobrażam sobie, że świat mimo wszystko – szczególnie w przypadku Europy Zachodniej – nie zmienił się za bardzo. Historia aż do czasów przedstawionych w książce nie zmieniła się znacząco, bo ludzie zawsze bali się smoków, przez co były one trzymane oddzielnie. Wyobrażam sobie, że w bitwie pod Azincourt obie strony konfliktu miały smoki, ale walczyły one wysoko na niebie. Nie wpływały na wydarzenia dziejące się na ziemi. Wyobrażam sobie, że stosunki sił cały czas pozostawały takie same. Wszystkie znaczące potęgi światowe miały swoje smoki i ich używały. W związku z tym nie doszło do znaczących zmian. Oczywiście, jest to trochę pójście sobie na rękę. Tak naprawdę historia w moim świecie zmienia się dopiero, gdy Temeraire pojawia się w świecie zachodnim. Dopiero pojawienie się smoka ze wschodu, z Chin, doprowadza do zachwiania równowagi. Tak naprawdę o wiele bardziej znaczące niż przybycie Temeraire’a jest pojawienie się drugiego chińskiego smoka – Lien, która przybywa do Europy zemścić się na Temerairze. Przybywa na Zachód i pomaga Napoleonowi. To jest punkt, w którym historia zaczyna się rzeczywiście zmieniać: kiedy Lien przybywa i łączy siły z Napoleonem. Czuję, że to jest ten moment – ludzie nie tylko mają smoki, ale zaczynają z nimi współpracować na równych zasadach. Następuje połączenie kultur.

K: Jednakże już wcześniej w Twoim świecie pojawiły się znaczące zmiany, choć na obrzeżach głównej sceny wydarzeń. W „Imperium Kości Słoniowej” mamy wgląd w wydarzenia w Afryce. Również w Amerykach sytuacja inaczej się prezentuje, niż to znamy z naszej historii.

NN: Tak, sytuacja w Ameryce rozwinęła się inaczej. W zasadzie nie opisywałam tych wydarzeń, ledwo je zaznaczyłam przy okazji opisywania innych. Myślę, że smoki stanowiły czynnik, który w znacznym stopniu zahamował rozwój kolonializmu w świecie Temeraire’a. Europejczycy, kolonizatorzy, mieli ogromną przewagę techniczną. Mieli lepszą broń: strzelby, proch, bomby, armaty, statki. Powodowało to, że żadne inne społeczności na świecie nie mogły się z nimi równać pod tym względem. Za to w świecie Temeraire’a to, co podbijane ludy mogły posiadać, to siły lotnicze w postaci smoków. W tych miejscach, gdzie tubylcy mieli smoki, gdzie wprowadzili smoki do swojej społeczności, kolonizacja przez Europejczyków nie była możliwa. Miejscowe ludy oparły się – w różnym stopniu, ale jednak – kolonizacji. Myślę, że to całkiem udana i fajna zmiana. Nie tylko dlatego, że się zmienia historię, ale także dlatego, iż zachowujesz obce kultury i pozwalasz im się mieszać. Kolonizatorzy nie mogą już stwierdzić, że skoro mają broń, to obcą kulturę można wytrzebić. Muszą się nauczyć negocjować, radzić w znacznie bardziej skomplikowanych sytuacjach. Jest to dla mnie, jako pisarza, znacznie bardziej ekscytujące do opisywania.

K: Brak kolonializmu jednakże musiał się silnie odbić na światowej ekonomii. Nie mogło być choćby słynnych transportów złota i srebra do Hiszpanii i Portugalii z Ameryki. Już tylko to powinno zaowocować diametralnie różnym stosunkiem sił w Europie – a zatem i zmienić historię na długo przed wojnami napoleońskimi.

NN: W rzeczywistości do Europy przybyło trochę transportów złota z tego obszaru. Więcej napiszę o tym w którejś z przyszłych książek. Mój pomysł jest mniej więcej taki:
Jest taka świetna historyczna książka o tytule „1492”, która pokazuje jak w rzeczywistości Nowy Świat, Ameryka, została podbita. Jedną z głównych przyczyn z powodu których podbój się udał, były choroby. Rdzenni Amerykanie nie byli odporni na takie choroby jak odra i ospa. Umierali masowo, około 80% populacji zmarło. U mnie to również nastąpiło. Smoki nie umarły – to jest różnica.

K: W Polsce jak na razie ukazały się cztery tomy cyklu, w Stanach Zjednoczonych o jeden więcej. Na ile tomów planujesz całą serię?

NN: Nie jestem jeszcze pewna. Myślę o dziewięciu tomach. Mam kontrakt podpisany na razie na sześć książek, ale wiem, że szósta nie będzie ostatnia.

K: Zaplanowałaś cały cykl od początku do końca? Znasz już zakończenie cyklu?

NN: Wiem mniej więcej, o czym jest cały cykl. Wiem też, jak będzie wyglądał ostatni tekst, który w tej serii napiszę. Nie wiem jednak, jak wydarzenia potoczą się w międzyczasie. Nie wiem, jak potoczą się walki, ale wiem, że koniec cyklu będzie jednocześnie końcem wojen napoleońskich.

K: Czyli wymyślasz fabułę na potrzeby każdego tomu z osobna?

NN: Zwykle znam fabułę na półtora tomu do przodu. Teraz wiem, co się zdarzy w tomie szóstym i części tomu siódmego. Co prawda może się to zmienić w trakcie pisania. Nie zamykam sobie niektórych furtek.

K: Możesz przybliżyć, o czym jest piąty tom, „Victory of Eagles”?

NN: Napoleon najeżdża Anglię.

K: Brzmi ciekawie.

NN: To oczywiście wersja skrócona. Zasadniczo chciałam, by Napoleon przekroczył Kanał. I faktycznie mu się to udaje. Jest to bardzo dramatyczny i gorzki konflikt. W dużym stopniu inspirowałam się wojną partyzancką w Hiszpanii podczas wojen napoleońskich. Tak naprawdę tam została wynaleziona wojna partyzancka na szeroką skalę. Wojny napoleońskie, to były pierwsze wojny, w których ludność cywilna została tak głęboko zamieszana w działania wojenne. Wtedy po raz pierwszy były przeprowadzane masowe pobory do wojska. Chciałam napisać o prawdziwej wojnie, w większej niż do tej pory skali. „Victory of Eagles” pozwoliło mi również rozwinąć postaci, poprzez postawienie ich w trudnych sytuacjach i nakaz mierzenia się z przeciwnościami losu. Laurence i Temeraire są zmuszeni stawić czoła trudnym sytuacjom związanym z inwazją, ale również z problemami moralnymi i konsekwencjami czynów z końca „Imperium kości słoniowej”, gdzie Laurence musiał dokonać naprawdę strasznego wyboru. Nie chciałam, żeby konsekwencje jego decyzji były łatwe. „Victory of Eagles” jest więc w rzeczywistości powieścią o mierzeniu się z konsekwencjami wcześniej podjętej decyzji.

K: Duży nacisk kładziesz na kwestie wolności i równouprawnienia. Przejawia się to zarówno w stosunkach ludzko-smoczych, jak i w często poruszanej kwestii niewolnictwa. Dlaczego jest to dla Ciebie tak istotne?

NN: Czuję, że jest to rzecz istotna dla nas wszystkich. Uważam za warte uwagi spojrzenie na prawa człowieka przez pryzmat smoków. Pokazanie, jak zmiana spojrzenia na smoki powoduje rozwój wzajemnych relacji. Przez większość naszej historii istniały różne sposoby ucisku. Historia jest ich pełna. Ucisk zawsze dotyczył osób słabszych – za sprawą broni, siły lub liczebności. Z moimi smokami jest o tyle ciekawie, że są uciskane głównie za sprawą własnych zwyczajów, przyzwyczajeń. Same w sobie nie są podatne na ucisk. Ciężko przecież cokolwiek wymusić na smoku. To interesujące odkrywać, co się stanie, gdy jakaś uciskana populacja nagle się budzi i pyta: „Zaraz, zaraz – dlaczego my w ogóle wam pomagamy?” i zaczyna stawiać żądania, które nie mogą zostać zignorowane. To tylko wspomaga ten proces i zmusza obie strony do negocjacji, przyspiesza bieg zmian. Dlatego uważam, że te kwestie są interesujące i warte, by o nich pisać. Są to oczywiście sprawy istotne dla mnie osobiście, na poziomie filozoficznym, ale również dlatego, że są bazą do dobrej historii. A to dlatego, że wszystko dzieje się przez to szybciej. Każda sytuacja, w której mamy do czynienia z grupą osób nieszczęśliwych, gdzie jest zachowane status quo, oznacza, że istnieje również przynajmniej wąska grupa osób, którym zależy na zmianie. To jest to, co napędza, co powoduje zmiany na świecie. Dlatego myślę, że jest to zajmująca tematyka.
Pisząc, pragnie się trafić do czytelnika, ale jednocześnie nie chce się prawić kazań – szczególnie w literaturze popularnej. Celem jest opowiedzenie zajmującej historii, ale również poruszenie ważnych spraw. Można wykładać rzeczy wprost, ale nie sądzę by komukolwiek się to podobało. Chcę opowiedzieć historię, która się spodoba ludziom, ale jednocześnie będzie miała przekaz zgodny z moim spojrzeniem na świat. Wysłać wiadomość, z którą się zgadzam osobiście. Jednak na pierwszym miejscu, pierwszą rzeczą, o jakiej myślę pisząc, jest opowiedzenie naprawdę dobrej historii. To o czym wcześniej mówiłam, uważam właśnie za materiał na dobrą fabułę i dlatego o tym piszę.

K: Do tej pory napisałaś książki należące wyłącznie do jednego cyklu. Nie obawiasz się, że zostanie Ci przypięta łatka „autorki od Temeraire’a”, że fani będą oczekiwać pisania wyłącznie o tym i że w ten sposób zostaniesz ograniczona twórczo?

NN: Trochę się boję. Mój wydawca oczywiście chce, żebym pisała książki o Temerairze aż zakończę cały cykl, ale tak właściwie to właśnie robię sobie przerwę. Pracuję nad nowymi projektami: powieścią ilustrowaną o dziewczynce pragnącej zostać superbohaterem. Również pracuję nad powieścią dla młodzieży dziejącą się w czasach wiktoriańskich, zainspirowaną „Tajemniczym ogrodem” – ale z akcją osadzoną w Indiach, nie w Anglii. Myślę także nad powieścią science fiction, tym razem już dla dorosłego czytelnika. Akcja będzie się działa w przyszłości. Określiłabym ją jako połączenie „Ojca chrzestnego” z X-menami. Jednym słowem: mafia z ukrytymi mocami. Pracuję też na kilkoma opowiadaniami, które pozwolą rozwinąć mi pewne pomysły. Daje mi to sporo radości.

K: Czy piszesz dla jakiegoś konkretnego czytelnika?

NN: Tak. Piszę dla siebie. Głównym powodem, że coś piszę, jest to, że sama miałabym ochotę to przeczytać. To moja podstawowa motywacja: chcę wiedzieć, co stanie się dalej. Właśnie dlatego nie mam wszystkiego skrupulatnie zaplanowanego. Odkrywam, co się stanie, podczas pisania. To mnie cieszy. Musi mi się to, co piszę, podobać – takie jest podstawowe kryterium. A jeśli mi się podoba, mam nadzieję, że innym też.

K: Inspirujesz się dziełami innych twórców?

NN: Myślę, że czerpię inspirację ze wszystkiego, co kiedykolwiek przeczytałam. Każda książka dodaje przynajmniej małe ziarno do zbioru doświadczeń. Patrick O’Brian jest oczywiście jednym z najbardziej nasuwających się wpływów na moją twórczość. Anne McCaffrey również. Jane Austen wpłynęła na mnie na poziomie frazy, słowa. C.S. Forester, który napisał świetne książki o Hornblowerze. Bardzo wielu pisarzy tworzących opracowania i powieści historyczne. W ramach ciekawostki wspomnę o wojskowym atlasie wojen napoleońskich. Nie mogę niestety sobie w tym momencie przypomnieć autorów, w każdym razie to dwóch panów, fascynatów wojskowości i naukowców zarazem. Przenieśli na mapy każdy dzień kampanii, pokazali jak oddziały się przemieszczały podczas bitw. Na pewno inspirowało mnie wiele książek historycznych, np. opracowania analizujące przyczyny sukcesów Napoleona. Sporo czytałam również o Chinach, co wpłynęło na mnie przy tworzeniu osobowości Temeraire’a. Wszystko razem dało taki, a nie inny efekt.

K: Wychowałaś się na polskich bajkach, na przykład o Babie Jadze. Czy miałaś później kontakt z polską literaturą?

NN: Czytałam trochę Stanisława Lema. Niestety nie znam polskiego na tyle dobrze, by czytać dzieła polskich pisarzy w oryginale, a nie ma zbyt wielu przekładów na angielski. Tak się więc nieszczęśliwie złożyło, że nie miałam zbyt wielu możliwości na to. Czytałam głównie bajki – albo czytała mi je matka – gdy byłam dzieckiem. Do tego głównie ograniczył się mój kontakt z polską literaturą. Nie mam pojęcia, dlaczego polska fantastyka nie jest tłumaczona.

K: Zajmujesz się obecnie wyłącznie pisarstwem?

NN: Tak. Nigdzie indziej nie pracuję. Sprawia mi to dużo radości.

K: Piszesz każdego dnia, czy tylko kiedy masz na to nastrój?

NN: Jeśli piszę, to przez cały dzień. Są też dni, kiedy nie napiszę ani jednego słowa. Jeśli jestem w nastroju, naładowana energią, to potrafię pisać czternaście godzin bez przerwy. A jeśli utknę... to utknę na dobre. Oba przypadki się przeplatają. Sposób pisania zmienia się u mnie z każdą książką. Trochę to zależy od pory roku. Latem wychodzę na dwór i piszę. Czasem idę do przyjaciół, czasem do kawiarni. Czasem po prostu zostaję w domu, siadam przed komputerem i stukam w klawisze. To naprawdę bardzo się zmienia. Odkryłam, że lepiej mi się pisze, gdy nie popadam w rutynę, nie przywiązuję się do stałych rozwiązań.

K: Jak przygotowujesz się do napisania książki? Zbierasz od razu wszystkie materiały?

NN: O samym okresie wojen napoleońskich wiedziałam sporo zanim jeszcze zabrałam się za pisanie. Interesował mnie wcześniej. Zwykle przed przystąpieniem do pisania szukam informacji dających mi ogólny obraz. Czytam o tym, co się wydarzyło w opisywanym przeze mnie okresie, roku. Sporo wstępnych informacji czerpię z Wikipedii, to fantastyczne źródło wiedzy. Później zwykle zaczynam pogłębiać temat, poszukując książek – często zaczynając od tych, które są podane na Wikipedii jako źródła. Szukam o nich informacji w internecie: na przykład przeglądam Amazona i czytam, co ludzie o nich napisali. Jeśli na przykład pojawiają się wpisy typu: „Ta książka jest straszna! Zamiast niej przeczytajcie tę”, to szukam informacji o tej drugiej pozycji. Staram się znaleźć trzy-cztery książki, które dadzą mi dobry wgląd w interesującą mnie sprawę, okres. Później zaś szukam źródeł z pierwszej ręki: pamiętników, sprawozdań, kronik, listów z badanego przeze mnie czasu. Wiele z nich jest bardzo ukierunkowanych. Porównanie zapisów francuskich i angielskich daje ciekawe wyniki. Bardzo się różni spojrzenie na te same kwestie. Jednak, gdy się przeczyta ich wystarczająco wiele, zaczyna się rysować ogólny obraz, zaczyna się łapać kontekst i charakter danego okresu. Lepszy obraz dają zapiski z pierwszej ręki, niż współczesna książka historyczna.
Gdy już się z tym uporam, przystępuję do pisania, obmyślania i tworzenia fabuły. Lubię wtedy odwiedzać osobiście miejsca ważne w mojej książce. Szukam dodatkowych szczegółów. Jednakże z wprowadzaniem detali czekam aż do samego końca. Przede wszystkim chcę opowiedzieć historię, a dopiero później robię korektę. Wprowadzam detale, szczegóły po skończeniu opisywania fabuły. Coś w rodzaju ostatnich szlifów.
Myślę, że wiele osób piszących powieści historyczne lub książki historyczne, czasem wpada w pułapkę wykonywania zbyt głębokich poszukiwań przed rozpoczęciem pisania, bez obmyślenia wcześniej fabuły. Staram się tego unikać. Najpierw poszukuję ogólnych informacji, później piszę książkę, a na koniec drążę źródła w poszukiwaniu szczegółów.

K: Pracowałaś kiedyś nad grami komputerowymi. Nie kusi cię projekt stworzenia gry komputerowej zainspirowanej przygodami Temeraire’a?

NN: Peter Jackson, który ma wykupione opcje na film, w pakiecie kupił również opcję na grę komputerową. Jeśli więc będzie miał na to ochotę, być może ją zrealizuje. Zobaczymy co się stanie.

K: A jak posuwają się prace nad filmem?

NN: Tak jak mówiłam – Peter Jackson ma opcje na film. Ale te opcje są wykupione na bardzo długi czas, dłuższy niż dekada. Również dlatego, że wiele czasu zajmuje zrobienie filmu. Muszą stworzyć efekty specjalne, co z powodów technologicznych zajmuje dużo czasu. Z tego co wiem, pracują obecnie nad wstępnym opracowaniem wyglądu smoków. Cały czas trzymam zaciśnięte kciuki, że któregoś dnia pójdę do kina i zobaczę Temeraire’a na wielkim ekranie. Zobaczę, jak lata.

K: Bardzo dziękuję za wywiad.

NN: Ja również dziękuję.


Autor: Shadowmage


Dodano: 2008-10-29 15:38:55
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

nosiwoda - 08:54 30-10-2008
"czytałam Smaugu"
"że bitwie pod Azincourt obie strony konfliktu miały smoki"
Brakujące literki :)

Poza tym bardzo fajny wywiad. Tylko pani NN powinna dostać bana za spoilery!

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"


 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS