NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Banks, Iain M. - "Wspomnij Phlebasa" (2019)

Morgan, Richard - "Siły rynku" (Mag)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Malinowska, Elena - "Taniec nad przepaścią"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7574-080-6
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 440
Cena: 29,99
Seria: Obca Krew



Malinowska, Elena - "Taniec nad przepaścią" #1

Przekleństwo rodu

Nad głowami tłumu błysnął czerwony płomień nowej gwiazdy.
Gwiazda ta pojawiła się nad horyzontem nie wiadomo skąd i powoli, ale pewnie, zajęła miejsce w zenicie, przyćmiewając blaskiem inne klejnoty letniej nocy. Nawet księżyc pobladł przy nieproszonym gościu.
W osadzie rozległo się zdumione westchnienie. Westchnęła również czarodziejka, lecz nie ze zdziwieniem, a z ulgą. Z radością odnalazła na niebie inną gwiazdę, nie tak jasną, ale nadal widoczną, mimo rubinowej poświaty rozlewającej się po nocnym sklepieniu. Jej blask, nieco tylko stłumiony, nadal oświetlał twarze, chwilami nawet rozpraszając krwawą łunę. Wpatrzeni w niebo ludzie krzyknęli z zachwytu, kiedy dwie gwiazdy ruszyły ku sobie, zataczając kręgi w cudownym tańcu odwiecznej jedności. Starej czarodziejce serce zamarło, kiedy ogień rubinowej gwiazdy próbował zgasić niepokorne światełko. Kobietę tak bardzo pochłonęło widowisko, że nie od razu dostrzegła dziecko, które przybiegło do jej domu, mało nie pogubiwszy nóg.
— Czarodziejko! — z daleka krzyczał dziesięcioletni chłopiec, z trudem łapiąc oddech i przerywając nabożną ciszę, w jakiej oglądano niebiańskie widowisko. — Pani Elza...
— Co z nią? — zabrzmiało kilka zatrwożonych głosów.
— Rodzi?
— Chyba umiera — szepnęło dziecko, spuściwszy głowę.
— To niemożliwe — stwierdziła osłupiała czarodziejka, ale zaraz co sił w starych nogach pobiegła za chłopcem.

Śpiesząc do Elzy, czuła, jak siedmiomilowymi krokami zbliża się nieszczęście, jak osadę ogarnia trwoga. Drogę oświetlała jej gwiazda, której krwawy blask niemal pochłonął dumną przeciwniczkę na nieboskłonie. Czarodziejka biegła jak na złamanie karku, niepokojąc się, czy zdąży z pomocą, czy wystarczy jej czasu.
Nie zdążyła. Zabrakło kilku chwil. Kiedy wbiegła do domu, ciało Elzy jeszcze żyło, ale dusza już ją opuściła.
Przez otwarte na oścież drzwi, w ślad za wiedźmą triumfalnie wdarł się płomienny blask, który już niemal zupełnie zaćmił drugą z tańczących na niebie gwiazd.
Eldryż stał nieruchomo przy łożu żony, jak wyciosany z kamienia, ale na widok oszalałego nieba chwycił się za serce. Przez chwilę poruszał ustami, nim zdołał wyszeptać: „Kolor przekleństwa”, po czym upadł bez czucia na podłogę. W tej samej chwili rubinowa gwiazda ostatecznie pokonała skromną przeciwniczkę. Niebiosa rozstąpiły się, zalewając twarze ludzi niekończącą się rzeką krwawego ognia. Płomień odbił się w martwych, obojętnych oczach Elzy, po czym przemknął ku ciemnemu, uważnemu i spokojnemu spojrzeniu dziecka, które leżało obok, nie dając znaku życia. Gwiazda błysnęła jaskrawo, zalśniła wszystkimi odcieniami przeklętej purpury, po czym wzbiła się wysoko, oblewając Lazur kaskadą ciemnoczerwonych płomieni i rozświetlając ocean w promieniu wielu mil. Iskra gwiezdnego światła zamigotała w źrenicach noworodka. Ciszę nocy przerwał żałosny płacz maleństwa. Później wszystko ucichło.

Po tym, co się wydarzyło, na wyspach długo jeszcze nie zapanował spokój. Mili i serdeczni do niedawna sąsiedzi teraz odwrócili się od rodziny dotkniętej tak ogromną stratą. Eldryżowi w jednej chwili wypomniano wszystkie, nawet najmniejsze przewinienia. Za niegodziwe uznano, że przybysze z obcych stron tak łatwo wtopili się w społeczność wyspy, zaprzyjaźnili się niemal ze wszystkimi mieszkańcami Lazura. Niektórzy nie cofnęli się nawet przed tym, by obwiniać Eldryża o śmierć żony — z idiotycznych przesłanek wyprowadzając wniosek, że mężczyzna zawarł pakt z Młodszymi Bogami, a żonę złożył im w ofierze. Dziecko zaś, które przychodząc na świat przyniosło zgubę matce, w myśl tej pokrętnej logiki stało się potworem, istotą mroku, nic dziwnego zatem, że niebiosa tak sprzeciwiały się jego narodzinom.
Dziwnym zbiegiem okoliczności Elzy nie dosięgło ani jedno z tych strasznych oskarżeń. Mieszkańcy wyspy okazywali kobiecie więcej szacunku po śmierci niż za życia, jakby czuli się winni tego, co się stało. Tak czy owak, pamiętali o zmarłej, okazywali niegasnący żal po jej stracie, a całą wrogość skierowali na wdowca i jego wyrodne dziecko. Eldryż tymczasem zdawał się nie zauważać nienawiści otaczającej go ze wszystkich stron.
Jak zawsze z szacunkiem witał sąsiadów, udając, że nie słyszy przepełnionych jadem i żółcią słów. Wprawdzie mieszkańcy wyspy nie ośmielali się rzucać Eldryżowi oskarżenia prosto w twarz, jednak uszczypliwe uwagi szeptane za plecami raniły tysiąckroć dotkliwiej. Podłością i podstępem starano się pozbyć obcego. Oczywiście mieszkańcy Lazura nie dopuścili się samosądu, obawiając się najwidoczniej wyimaginowanej potęgi nowo objawionego mrocznego maga i niezadowolenia starej czarodziejki, która odważnie i nieugięcie pomagała nieszczęśliwemu wdowcowi i jego dziecku. Nie uchroniło to jednak dobytku Eldryża przed dziwnymi przypadkami.
A to jego łódka zdryfowała podczas sztormu nawiedzającego, choć rzadko, wybrzeże, gdy jakiś spryciarz na przystani odwiązał cumę. A to ostrym narzędziem, zapewne nożem, porwano na strzępy jego sieć. Innym razem zasiewy, które miały wykarmić mężczyznę i jego córkę, zostały doszczętnie stratowane.

Na gniewne pytania czarodziejki wyspiarze tylko z niedowierzaniem wzruszali ramionami, a kiedy ich wina okazywała się oczywista, niechętnie mamrotali pod nosem: „To nie miejsce dla nich, nawet Lazur jest przeciwko nim”. Czarodziejka miotała się, próbując rozpalić choć iskrę współczucia w kamiennych, obojętnych sercach ludzi, ale wszystko na próżno. Jej rozpaczliwe i płomienne przemowy rozbijały się o mur nieczułości jak groch o ścianę. Stara kobieta nie umiała już spoglądać na wyspiarzy tak, jak niegdyś. Nie umiała już dostrzec w nich życzliwości i wrażliwości na cudze nieszczęście, które tak kiedyś ceniła. Widziała jedynie nierozgarniętych, przesądnych i szalenie niebezpiecznych, okrutnych w swojej głupocie ludzi i gdyby była na miejscu Eldryża, już dawno zabrałaby dziewczynkę i opuściła ten przeklęty przez los archipelag, a gdyby prawdą było, że mężczyzna zna choć garść tajników starodawnej magii, na pożegnanie zmieniłaby jeszcze Lazur w popiół i pył. Na cóż więcej zasługują bowiem ludzie niezdolni do współczucia, o sercach zimnych jak lód?

Eldryż jednak zamknął się w ciasnym kokonie obojętności. Jego chęć życia umarła razem z Elzą. Nie próbował jednak skończyć ze sobą, bał się widocznie, że jeśli tak postąpi, spotka go jeszcze większa kara i nie ujrzy ukochanej nawet po śmierci. Pracował więc, jadł i pił, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby i rzeczywistego
poczucia głodu i pragnienia. Wątpliwe, czy w ogóle czuł smak, gdy obojętnie połykał kawałki jedzenia. W oczach miał taką beznadziejną tęsknotę, rezygnację i bezgraniczny smutek, że ludzie, pomimo okazywanej mu wrogości, drżeli na widok tego cierpienia. Nie, mężczyzna nie płakał. Nikt ani razu podczas ceremonii pogrzebowej, czy też później, nie zauważył ani jednej łzy na policzku czy w kącikach oczu wdowca. Wydawało się, że jego dusza uleciała w ślad za Elzą, pozostawiając przez jakieś smutne nieporozumienie ciało, by dożyłokresu swych dni na ziemi.

Czarodziejka z żalem skonstatowała, że nawet córce mężczyzna nie okazywał ani ojcowskiej czułości, ani odrobiny współczucia. Nie można powiedzieć, że jej nie kochał. Po prostu nie zauważał dziewczynki, traktując jej wychowanie jako codzienną, ciężką pracę, obowiązek, który należy wypełnić.
Dziecko nie sprawiało szczególnych kłopotów, było spokojne, ciche z natury, jednak każde żywe stworzenie, zwłaszcza młode, potrzebuje troski i uwagi.
Starej kobiecie serce pękało z żalu, kiedy słyszała puste i oziębłe, sporadyczne,
i dlatego jeszcze bardziej porażające lodowatą obojętnością słowa ojca kierowane do dziecka: „Nie, nie wolno, jedz, uspokój się”. I nic więcej, nawet cienia uczucia.
Jeśli córka psociła, ojciec wzruszał ramionami i zamykał ją w pokoju, a gdy kaprysiła, nie zwracał uwagi. Eldryż nawet nie nadał dziecku imienia, jak to było przyjęte w innych rodzinach. Dla niego dziewczynka na zawsze pozostała „Ej, ty”. Czarodziejka próbowała przemówić mu do rozsądku, wyjaśnić, że nieszczęsne dziecko nie jest winne temu, co się stało, że bez względu na to, jak bardzo cierpi Eldryż, córce jest jeszcze trudniej. Dorosły mężczyzna może się przecież bronić, jeśli nie słowem, to czynem, ale dziecko jest bezsilne i ta mała od dnia narodzin skazana została na samotność. I jeżeli najbliższy jej człowiek nie wierzy, że dziewczynka nie ponosi winy za śmierć matki, to cóż mówić o innych? Córkę Eldryża czeka niechęć rówieśników, i ciążące na duszy poczucie winy oraz niepewność, czy opinie, że jest wyrodnym dzieckiem mroku, nie są czasem prawdziwe. Lecz Eldryż tylko wzruszał ramionami, lekceważąc natrętne pouczenia czarodziejki. A kiedy stara niezbyt ostrożnie wracała do śmierci Elzy, odpowiadał oschle i okrutnie:
— To wina dzieciaka. Przez niego zmarła moja ukochana Elza. — I czasami, ale tylko w wyjątkowych przypadkach, dodawał zupełnie niezrozumiale: — Przekleństwo rodu, czerwone oczy.



Dodano: 2008-08-06 10:02:19
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS