NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Morgan, Richard - "Siły rynku" (Mag)

Lee, Yoon Ha - "Smocza perła"

Ukazały się

Sutherland, Tui T. - "Przebudzenie Pełni"


 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Sanderson, Brandon - "Legion: Wiele żywotów Stephena Leedsa"

 Schwartz, Richard - "Oko pustyni"

 Abnett, Dan - "I nie poznają co to strach"

 Lewicka, Anna - "Szał"

 Riordan, Rick - "Złodziej pioruna" (wyd. ilustrowane)

 Hearne, Kevin - "Rozdziobią nas Loki, wrony"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Harris, Charlaine - "Grobowy zmysł"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Harris, Charlaine - "Harper Connelly"
Data wydania: Październik 2008
ISBN: 978-83-7574-049-3
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205
Liczba stron: 302
Seria: Obca krew
Tom cyklu: 1



Harris, Charlaine - "Grobowy zmysł" #1

Przerażasz mnie, kobieto!
W końcu cisza zaczęła ciążyć Hollisowi, choć wytrzymał dłużej, niż udawało się to innym.
– Chciałbym panią zatrudnić – powiedział tonem wyjaśnienia.
Tego się nie spodziewałam.
– Biorę pięć tysięcy od zlecenia. Płatne po pozytywnym potwierdzeniu tożsamości zwłok.
- A jeśli lokalizacja ciała jest znana? Diagnozuje pani także przyczynę śmierci, prawda?
- Tak. Oczywiście to kosztuje mniej. - Czasem rodziny chciały niezależnej opinii na temat przyczyny zgonu.
- Czy kiedykolwiek się pani omyliła?
- Z tego co wiem, nigdy. - Obserwowałam przez okno jak mijamy centrum. - To znaczy, jeśli znajduję ciało. A nie zawsze mi się to udaje. Czasami mam za mało informacji, żeby zawęzić teren poszukiwań. Tak było w przypadku córki Morgensternów. - Mówiłam o sprawie, o której pisano w gazetach rok wcześniej. Tabitha Morgenstern została porwana sprzed domu na przedmieściach Nashville. Od tamtej pory nikt jej nie widział. - Nie wystarczy znać miejsce, skąd ktoś zniknął. Mogła zostać porzucona gdziekolwiek, w Tennessee, Mississippi czy Kentucky. Miałam za mało danych. Musiałam powiedzieć rodzicom, że nie jestem w stanie jej odnaleźć.
Wiedziałam, że zbliżamy się do cmentarza, choć nie było go jeszcze widać. Czułam wibracje przez skórę.
- Jak dawno założono ten cmentarz? - zapytałam. - Mam wrażenie, że jest dość nowy?
- Jakim cudem, do diabła... Przejeżdżaliście tędy z bratem?
- Nie. - Znajdowaliśmy się w sporej odległości od miejsc, które odwiedzają przyjezdni, nieco poza miastem, z dala od atrakcji turystycznych. - Na tym polega moja praca.
- To nowy cmentarz - odparł Hollis nieco drżącym głosem. - Stary leży...
- Na południowym zachodzie. Jakieś sześć kilometrów stąd.
- Boże, przerażasz mnie, kobieto. Wzruszyłam ramionami. Nie wydawało mi się to przerażające.
- Zapłacę trzy tysiące. Zrobi pani coś dla mnie?
- Tak. Ale gotówką, bo nie wiem jaki jest faktyczny stan pańskiego konta.
- Prawdziwa kobieta interesu z pani - stwierdził bez podziwu.
- Wprost przeciwnie. Dlatego tymi sprawami zajmuje się Tolliver. - Z głośnym siorbnięciem skończyłam koktajl.
Hollis zawrócił do banku. Zatrzymaliśmy się przy okienku dla kierowców. Pracowniczka starała się nie robić zdziwionej miny, gdy zastępca szeryfa podał jej polecenie wypłaty gotówki, próbowała także nie zerkać na mnie zbyt jawnie. Miałam ochotę wytknąć Hollisowi, że gdybym pracowała w innej branży, pewnie by się tak nie nabzdyczał. Gdybym była sprzątaczką, nie zaproponowałby, że mam mu posprzątać dom za darmo, prawda? Już otwierałam usta, ale zrezygnowałam. Nie miałam zamiaru się usprawiedliwiać.
Wetknął mi do ręki bankową kopertę. Bez słowa wsunęłam ją do kieszeni. Wróciliśmy do przecznicy prowadzącej na cmentarz. Na miejscu Hollis zaparkował w alejce pomiędzy grobami.
– Chodźmy – odezwał się. – Mogiła jest tam dalej.
Dzień był piękny. Z przyjemnością obserwowałam, jak poruszane wiatrem wielkie liście platana koziołkują po spłowiałej trawie.
– Balsamowanie powoduje zakłócenia w odbiorze – ostrzegłam.
Zabłysły mu oczy. Pewnie myślał, że popełniałam błędy i będzie mnie mógł teraz zdemaskować. I odzyska pieniądze. Uginał się wprost pod ciężarem ambiwalentnych uczuć.
Ruszyłam ostrożnie ku najbliższemu z grobowców, stąpając po wychłodzonej ziemi. Miałam kłopot ze skupieniem się na jednym zmarłym, gdy wokół leżało ich tak wielu. W efekcie nakładania się emanacji z innych mogił, a dodatkowo faktu, że ciało było zabalsamowane, musiałam znaleźć się jak najbliżej źródła.
– Biały mężczyzna w średnim wieku... Zmarł na rozległy zawał serca – stwierdziłam z zamkniętymi oczami. – Nazywał się Matthews, lub podobnie.
Zapadło milczenie, gdy Hollis odczytywał napis na nagrobku.
– Tak – wychrypiał niemal bez tchu. – Teraz dalej. Nie otwieraj oczu. – Poczułam, jak jego duża dłoń zamyka się na mojej. Powiódł mnie ostrożnie do następnego grobu. Sięgnęłam w głąb moim szóstym zmysłem, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
– Bardzo wiekowy mężczyzna. – Potrząsnęłam głową. – Umarł chyba ze starości. – Zostałam zaprowadzona do kolejnej mogiły, tym razem nieco dalej.
– Kobieta koło sześćdziesiątki, wypadek samochodowy. Turner, Turnage? Prawdopodobnie była pijana. Zawróciliśmy. Wyczuwałam jego napięcie - kierowaliśmy się teraz tam, gdzie zmierzał od początku. Uklękłam na mogile, przy której przystanęliśmy. Z miejsca wiedziałam, że ktoś, kto tu leżał, zmarł gwałtowną śmiercią. Zaczerpnęłam tchu i sięgnęłam pod ziemię.
- Och! - jęknęłam, zaskoczona. Hollis myślał o pochowanej osobie tak intensywnie, że ułatwiał mi dotarcie do niej. Słyszałam lejącą się do wanny wodę. W domu było gorąco, okna pootwierane. Przez łazienkowe wpadało chłodniejsze powietrze. Nagle... - Puść mnie! - krzyknęła, a ja razem z nią. Byłyśmy teraz jednością. A potem jej... moja głowa znalazła się pod wodą i patrzyłyśmy w tepowany sufit, nie mogłyśmy oddychać, tonęłyśmy.
- Ktoś chwycił ją za kostki - powiedziałam. Znowu byłam sobą i żyłam. - Ktoś wciągnął ją pod wodę.
Dopiero po dłuższej chwili rozwarłam powieki i spojrzałam na stelę. Sally Boxleitner, głosił napis. Ukochana żona.

- Koroner nie mógł tego pojąć. Wysłałem jej ciało na autopsję - rzekł Hollis. - Wyniki były niejednoznaczne. Mogła zemdleć i osunąć się pod wodę, zasnąć w wannie albo coś w tym stylu. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie próbowała się wydostać. Ale nie było dowodów wskazujących na co innego.
Obserwowałam go w milczeniu. Pogrążeni w żalu są nieprzewidywalni.
– Wstrząs wagalny – mruknęłam. – Albo nagłe pobudzenie układu parasympatycznego czy jakoś tak. Gdy coś zdarza się niespodziewanie, człowiek nie jest w stanie zareagować.
– Widziała pani coś takiego? – W oczach błysnęły mu łzy; łzy bezsilnego gniewu.
– Widziałam już wszystko.
– Ktoś ją zamordował.
– Tak.
– Nie wie pani kto?
– Nie. Nie widzę sprawcy. Wiem tylko, jak to się stało. I wiem, że to nie pan. Gdyby znajdował się pan w pobliżu ciała, a byłby pan mordercą, wiedziałabym o tym. – Nie zamierzałam tego powiedzieć. Właśnie dlatego tak potrzebowałam Tollivera, żeby za mnie mówił. Zatęskniłam za bratem równie nagle, co absurdalnie. – Może mnie pan już odwieźć do motelu?
Boxleitner skinął głową, nadal pogrążony w myślach. Zaczęliśmy iść pomiędzy stelami. Słońce świeciło nadal, liście tańczyły na żółknących trawnikach, ale piękno dnia odeszło. Trzęsłam się, stawiając bose stopy na zimnej trawie. Po drodze do niebieskiego samochodu zatrzymałam się, by odczytać napis na wyróżniającym się okazałością pomniku. Przynajmniej osiem grobów znajdowało się w kwaterze oznaczonej nazwiskiem „Teague”.
Dobrze się składa. Wstąpiłam na mogiłę z imieniem Dell. Był tam. Leżał niezbyt głęboko, pochowany w kamienistej ziemi ozarskiej. Mignęła mi myśl, że kontakt z zabalsamowanym ciałem, na szczęście, nigdy nie jest tak wstrząsający jak z niespreparowanymi zwłokami – Hollisowi nie przyszłoby do głowy, by otoczyć mnie taką troską, jaką wykazywał się Tolliver. Zastanawiając się, co zobaczę, zajrzałam „trzecim okiem” w głąb mogiły. Mój wzbudzony iskrą z pioruna dar dotknął szczątków Della Teague.
Samobójstwo, jasne, pomyślałam natychmiast. Czemu Sybil nie zleciła mi odczytania tego grobu, zamiast wysyłać mnie na poszukiwania Teenie? Oczywiście, że ten chłopiec nie zastrzelił się sam. Dell Teague został zamordowany, podobnie jak jego narwana dziewczyna. Otworzyłam oczy. Hollis Boxleitner przystanął, odwracając się, żeby sprawdzić, co robię. Spojrzałam w skupione oblicze zastępcy szeryfa.
– Żadnego samobójstwa – oświadczyłam.



Dodano: 2008-09-03 09:40:33
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

antologia - "Opowieści niesamowite. Literatura francuska


 de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"

 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Oko pustyni"

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS