NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "Zorza Polarna"

Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Ukazały się

Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"


 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

 Urbanowicz, Artur - "Gałęziste"

 Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Linki

Lynch, Scott - "Na szkarłatnych morzach"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Niecni Dżentelmeni
Tytuł oryginału: Red Seas Under Red Skies
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
Data wydania: Kwiecień 2008
ISBN: 978-83-7480-084-6
Oprawa: miękka
Format: 135x205 mm
Liczba stron: 624
Cena: 35,00
Rok wydania oryginału: 2007
Tom cyklu: 2



Lynch, Scott - "Na szkarłatnych morzach"

Czy będę sprytny jak Locke Lamora, jeżeli skupię się w mojej recenzji na polemice z autorem pierwszej katedralnej oceny „Na szkarłatnych morzach”? Mam nadzieję, że tak – nie dość, że sam będę miał ciekawą bazę do sformułowania mojego zdania na temat tej książki, to jeszcze zmuszę niektórych czytelników do przeczytania tamtego tekstu, co poprawi nam statystyki. Hura!

Mój Szanowny Kolega napisał: „Na szkarłatnych morzach”, drugi tom przygód Locke’a i Jeana, miał wyjaśnić, czy pierwsza książka Lyncha była jednorazowym fajerwerkiem, czy też może zwiastunem kolejnych nieprzeciętnych książek. Po lekturze trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale skłaniam się ku drugiej opcji.
To bardzo trafne pytanie, bardzo ważne, jednak w kwestii odpowiedzi mijamy się w opiniach. Druga część pokazuje, że Lynch pisać umie, warsztat opanowany ma, ale nie ukazuje żadnych ponadprzeciętnych zdolności. To solidna powieść, poprawnie skonstruowana fabularnie. Jednak, tak na dobrą sprawę, nie wybija się ponad szereg książek, które czytamy dość często. To takie „czytadło”, jak mawia się u mnie w domu. Większość wydarzeń umyka dość szybko z pamięci. Po zakończeniu lektury nie umiem powtórzyć ani jednego tekstu, nie wspominam żadnego fragmentu z jakimiś szczególnymi emocjami.

Odejście od knowań i spisków na rzecz klasycznego modelu fabularnego w dużej mierze uprościło książkę. Zbliżyło ją do innych powieści fantasy, przez co przestała się wyróżniać. Uderza w tony znane czytelnikowi z wielu innych pozycji. Zdaję sobie jednak sprawę, iż dla innych takie rozwiązanie może być zaletą.
Zgadzam się. Po prostu Lynch nie mierzy się z tym, co napisał poprzednio, ale odpuszcza sobie i nie walczy o coś więcej. W trakcie lektury czuć, że autor nie sili się na nic szczególnego. Może to i dobrze, może właśnie taki był cel Lyncha i rzeczywiście część czytelników jest zadowolona z takiego obrotu sprawy?

Cały zabieg pisarza polega na poszerzeniu horyzontu. Bohaterowie zmieniają obszar działania. Jednak nie ograniczają się do jednego miasta, miejsca czy do pokonania jednej osoby. O nie. Z bohaterami poznajemy kilka miast, zakradamy się do kilku wybitnie niedostępnych miejsc i zwiedzamy kilka niezwykle fantastycznych budowli, a do tego na drodze naszych bohaterów staje kilka naprawdę cwanych postaci, w tym co najmniej dwóch arcyłotrów. Do tego jeszcze pokaźna część fabuły dzieje się na morzu, na które bohaterowie trafiają z przymusu. Nie do końca podoba mi się ucieczka autora z Camorry. Zwłaszcza, że zmiana klimatów na morskie nie wyszła Lynchowi najlepiej. Co też zauważa i szerzej opisuje autor poprzedniej recenzji. Nie widzę za bardzo sensu rozwijania historii w tym kierunku – w tej zmianie klimatów, rozszerzaniu świata, przesuwaniu bohaterów przez kalejdoskop różnych nowych okoliczności. Tak sobie wyobrażam, że fabule przysłużyłoby się właśnie zacieśnianie przestrzeni, skupianie się na Camorrze, która, jako bardzo mocny akcent poprzedniej książki, stawała się istotnym bohaterem fabuły.

Humor pozostał silną stroną Lyncha. Niektóre teksty powodują gromkie i długotrwałe wybuchy śmiechu (...). Jednakże charakter żartu nieco się zmienił.
Co proszę? Chyba czytałem inną książkę. Humor występuje w formie szczątkowej i do tego nie wzbudza – przynajmniej u mnie – żadnych salw, wybuchów gromkiego śmiechu.

Pod wpływem wydarzeń Locke i Jean nie są już tak radośni i beztroscy. Podobną ewolucję przeszedł humor: stał się bardziej cyniczny, czarny. Czasem jest to śmiech przez łzy. Bohaterowie – a przez to i czytelnik – cały czas nie mogą zapomnieć o przeszłości, jej wpływ widać na każdym kroku.
A tak, autor próbuje wejść na nowy poziom opisywania relacji między postaciami. Obarcza je różnymi emocjami, wzbogaca warstwę psychologiczną. Według mnie jest jednak niekonsekwentny. A czepiam się konkretnie niemal samego końca książki, w którym to jeden z bohaterów przeżywa bardzo traumatyczne zdarzenie, czyli utratę bliskiej osoby. Niestety, odnoszę wrażenie, że autor w pewnym momencie jakby zapomniał o tym nieszczęściu i postać owa wydaje się być zupełnie wypraną z emocji, które nam wydają się normalne w takiej sytuacji. Z tego względu postać traci w moich oczach, traci na wiarygodności. Duża szkoda.

Scott Lynch stworzył naprawdę ciekawe postacie, powołał do życia bardzo interesujący świat. Zacząłem nawet lubić tę jego manierę przesadzania w opisach. Może inni też zauważyli, że w świecie Lamory są tylko rzeczy jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej wymyślne i niesamowite. Sam opis pierwszego istotnego miejsca akcji – Wieży Grzechu to właśnie popis tego stylu. Każde kolejne piętro tego luksusowego domu gry to kolejny poziom bogactwa, niedostępności, elitarności, niezwykłości i absolutnego kunsztu architektów, co oczywiście nie może się mierzyć z następnym piętrem, które przebija to wszystko w każdej dziedzinie.

Szkoda, że mamy do czynienia tylko z dobrym „czytadłem”, kontynuującym dość luźno opowieść z pierwszej książki. Nie mamy przecież wrażenia, że to jest ściśle powiązana fabuła, która nieubłaganie toczy się w kierunku le grande finale, jaki poznamy po przeczytaniu ostatniej powieści z zapowiadanego cyklu. Możemy dość łatwo sobie wyobrazić „Na szkarłatnych morzach” jako samodzielną powieść i mnie osobiście wydaje się, że przed jej lekturą nie trzeba zaliczyć „Kłamstw Locke’a Lamory” – kilka wydarzeń będzie przez to mało zrozumiałych, ale to nic wielkiego. Czy to jest droga, którą ma podążyć cały cykl „Niecni Dżentelmeni”?


Autor: Jakub Cieślak
Dodano: 2008-10-23 23:33:48
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Jakub Cieślak - 12:30 25-10-2008
Yans, miło mi czytać Twoje słowa.
Mam wrażenie, że uważacie, że się źle bawiłem czytając tę książkę. Mylne to wrażenie, mam nadzieję. Bawiłem się dobrze, uśmiechnąłem się to tu, to tam, ale nie odebrałem tej książki jako szczególnie wesołej i chyba taki był zamiar autora.
I tutaj idę do naszego Istotnego Fragmentu książki, który wg mnie jest dość dokładnie przygotowywany przez autora, dość długo zapoznajemy się z tym wątkiem, radujemy się szczęściem postaci, no i ciach. Śmierć. No to myślimy, ano tak, najpierw Locke, teraz Jean, najpierw rozpacz, potem chęć zemsty. A tu takie jakby nieadekwatne do okoliczności zachowanie - niby chęć zemsty, ale jakoś tak bez przekonania, goryczy i smutku tyle, ile kot napłakał. Hmm, chyba autorowi nie o to chodziło.

Shadowmage - 09:33 25-10-2008
Och, stałem się cytowanym autorem! Normalnie się wzruszyłem :D

Z perspektywy czasu być może nie oceniłbym aż tak wysoko "Na szkarłatnych morzach", choć większość tez podtrzymuję - szczególnie tę o humorze. Mnie naprawdę ta książka bawiła.

Yans - 15:49 24-10-2008
Vampdey ====> No tak, to dziwne ?! ;) Ale samych gustów się nie czepiam.

Jakub ====> No dobrze, może trochę przesadziłem ;) A jeśli chodzi o wątek, o którym wspominasz, to różnie ludzie reagują w różnych sytuacjach. I tak naprawdę dopóki sami nie znajdziemy się w jakiejś konkretnej sytuacji, dopóty nie będziemy widzieli jak ona na nas podziała i jakie nasze czyny wyzwoli. Poza tym, to Jean wyciągał Locke'a z dołka po śmierci ich "braci", a nie odwrotnie, może jest dużo twardszy ?! A co do względnej "stand alone'owości" obydwu tomów, to po pierwsze nie przeszkadza mi to, obydwie książki czyta się świetnie, a po drugie, patrząc na stronę autora, ma on już tytuły dla kolejnych kilku tomów czyli tak jakby miał jakiś plan albo jego zarodek na całość serii.

Jakub Cieślak - 15:25 24-10-2008
Yansie, jestem zdecydowanie za przeczytaniem kolejnej części opowieści. Mam nadzieję, że Ty też. I mam nadzieję, że przeczytasz też kolejną moją recenzję i będzie fajnie podyskutować o naszych punktach widzenia.

Ciekawym właśnie, jak na przykład odczułeś ten opisany przeze mnie wątek wokół Jeana i jego straty. Zauważyłeś, że jego reakcja była kompletnie nieadekwatna do tego, co go spotkało? Czy będziesz bronił takiej jego postawy, czy może też będziesz uważał, że chyba autor nie wyczuł dobrze tej sytuacji i zmarnował ogromny potencjał, jaki tkwił w tym wątku?

Vampdey - 15:09 24-10-2008
Może autor nie czuje klimatu książek Lyncha, ale pierwszemu tomowi wystawił znaczek "Polecamy" ;-)

Yans - 10:27 24-10-2008
A mi się wydaje, że autor tej recenzji nie czuje w ogóle klimatu (w tym humoru) książek Scotta i lepiej żeby dał sobie spokój z czytaniem i katowaniem się kolejnymi tomami. Ja zdecydowanie optuję za pierwszą recenzją, a nawet jestem nastawiony jeszcze bardziej na TAK !

Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS