NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

Ukazały się

Bułyczow, Kir - "Przełęcz" (Klasyka radzieckiej sf)


 antologia - "Czarna kula"

 Kloos, Marko - "Punkt uderzenia"

 Burroughs, Edgar Rice - "Sztuczny człowiek z Marsa"

 Sheckley, Robert - "Status cywilizacji"

 Card, Orson Scott - "Płomień serca" (wyd. 2)

 Gaiman, Neil & Pratchett, Terry - "Dobry omen"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

Imprezy

Dni Fantastyki 2019 r.
Od: 2019-07-05
Do: 2019-07-07

Linki

Huff, Tanya - "Ślad krwi"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Huff, Tanya - "Victoria Nelson"
Tytuł oryginału: Blood Trail
Data wydania: Wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7574-060-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205
Liczba stron: 408
Cena: 33,90
Rok wydania oryginału: 1992
Seria: Obca krew
Tom cyklu: 2



Huff, Tanya - "Ślad krwi" #1

"Tak się kończy przestawanie z wampirem..."

Kiedy winda zatrzymała się na czternastym piętrze, Vicki przewiesiła torebkę przez ramię i przybrała „służbowy” wyraz twarzy. Utrzymała go dokładnie do momentu, kiedy drzwi apartamentu stanęły otworem, a jedyną istotą stojącą w przedpokoju okazał się ogromny rudawy pies.
„To – nie, on – musi być psem”. Vicki wyciągnęła rękę, żeby mógł ją powąchać. „Wilków nie robią w tym kolorze. Ani rozmiarze. Prawda?” Mogła też wspomnieć, że wilki z reguły nie bywają w apartamentowcach w centrum Toronto, ale bądź co bądź to mieszkanie Henry’ego, wszystko było możliwe.
Oczy zwierzęcia otaczały czarne obwódki, co tylko potęgowało i tak niezwykłą ekspresyjność pyska. Z zapałem obwąchał wyciągniętą dłoń, po czym wepchnął łeb pod palce Vicki, domagając się pieszczot.
Uśmiechnęła się, zamknęła za sobą drzwi i posłusznie zaczęła drapać psa po gęstej sierści za spiczastymi uszami.
– Henry? – zawołała, podczas gdy ogromny ogon, który mógłby powalić na ziemię dorosłego człowieka, obijał się rytmicznie o ścianę. – Jesteś w domu?
– W salonie.
Coś w tonie jego głosu sprawiło, że zmarszczyła brwi, ale niemal natychmiast przestała o tym myśleć, gdy łapa wielkości spodka stanęła na palcach jej stopy.
– Odsuń się, ty wielki brutalu. – Pies przesunął się posłusznie. Łagodnie ujęła jego pysk w dłoń i potrząsnęła masywnym łbem. – Chodź, kolego, czekają na nas.
Uśmiechnął się – naprawdę inaczej nie dało się tego określić – okręcił i wpadł do salonu, a Vicki, odrobinę bardziej dostojnie, podążyła za nim.
Henry stał tam, gdzie zwykle, przy ogromnej ścianie okien wychodzących na miasto. Światło, które włączał tylko w tych rzadkich sytuacjach, kiedy miał gości, rozjaśniało jego rudozłote włosy i sprawiało, że orzechowe oczy wydawały się niemal złote. Choć to akurat Vicki zgadywała, bo z tej odległości marnie widziała szczegóły, ale nigdy nie miała dość patrzenia na niego. Henry był nie tylko przystojny, wręcz niezwykły. Doskonale rozumiała, czemu biedne Lucy i Mina nie miały żadnych szans w starciu z jego dobrze znanym książkowym pobratymcem.
Nie był sam. Młoda kobieta majstrująca przy odtwarzaczu CD odwróciła się, kiedy Vicki weszła do pokoju, i dokładnie zlustrowała ją wzrokiem. Rozbawiona detektyw odwdzięczyła się tym samym.
„Czyżby tancerka?” Chociaż niewielka, dziewczyna była dość umięśniona i poruszała się w sposób, który można by wziąć za wyzywanie. „Nie próbuj tego, mała. Nawet jeśli nie jestem od ciebie dwa razy starsza” – dziewczyna nie miała więcej niż siedemnaście czy osiemnaście lat – „to z pewnością wredniejsza”. Vicki uświadomiła sobie od razu, że krótka grzywa srebrno-złotych włosów była naturalnego koloru. Brwi można rozjaśnić, ale nie rzęsy. Chociaż dziewczyna właściwie nie była ładna, jej jasne włosy egzotycznie kontrastowały z mocną opalenizną. „A ta sukienka niewiele zakrywa”.
Ich spojrzenia spotkały się i Vicki uniosła brwi. Przez chwilę już prawie, prawie rozumiała, co się tu naprawdę dzieje, ale potem to wrażenie minęło, a dziewczyna spoglądała na nią spod jasnych rzęs i uśmiechała się nieśmiało.
Wielki rudy pies usiadł wcześniej obok Henry’ego, jego łeb niemal sięgał talii mężczyzny. Teraz obaj podeszli bliżej. Henry miał starannie obojętny wyraz twarzy, pies sprawiał wrażenie rozbawionego.
– Vicki, chciałbym ci przedstawić Rose Heerkens. Jej rodzina ma pewne problemy i myślę, że byłabyś w stanie im pomóc.
– Miło mi. – Vicki wyciągnęła rękę.
Dziewczyna szybko zerknęła na Henry’ego – „co on jej o mnie powiedział?” – i podała jej swoją. Bardzo niewiele kobiet radzi sobie z mocnym chwytem, bo nie są tego uczone. Siła, odpowiadająca jej własnej, i odciski, którymi pokryta była dłoń dziewczyny, zaskoczyły Vicki.
Rose wskazała psa opierającego się teraz o jej nogi.
– To jest Sztorm. Sztorm wyciągnął łapę.
Vicki z uśmiechem pochyliła się, by ją ująć.
– Miło mi poznać i ciebie, Sztormie.
Wielki pies szczeknął krótko i pochylił się, przejeżdżając językiem po twarzy Vicki, niemal zrzucając jej okulary.
– Sztorm, przestań. – Zagłębiając dłonie w gęstej sierści, Rose odciągnęła psa. – Może ona nie chce być cała obśliniona.
– Nic nie szkodzi. – Vicki wytarła twarz ręką i poprawiła okulary. – Co to za rasa? Jest piękny. – Roześmiała się, bo Sztorm najwidoczniej rozpoznał komplement i wyglądał na wyjątkowo zadowolonego z siebie.
– Proszę go nie zachęcać, pani Nelson. Już i tak jest wystarczająco próżny. – Rose oparła kolano tuż za ogromnym psim barkiem i szturchnęła go, przewracając. – A co do rasy... jest z tych denerwujących.
Sztorm nie wyglądał na zniechęconego. Z wywieszonym jęzorem przewrócił się na grzbiet, unosząc wszystkie łapy w górę, i spojrzał wyczekująco na Vicki.
– Chcesz, żeby cię podrapać po brzuchu?
– Sztorm! – rozkazujący głos Henry’ego poderwał skarconego zwierzaka z podłogi.
Popatrzyła na wampira ze zdziwieniem. Co mu się stało?
– Może – napotkał spojrzenie Vicki, a potem przeniósł wzrok na dziewczynę i psa – przejdźmy już do rzec z y.
Vicki odkryła, że idzie w stronę kanapy, chociaż wcale o tym nie pomyślała. Nienawidziła, kiedy to robił. Nienawidziła tego, jak reagowała. I naprawdę nienawidziła niepewności, czy słucha wampira czy księcia – w jakiś sposób poddawanie się woli istoty nieludzkiej było mniej upokarzające niż słuchanie
średniowiecznego dyktatora. „Potem sobie o tym porozmawiamy z jego nieumarłą wysokością...”
Położyła torbę na podłodze i usadowiła się na czerwonym aksamicie, patrząc, jak Rose zwija się w fotelu, a Sztorm na podłodze u jej stóp. Wyglądał wspaniale na tle kremowego dywanu, ale rude futro odrobinę zbyt mocno kontrastowało ze szkarłatem fotela. Henry przerzucił jedną nogę przez oparcie kanapy i zajął miejsce obok Vicki, tak blisko, że przez chwilę czuła wyłącznie jego obecność.
– Za wcześnie, Vicki. Straciłaś dużo krwi.
Czuła rumieniec na twarzy. Nie przyszło jej do głowy, że on nie będzie chciał... Przecież ku temu zmierzali, prawda?
– W szpitalu większość oddali mi z powrotem. Henry, nic mi nie jest. Naprawdę.
– Wierzę ci. – Uśmiechnął się, a ona odkryła, że powietrze na korytarzu już jej nie wystarczy.
Miał czterysta pięćdziesiąt lat, żeby ćwiczyć ten uśmiech, przypomniała sobie. Oddychaj, kobieto.
– Musimy być bardzo ostrożni – ciągnął, delikatnie kładąc dłonie na jej ramionach. – Nie chcę cię skrzywdzić.
Ta rozmowa tak bardzo przypominała dialog z marnej opery mydlanej, że Vicki aż się uśmiechnęła.
– Tylko pamiętaj, że ja nie mam kilkuset lat czasu – powiedziała, sięgając po klucze do mieszkania. – Spróbuję cię nie popędzać.
To było prawie cztery miesiące temu, gdy po raz pierwszy, odkąd wypisano ją ze szpitala, wyszli razem. I jeszcze „tego” nie zrobili. Vicki starała się być cierpliwa, ale zdarzały się takie chwile, zwłaszcza wtedy, kiedy siedział blisko niej, że miała ochotę podciąć mu nogi i powalić na podłogę. Z wysiłkiem skupiła się na sprawach służbowych.
Wszyscy najwyraźniej czekali, aż coś powie, więc postarała się przyjąć wyraz twarzy pod tytułem „policjant twoim najlepszym przyjacielem” i zwróciła się do Rose.
– W czym mogę wam pomóc?
Rose znowu spojrzała na Henry’ego. Chociaż Vicki nie dostrzegła odpowiedzi wampira, wyglądało na to, że uspokoił młodą kobietę, bo ta wzięła głęboki oddech, przeczesała drżącymi palcami włosy z tyłu głowy i odparła:
– W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zastrzelono dwóch członków naszej rodziny. – Musiała przerwać, żeby przemóc rozpacz i mówić dalej. – Potrzebujemy pani pomocy, pani Nelson, by znaleźć zabójcę.
Morderstwo. Cóż, to była sprawa poważniejsza, niż Vicki się spodziewała. Co więcej, podwójne morderstwo. Poprawiła okulary i tonem złagodzonym przez współczucie zapytała:
– Czy policja znalazła jakieś ślady?
– Właściwie nic nie wiedzą.
– Co znaczy „właściwie nic nie wiedzą”? – Vicki mogła wymienić kilka wyjaśnień, ale żadne do niej nie przemawiało.
– Po prostu jej pokaż, Rose – powiedział cicho Henr y.
Vicki odwróciła się w jego stronę. Jej widzenie obwodowe było zbyt marne, żeby mogła sobie pozwolić na luksus zerkania kątem oka. Wyraz twarzy wampira pasował do tonu głosu. Cokolwiek Rose miała pokazać, było ważne. Bardziej niż trochę zaniepokojona, odwróciła się z powrotem do dziewczyny.
Rose, która czekała, aż Vicki na nią spojrzy, wysunęła stopy z sandałów i podniosła się. Sztorm, obwąchawszy szybko jej buty, stanął obok. W jednej chwili ściągnęła z siebie sukienkę, przez ułamek sekundy była naga, a potem w miejscu jasnowłosej dziewczyny i wielkiego rudego psa pojawił się rudowłosy mężczyzna i wielki biały pies.
Mężczyzna bardzo przypominał dziewczynę. Mieli takie same wysoko zarysowane kości policzkowe, duże oczy, spiczaste podbródki. „I te same gibkie ciała tancerza”, zauważyła Vicki, szybko oceniwszy to, co ich w oczywisty sposób od siebie różniło.
– Wilkołaki – usłyszała własny głos i zdziwiła się, jak bardzo jest opanowana. „Prawdopodobnie zgubny wpływ Henry’ego. Tak się kończy przestawanie z wampirem... Już on mi za to zapłaci”.



Dodano: 2008-08-21 15:57:03
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e01)

Recenzje

de Castell, Sebastien - "Krew Świętego"


 Moore, Stuart - "Marvel: Wojna domowa"

 Hamilton, Peter F. - "Noc bez gwiazd"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Howard, A.G. - "Alyssa i obłęd"

 Fletcher, Charlie - "Ostatni"

 Scalzi, John - "Upadające imperium"

 Lovecraft, H.P. - "Nemezis i inne utwory poetyckie"

Fragmenty

 Bond, Gwenda - "Mroczne umysły"

 Patykiewicz, Piotr - "Otchłań"

 Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa"

 Keyes, Daniel - "Kwiaty dla Algernona"

 Schwab, V.E. - "Vicious. Nikczemni"

 Lawrence, Mark - "Koło Osheim"

 Górski, Piotr - "Reguła zakonu"

 Zembaty, Wojciech - "Głodne Słońce. Ołtarz i krew"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS