NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Clarke, Arthur C. - "Koniec dzieciństwa" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Nieustraszony"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Campbell, Jack - "Zaginiona flota"
Data wydania: Lipiec 2008
ISBN: 978-83-7574-068-4
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 464
Cena: 33,90
Tom cyklu: 2
Seria: Obca krew



Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Nieustraszony" #1

Wet za wet?

Okręty pojawiły się na tle bezdennej czerni kosmosu. Jako pierwsze w oślepiającym błysku zmaterializowały się eskadry niszczycieli i towarzyszące im formacje lekkich krążowników. Chwilę później z nadprzestrzeni wyłoniły się zgrupowania cięższych jednostek i dywizjony pancerników - jednostek zdolnych przenosić najpotężniejszą broń, jaką kiedykolwiek stworzyła rasa ludzka. Samotna gwiazda, której człowiek nadał nazwę Sutrah, znajdowała się tak daleko od tego miejsca, że mieszkańcy systemu jeszcze przez pięć długich godzin nie mieli zauważyć znaków towarzyszących pojawieniu się floty Sojuszu.
Ogromna armada, która właśnie opuściła nadprzestrzeń, zdawała się dysponować niezwyciężoną siłą. Można było odnieść wrażenie, że tak potężna flota nie lęka się niczego i nikogo. Ale prawda wyglądała zupełnie inaczej. Okręty Sojuszu wciąż uciekały, walcząc o przetrwanie, a system Sutrah, leżący w głębi syndyckiego terytorium, był jedynie przymusowym przystankiem na drodze do ocalenia.
– Mamy odczyty dotyczące kilku lekkich jednostek Światów Syndykatu w odległości dziesięciu minut świetlnych, kierunek dziesięć stopni w dół na sterburtę.
Komodor John „Black Jack” Geary siedział w fotelu głównodowodzącego floty na mostku Nieulękłego. Czuł, jak napięcie powoli opuszcza jego mięśnie. Wiedział już, że po raz kolejny udało mu się odgadnąć zamiary przeciwnika. Choć równie prawdopodobne było, że syndyccy dowódcy nie zdołali przewidzieć jego ruchów. Jakkolwiek przedstawiała się sytuacja, najważniejsze, że jednostki Sojuszu nie natrafiły na pola minowe, a okręty wykryte w najbliższym otoczeniu floty nie stanowiły dla niej zagrożenia.
Największe zagrożenie dla floty czaiło się bowiem w niej samej.
Geary skupił wzrok na trójwymiarowych wyświetlaczach umieszczonych przed jego stanowiskiem. Chciał przekonać się naocznie, czy i tym razem żądza krwi pokona dyscyplinę i idealny szyk floty zostanie przełamany, gdy kapitanowie ruszą do chaotycznego wyścigu, aby zniszczyć napotkane jednostki wroga.
– Kapitanie Desjani – zwrócił się do kobiety dowodzącej Nieulękłym. – Proszę przekazać jednostkom Syndykatu wezwanie do natychmiastowej kapitulacji.
– Tak jest, sir! – Tania Desjani nauczyła się maskować reakcję na staromodne i zważywszy na ducha tych czasów, zbyt łagodne traktowanie wroga, dopuszczające danie mu szansy na poddanie się bez walki nawet wtedy, gdy flota mogła go zmiażdżyć bez większego wysiłku.
Geary zaczynał pojmować, dlaczego ona, jak i większość jej rówieśników, rozumuje w ten właśnie sposób. Światy Syndykatu nigdy nie były znane z zamiłowania do wolności czy swobód obywatelskich, którym od dawna hołdowano w Sojuszu. Niczym nie sprowokowane ataki, od których zaczęła się ta wojna, pozostawiły ogromny niesmak, odczuwany nawet dzisiaj, po całym stuleciu walki, zwłaszcza że Syndycy osiągnęli bezwzględne prowadzenie w wyścigu do zwycięstwa za wszelką cenę, co oznaczało kompletny upadek dobrych obyczajów. Geary przeżył prawdziwy szok, gdy odkrył, że siły Sojuszu odpowiadają na te przejawy okrucieństwa w myśl zasady „wet za wet”, i chociaż zrozumiał w końcu powody takiego postępowania, nie zamierzał ich tolerować. Nalegał, by powrócono do starych, znanych mu od dawna zasad, tych samych, które pozwalały okiełznać szał bitewny i powstrzymywały żołnierzy Sojuszu od przeistoczenia się w bestie takie jak ich wróg.
Chociaż znał je już niemal na pamięć, sprawdził odczyty po raz dziesiąty od czasu, gdy zasiadł w fotelu. Punkt wyjścia, którego użyli, znajdował się w odległości niemal pięciu godzin świetlnych od Sutrah. Dwie planety były zamieszkane, ale nawet ta bliższa im krążyła po orbicie odległej o dziewięć minut świetlnych od gwiazdy sytemu. Nikt z jej mieszkańców nie dowie się o przybyciu floty Sojuszu jeszcze przez ponad cztery i pół godziny. Drugą z zamieszkanych planet dzieliło od Sutrah zaledwie siedem i pół minuty świetlnej. Prawdę mówiąc, flota Sojuszu nie musiała zbliżać się do żadnej z nich w czasie przelotu do punktu wyjścia, z którego mogła dokonać skoku do następnego systemu gwiezdnego.
Wokół symboli oznaczających aktualną pozycję jednostek Sojuszu Geary widział powoli rozrastającą się sferę oznaczoną jaśniejszym kolorem. Jej granice wyznaczały obszar, z którego mogli odbierać informacje w czasie zbliżonym do rzeczywistego. W chwili obecnej obserwowali widok zamieszkanych planet sprzed czterech i pół godziny. Nie było to zbyt wielkie przesunięcie, ale i tak zdolne sprawić, że musieli spodziewać się każdego możliwego zagrożenia. Sama Sutrah mogła eksplodować już cztery godziny temu, a oni jeszcze przez pięćdziesiąt minut nie będą o tym nawet wiedzieli.
– Przesunięcie widma jednostek Syndykatu w stronę czerwieni – zameldował wachtowy, nie potrafiąc ukryć zawodu w głosie.
– Uciekają – dodała zupełnie niepotrzebnie Desjani.
Geary skinął głową, milcząc. Przypomniał sobie, że w systemie Corvus w obliczu przeważających sił wroga syndyccy dowódcy podjęli walkę – tylko jeden z czterech okrętów poddał się na jego wezwanie.
Ocalały dowódca – pomyślał Geary – zacytował mi nawet paragrafy regulaminu syndyckiej floty, które nakazywały to samobójcze posunięcie. Dlaczego Syndycy w tym systemie mieliby zachowywać się inaczej?
– Dlaczego? – zapytał na głos, powtarzając ostatnią myśl.
– Bo są tchórzami – odparła Desjani nie kryjąc zdziwienia.
Geary z trudem powstrzymał się od ciętej riposty. Tania, podobnie jak wszyscy oficerowie i marynarze tej floty, karmiona była propagandą od tak dawna, że wierzyła ślepo we wszystko, co jej wmawiano, nawet jeśli nie miało to najmniejszego sensu.
– Na Corvusie trzy z czterech okrętów podjęły walkę z nami. Dlaczego tutaj jest inaczej?
Desjani zmarszczyła brwi, szukając odpowiedzi.
– Syndycy zawsze wykonują wydane im rozkazy – wydukała w końcu.
To była niezwykle prosta, ale i dokładna ocena sytuacji, odzwierciedlająca wszystkie obserwacje, jakie Geary zdołał poczynić po przebudzeniu.
– Zatem nakazano im odwrót… – powiedział.
– Zapewne celem przekazania informacji o naszym przybyciu do systemu – dokończyła za niego Desjani. – Ale co zamierzali osiągnąć, rozmieszczając lekkie jednostki w pobliżu punktów skoku? Raporty i tak dotrą do centrum systemu z prędkością światła, a drogę do najbliższego punktu skoku blokuje im nasza flota, więc nie zdołają wejść w nadprzestrzeń.
Geary nie odpowiedział od razu, wciąż przyglądał się obrazom widocznym na wyświetlaczach.
– Niby racja – odezwał się wreszcie. – Ale co z tego wynika? – Raz jeszcze spojrzał na wzorowe formacje jednostek Sojuszu, zanosząc modły dziękczynne do żywego światła gwiazd, że posłuchano jego rozkazów. – Chwileczkę…
W granicach systemu planetarnego wszelkie współrzędne podawano względem gwiazdy, nie jednostki, aby wszystkie okręty rozumiały identycznie wydawane rozkazy. Wszystko powyżej płaszczyzny ekliptyki systemu było nazywane „górą”, a to, co znajdowało się pod nią – „dołem”. Wektor skierowany w stronę gwiazdy określano mianem prawego bądź – w starym marynarskim żargonie – sterburtą (niektórzy manierycznie zmieniali tę nazwę na starburtę). Ruch w stronę przeciwną był zwany lewym bądź bakburtą. Zgodnie z tym systemem jednostki Syndykatu znajdowały się poniżej pozycji floty i uciekały w górę, nieco na lewo. Dlaczego wybrały drogę ucieczki, która zbliży je do wroga? To mogłoby mieć sens tylko w wypadku…
Geary wykreślił kurs na przejęcie jednostek Syndykatu. Krzywa biegła przez środek sektora, który niszczyciele wroga ominęły.
– Dajcie mi dokładne powiększenie tego obszaru. Ale już!
Desjani spojrzała na niego podejrzliwie, natychmiast jednak zabrała się do wykonywania rozkazu.
Geary nadal czekał na wyniki, gdy zauważył, że z formacji wyłamał się jeden ciężki krążownik i towarzyszące mu trzy niszczyciele. Okręty zaczęły gwałtownie przyspieszać, idąc wprost na przechwycenie jednostek wroga.
Durnie, co wy robicie! – pomyślał Geary i natychmiast sięgnął do klawiatury komunikatora.
– Wszystkie jednostki, kurs trzy zero stopnia w górę. Powtarzam, kurs trzy zero stopnia w górę. Wykonać natychmiast. Na kursie floty znajdują się pola minowe.
Zidentyfikowanie jednostek, które wyszły z szyku, zajęło mu tylko chwilę.
– Anelace, Baselard, Maczuga, Zbroja! Wracajcie natychmiast na swoje miejsca w formacji! Kurs góra trzy zero stopnia. Wchodzicie na pole minowe.
Od tej chwili Geary mógł jedynie obserwować bieg wydarzeń na wyświetlaczu.


Dodano: 2008-06-26 14:15:48
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS