NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Lovecraft, H.P. - "W górach szaleństwa"


 Smith, E.E. Doc - "Patrol Galaktyczny"

 Marillier, Juliet - "Córka lasu"

 Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)

 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

Linki

antologia - "Epidemie i zarazy"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Lipiec 2008
ISBN: 978-83-7574-048-6
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 528
Cena: 29,99 zł
Seria: Antologie



antologia - "Epidemie i zarazy" #1

Uwaga! Alarm czerwony! - fragment "Domu na wzgórzu" Jakuba Ćwieka

– To niedorzeczne – powiedział Krzysztof, patrząc z niedowierzaniem to na Marka, to znów na Hermana. – Dlaczego mieliby wyciąć jej wyrostek?
Siedzący obok niego ksiądz Remek podrapał się po nosie. Obaj z informatykiem zostali wtajemniczeni kilka minut wcześniej i wyglądali, jakby sprawy poważnie ich zaskoczyły.
– Może właśnie miała atak – powiedział ksiądz po chwili. – I zwyczajnie zainterweniowali jak przy ataku wirusa, a potem uratowali jej życie, dokonując właściwego rozpoznania.
– No, w sumie... – Marek nie wydawał się przekonany. Siedział jak na szpilkach, nerwowo popijając kawę, i co chwila zerkał to na piętro, gdzie poszedł Kociuba celem zbadania tajemniczych blizn, to znów w stronę części mieszkalnej, z której już dawno powinna nadejść Kinga. To, że wciąż jeszcze nie wróciła z badań – zwłaszcza w kontekście dzisiejszych rewelacji – martwiło go mocniej niż bardzo.
- Mnie za to bardziej zastanawia to, co mówiłeś o obrazach podczas naświetleń - podjął kapłan, korzystając z ogólnej chwili milczenia.
- Myślisz, że co to mogło być?
- A bo ja wiem...
- Wiadomości podprogowe? - zasugerował informatyk. - Czytałem kiedyś taką książkę. W ten sposób można było zaprogramować człowieka, żeby zrobił, co tylko zechcesz...
- I dzięki temu wszyscy zaczęli chodzić do kościoła - dodał milczący do tej pory Herman. - Co z kolei dało im wszystkim przeświadczenie, że wszystko jest w porządku. By bez obaw dali sobie wycinać nerki.
- Póki co wyrostki. - Marek, widząc, jakie spojrzenie doktor posłał kapłanowi, wolał zawczasu zażegnać potencjalny konflikt. - A dokładniej, wyrostek. Jeden.
- Nie, co najmniej pięć - poprawił go Kociuba, który wbrew oczekiwaniom nie nadszedł od windy, a od strony barku. Stał teraz za plecami Marka. - Właściwie wszyscy do których udało mi się dotrzeć, a których nie było tu tak długo, mają za sobą operację wyrostka. Części usunięto też znamiona, zwłaszcza takie, które mogły uchodzić za czerniaki.
Usiadł i bez pytania łyknął kawy z kubka Hermana.
- Na dodatek, z tego, co udało mi się zauważyć, część miała świeżo zaleczone zęby - dodał. - Choć zapytani nie pamiętali wizyty u dentysty.
Marek pokręcił głową. To wszystko było jakieś nienormalne. Usuwanie wyrostków, leczenie zębów i zwalczanie chorób skóry? Mieli za mało wykonanych zabiegów i bali się o dotacje od państwa czy jak?
– Myślę, że trzeba zrobić jakiś krok. Dowiedzieć się, co się dzieje – stwierdził w końcu. – Może czas zadzwonić na zewnątrz i dowiedzieć się czegoś więcej na temat Domu na wzgórzu.
– W Internecie, kiedy jeszcze był, nie znalazłem ni słówka – stwierdził Krzysiek. – A dziś od rana nie ma sieci, więc nie wiem, czy telefony...
– Działają – Marek wszedł mu w zdanie. – Dzwoniłem dzisiaj do żony i wszystko było OK. Próbowałem później dzwonić do firmy, ale nikt nie odbierał.
– Ja spróbuję – zaoferował się ksiądz. – Myślę, że w kurii będą wiedzieć, z kim się skontaktować.Wstał i powiódł wzrokiem po zebranych. Uśmiechnął się.
– Wyglądacie jak ruch oporu – powiedział. – Spokojnie. Wszystko zaraz się wyjaśni.
Coś było w jego głosie, że chciało mu się uwierzyć. Kiedy jednak kierował się w stronę windy, wszyscy nie wiedzieć czemu patrzyli za nim w milczeniu, jakby szedł na skazanie.
Rozmowa jakoś się nie kleiła. Krzysztof dostrzegł swoją znajomą z basenu i na chwilę odszedł od ich stolika, Herman wraz z Kociubą zerkali w stronę tarasu na pierwszym piętrze, czekając na pojawienie się księdza, a Marek wciąż rozglądał się za Kingą. Zdawkowo rzucane zdania niknęły w ogólnym gwarze, rozpuszczając się wśród pomruku rozmów dochodzących od innych stolików.
W końcu Herman nie wytrzymał. Wstał, odtrącając do tyłu krzesło, i szybkim, pewnym krokiem ruszył w stronę windy.
- Dokąd? - zawołał za nim Kociuba.
- Nie będę tak czekał - odparł doktor, nie odwracając się. - Idę powiedzieć żonie, by wynajęła cholernego adwoka...
Przerwał mu ogłuszający ryk syren i niemal w tym samym momencie rozbłysnęły czerwone koguty umieszczone nad drzwiami, u podstaw barierek na piętrach i w suficie. A potem otworzyły się drzwi bloku mieszkalnego i do centrum wpadła zalana krwią kobieta.
Marek poderwał się z miejsca, ale zaraz zorientował się, że to nie może być Kinga. Przypomniał sobie, że widział tę dziewczynę kilka razy na basenie i niemal codziennie w kaplicy, a raz nawet na salce komunikacyjnej, jak rozmawiała z kimś przez komunikator. Długowłosa blondynka z błękitną żyłką wyróżniającą się na tle bladego policzka niczym blizna bądź pozostałość po nietypowym makijażu. Cichutka jak myszka, z głową wtuloną w ramiona i cieniem uśmiechu ukrytym w kącikach wąskich ust.
Tak wyglądała jeszcze wczoraj...
Teraz schylona wpół próbowała iść, ale nogi uginały się pod nią, więc co kilka kroków musiała podpierać się ręką i podnosić z klęczek. Z każdym upadkiem przychodziło jej to z coraz większym trudem.
Włosy, rozpuszczone, mokre i pozlepiane w strąki, częściowo przysłaniały jej twarz wykrzywioną teraz bólem i przerażeniem, pokrytą biało-czerwonymi płatami łuszczącej się skóry.
Mówiła coś, szeptała i chrypiała, choć usta otwierała szeroko jak do krzyku. Najwidoczniej gardło zdążyło odmówić jej posłuszeństwa. Po kilku krokach zatrzymała się, zabulgotała, jakby nagle głos uwiązł jej w gardle, po czym chlusnęła strugą krwawych wymiocin wprost pod nogi reszty pacjentów. Runęła bezwładnie w tę kałużę własnych wydzielin, rozchlapując ją na wszystkich zebranych, i znieruchomiała na chwilę równą dwóm krótkim oddechom. A potem zaczęły się drgawki.
Do przeciągłego wycia syren alarmowych dołączył głos z głośników.
– Uwaga! Alarm czerwony – mówił. – Wszyscy natychmiast udajcie się do swoich pokoi i oczekujcie na przybycie lekarza.
Marek uniósł głowę i zobaczył, że na galeriach pierwszego i drugiego piętra stoją żołnierze uzbrojeni w te same dziwne kije, które zobaczył, gdy pierwszy raz zetknął się z ludźmi w skafandrach.
Kilku wojskowych prowadziło pacjentów z salki komunikacyjnej w stronę wind. Domański nie mógł wśród nich wypatrzyć księdza.
– Wszyscy niech udadzą się do swoich pokoi – nakazywał głos. – Pozostaniecie tam do ustabilizowania się sytuacji. Zainfekowane rzeczy należy zdjąć, umieścić w worku na śmieci i wystawić przed drzwi.
Żołnierze pojawili się także na parterze, wychodząc w większości z salonu gier, ale także z części mieszkalnej. Stamtąd też wypadła czteroosobowa drużyna w białych skafandrach i z noszami, przyklękła przy dziewczynie rzucającej się na podłodze.
Marek dostrzegł, że ludzie, omijając szerokim łukiem leżącą, kierują się w pośpiechu do części mieszkalnej, sam więc ruszył w tamtym kierunku. Nie był jednak w stanie oderwać wzroku od twarzy dziewczyny. Kawałki jej skóry łuszczyły się i odpadały przy każdej próbie odgarnięcia włosów. Spod strzępów wyłaniały się pomarańczowoczerwone włókna mięśni policzkowych.
Jak to możliwe, że zmiany zaszły tak szybko, zdążył pomyśleć, zanim żołnierz wypchnął go na korytarz.
Zgodnie z poleceniem rozebrał się i wrzucił ciuchy do worka, a ten wystawił za drzwi. Wychylając się na korytarz, zobaczył dwa patrole złożone z trzech wojskowych i dwóch ludzi w białych skafandrach wchodzących po kolei do każdego z pokoi. Zamknął drzwi i usiadł na łóżku, czekając na nich i kolejny raz zastanawiając się, co z Kingą. A jeśli i ona wyglądała teraz jak tamta dziewczyna? Co, jeśli i ona załapała kolejne stadium?
Po kilku minutach otworzyły się drzwi i weszli lekarze. Podali mu surowicę w zastrzyku, zostawili świeżą piżamę i kazali się położyć, a potem wręczyli samego w pokoju.
Zrobił, jak mu kazali. W chwilę później już spał.
Gdy się obudził, Kinga siedziała na swoim łóżku z kolanami podciągniętymi pod brodę i wpatrywała się w punkt na ścianie. Wyglądała jak przestraszone zwierzątko.
- Gdzie byłaś? - zapytał, odrzucając na bok koc. Przez dłuższą chwilę milczała i wyglądało na to, że już nie odpowie, gdy w końcu wyszeptała cicho:
- Nie pozwolili mi z nią porozmawiać.
– O kim ty mówisz? Powoli przeniosła wzrok na niego.
– Już nas stąd nie wypuszczą – powiedziała pozornie obojętnym głosem.
– Nie teraz, gdy okazało się, że gówno zatrzymali, nie wirusa. Nie wypuszczą nas.
Marek pomyślał o tym wszystkim, czego dowiedzieli się dzisiaj od rana. Coś z nimi tutaj robiono, jakoś przygotowywano. I na pewno nie po to, by ich zwyczajnie wypuścić. A teraz jeszcze ten atak blondynki. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że wydarzył się właściwie w idealnym momencie, by ich powstrzymać. Rozdzielić, zanim wspólnie odkryją, co tak naprawdę się tu dzieje.
– Wycinali ci coś? – zapytał


Dodano: 2008-06-26 14:46:12
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS