NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Drayden, Nicky - "Overwatch: Bohaterka Numbani"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

Linki

Dębski, Eugeniusz - "Tamta strona świata"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Owen Yeats
Data wydania: Wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7574-009-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 304
Cena: 27,99
Seria: Asy polskiej fantastyki



Dębski, Eugeniusz - "Tamta strona świata" #3

Pocałunek czarnej furii

Skierowałem się prosto do długiej klatki z Grookim. Chodził po prawej jej części od ściany do ściany, lewą część, w zasadzie jej fragment, składaną ruchomą klatkę w klatce, zajmował teraz Karl, który przesuwając małą klatkę na szynach, mógł bezpiecznie sprzątać klatkę właściwą. Przy czym słowo „bezpiecznie” nie pasowało mi do tej scenerii – ja nie wszedłbym do niej sam nawet za tuzin butelek GrooVyne’a. Karl czyścił podłogę drapakiem, miotła stała oparta w kącie, obok niej na podłodze leżał zwinięty wąż z ciśnieniową końcówką. Podszedłem bliżej i stanąłem przed częścią, w której było zwierzę.
Czarny tygrys Grooki, mutant, jedyny i zapewne ostatni egzemplarz na Ziemi, przystanął i spojrzał na mnie. Zupełnie zlekceważył apetycznie pachnącą torbę, wiedziałem, że w jego oczach jestem kąskiem dużo smaczniejszym, bo żywym, a Grooki niczego tak nie uwielbiał, jak zabijać, i tym różnił się od wszystkich pozostałych znanych zwierząt. Dlatego nie miał braci ani sióstr – żadne inne zoo nie miało chęci ani możliwości karmienia żywym mięsem tygrysa, nawet jeśli wart był trzy miliony. Bez codziennego morderstwa czarne tygrysy zdychały, zupełnie jakby wyciągały z żywego stworzenia jakąś ID, tajemniczą substancję niezbędną do własnego istnienia. Grooki obejrzał mnie dokładnie, lecz nie odwracał wzroku, powtarzał przegląd jeszcze raz i jeszcze, jakby już samo przymierzanie się do mnie sprawiało mu wielką przyjemność.
– Gdyby mógł, stopiłby kraty spojrzeniem, ale wcale by się do ciebie nie śpieszył, co to, to nie. Widziałem kilkaset razy, jak zabija: smakuje strach, liże go i wącha, jak długo się da, i pilnuje, by ofiara nie umarła zbyt szybko. Idealnie wyczuwa, kiedy może sobie pozwolić na więcej, tak żeby nie stracić okazji do mordu, a jednocześnie wyssać cały możliwy lęk. – Karl stał patrząc na mnie, drapak trzymał w prawej ręce, od strony klatki z Grookim. – To największy potwór, jakiego widziałem w życiu. Po znajomości z nim nie boję się widzenia z samym diabłem. A zresztą sądzę, że jako bliski znajomy tego bydlaka nie muszę się bać piekła.
– Cześć. – Oderwałem się od tygrysa i podszedłem do Karla. – Pomóc?
– Jak chcesz – wzruszył ramionami i pokazał kciukiem drzwi z tyłu.
Okrążyłem klatkę, przeszedłem za jej tylną ścianę, murowaną, i znalazłem drzwi prowadzące do ruchomej klatki na szynach. Pokryte były ostrzegawczymi napisami. Największy głosił: „Zastanów się! Twoje dzieci będą się źle czuły w sierocińcu”. Pchnąłem je i znalazłem się w wąskim korytarzu z pasem okien na całej długości. Co kilka metrów monotonię ściany przerywały wąskie drzwi. Odszukałem te do klatki z Karlem, zostawiłem mięso na korytarzu i wszedłem. Karl odwrócił się i uśmiechnął. Uścisnęliśmy sobie dłonie i od razu drapak wrócił do prawej ręki, tej od strony tygrysa. Udałem, że tego nie widzę, i zapytałem:
– Można już zamiatać?
– Jasne, ale stój za mną.
– Uhu. – Złapałem miotłę i zacząłem nią machać.
Cały kwadrans pracowaliśmy w milczeniu. Karl czyścił podłogę, ja zamiatałem, potem Karl odblokowywał zapadkę i przesuwał klatkę w kierunku Grookiego, zostawiając mu coraz mniej miejsca. Zawsze ustawiał się tak, by być między nim i mną. W pewnej chwili, manipulując przy blokadzie szyn, mruknął coś.
– Do mnie mówisz? – zapytałem.
– Nieee... Zawleczka się złamała, żeby ją cholera! – wytarł ubrudzoną w smarze rękę o spodnie. – Pójdę po nową.
– Jak będziesz wracał, weź tę cielęcinę z korytarza. Może kotek raczy zjeść.
Odkręciłem zawór i zacząłem spłukiwać wodą oczyszczony kawałek podłogi, wąska struga z sykiem uderzała o beton, odbijając się o kraty, potężnie szumiała, więc dopiero po zdjęciu palca ze spustu usłyszałem jakiś dziwny dźwięk dochodzący od strony Grookiego. Z wężem w ręku odwróciłem się zdziwiony. Grooki stał niedaleko dzielącej nas kraty i śpiewał. Z gardła wydobywał mu się cienki zawodzący pisk, zaczynał się na jakiejś bardzo wysokiej nucie, a potem opadał kaskadami, za każdym razem niżej.
– Co ci... – przerwałem, widząc zaskakującą zmianę w jego bladożółtych zazwyczaj oczach. Zawsze przecinała je cienka pionowa kreska źrenicy. Teraz jego oczy były całkiem czarne.
Podszedłem o krok. Chciałem obejrzeć go z bliska. Grooki podjął kolejną zwrotkę swojej pieśni, kończyła się teraz długim gardłowym pomrukiem. Niesamowicie rozszerzone źrenice wciągały jak dwa tunele. Zrobiłem jeszcze krok zahipnotyzowany niesamowitą melodią i tymi bezdennymi czarnymi krążkami. Bulgot w gardle Grookiego urwał się nagle i w tej samej chwili usłyszałem gdzieś z tyłu:
– Uważaj!
Szarpnąłem się słabo, w ślepiach tygrysa zobaczyłem żółty błysk i Grooki wyprysnął w moim kierunku. Odzyskałem kontakt z rzeczywistością, uzmysłowiłem sobie, że atak nie był bezmyślnym skokiem na kratę. Grooki uderzył w pręty barkiem, cała klatka przesunęła się nieblokowana złamaną zawleczką, jej ruchoma ścianka-drzwi zbliżyła do mnie i wtedy Grooki uderzył jeszcze raz, wsuwając między pręty przednie łapy z potężnymi pazurami tnącymi przestrzeń przede mną. Sekundę wcześniej zacząłem odskakiwać, w pełni świadom powolności swego ruchu, działaliśmy jakby w różnych czasach, ja i Grooki, on był ze trzy razy szybszy ode mnie, łapy z kilkunastocentymetrowymi pazurami zbliżały się jakoś potwornie prędko, podczas gdy ja dopiero uginałem nogi w kolanach, odchylałem się w pasie do tyłu i zacząłem wyciągać ręce do przodu. Mimowolnie zacisnąłem palce i wtedy z węża strzeliła mocna struga wody w szyję tygrysa. Zaskoczony targnął się i spudłował. W tej samej chwili klatka wskoczyła w kolejny występ i zatrzymała się, ja zaś już odskoczyłem, uderzając plecami w przeciwległą ściankę. Byłem poza zasięgiem szponów Grookiego, a strumień wody świadomie teraz kierowany uderzał w pysk zwierzęcia. Z tyłu dobiegł tupot nóg Karla, poczułem mocne szarpnięcie za ramię. Ledwo ustałem po tej niepotrzebnej w gruncie rzeczy interwencji, lecz nie odwróciłem się nawet. Zdjąłem w końcu palce ze spustu węża i odrętwiały patrzyłem na Grookiego.
Szaleństwo i furia, które go opanowały, nie poddawały się kontroli zmysłów – tak się zwijał i rzucał po klatce, tak gwałtownie zmieniał kierunek skoków, że wydawał się raczej smugą niż dwustukilogramowym zwierzęciem. Wszystkie ściany, sufit i chyba nawet betonowa podłoga jęczały pod uderzeniem pazurów, nieustanny wrzask na jednej, bardzo wysokiej nucie świdrował w uszach jak zgrzyt ostrego noża po szkle. Nagle Grooki przestał się miotać, stanął pyskiem do nas i po raz pierwszy uległ bez reszty ślepej, bezmyślnej furii – skoczył na dzielące nas kraty i zaczął je szarpać i gryźć. Grube pręty zazgrzytały w zębach, rozdzwoniły się słabo pod uderzeniami łap.
– Jest wściekły. Piękny widok, co? – Karlowi głos drżał i trzęsły się ręce. – Wydał na ciebie wyrok i o mało go nie wykonał. Nie znam człowieka, który byłby tak blisko śmierci i przeżył. Zobaczysz, on to odchoruje.
– Rzeczywiście – wymamrotałem.
Pomyślałem, że wybrałem słowo zbyt trudne do wymówienia, trzeba było powiedzieć: „A!”. Być może wyszłoby lepiej. Chrząknąłem i odwróciłem się do Karla.
– Damy mu te cielęcinę? – zapytałem.
– Wiesz, co z nią zrobi? – skrzywił się i pokiwał głową. – Już to przerabiałem, widziałem, jak przeżywa chybiony atak. Potraktuje żarcie jako naszą zemstę, naigrywanie się z jego niepowodzenia, i kompletnie je zignoruje. Zaatakował mnie kiedyś podobnie i też mu się nie udało. Dostał potem na obiad kozę, która żyła w jego klatce cztery dni. W końcu żal mi się jej zrobiło i wyciągnąłem ją. Zupełnie w tym nie przeszkadzał. A koza zdechła po kilku minutach na wybiegu. Chodź.
Wyszliśmy z pawilonu, zabierając miotłę, drapak i wąż, który trzymałem w ręku, gdy Karl uruchomił mechanizm przesuwający naszą klatkę w drugi koniec. Widzieliśmy, jak oszalały tygrys skacze na nią i szarpie konwulsyjnie pręty nienapawające otuchą na przyszłość. Czułem, jak od mojego żołądka odrywają się małe kawałeczki lodu i dzięki temu przestaje mi ciążyć martwo.
Wyszliśmy w ciepły słoneczny dzień, zegarek wskazywał wpół do trzeciej. Mój info sprzężony z telefonem biurowym powiadamiał o trzech zgłoszeniach. Cały trawnik za budynkiem-klatką zapełniony był królikami.
– Kilka z nich zawdzięcza ci życie, a przynajmniej parę dni życia – Karl machnął ręką w stronę wybiegu. – Napijesz się czegoś mocniejszego?
– Nie, dziękuję. Mam już w sobie co nieco, sądzę, że jakoś paradoksalnie mnie to osłabia. – Wciągnąłem głęboko w płuca dziwne miejsko-parkowe powietrze z zapachem spalin i jakichś kwitnących nieopodal krzewów. – Pójdę. Ucałuj kotka, jak się uspokoi. – Zasalutowałem wskazującym palcem i poszedłem wzdłuż królikarni do wyjścia.
Wracałem inną drogą, nie wychodząc przed klatkę z czarną furią.


Dodano: 2008-09-24 14:38:23
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"


 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS