NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zelazny, Roger - "Aleja Potępienia" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Sutherland, Tui T. - "Przebudzenie Pełni"

Ukazały się

Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"


 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

 Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Oramus, Marek - "Wszechświat jako nadmiar"

Linki

Izmajłowa, Kira - "Wyższa magia"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Lipiec 2008
ISBN: 978-83-7574-072-1
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 416
Cena: 28.99
Seria: Obca krew



Izmajłowa, Kira - "Wyższa magia" #2

Dwuua... jeueden... Zeruo… Stauut…!

Mimo że był środek maja, ranek trafił się pochmurny i dość chłodny. Prace prowadzono w zakrzywionej przestrzeni, takiej jak ta, w której umieszczono nasz studencki poligon. Całkiem możliwe, że było to to samo miejsce. Spory plac zastawiono jakimiś osobliwymi urządzeniami, wyglądającymi dość złowieszczo. Całość sprawiała dziwne wrażenie: pod odkrytym niebem, w pozornym bałaganie, piętrzyły się siłowniki, przyrządy o niewiadomym przeznaczeniu, a kawałki ziemi między nimi były całkowicie pokryte pentagramami i nieznanymi mi symbolami.
Nakazano mi usiąść w centrum tego całego bałaganu, gdzie było trochę wolnego miejsca. Kilku laborantów zaczęło przyczepiać do mnie jakieś czujniki, podłączać przewody do przyrządów. Co mam robić, wyjaśniono mi szczegółowo jeszcze poprzedniego dnia. O dziwo, byłam całkiem spokojna.
— Uwaga! — nad poligonem rozległ się czyjś głos. — Projekt „Demiurg” próba druga! Zaczynam odliczanie! Personel, proszę opuścić czerwoną strefę! Powtarzam: personel, proszę opuścić czerwoną strefę! Dziesięć... Dziewięć...
Moim zdaniem personel z chęcią opuściłby nie tylko „czerwoną strefę”, a w ogóle znalazł się jak najdalej stąd. Na „siedem” włączyły się urządzenia, więc nie od razu usłyszałam przygłuszony ich równomiernym szumem, znajomy głos:
— Czernowa!
— Nieupoważniony w czerwonej strefie! — huknęło z głośników. — Łodygin Piotr Siergiejewicz proszony jest o natychmiastowe opuszczenie czerwonej strefy!
Nie mam pojęcia, jak Dawletiarowowi udało się pokonać zabezpieczenia, moim zdaniem przygnano tu więcej ochrony niż na szczyt z udziałem przywódców krajów członkowskich ONZ. Teraz stał przede mną, iluzyjna maska Łodygina rozmywała się na nim. Dawletiarow ledwie zauważalnie marszczył się z bólu — jakby szybkie pozbycie się cudzej postaci było bardzo nieprzyjemne.
— Czernowa... — Próba opisania jego wyrazu twarzy jest ponad moje siły. Był jednocześnie wściekły i zaskoczony. Tak czy inaczej, poczułam się jak zdrajczyni. — Po co…?
— Igorze Georgiewiczu... — zaczęłam. — Jeśli nie ja, to wzięliby Małgorzatę, a ona na pewno by nie wytrzymała.
— Wiedziałem, że tak będzie, Czernowa — powiedział cicho.
Widzom w tym czasie minął szok spowodowany pojawieniem się żywego Dawletiarowa. W jego stronę ruszyło trzech mężczyzn, wyglądających jak bohaterowie głupich dowcipów rysunkowych. Byli to magowie ze służby bezpieczeństwa. Mieli niewielkie zdolności, ale za to potrafili świetnie pracować w grupie.
— Sześć... pięć... — wykrzykiwał tymczasem mechaniczny głos.
— Przerwać odliczanie! — wrzasnął ktoś. — Przerwać! Jeśli nie będzie impulsu, wszystko tutaj wyleci w powietrze!!!
Magowie z ochrony nie tracili czasu na rozmowy, jednocześnie podnieśli ręce i zobaczyłam, jak potrójny potok energii wbija się w plecy Dawletiarowa.
Nie zdążył zareagować. A nawet gdyby zdążył, nie dałby rady trzem ochroniarzom, którzy chyba chcieli go po prostu zabić. Zobaczyłam, jak jego oczy rozszerzają się jak gdyby w zdumieniu i rzuciłam się do przodu, zrywając czujniki.
— Igorze Georgiewiczu…!
Oczywiście był zbyt ciężki, ale mogłam chociaż próbować ochronić go przed upadkiem.
— Czernowa, wróć na miejsce, zakłóca pani proces!!! — warknął głośnik.
A mechaniczny głos odliczał nieprzerwanie:
— Cztery...
W naszą stronę biegło jeszcze kilku ochroniarzy, formując po drodze ładunki, a ja świetnie rozumiałam, że są w stanie bez problemu dobić Dawletiarowa, nie raniąc przy tym mojej cennej osoby. To było głupie, ale...
Nagle poczułam, że „bezpiecznik” stworzony przeze mnie z takim trudem po wydarzeniach na poligonie dożył swych dni i na zewnątrz wyrywa się ładunek magii o niewyobrażalnej mocy. Coś głucho jęknęło, we wszystkie strony poleciały kawałki metalu, wystrzelił i zgasł snop białych iskier. Ochroniarzy rozrzuciło w różne strony, ale na pomoc już nadciągał niemalże cały oddział.
— Dwuua... jeueden... — Automat odliczania zaczynał lekko bełkotać, ale można było jeszcze rozpoznać słowa. — Zeruo… Stauut…!
Akurat w tej samej chwili musiałam odeprzeć kolejne ataki. Teraz ochrona już nie zwracała uwagi, w kogo celuje... Żałośnie zawyła syrena alarmowa, rozległ się zgrzyt, huk — w centrum poligonu pojawił się ogromny lej. W powietrze wzbiły się fragmenty aparatury, kamienie, iskrzące się kawałki przewodów.
Nieoczekiwanie odkryłam, że ładunek, którym staram się odeprzeć ataki, nie ma najmniejszego zamiaru zniknąć — powtórzyła się sytuacja, jak wtedy gdy pomagałam Dawletiarowowi. Byłam zaworem, przez który do naszego wymiaru wlewał się potok energii o potwornej sile, wciąż zwiększający swą moc. Wokół mnie krążył szalony korowód pogiętego metalu, kawałków darni, kamieni — wirował coraz szybciej i szybciej, granice zakrzywionej przestrzeni ledwie się trzymały...
— Czernowa! — Dawletiarowowi w końcu udało się podnieść z kolan. Krew cieknąca z rozciętej brwi zalewała mu połowę bladej twarzy. — Przestań! Jeśli przestrzeń się zapadnie...
— Nie... nie mogę!!! — próbowałam przekrzyczeć skowyt wiatru, z przerażeniem zdając sobie sprawę z tego, że nie tylko nie mogę zatrzymać potoku przepływającej przeze mnie mocy, ale nawet nie jestem w stanie jej ustabilizować. Jej poziom wciąż rósł, a ja byłam szczeliną, przez którą do naszego świata rwał szaleńczo wodospad energii. I owa luka właśnie robiła się dla niego za wąska.
Gdy Dawletiarow złapał mnie za nadgarstki, nie od razu zrozumiałam, o co mu chodzi. A potem było już za późno. Ściskał moje ręce jak w imadle, biorąc na siebie szalejący potok energii.
— Nie! — krzyknęłam, widząc, jak zwalnia otaczająca mnie trąba powietrzna. — Nie, Igorze Georgiewiczu! Igorze Georg...
W oddali zawyły syreny karetek pogotowia i wozów straży pożarnej.


Dodano: 2008-07-18 19:38:59
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS